Rozmawialiśmy w wigilię Bożego Narodzenia roku Pańskiego 2020 z redaktorem Pawłem Sołtysikiem w Radiu Kraków przed hejnałem o tym, co właściwie znaczy powiedzenie dwa grzyby w barszcz. Czy to jest za dużo takich samych rzeczy, czyli że już jeden grzyb nadałby barszczowi dostatecznie smaku grzybów? Albo że to są różne dodatki, więc mamy do czynienia z niepotrzebnym pomieszaniem.

Ankieta na Twitterze, 15 głosujących

Funkcjonuje też w polszczyźnie porównanie tani jak barszcz i to ono zapewne sprawia, że w młodym pokoleniu użytkowników polszczyzny pojawia się innowacyjne znaczenie, że dwa grzyby w barszcz to jest malutko czegoś, licho, słabo, byle co dodane do byle czego.

Dwa grzyby w barszcz, 24.12.2020

Jakie to grzyby i jaki barszcz? Tego nie sposób rozstrzygnąć nawet w wielkich ankietach. Tylko żmudne studia nad kulinariami mogą nas w stronę prawdy prowadzić. Jednym z pierwszych notowań tego obrazu dwóch grzybów jeden barszcz rzucanych znajdujemy w autotematycznej fraszce Wacława Potockiego, noszącej tytuł Na fraszki:

Na fraszki

Radem ci zacny gościu w domu swoim cale,
Ochoty nie przebierzesz, wina mam o małe;
Jeżelić się podoba, nim od stołu wstaniem,
Zabawić się, przy piwku, tych fraszek czytaniem.
A gość: „Miej sobie — rzecze — gospodarzu, fraszki,
Każ jeszcze beczkę ścisnąć, a natoczyć flaszki,
Potym czytaj po polsku, czytaj po łacinie,
Będziem się śmiać, bo żarty ładniejsze przy winie.”
Jam rozumiał, że wina ochronię księgami:
„Wolicie pić, niżeli być audytorami?
Chłopcze, schowaj te książki, a kielichem sporem
Daj wina, pewnie i ja nie będę lektorem.
Siła by to dwa grzyby w jednym barszczu topić;
Jednym się kontentować: albo kpić, albo pić.”

Siła — dużo

Wydaje się, że to jedno z wcześniejszych zaświadczeń mówi, że dwa grzyby w barszcz to za dużo, ale że reprezentują one nadmiar wynikający ze zmieszania dwóch różnych elementów — picia i czytania. Wygrywa picie. I tak oto otwieramy się na sylwestrowo-karnawałowe szaleństwa, które bardziej nam już w głowie (szumieć mogą), bo tańców i balów się nie przewiduje.

Bród na rzece to miejsce, gdzie jako tako można się przeprawić na drugi brzeg konno, wozem, pieszo bez mostu czy łodzi. Miejsce płytsze, bezpieczniejsze, rozpoznane. Nieraz w takim właśnie miejscu organizowano przeprawy promowe. Oczywiście miały one wielkie znaczenie strategiczne, dlatego od wieków w ich pobliżu umieszczano strażnice, które takich miejsc strzegły. Na przykład Tyniec, gdzie Wisła przedziera się pośród wapiennych skał.

Widok z murów klasztoru tynieckiego na stronę Piekar. Bród jest tam, gdzie droga dochodzi do Wisły.

W bród powiedzieć. Wyczesane rozmowy odkrywają (w słownikach i tekstach)

To nie jest sensacja, ale skoro ja tego nie wiedziałem lub nie pamiętałem o tym, to może jeszcze kogoś to zainteresuje. Dziś gdy czegoś jest w bród, to jest tego ‘dużo, pod dostatkiem’. A dawniej można było w bród coś komuś powiedzieć, oświadczyć. Samuel Bogumił Linde podał następujące synonimy: najkrótszą drogą, najprościej, niedługo myśląc, co pierwszego to lepszego, obces, z kopyta, od razu, wzręcz, bez ogródki, nie ochylając, wbrew.

S.B. Linde, Słownik języka polskiego, 1807

Rozmawialiśmy o tym w Radiu Kraków z redaktorem Paweł Sołtysikiem. Proszę posłuchać.

W bród. Wyczesane rozmowy, Radio Kraków, 25 listopada 2020 r.

Oto cytat z Satyr Krzysztofa Opalińskiego:

Ale spyta mie ktory/ Jaka ma bydź miarka
Tego naszego mienia. Powiem w brod i krotko:
Ile człowieku trzeba do skromnego życia?

Satyry, 1652, s. 56 (a Linde napisał, że 62!)

Widok pocztówkowy na koniec

Tyniec widziany od strony Piekar

Najnowszą definicję tego wyrażenia przynosi Dobry słownik, którego jestem współredaktorem:

mówimy umarł w butach, jeśli chcemy zakomunikować, że sytuacja, o której mowa, jest beznadziejna i bez wyjścia; wyrażenie potoczne

Tam także znajduje się ciekawostka na ten temat.

W Radiu Kraków

Proszę posłuchać, jak gwarzyliśmy o tym frazemie w Radiu Kraków z redaktorem Pawłem Sołtysikiem, wszystkim życząc długiego i zdrowego życia:

Wyczesane rozmowy, Radio Kraków, 10 grudnia 2020 r.

W Wyczesanych rozmowach usiłujemy odtwarzać jakieś pierwotne impulsy i obrazy, które stoją za danym sformułowaniem. Na pewno mówiło się tak z wisielczym humorem już podczas pierwszej wojny światowej, na pewno podobną strukturę znajdziemy w angielszczyźnie amerykańskiej — gdy na Dzikim Zachodzie ktoś umierał w butach, to znaczy, że nie w domu, w łóżku i nie ze starości, lecz zwłaszcza powieszony, w pojedynku czy innej strzelaninie.

Raczej wykluczyłbym hipotezę, że chodzi o śmierć w (hiszpańskich) butach — narzędziu tortur. Nie znalazłem poświadczeń tekstowych takiego jakoby katowskiego powiedzonka żargonowego (profesjolektalnego).

W słowniku Lindego

W pierwszym tomie Słownika języka polskiego Samuela Bogumiła Lindego jest następujący zapis:

W bótach umarł; buty spalił = uciekł, Tr. Er hat das Fersengeld bezahlt

Linde, Słownik, tom I, s. 148

Jest to ciekawy ślad. Niemiecki frazeologizm, dosłownie: zapłacić „piętowym pieniądzem”, nie jest całkiem jasny, ale zawiera w sobie obraz szybko oddalających się pięt. Znaczenie: nie zapłacić za usługę i uciec, spylić. Czyli być może taki, co umarł w butach, wcale nie umarł. A to, że dwieście lat temu pisało się po polsku słusznie bóty, to miła ciekawostka.

To jeszcze nie koniec

Trzeba będzie poczytać Terencjusza i staropolskich pisarzy, dzięki czemu może się jeszcze dojdzie do tego, co oni mieli na myśli, gdy pisali w bociech umrzeć. Poszukiwaniu znaczeń frazeologizmów końca nie ma.


Proszę sobie posłuchać. Okazuje się, że pieśń adwentowa, która wydaje się odwieczna, ma historycznego autora, a jest nim oczywiście Franciszek Karpiński.

Świetny jest pryncypialny tekst Cata o Miłoszu i jego kolegach, którzy już przed wojną sprzedawali ojczyznę bolszewikom:

Warto na tym miejscu przytoczyć z książki znakomitego publicysty Stanisława Mackiewicza (Cata) „Lata nadziei” (Londyn 1946; str. 145) opinię jego o całej grupie wileńskiej:

„… Było mi smutno i wstyd, że bolszewizm w Wilnie szerzyła grupa utalentowanych młodych ludzi najautentyczniej wileńskiego pochodzenia, których same nazwiska przypominały stronice „Pana Tadeusza” lub „Pamiętniki Kwestarza”. Bujnicki nazywał się Nieściuszko Bujnicki i był prawnukiem starego miłego grafomana, który tak rzewnie opisywał północną Białoruś. Putrament… nazwisko to figuruje w sienkiewiczowskim „Latarniku”, jako symbol starej, tęsknej litewskości, „Putrament z Pikturną…” czytamy w „Panu Tadeusza”. Miłosz… I oto ci ludzie, którzy powinni byli najlepiej rozumieć miłość kraju, pierwsi sprowadzali na niego infekcję wroga, zdradzali go, sprzedawali, sprzedawali także siebie bez godności, o ileż gorzej niż zwykła kurwa [podkreśl. AC]. Jakaż silna jest ta infekcja i jakże wielką mieliśmy rację, gdyśmy z nią walczyli. Dzisiaj podobno niejeden z tych poetów chadza w cylinderku, zajmując dygnitarskie stanowisko, sprzedawszy kraj własny, sprzedaje państwo całe. Może kiedyś poczuje do samego siebie pogardę, gdy znajdzie się po jakiejś czystce na Kołymie, lub w republice Komi”.

Źródło: http://retropress.pl/wiadomosci/byly-poputczik-milosz/

No i świetnie. Tylko że już w 1947 chciał wrócić do Polski i wraz z Miłoszem wspierać entuzjazm modernizacji i odbudowy. Miłosz był tylko poputczikiem, a Mackiewicz premierem niezłomnego rządu na uchodźstwie, biorącym pieniądze od wywiadu Polski Ludowej.

A jednak w sierpniu 1955 roku, krótko po ustąpieniu ze stanowiska premiera emigracyjnego rządu, Mackiewicz podjął kolejną próbę pisząc do Jerzego Putramenta. „Szanowny i Drogi Panie, Dobrze Panu znany Szatybełko gotów jest odbyć z Panem, lub z kimś od Panów poważną rozmowę na zupełnie zasadnicze tematy, na razie oczywiście najściślej poufną i nie gdzie indziej, jak tylko w Londynie”. „Szatybełko” to nazwisko, pod jakim Mackiewicz pojawił się w powieści Putramenta „Rzeczywistość” (Warszawa 1947). Wkrótce Mackiewicz, któremu nadano kryptonim „Rober”, rozpoczął regularne spotkania z agentem PRL-owskiego wywiadu w Londynie Jerzym Klingerem ps. „Oskar”. W rozmowach z nim Stanisław Cat Mackiewicz bronił się przed zostaniem formalnym agentem, jednak z raportów „Oskara” wynika, że chętnie udzielał informacji.

Mackiewicz nie składał pisemnych raportów, jednak godził się na robienie przez rozmówców notatek. Pieniądze przyjmował pod pretekstem „zaliczek” na pisane książki. Z dokumentów zachowanych w IPN wynika, że od marca do czerwca 1956 r. Mackiewicz otrzymał od swojego agenta prowadzącego 1085 funtów oraz 300 dolarów. „Oskar” płacił za niego czynsz, kupił mu kożuch, chodził nawet z Catem na zakupy, a przed wyjazdem pomagał mu się pakować i odwiózł pisarza na lotnisko.

Cat poinformował emigrację o zamiarze wyjazdu. W oświadczeniu drukowanym 11 czerwca 1956 r. przez londyński „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza” pisał m.in.: „Dziś nie możemy liczyć na chęć państw zachodnich wyłączenia kraju polskiego z systemu państw prosowieckich. (…) Nie możemy narażać bytu narodu polskiego dla polityki mirażowej. Chcę także wierzyć, że zapowiadana w Kraju liberalizacja stosunków będzie trwała i przyniesie naszemu krajowi ulgę, o ile nie będzie zerwana przez jakąś nieobliczalną prowokację. W tych warunkach zdecydowałem się na powrót do Kraju”. Na Okęciu wylądował 14 czerwca 1956 r.

Po powrocie Mackiewicz opublikował dwie książki, w których krytykował emigrację – „Londyniszcze” (1957) i „Zielone oczy” (1958), szybko jednak przekonał się, że współpraca z komunistami nie popłaca. Cenzura odrzuciła jego książkę o polityce Józefa Becka, a po tym, jak podpisał „List 34” domagający się złagodzenia cenzury, został usunięty z redakcji „Kierunków” i „Słowa Powszechnego”. Mackiewicz nawiązał wtedy współpracę z paryską „Kulturą”, do której pisywał pod pseudonimem Gaston de Cerizay. Kiedy SB to odkryła, pisarzowi groził proces za publikowanie „fałszywych wiadomości o PRL”. Na 3 listopada 1965 r. gotowy był akt oskarżenia, lecz do rozprawy nie doszło. Stanisław Cat Mackiewicz zmarł 18 lutego 1966 roku. (PAP)

https://dzieje.pl/aktualnosci/55-lat-temu-cat-mackiewicz-powrocil-do-polski

A co wtedy robił Miłosz? Gryzł się w osamotnieniu, uprawiał gospodarstwo polskiej poezji, uczył studentów, nucił nieszporne psalmy Karpińskiego… Litość? Trwoga. Taka to refleksja do samodzielnego przeprowadzenia.

Zgodnie z zapowiedzią sprzed tygodnia, kiedy to podczas audycji Przed hejnałem w Radiu Kraków red. Marzena Florkowska rozmawiała o rtęci, żywym srebrze, zgadało się też o tym, że tak nazywano ruchliwe, energiczne, nadzwyczaj żywe dzieci. Ktoś też powiedział: złote dziecko, więc się zajęliśmy tematem z red. Pawłem Sołtysikiem. Proszę posłuchać.

The Golden Child, das Goldkind, a może i Nawłoć (ta z Żeromskiego)

Frazeologia miewa międzynarodowe koneksje, dlatego można myśleć i o kontekstach popkulturowych, jak film z Eddiem Murphym.

Złote dziecko, grzeczne, miłe, bogobojne, utalentowane, jak z opowieści Zacharjasiewicza Na kresach

— Zrazu myślałem, że stary Dębicz stroi żarty — ciągnął dalej major — a żem sercem do niego przylgnął, więc zostałem, pomagając mu w gospodarstwie. Zuzanna była wtedy jeszcze młodą dziewczyną, bawiła często w Czarnowodach, bo była sierotą. Ach, księże Macieju, co to za złote dziecko już wtedy było! Bywało, iż po całych dniach siedziała przy starym Dębiczu, który jej czytał kroniki i pismo święte, a tak zawsze miała oczęta wzniesione ku niebu, jakby świętą zostać chciała!…

Jan Zacharjasiewicz, Na kresach, 1867, s. 250

Złote dziecko Tuska, złote dziecko Platformy, złote dziecko banków

Nie chce mi się pisać o Nowaku, Trzaskowskim i systemie płatności BLIK.
Już ciekawsze jest to, że Goldkind to też nawłoć, a Nawłoć to nazwa miejscowości w Przedwiośniu Żeromskiego, gdzie…

Złota młodzież

Jest też cytat z Iwaszkiewicza, który wspominał żywot złotej młodzieży w przedrewolucyjnym Jelizawietgradzie.

Cytat ze słownika frazeologicznego Stanisława Skorupki

A gdzie ten Elizawetgrad?

Miasto stoi w jednym miejscu, ale idzie na rekord zmian nazw. Najpierw od imienia św. Elżbiety się zwało, ale twierdza w nim się znajdująca związana była z cesarzową rosyjską Elżbietą (panującą 1741–1762); w latach 1924–1934 miasto Zinowjewsk wychwalało urodzonego w tym mieście Grigorija Zinowjewa (który sam miał talent do zmieniania swych imion i nazwisk, bo można o nim też mówić Owsiej-Gerszen Aronowicz Radomyslski, a także Hirsz Apfelbaum); gdy Stalin ogłosił go zdrajcą i zgładził także jako odpowiedzialnego za śmierć Kirowa, miasto nazwą swą — Kirowo (1934), od 1939 Kirowograd, po ukraińsku Kirowohrad, upamiętniało Siergieja Kirowa, którego wprawdzie zgładzono za polecenie zazdrosnego Stalina, ale oficjalnie czczono. W ostatnich latach toczyły się debaty o to, jak nazwać miasto, wreszcie w 2016 przeforsowano wbrew głosom społeczeństwa, które wolałoby nazwy (po pauzach liczba głosów w referendum, po średnikach transkrypcja):
Єлисаветград — 35153; Jelisawethrad
Інгульськ — 4302; Inhulśk
Златопіль — 3509; Złatopil
Кропивницький — 1281; Kropywnyćkyj, tj. Kropywnycki
Благомир — 708; Błahomyr
Ексампей — 624; Eksampej (to coś z Herodota)
Козацький — 286; Kozaćkyj, tj. Kozacki
nazwę Kropywnycki na cześć dramaturga Marka Kropywnyckiego (Марко Лукич Кропивницький; 1840–1910).

Marko Kropywnyćkyj, tj. Kropywnycki

Tam właśnie szalał Iwaszkiewicz z dwoma Szymanowskimi i dwoma Zbyszewskimi — złota młodzież, zdolni, piękni i bogaci.

O milach w języku trochę humorystycznie w czwartkowe przedpołudnie czy też przedhejnale było. Odnosiliśmy się raczej do tekstów literackich i filmów niż do idiomów. Zapraszam do posłuchania Wyczesanych rozmów (zdaje się, że jest lepsza jakość dźwięku niż poprzednio, w czym zdalna i walna zasługa red. Pawła Sołtysika).

Wyczesane rozmowy o milach, Radio Kraków, 5 listopada 2020

— Wieliczka o dwie mile od Krakowa (mila pocztowa dawna polska mogła mieć 7,5, a nawet 8,5 kilometra; jeśli dziś mapy Google pokazują, że odległość od wieży ratuszowej na Rynku Głównym w Krakowie do szybu Daniłowicza wynosi 13,5 km, to nawet by się zgadzało.

Chaussée Wielicka wciąż tłoczna i zakurzona

— cztery mile za piec

— buty siedmiomilowe

— ósma mila jako coś, co już granice stanowi i przekracza

Wiślica na dziewiątej mili

Marcin Kromer tak podobno pisał:

Dziennik Polski, dawno

Faktycznie. Dziś trasy samochodowe do Wiślicy wynoszą ok. 80 kilometrów, ale piesza 70 — tradycyjnymi drogami przez Kazimierzę Wielką to wyjdzie w sam raz na niecałe dziewięć mil.

Dziękuję, Google
Marcin Kromer, 1555

Wiślica, być może Wiślan stolica

Bardzo lubię tego rodzaju przedstawienia

Co tam napisane?
ANNO DOMINI MCCCL PRINCEPS EXCELLENTISSIMVS KAZIMIRVS SECVNDVS DEI GRATIA POLONORVM REX ECCLESIAM SANCTAE MARIAE VISLICIENSIS QVADRO FABRICAVIT LAPIDE CVIBENEFICII MEMOR CLERVS VISLICIENSIS ET POPVLVS DECVS SVI OPERIS ANNO DOMINI MCCCCLX QUATRO AVREIS INSCRIPSIT LITTERIS” co oznacza ,,Roku Pańskiego 1350 Najjaśniejszy Kazimierz II z Bożej łaski król Polski wzniósł kościół przenajświętszej Maryi Panny z ciosanego kamienia, pamięć której to zasługi i ozdobą jego dzieła roku Pańskiego 1464 duchowieństwo wiślickie i lud złotymi wypisali głoskami. (Źródło).

Osobiście uważam, że głoski nawet złote (może wypowiadane przez złotoustych mówców) są zjawiskiem fonicznym, ale i to być może się sfrazeologizowało i może będzie kiedyś tematem Wyczesanych rozmów. W czwartkowej audycji jednak nie złote (z)głoski się pojawiły, lecz złote dziecko. Poszukamy, przeczeszemy.

Co roku 6 listopada jest dla społeczności akademickiej (także absolwentów) Uniwersytetu Jagiellońskiego okazją do przypomnienia dnia, kiedy z rzecząpospolitą uczonych skonfrontowała się brutalna siła.

Jak bardzo gorzko dziś brzmią słowa wzruszonego Kazimierza Twardowskiego, jak słaba okazała się jego wiara w siłę logiki i niezależność nauki. A może mimo wszystko academia ne cedat?

Mając pełne prawo domagania się, aby jego niezawisłość duchowa nie była przez nikogo naruszana, mając więc także pełne prawo bronienia się przeciw wszelkim jawnym lub podstępnym zakusom poddawania jego pracy naukowej czyjejkolwiek kontroli lub komendzie, Uniwersytet ma zarazem obowiązek unikania także ze swojej strony wszystkiego, coby mogło tę niezawisłość nadwyrężać lub stwarzać chociażby pozory ulegania jakimkolwiek wpływom lub dążnościom, nie mającym nic wspólnego z badaniem naukowem i jego celem. Musi odgradzać się od wszystkiego, co nie służy zdobywaniu prawdy naukowej, musi przestrzegać należytego dystansu między sobą a nurtem, którym mknie około jego murów życie dnia potocznego, zgiełk ścierających się prądów społecznych, ekonomicznych, politycznych i wszelakich innych; wśród walk i zmagań się tych najrozmaitszych prądów Uniwersytet winien trwać niewzruszenie jak latarnia morska, która wskazuje swem światłem okrętom drogę przez wzburzone fale, lecz nigdy światła swego nie nurza w samych falach. Gdyby to uczyniła, światłoby zgasło, a okręty pozostałyby bez gwiazdy przewodniej.

(O dostojeństwie Uniwersytetu, Poznań, 1933)

Republika uczonych upadła. Reszta tekstu (OCR) jest tutaj.

(zdjęcie z roku 2017)

Czy nie gonią w piętkę?

Starość — nie radość, ale: młodość — płochość. Tak niedobrze, a na odwrót całkiem źle. W każdej chwili stać nas na taką refleksję, a spadek bystrości umysłu, szybkości kojarzenia i wyciągania wniosków zasmuca i może spowodować podjęcie decyzji zupełnie odwrotnych niż w danym momencie potrzebne. Goni w piętkę, kto stary i kapcanieje, kto bardzo zmęczony, całkowicie zakałapućkany. Tak to ujął Zygmunt Gloger, w swoim słowniczku gwary okolic Tykocina, lecz frazem okazał się powszechny:

Proszę posłuchać, jak gwarzyliśmy w Wyczesanych rozmowach z red. Pawłem Sołtysikiem. W przyszłym tygodniu, jak się uda, ma być lepsza jakość połączenia.

Wyczesane rozmowy, Radio Kraków, 29.10.2020

Ale to nie to samo co: dostać kręćka bądź kołowacizny — inne frazeologizmy wzięte z ludowej i naukowej weterynarii.

Czyja to piętka?

Może sarnia lub zajęcza, bo powiedzenie pochodzi z języka myśliwskiego. Pies biegnący nie tam, dokąd ucieka zwierzę, goni także na odtrop, pod trop, w skopec, w piętę. Myśliwy, chcący odtworzyć historię polowania, może też sam tropić w piętkę.

Chwiejność znaczenia

Obok źródłowego znaczenia przeniesionego z socjolektu łowców mamy zachodzące częściowo na siebie: ‘przejawiać dezorientację’, ‘zapominać się’, ‘być bezradnym’. Zmęczenie, wyczerpanie może pochodzić z gonić resztkami (sił), gdzie wspólnym elementem jest czasownik gonić.

Pierwszy zapis

Ta to książka wydana w Wilnie w 1823 r. poświadcza myśliwskie gonią w piętę.

Tak to polszczyzna z psów na ludzkie zachowanie przeniosła uwagę, a wraz z krytyką polowań można nabrać przekonania, że wszelkie gonienie zwierzyny jest trochę gonieniem w piętkę, niewyciąganiem logicznych wniosków z rzeczywistości, ale to już zagadnienie pozajęzykowe.