Publikuję rozmowę z tłustego czwartku w ostatkowy wieczór o pączkach w maśle. Zawsze w maśle, bez względu na zmiany w technologii produkcji. Będzie też o Mikołaju Reju. zapraszam.
Jutro Popielec.
Publikuję rozmowę z tłustego czwartku w ostatkowy wieczór o pączkach w maśle. Zawsze w maśle, bez względu na zmiany w technologii produkcji. Będzie też o Mikołaju Reju. zapraszam.
Jutro Popielec.
Święta Agnieszka wypuszcza skowronka z mieszka w Dzień Babci. Ale co to za św. Agnieszka i co ptasiarze sądzą na temat przylatywania do Polski skowronków? W 2013 wypatrywano ich po 5 marca, a w 2019 paręnaście dni wcześniej. Za dużo tych komplikacji więc się zacukałem, wściekłem i krzyknąłem WCIÓRNOŚCI. O tym właśnie opowiedziałem w Wyczesanych rozmowach. Zapraszam do posłuchania.
Ciekawe to zjawisko, że rozbudowany słowotwórczo wszystek sam się stał wyrazem ekspresywnym. Wściurnastko to wszyściuciuciuteńko. Tak to ujął Słownik języka polskiego, tzw. wileński:

Elegancko to wyłożył Stanisław Dobrzycki, wybitny filolog, opisujący w 1898 r. gwarę swego rodzinnego Krzęcina pod Skawiną.


Oj, zdarza się człowiekowi nie tylko w młodości udzielenie sobie pozwolenia, żeby zaszaleć, a nawet przewidzenie z góry jakiejś kwoty na roztrwonienie, roztyrmanienie, rozpuszczenie, słowem: na rozkurz.
Słowo wzięło się z praktyki, a wizerunek młyna ma związek z pochodzeniem rozkurzu.
Zapraszam do posłuchania Wyczesanych rozmów z red. Anną Piekarczyk, z którą rozmowa to rozkosz. I stąd fonetyczno-semantyczny odlot.
Rozkurz to strata, na którą z góry się godzimy.

W audycji pojawia się ważny tom prozy i poezji Mirona Białoszewskiego Rozkurz, którego genezę przytoczyła Małgorzata Łukasiewicz w „Znaku” z roku 2009, w kontekście robienia słoików, to jest robienia przetworów i pakowania ich w słoiki:
Bo nie można wiedzieć, które słoiki zostaną otwarte ani kiedy to nastąpi, nie wiadomo, co stanie się z resztą, nie wiadomo, kim będą ci wybrani ani ilu ich będzie. Jakby nie chodziło o przetwory w słoikach, ale o listy desperacko rzucane w zalakowanych butelkach do morza. Wskutek tego i pytanie nabiera nagle głębszej i odległej od praktycznych działań wymowy. Po co się tyle tego robi, czy warto aż tak się wysilać, skoro znaczna część z konieczności pójdzie na zmarnowanie? Po co pisać wiersze, komponować symfonie, dobierać farby z palety, jeśli nie wiadomo, czy kiedykolwiek do kogokolwiek to dotrze?
Ostatnie słowo w tej sprawie niech ma Białoszewski, we fragmencie z tomu Rozkurz: „– ale ty nie piszesz na rozkurz – zakończył jakąś kwestię Le. Spodobało mi się to określenie. Jednak »nie na rozkurz« za długie na tytuł. I tak by się mówiło »Rozkurz«”.

Sprawa jest poważniejsza niż rozważanie, czy to, co się przelewa ponad krawędź, nazwać przelewką czy przelewkiem. Dziś w Radiu Kraków z Anną Piekarczyk nad tym chwilę podumaliśmy, a Rozmówczyni moja wskazała na związek przelewek, przekwintów według Knapiusza jezuity, z tym, że się komuś nie przelewa.
Zapraszam do posłuchania.
Przy okazji fragment przypowieści Adama z Czahrowa Czahrowskiego, żołnierza i poety, o wojnie

O nie przelewki pisała nie tak dawno Agnieszka Piela, a o nie peć (zapisanym osobno) — Władysław Lubaś w 1963. W programie na żywo nie zawsze wystarcza refleksu, żeby wspomnieć stan badań.
Kto słyszał (i w jakim regionie): widzi, że niepeć 'niebezpieczeństwo, kłopot, tarapaty; nie żarty, nie przelewki’. Proszę mejlować lub fejsbukować. Z góry dziękuję.
Właściwie najważniejsze dziś, w Sylwestra, są fragmenty wstępne: o do siego roku (kolejny argument przeciwko pochodzeniu od śp. Dosi), o której mówiłem pięć lat temu w Radiu Kraków. Życzyłoby się Dosinych lat czy Dosinego wieku, ale się nie życzy i szlus. Była też autokompromitacja: zamiast matuzalemowego, matuzalowego wieku powiedział mi się !melchizedekowy (i Matuzalem, i Melchizedek z Biblii, stąd figiel pamięci). Pewnie dlatego, że chciałem dwie sroki za ogon chwycić. No cóż, za dużo dwa grzyby w barszcz.
Wyjaśnienie jest inne, a ci, co twierdzą, że wszystko wyjaśnili, bodajby… Rozmawiało się więc dziś w sylwestrowych Wyczesanych rozmowach z Panem Redaktorem Pawłem Sołtysikiem chwileczkę o słówku bodaj, niegdyś życzącym — dobrze lub źle, a dziś takim powątpiewająco uprawdopodabniającym (bodaj taki jest jego status).
Niechżeż mi pomogą położnicy i położne, doule i archeoetnografia wszelka: skąd się wziął obraz o rodzeniu się ludzi na kamieniu? Bodaj się tacy na kamieniu rodzili to pochwała o znaczeniu ‘oby takich było jak najwięcej’, ale przecież jakoś mało się słyszy, żeby rodzenie ludzi na kamieniu było częstsze. To już częściej organizuje się poród w(e) wodzie!
O nie rodzić się na kamieniu pisał w 1995 r. na łamach „Języka Polskiego” Stanisław Bąba (1939–2014). Cytował przykłady ze słowników, które się nieco po macoszemu z omawianymi jednostkami frazeologicznymi obeszły, oraz z prasy, gdzie na początku lat 90. XX ubiegłego stulecia wykwitały innowacje takie jak „Tacy ludzie nie rodzą się na pniu”. Nie zajął się jednak poznański uczony objaśnieniem genezy frapującego nas obrazu.

Kilogramy ciążą jak kamień młyński, więc trzeba by je zrzucić, ale uważać, by się w jakichś odmętach nie pogrążyć. Może by z tych „Wyczesanych rozmów” jakąś książkę zrobić?
Rozmawialiśmy w wigilię Bożego Narodzenia roku Pańskiego 2020 z redaktorem Pawłem Sołtysikiem w Radiu Kraków przed hejnałem o tym, co właściwie znaczy powiedzenie dwa grzyby w barszcz. Czy to jest za dużo takich samych rzeczy, czyli że już jeden grzyb nadałby barszczowi dostatecznie smaku grzybów? Albo że to są różne dodatki, więc mamy do czynienia z niepotrzebnym pomieszaniem.

Funkcjonuje też w polszczyźnie porównanie tani jak barszcz i to ono zapewne sprawia, że w młodym pokoleniu użytkowników polszczyzny pojawia się innowacyjne znaczenie, że dwa grzyby w barszcz to jest malutko czegoś, licho, słabo, byle co dodane do byle czego.
Jakie to grzyby i jaki barszcz? Tego nie sposób rozstrzygnąć nawet w wielkich ankietach. Tylko żmudne studia nad kulinariami mogą nas w stronę prawdy prowadzić. Jednym z pierwszych notowań tego obrazu dwóch grzybów jeden barszcz rzucanych znajdujemy w autotematycznej fraszce Wacława Potockiego, noszącej tytuł Na fraszki:
Na fraszki
Siła — dużo
Radem ci zacny gościu w domu swoim cale,
Ochoty nie przebierzesz, wina mam o małe;
Jeżelić się podoba, nim od stołu wstaniem,
Zabawić się, przy piwku, tych fraszek czytaniem.
A gość: „Miej sobie — rzecze — gospodarzu, fraszki,
Każ jeszcze beczkę ścisnąć, a natoczyć flaszki,
Potym czytaj po polsku, czytaj po łacinie,
Będziem się śmiać, bo żarty ładniejsze przy winie.”
Jam rozumiał, że wina ochronię księgami:
„Wolicie pić, niżeli być audytorami?
Chłopcze, schowaj te książki, a kielichem sporem
Daj wina, pewnie i ja nie będę lektorem.
Siła by to dwa grzyby w jednym barszczu topić;
Jednym się kontentować: albo kpić, albo pić.”
Wydaje się, że to jedno z wcześniejszych zaświadczeń mówi, że dwa grzyby w barszcz to za dużo, ale że reprezentują one nadmiar wynikający ze zmieszania dwóch różnych elementów — picia i czytania. Wygrywa picie. I tak oto otwieramy się na sylwestrowo-karnawałowe szaleństwa, które bardziej nam już w głowie (szumieć mogą), bo tańców i balów się nie przewiduje.
Bród na rzece to miejsce, gdzie jako tako można się przeprawić na drugi brzeg konno, wozem, pieszo bez mostu czy łodzi. Miejsce płytsze, bezpieczniejsze, rozpoznane. Nieraz w takim właśnie miejscu organizowano przeprawy promowe. Oczywiście miały one wielkie znaczenie strategiczne, dlatego od wieków w ich pobliżu umieszczano strażnice, które takich miejsc strzegły. Na przykład Tyniec, gdzie Wisła przedziera się pośród wapiennych skał.

To nie jest sensacja, ale skoro ja tego nie wiedziałem lub nie pamiętałem o tym, to może jeszcze kogoś to zainteresuje. Dziś gdy czegoś jest w bród, to jest tego ‘dużo, pod dostatkiem’. A dawniej można było w bród coś komuś powiedzieć, oświadczyć. Samuel Bogumił Linde podał następujące synonimy: najkrótszą drogą, najprościej, niedługo myśląc, co pierwszego to lepszego, obces, z kopyta, od razu, wzręcz, bez ogródki, nie ochylając, wbrew.

Rozmawialiśmy o tym w Radiu Kraków z redaktorem Paweł Sołtysikiem. Proszę posłuchać.
Oto cytat z Satyr Krzysztofa Opalińskiego:

Ale spyta mie ktory/ Jaka ma bydź miarka
Satyry, 1652, s. 56 (a Linde napisał, że 62!)
Tego naszego mienia. Powiem w brod i krotko:
Ile człowieku trzeba do skromnego życia?

Najnowszą definicję tego wyrażenia przynosi Dobry słownik, którego jestem współredaktorem:
mówimy umarł w butach, jeśli chcemy zakomunikować, że sytuacja, o której mowa, jest beznadziejna i bez wyjścia; wyrażenie potoczne
Tam także znajduje się ciekawostka na ten temat.
Proszę posłuchać, jak gwarzyliśmy o tym frazemie w Radiu Kraków z redaktorem Pawłem Sołtysikiem, wszystkim życząc długiego i zdrowego życia:
W Wyczesanych rozmowach usiłujemy odtwarzać jakieś pierwotne impulsy i obrazy, które stoją za danym sformułowaniem. Na pewno mówiło się tak z wisielczym humorem już podczas pierwszej wojny światowej, na pewno podobną strukturę znajdziemy w angielszczyźnie amerykańskiej — gdy na Dzikim Zachodzie ktoś umierał w butach, to znaczy, że nie w domu, w łóżku i nie ze starości, lecz zwłaszcza powieszony, w pojedynku czy innej strzelaninie.
Raczej wykluczyłbym hipotezę, że chodzi o śmierć w (hiszpańskich) butach — narzędziu tortur. Nie znalazłem poświadczeń tekstowych takiego jakoby katowskiego powiedzonka żargonowego (profesjolektalnego).
W pierwszym tomie Słownika języka polskiego Samuela Bogumiła Lindego jest następujący zapis:
W bótach umarł; buty spalił = uciekł, Tr. Er hat das Fersengeld bezahlt
Linde, Słownik, tom I, s. 148
Jest to ciekawy ślad. Niemiecki frazeologizm, dosłownie: zapłacić „piętowym pieniądzem”, nie jest całkiem jasny, ale zawiera w sobie obraz szybko oddalających się pięt. Znaczenie: nie zapłacić za usługę i uciec, spylić. Czyli być może taki, co umarł w butach, wcale nie umarł. A to, że dwieście lat temu pisało się po polsku słusznie bóty, to miła ciekawostka.
Trzeba będzie poczytać Terencjusza i staropolskich pisarzy, dzięki czemu może się jeszcze dojdzie do tego, co oni mieli na myśli, gdy pisali w bociech umrzeć. Poszukiwaniu znaczeń frazeologizmów końca nie ma.
Zgodnie z zapowiedzią sprzed tygodnia, kiedy to podczas audycji Przed hejnałem w Radiu Kraków red. Marzena Florkowska rozmawiała o rtęci, żywym srebrze, zgadało się też o tym, że tak nazywano ruchliwe, energiczne, nadzwyczaj żywe dzieci. Ktoś też powiedział: złote dziecko, więc się zajęliśmy tematem z red. Pawłem Sołtysikiem. Proszę posłuchać.
Frazeologia miewa międzynarodowe koneksje, dlatego można myśleć i o kontekstach popkulturowych, jak film z Eddiem Murphym.

Złote dziecko, grzeczne, miłe, bogobojne, utalentowane, jak z opowieści Zacharjasiewicza Na kresach
— Zrazu myślałem, że stary Dębicz stroi żarty — ciągnął dalej major — a żem sercem do niego przylgnął, więc zostałem, pomagając mu w gospodarstwie. Zuzanna była wtedy jeszcze młodą dziewczyną, bawiła często w Czarnowodach, bo była sierotą. Ach, księże Macieju, co to za złote dziecko już wtedy było! Bywało, iż po całych dniach siedziała przy starym Dębiczu, który jej czytał kroniki i pismo święte, a tak zawsze miała oczęta wzniesione ku niebu, jakby świętą zostać chciała!…
Jan Zacharjasiewicz, Na kresach, 1867, s. 250
Nie chce mi się pisać o Nowaku, Trzaskowskim i systemie płatności BLIK.
Już ciekawsze jest to, że Goldkind to też nawłoć, a Nawłoć to nazwa miejscowości w Przedwiośniu Żeromskiego, gdzie…
Jest też cytat z Iwaszkiewicza, który wspominał żywot złotej młodzieży w przedrewolucyjnym Jelizawietgradzie.


Miasto stoi w jednym miejscu, ale idzie na rekord zmian nazw. Najpierw od imienia św. Elżbiety się zwało, ale twierdza w nim się znajdująca związana była z cesarzową rosyjską Elżbietą (panującą 1741–1762); w latach 1924–1934 miasto Zinowjewsk wychwalało urodzonego w tym mieście Grigorija Zinowjewa (który sam miał talent do zmieniania swych imion i nazwisk, bo można o nim też mówić Owsiej-Gerszen Aronowicz Radomyslski, a także Hirsz Apfelbaum); gdy Stalin ogłosił go zdrajcą i zgładził także jako odpowiedzialnego za śmierć Kirowa, miasto nazwą swą — Kirowo (1934), od 1939 Kirowograd, po ukraińsku Kirowohrad, upamiętniało Siergieja Kirowa, którego wprawdzie zgładzono za polecenie zazdrosnego Stalina, ale oficjalnie czczono. W ostatnich latach toczyły się debaty o to, jak nazwać miasto, wreszcie w 2016 przeforsowano wbrew głosom społeczeństwa, które wolałoby nazwy (po pauzach liczba głosów w referendum, po średnikach transkrypcja):
Єлисаветград — 35153; Jelisawethrad
Інгульськ — 4302; Inhulśk
Златопіль — 3509; Złatopil
Кропивницький — 1281; Kropywnyćkyj, tj. Kropywnycki
Благомир — 708; Błahomyr
Ексампей — 624; Eksampej (to coś z Herodota)
Козацький — 286; Kozaćkyj, tj. Kozacki
nazwę Kropywnycki na cześć dramaturga Marka Kropywnyckiego (Марко Лукич Кропивницький; 1840–1910).

Tam właśnie szalał Iwaszkiewicz z dwoma Szymanowskimi i dwoma Zbyszewskimi — złota młodzież, zdolni, piękni i bogaci.
O milach w języku trochę humorystycznie w czwartkowe przedpołudnie czy też przedhejnale było. Odnosiliśmy się raczej do tekstów literackich i filmów niż do idiomów. Zapraszam do posłuchania Wyczesanych rozmów (zdaje się, że jest lepsza jakość dźwięku niż poprzednio, w czym zdalna i walna zasługa red. Pawła Sołtysika).
— Wieliczka o dwie mile od Krakowa (mila pocztowa dawna polska mogła mieć 7,5, a nawet 8,5 kilometra; jeśli dziś mapy Google pokazują, że odległość od wieży ratuszowej na Rynku Głównym w Krakowie do szybu Daniłowicza wynosi 13,5 km, to nawet by się zgadzało.

— cztery mile za piec
— buty siedmiomilowe
— ósma mila jako coś, co już granice stanowi i przekracza

Marcin Kromer tak podobno pisał:

Faktycznie. Dziś trasy samochodowe do Wiślicy wynoszą ok. 80 kilometrów, ale piesza 70 — tradycyjnymi drogami przez Kazimierzę Wielką to wyjdzie w sam raz na niecałe dziewięć mil.


Wiślica, być może Wiślan stolica

Co tam napisane?
ANNO DOMINI MCCCL PRINCEPS EXCELLENTISSIMVS KAZIMIRVS SECVNDVS DEI GRATIA POLONORVM REX ECCLESIAM SANCTAE MARIAE VISLICIENSIS QVADRO FABRICAVIT LAPIDE CVIBENEFICII MEMOR CLERVS VISLICIENSIS ET POPVLVS DECVS SVI OPERIS ANNO DOMINI MCCCCLX QUATRO AVREIS INSCRIPSIT LITTERIS” co oznacza ,,Roku Pańskiego 1350 Najjaśniejszy Kazimierz II z Bożej łaski król Polski wzniósł kościół przenajświętszej Maryi Panny z ciosanego kamienia, pamięć której to zasługi i ozdobą jego dzieła roku Pańskiego 1464 duchowieństwo wiślickie i lud złotymi wypisali głoskami. (Źródło).
Osobiście uważam, że głoski nawet złote (może wypowiadane przez złotoustych mówców) są zjawiskiem fonicznym, ale i to być może się sfrazeologizowało i może będzie kiedyś tematem Wyczesanych rozmów. W czwartkowej audycji jednak nie złote (z)głoski się pojawiły, lecz złote dziecko. Poszukamy, przeczeszemy.