Nie podać nazwiska — źle. Podać nazwisko — narazić się na zarzut agitacji wyborczej. A co mi tam. Łukasza Kohuta miałem okazję kiedyś spotkać i było to spotkanie sympatyczne. To człowiek zaangażowany w działalność społeczną na Górnym Śląsku. Gdyby nie partyjne rozgrywki, byłby pewnie w sejmiku województwa śląskiego, a że miast niego wszedł tam osławiony żorzanin obywatel Kałuża, to może zamiast w Katowicach radzić Łukasz Kohut będzie w Brukseli i Strasburgu. Ale nie miało być nadmiernej chwalby, wszak za chwilę ulotka.

Ledwie wczoraj przypomniałem sobie i światu, że https://www.arturczesak.pl/wydarzenia/ulotki-wyborcze-zbieram/, a tu rybnickie media doniosły, że właśnie kandydat Wiosny Łukasz Kohut takowe rozdawał.

Dziś te doniesienia się potwierdziły. Na Twitterze zamieszczona została śląskojęzyczna ulotka. Tłumaczenie Stanisław Neblik (Fojerman), znakomite górnośląskie pióro.

Ulotka wyborcza po śląsku. Łukasz Kohut, Wiosna Biedronia

Z językowych rarytasów — jest także akrostych.
Konsekwencja
Otwartość
Humanizm
Uczciwość
Tolerancja

__________________________________

Czy uda się znaleźć jeszcze jakieś materiały wyborcze napisane nie w standardowej polszczyźnie? To zawsze ciekawy materiał do obserwacji kształtowania się nowych stylów funkcjonalnych w systemach językowych, które choćby z racji upiśmiennienia przestają być gwarami.

Śmieszą, oburzają i politowanie wywołują teksty, które wyglądają jak pomyślane w obcym języku i słowo po słowie przepisane na język polski. Przepisane, a nie przetłumaczone, bo nie chciałbym urazić tłumaczy.
Oto zapowiedź tekstu i materiału wideo w portalu wp.pl:

Przestała wyglądać jak ona. Jak głowa? Jak ona, czyli ona? Ale w linku: nie przypominała samej siebie.

https://video.wp.pl/i,drapnal-ja-kot-kilka-dni-pozniej-nie-przypominala-samej-siebie,mid,2037708,cid,2303650,klip.html?ticaid=11d783

Tekst jest o chorobie kociego pazura. Ciekawe, ważne, sensacyjne.

Życie i grzeszne pożycie, ale zwrot żartobliwy. Czesi żyją na „psią książkę”, Polacy w związkach niemałżeńskich — na kocią łapę.
Skąd jednak ta kocia łapa? Zbieram najlepsze pomysły. Może dotrzemy do najprawdziwszej prawdy.

Dostałem dziś zaproszenie na II Przegląd Folkloru Pienin, Gorców i Podhala, który odbywać się będzie 1 i 2 czerwca w Maniowach.

Małopolska jest mozaiką kultur lokalnych, różniących się strojem i mową (gwarą). Na południu szczególnie. W samym powiecie nowotarskim, terytorialnie rozległym, bo też obejmującym także tereny górskie i leśne, można wymienić takich grup kilka. Od zachodu: Orawianie, Podhalanie, Spiszacy. Interaktywna mapa z portalu etnozagroda.pl wyróżnia Górali Ochotnickich, Górali Pienińskich i Szczawnickich, obejmuje też „tereny przejściowe”. To uczona nazwa na trudną do jednoznacznej klasyfikacji sytuację wahań i przemian tożsamościowych, na przykład obserwowany w ciągu kilkudziesięciu lat akces do atrakcyjniejszej i bardziej wyrazistej formacji kulturowej, w tym przypadku Podhalan.

Mapa z portalu etnozagroda.pl tworzonego przez MCK „Sokół”

Do Maniów — wsi z długą historią, a nowej, bo przeniesionej z poprzedniej siedziby, zajętej przez zalew na nieco mniej groźnym dzięki temu Dunajcu. Maniowy są siedzibą gminy Czorsztyn. W jej skład wchodzą miejscowości: Czorsztyn, Huba, Kluszkowce, Maniowy, Mizerna, Podbrzezie, Sromowce Niżne, Sromowce Wyżne. Zapewne na przeglądzie będzie można też spotkać zespoły i twórców z okolicznych gmin, więc i regionów.
Byłem niegdyś w Sromowcach Wyżnych i Niżnych — mogę powiedzieć, że system samogłoskowy tych gwar to temat fascynujący. Mam nadzieję, że usłyszę więcej, będę miał możność zapoznania się z gwarą na scenie i poza nią.

Informacja poprawnościowa. Tak, do Maniów, a nie do żadnych !Maniowych.

Robić w konia — robić z kogoś balona — robić kogoś w balona?

Bajka Czarownik i uczeń

Obawiam się, że we współczesnej, coraz bardziej ekspresywnej polszczyźnie częściej słychać inną wersję, z wulgarnym rzeczownikiem, a nie „konia” czy „balona”.
Mnie się wydaje, że to w zasadzie jedno i to samo: oszukać, zrobić z kogoś głupca, zawieść, wystrychnąć na dudka (to chyba materiał na następne Wyczesane rozmowy, bo co to niby znaczy wystrychnąć i dlaczego na dudka, a nie na szpaka. O powiedzeniu szpakami karmiony zresztą niedawno rozmawialiśmy).
Pani Redaktor Wioletta Gawlik wynalazła, że robienie kogoś „w konia” i robienie z kość „balona” to nie całkiem to samo i może wręcz powinniśmy się wystrzegać tego ujednolicania. Ja nie mam pewności.
Nadymanie się pychą (balon) czy głupota przy końskiej sile i wdrożeniu do ciężkiej pracy (koń)?
Zapraszam do posłuchania audycji:
Zrobić kogoś w balona czy w konia?

Zajmowaliśmy się tu różnymi słowami mniej lub bardziej obraźliwymi, między innymi modnym, lecz wcale nie łagodnym dzbanem.

Dziś łajza. W ukończonym pół wieku temu słowniku języka polskiego pod red. Witolda Doroszewskiego (pozytywizm + komunizm, ale w gruncie rzeczy cenny) pod hasłem łajza znajduje się informacja etymologiczna następującej treści:

może z nm. Laus = wesz

I tyle. Czyli że ktoś gdzieś na kogoś z niemiecka lub żydowska krzyczał, od wszy lub zawszonych wszarzy wyzywał? Nie jest to pozbawione prawdopodobieństwa, ale mnie się zdaje, że łajza także łazi, włóczy się, a nawet jak jest na miejscu, to też jakoś tak się snuje bez celu i bez czucia, zamiast robić to, co wszyscy, lub to, co trzeba.

W Dobrym słowniku zebraliśmy pod hasłem łajza dotychczasowe dane, ale czuję niedosyt. Może ktoś z Czytelników opowie, z czym w jego języku kojarzyć to niemiłe, ale nie całkiem wulgarne, bo trochę tajemnicze słowo?

Symon Budny podpisał Przedmowę do dokonanego przez siebie przekładu Biblii na polski.

Pisano w Zesławiu Litewskiem/ Miesiąca Maia 7 dnia Roku od narodzenia Syna Bożego 1572

Gdzie? W Zesławiu Litewskiem. Końcówka –em mówi nam, że dla autora nazwa ta była rodzaju nijakiego. Jakby to było Zesławie. Rodzaj nijaki przetrwał w białoruskiej nazwie, lecz zmienił się początek. Dziś w obu językach na początku jest Za-. Po polsku Zasław, po białorusku Zasłauje. Tak zresztą jest po białorusku: Заслаўе. Rzeczownik jest miękkotematowy, więc odmieniamy: w Zasławiu, a nie w Zasławie.

Temat d…y jest niezmiernie atrakcyjny. Po pierwsze okazuje się, że w kwestii antynikotynizmu wykazałem się kulturową ignorancją, czyli nie skojarzyłem tweeta GIS z plakatem Andrzeja Pągowskiego.

Graphic poster by Andrzej Pagowski „Cigarettes are for assholes” 1994


https://pagowski.pl/pl/p/PAPIEROSY-SA-DO-DUPY/102

Reprodukuję bez niczyjej zgody, ale za to ze strony, na której można sobie kupić autorski reprint.

Widocznie nigdy nie byłem dostatecznie młody. Co do słowa zaś — działa i wytrąca z drzemki, gdy nie jest nadmiernie często używane. Wtedy temat np. dupowatości Ślązaków (słowa Kazimierza Kutza wciąż drażniące i skłaniające do refleksji) bądź zachęta Juliana Tuwima, by tam go właśnie pocałować, skierowana do szerokich rzesz społecznych, tak jest mocna u żywiołowego, lecz zasadniczo nieobscenicznego poety.

Czy jeszcze są słowa, których nie wypada wymawiać i pisać? Chyba nie, bo wszelkie tematy tabu dawno zostały spenetrowane przez literaturę, sztukę filmową, reality shows i żywoty zwykłych ludzi. Dziś jednak nową przestrzeń objąłem wzrokiem, a być może brzydkie — w minionej epoce — słowo zostało opublikowane przez Główny Inspektorat Sanitarny.

Ale, ale — sam to powiem, zanim ktoś obśmieje ten wpis. Przecież instytucja państwowa nie użyła słowa na d. Wykropkowała je. Unik czy eufemizm nie zawsze sprawiają, że słowo czy wyrażenie zostanie „odbrzydzone” czy wręcz upiększone. Dobry słownik przypomina:

Nazwanie kłamcy człowiekiem oszczędnie gospodarującym prawdą nie sprawia, że kłamstwo nie jest godne potępienia. Cyniczny uśmiech nie zmienia rzeczywistości, choć relatywizuje etykę.

To obserwacja, a nie manifestacja oburzenia naznaczona hipokryzją.

Właśnie wpadł mi w oko i do mojej czytelni tekst Patryka Orlewskiego (Uniwersytet Łódzki) Identity and distribution of the Silesian minority in Poland z czasopisma Miscellanea Geographica (Uniwersytet Warszawski).

O języku i tożsamości pewnie wiele więcej niż w bieżącej publicystyce się powiedzieć nie da, ale zaletą opracowania jest przejrzystość, mapy i schematy ilustrujące opisywaną problematykę. Nie wierzyłem dotychczas, ale teraz widzę, że najmniej śląską procentowo gminą na Śląsku jest miasto wojewódzkie Opole. Zastanawiające.


Fig. 1
A The percentage distribution of people declaring Silesian nationality according to the National Census of Population and Housing 2011; B– Opole and Silesian Voivodeships (in red). Source: based on http://slonzoki.org/ [16.08.2018], modified
Citation: Miscellanea Geographica 2019; 10.2478/mgrsd-2019-0006

Co więcej — okazuje się, że słowa wywołujące w Katowicach i Opolu burzę, że oto ktoś chce rozmontować państwo polskie, przechodzą przez sito recenzji naukowych czasopisma ukazującego się w Warszawie. Dystans potęguje niewiedzę czy pomaga chwycić właściwszą proporcję? Ślązacy są jakoś inni i da się to uchwycić tabelarycznie.

Zreferowane badania pokazują również, że Ślązacy uważają pewne działania praktyczne i symboliczne dla swej kultury i tożsamości za ważne i potrzebne.

Opinie w kwestiach śląskich

Śląskość w szkole, na tablicach z nazwami miejscowości, prawne uznanie i wsparcie dla języka śląskiego, obiecana przed wiekiem autonomia regionu — sprawy ważne. Ich obecność w dyskursie to fakt, a fakty trzeba interpretować, a nie negować. Tak myślę.

Badania były prowadzone w gminach: Wielowieś (powiat gliwicki; w skład gminy wchodzi słynące ze swej drużyny piłkarskiej Świbie), Miasteczko Śląskie, Radzionków, Piekary Śląskie, Chorzów, Świętochłowice, Ruda Śląska, Lyski, Wyry i Kobiór.