by Artur Czesak·Możliwość komentowania Dać nogę została wyłączona
Ale nie komu, tylko skąd! Ach, ta nasza frazeologia. Pojawiają się w niej jakieś idiomatyczne jednostki, które rozumiemy, których umiemy używać, ale nie umiemy dociec ich początku, rozłożyć na czynniki czy składniki i objaśnić detalicznie.
Dziś w Radiu Kraków z Anną Piekarczyk i Pawłem Sołtysikiem omówiliśmy synonimikę, chronologię i geografię tego frazeologicznego odpowiednika czasownika uciec.
Najbardziej intrygujące, że dać nogę „mówią w Krakowie”, jak o tym pisał lwowski Ruch Literacki w roku 1876:
Pojechał ku Lwowu — słodka i wciąż podobno poprawna forma, a ta częstsza i współczesna to: ku Lwowowi. Do rozważenia po drodze z Mościsk do Leopolis.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Szargać składnię została wyłączona
Oko korektora czuwa:
Zszargana składnia
Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk rozwiązał zgromadzenie 11 listopada 2019. Emocjonalnie uzasadnia swoje działania.
Na szarganie polską flagą we Wrocławiu nie było, nie ma i nie będzie miejsca (…)
Przypuszczam, że emocjonalnie, bo inaczej nie umiem sobie wytłumaczyć składniowego błędu. Szargać można coś, na przykład świętości, jak to nam przypomina zapamiętana fraza z Wesela Stanisława Wyspiańskiego:
Znam ja, co jest serce targać gwoźdźmi, co się w serce wbiły, biczem własne smagać ciało, plwać na zbrodnie, lżyć złej woli, ale Świętości nie szargać, bo trza, żeby święte były, ale Świętości nie szargać: to boli.
Choć samo szarganie to nie jest czynność sama w sobie obojętna, pamiętać należy, że jeśli już ktoś chce szargać, to coś (biernik), a nie czymś (narzędnik). Nie ma więc miejsca we Wrocławiu, ale właściwie nigdzie nie powinno być miejsca na szarganie (czego? dopełniacz, bo zdanie z przeczeniem) polskiej flagi. Nie szargam flagi. Ktoś szarga składnię, my składni nie szargajmy. Z czym się mogła pomylić prezydentowi Sutrykowi składnia szargać? Może z pomiatać? Nie pomiatajmy nikim.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Rozpierducha (stylistyczna) została wyłączona
Można po kroju pisma rozpoznać, który to z portali takie coś na głównej stronie opublikował.
W Słowniku języka polskiego pod redakcją Witolda
Doroszewskiego między ROZPIERANIE a ROZPIERŚCIENIAĆ nie ma żadnego hasła. Może
to nie całkiem słusznie? Słownik nie powinien pomijać istnienia słów. W Słowniku
współczesnego języka polskiego pod red. Bogusława Dunaja (1996) słowo rozpierducha
się znajduje, lecz z kwalifikatorem wulg., czyli: WULGARNE.
Wiem, że stylistyka polszczyzny naintelektualizowanej zmienia się szybko i radykalnie. Mimo to wciąż miałem przekonanie, że w działach kulturalnych mediów ogólnopolskich słów wulgarnych w komentarzach, a nie w cytatach z subwersywnych (za przeproszeniem) dzieł sztuki czytać nie będę. Naiwny jestem i stary. Co skonstatowawszy, nie kasuję tego, co napisałem, ale właśnie publikuję. Razi mnie to i komunikuję to, żeby się ktoś bezczelnie nie tłumaczył, że takie słowo z pewnością nikogo nie razi. Dlaczego w zamierzchłej przeszłości uznano to słowo za wulgarne? Dlatego, że rdzenne pierd związane jest ze sferą genitalną i wydalniczą, o której się nie wypowiadano publicznie, czyli w towarzystwie, chyba że się było prostakiem, grubianinem, plebejuszem lub obleśnym gorszycielem. Przyrostek uch(a) ekspresywny. Ale to też się zmienia, czasem na lepsze, czasem jakby na głupsze i ostentacyjne. Nadmiar tabu i pruderii zapewne jest niezdrowy, lecz zastępowanie ich udawanym ekshibicjonizmem śmieszy tak samo jak dawni i nowsi Młodziakowie.
Przymiotnik wilczy nie tylko negatywne ma konotacje. Być może pewną rolę odgrywa wilcza swoboda, nawet jeśli na wilki poluje, kto żyw, bo dawniej drapieżnik był wyjęty spod jakiejkolwiek ochrony. Gdy zaś na kryjących się po lasach żołnierzy po wojnie polowali komuniści, to poeci, jak Władimir Wysocki, Jacek Kaczmarski, Zbigniew Herbert, porównali ich do tropionych wilków,
Ponieważ żyli prawem wilka
historia o nich głucho milczy
pozostał po nich w kopnym śniegu
żółtawy mocz i ten ślad wilczy
co wilki nieco uwzniośliło, a żołnierzom „wyklętym”, „żyjącym prawem wilka” hm… nie wiem, co dało.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Zamiary premiera została wyłączona
Muszę to powiedzieć jasno. Zamiary premiera Morawieckiego, z którymi się nie kryje, należy potępić. Proszę posłuchać!
Ostatnie posiedzenie rządu. Ten straszny moment tuż po 1:35
Kontynuować dalej to narzucający się nam dla elegancji, bo co dwa słowa, to nie jedno, pleonazm. Inny wariant to kontynuować nadal. Potępiał go prof. Walery Pisarek w Słowniku języka niby-polskiego:
Ale pojawia się pytanie o to, jak Państwo mówią, jak Wy, Drogie Czytające Osoby, mówicie. Czy to przypadkiem nie jest jakiś regionalizm? Będę wdzięczny za odpowiedzi na pytanie formularza: https://forms.gle/h2rgpP9DymUmX11R7
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Poszukiwania. Hetka została wyłączona
Wprawdzie już bardzo ładnie w Wyczesanych rozmowach w Radiu Kraków z Redaktorem Sołtysikiem rozmawiałem o hetce z pętelką, a nawet znalazłem cytat wcześniejszy niż opublikowany w Nowej księdze przysłów polskich przez Juliana Krzyżanowskiego.
Wciąż bez wyjaśnienia pozostaje wszakże jedna kwestia. Zatem apeluję: Hej, (Pre)historycy i Archeolodzy! Kto wykopie odpowiedź i podzieli się nią ze mną: od kiedy przedmiot pokazany na rycinie (z 1999) nazywa się HETKA (tu kościana, więc bez pętelki)? #polszczyzna #poszukiwania #leksyka
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Plac Wszystkich Świętych w Krakowie została wyłączona
Plac jest, a kościoła nie ma! Podziwiając Kraków, czasem trzeba uruchomić wyobraźnię. Oto między potężnymi gotyckimi gmachami kościołów i klasztorów dominikańskiego i franciszkańskiego był jeszcze niemały parafialny kościół Wszystkich Świętych.
Wciąż w Krakowie kościołów mnóstwo, ale warto pomyśleć, że
było ich znacznie więcej, lecz na przełomie XVIII i XIX wieku wiele z nich „podupadło”,
to jest pozostało bez opieki. Bez specjalnych sentymentów je poburzono mimo
niewątpliwych ich walorów historycznych. Potrzeby religijne zapewne zapewniały
pozostałe instytucje, które się ostały.
Piotr Hieronim Pruszcz w opisie skarbów krakowskich tak o nim pisał:
W miejscu kościoła znajduje się dziś m.in. przystanek tramwajowy, a południową część przykościelnego cmentarza zajmuje charakterystyczny budynek Sieci Informacji Miejskiej oraz kamienica przy ulicy Grodzkiej 21.
Piotr Banasik, Bartłomiej Trybuś, Lokalizacja nieistniejących kościołów i cmentarzy we współczesnej topografii Krakowa, Rocznik Krakowski 83, s. 28 i in.
Na czerwono oznaczono kościół Wszystkich Świętych, na żółto – cmentarze (przy okazji widać, gdzie były cmentarze przy kościołach franciszkanów i dominikanów.
Michał Rożek pisał w 1995 r., że „Na miejscu kościoła znajduje się obecnie skwer na placu Wszystkich Świętych z pomnikiem Mikołaja Zyblikiewicza”. Współczesne, przedstawione wyżej badania z użyciem ortofotomapy pokazują, że bardziej przystanek. To trochę jak z kościołem św. Gertrudy. Przemija postać świata.
Katarzyna Walczak tak pisała o procesie upadku i dekonstrukcji:
Od początku XIX wieku pozbawiona należytej opieki budowla popadała w ruinę. Andrzej [Ambroży!!! — A.C.] Grabowski zapisał: „już od kilkunastu lat kościół ten był zamknięty z powodu porysowanego sklepienia i z obawy, aby nie było smutnego wypadku”. Około 1820 roku, ze względu na bezpieczeństwo, nabożeństwa przeniesiono najpierw do franciszkanów, a w 1832 roku do kościoła św. św. Piotra i Pawła, który do dnia dzisiejszego pełni funkcje parafialne. W 1835 roku Komitet Upiększania Miasta podjął decyzję o wyburzeniu kościoła Wszystkich Świętych. W 1840 roku na placu stała część murów należących do przybudówek kościelnych znajdujących się po południowej stronie budowli oraz wieża, która podzieliła los kościoła dwa lata później. Wraz z kościołem parafialnym rozebrano także kamienice nr 208, 209, 210, gdzie mieszkali wikariusze, którzy przeniesieni zostali do kamienic przy ul. Kanoniczej. Z części materiału pozostałego z rozbiórki zaczęto budować nieukończony w ostatecznym rachunku szpital na Strzelnicy (Wesoła), część budulca wykorzystana została na wybudowanie muru wokół rozrastającego się cmentarza na Rakowicach. (K. Walczak, Klejnot miasta zaginiony….)
Parafia istnieje. Kancelaria na Kanoniczej, a liturgia w kościele Piotra i Pawła.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Leon Reutt (1883–1939) została wyłączona
Ukraińska Wikipedia, jedyna wersja językowa, w której znajduje się biogram Leona Reutta, przedwojennego prezydenta tego miasta, nie zna miejsca i daty jego śmierci. Dane te przynosi opublikowany kilka lat temu w Polish Biographical Studies tekst Adama Wątora, Leon Tomasz Reutt (1884–1939). Szkic do portretu prezydenta miasta Drohobycza.
Według biogramu w Wikipedii ukraińskiej Reutt przegrał wybory w 1931 r. i wyjechał do Lwowa. Wątor zaś pisał:
przemęczenie i konflikty personalne (…) doprowadziły Reutta do rezygnacji z zajmowanego stanowiska w sierpniu 1931 r. Pogarszający się stan zdrowia nie pozwolił mu na objęcie proponowanego wcześniej stanowiska dyrektora Wydziału Budownictwa Drogowego Województwa Lwowskiego i kontynuację kariery zawodowej. Zmarł w Krakowie 4 grudnia 1939 r.
W
przypisach objaśniano:
W krótkiej notatce zamieszczonej w „Gazecie Warszawskiej” (nr 292, 22 IX 1931) ustąpienie prezydenta wyjaśniano „chorobą nerwową”.
Według relacji syna, Leon Reutt po doznanym rozstroju nerwowym chorował na gruźlicę narządowa, która stała się przyczyną jego śmierci. Pochowany został w Krakowie na cmentarzu przy ul. Babińskiego. Pismo Jana Reutta udostępnione przez J.M. Pileckiego.
Tak, „choroba nerwowa” musiała być przyczyną odejścia z czynnej działalności. Smutny cmentarz przy ulicy Babińskiego (dziś: Cmentarz Komunalny Czerwone Maki) w Krakowie był przede wszystkim cmentarzem szpitala dla nerwowo i psychicznie chorych w Kobierzynie, po drugiej stronie tej ulicy.
Grób Leona Reutta. Kraków, cmentarz Maki Czerwone
Czy Reutt zmarł śmiercią naturalną? Grób jest zachowany, więc być może tak, chociaż „Likwidację pacjentów rozpoczęto tu zaraz po ustanowieniu niemieckiej administracji” (Gazeta Wyborcza), a później w sposób zorganizowany głodzono i mordowano pacjentów szpitala (Wikipedia).
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Mały Królewic coraz bliżej została wyłączona
Dziś na Targach Książki w Krakowie pod patronatem fundacji Bookowy Dom odbyło się spotkanie dwojga tłumaczy z Le Petit Prince na nieoczywiste języki — śląski i gwarę podhalańską — Grzegorzem Kulikiem i Stanisławą Trebunią-Staszel. W spotkaniu wziął udział Dyrektor Wydawnictwa Media Rodzina — Pan Bronisław Kledzik.
Tłumacze odczytali fragment tekstów, w przypadku podhalańskiego była to światowa premiera niedawno przetłumaczonego rozdziału. Potem porozmawialiśmy sobie o trudnościach i radosnych chwilach w pracy tłumacza torującego nowe szlaki dla literatury języków „mniejszych”.