by Artur Czesak·Możliwość komentowania Geje i lesbijski została wyłączona
Automatyczna korekta, automatyczna lektura
A do tego automatyczne skojarzenia. W serwisie Onet.pl u samej góry taki obrazek, a pod obrazem podpis, w podpisie zaś literówka.
To o spektaklu Anioły w Ameryce według Tony’ego Kushnera, reż. Małgorzata Bogajewska, Teatr Ludowy w Krakowie, spektakl w ramach 12. Międzynarodowego Festiwalu Boska Komedia , który trwa od 6 do 15 grudnia 2019.
Podobne do siebie formalnie pokrewne wyrazy, rzeczownik i przymiotnik, musiały zostać pomylone przez automatycznych pomagierów, czyli auto(matyczną)korektę. Zwykle bowiem żaden użytkownik języka takiego błędu by nie popełnił.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Błędy Noblistki? została wyłączona
Jedni powiedzą, że to małostkowe, inni, że właśnie na tym służba korektorska i redakcyjna polega — żeby wybitnym piszącym poprawić jakiś błąd, różne mogący mieć podłoże. Na przykład nieuwagę. Już Horacy napisał o wieszczu swego świata: Quandoque bonus dormitat Homerus, tj. niekiedy i dobry Homer drzemie. W wykładzie noblowskim, w którym słowo czułośćprzywodzi mi na myśl dwóch Franciszków — Karpińskiego i papieża Jorge Bergoglio — nie ustrzegła się Olga Tokarczuk usterek formalnych. Pierwsza z nich dotyczy użycia imiesłowu przysłówkowego współczesnego, a może raczej imiesłowowego równoważnika zdania. W wykładzie pojawiło się następujące zdanie:
O, tak, nasza rzeczywistość już stała się surrealna. Jestem też pewna, że wiele opowieści domaga się przepisania w nowych intelektualnych kontekstach, inspirując się nowymi teoriami naukowymi.
Problematyczny imiesłów to inspirując się. Zasada używania tych konstrukcji sformułowana przez Hannę Jadacką w Kulturze języka polskiego (s. 188) jest taka:
równoważnik z imiesłowem na –ąc jest dobrze użyty, gdy on sam i zdanie główne mają wspólny podmiot mianownikowy (konkretny lub zastępowany przez właściwy morfem słowa osobowego), wskazujący wykonawcę czynności, o którym mowa w obu częściach zdania złożonego.
Pytamy: kto się domaga? kto się inspiruje? kto ma przepisać? Jeśli mamy do czynienia z personifikacją, to chyba jest w porządku, bo wówczas opowieści mogą się domagać i one także (same!) mogą się inspirować teoriami naukowymi. Jeśli jednak podejdziemy do treści klasycznie, czyli uznamy, że „opowieści domagają się” (co w zasadzie znaczy w odniesieniu do nich: trzeba), ale inspirować się nowymi teoriami naukowymi, a zwłaszcza przepisać na nowo mogą coś raczej osoby, pisarze, opowiadacze, to wówczas mamy do czynienia z brakiem zgodności wykonawców czynności. Konstrukcja nie jest jasna, imiesłów nie pomaga, więc choćby z tego powodu trzeba by tu dokonać korekty. A teraz niemal finał, prawie koda. To również nie jest błąd żenujący, może cień błędu, może licentia na rzecz dążenia do gnomiczności:
Kryzys klimatyczny i polityczny, w którym dzisiaj próbujemy się odnaleźć i któremu pragniemy się przeciwstawić, ratując świat, nie wziął się znikąd. Często zapominamy, że nie jest to jakieś fatum i zrządzenie losu, ale rezultat bardzo konkretnych posunięć i decyzji ekonomicznych, społecznych i światopoglądowych (w tym religijnych). Chciwość, brak szacunku do natury, egoizm, brak wyobraźni, niekończące się współzawodnictwo, brak odpowiedzialności sprowadziły świat do statusu przedmiotu, który można ciąć na kawałki, używać i niszczyć.
Czasownik użyć wymaga dopełniacza (użyć skalpela, widelca, machin oblężniczych), a ciąć i niszczyć wywołują biernik (ciąć, niszczyć płótno, papier, książkę). Połączenie tych czasowników za pomocą relatora (zaimka względnego) który, w bierniku, podczas gdy w pełni poprawne użycie czasownika używać wymagałoby konstrukcji z dopełniaczem: którego można używać, jest właśnie składniowym skrótem wymienianym w katalogach błędów językowych.
Tak czy inaczej: przemówienia tego warto posłuchać i warto je przeczytać.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Powinien, powinien był, byłby powinien została wyłączona
W Dobrym słowniku można przeczytać, czym się ten czasownik różni od innych, ale mnie naszła innego rodzaju refleksja; dotyczy ona języka praw i języka prawniczego. Mianowicie w celu jak najbardziej precyzyjnego formułowania myśli używa się form gramatycznych rzadko używanych, nieomal potencjalnych, które w myśl gramatycznych opisów oddają jakiś znaczeniowy rys, lecz z powodu swej rzadkości właśnie nie są natychmiast rozpoznawane i rozumiane przez użytkowników języka, którzy nie odbyli stosownych ćwiczeń ani nie praktykują prawa. Niech za przykład posłuży forma trybu przypuszczającego czasownika powinien, czyli byłby powinien. Czy to jednak czysty tryb przypuszczający, czy też może któryś w polszczyźnie istniejących bardziej jako odbicie łaciny, francuskiego i niemieckiego trybów „irrealnych”? Oto przykład ze zbioru praw polskich z ostatniego okresu formalnej niepodległości Polski, sprzed uchwalenia konstytucji 1791 r.
Ks. Teodor Ostrowski S.P., Prawo cywilne narodu polskiego, t. 1, wyd. 2, Warszawa 1787, s. 377
Gospodarz odpowiedzieć byłby powinien, gdyby… — mamy tu postawione warunki. Mimo podobieństwa formalnego do form dogorywającego już w polszczyźnie, ale przez jej miłośników wielce lubianego czasu zaprzeszłego nie chodzi tu o coś, co się dokonało w przeszłości, ale o pewną możliwość i okoliczności. To gramatyczne spostrzeżenie skojarzyło mi się z tym, że dochodzi do spotkania językoznawców i osób wykonujących różne funkcje związane z interpretowaniem i stosowaniem prawa, w tym sędziów. Przedmiotem analizy uczyniono wykładnię językową, która dotychczas — moim zdaniem — ze strony prawniczej była na poły logicystyczna, a na poły intuicyjna. Miejmy nadzieję, że książka Język(i) w prawie. Zastosowania językoznawstwa i translatoryki w praktyce prawniczej, zredagowana przez Emilię Kubicką, Lecha Zielińskiego i Sebastiana Żurowskiego, wydana w 2019 r. przez Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, okaże się pomocna i wskaże, co warto czynić dla sprawnego dokonania wyżej wspomnianej wykładni.
Na książkę składają się następujące teksty: Część I. Wykładnia językowa Rozdział 1. Maja Klubińska, Wykładnia językowa a inne typy wykładni Rozdział 2. Anna Czelakowska, Emilia Kubicka, Wykładnia językowa w praktyce sądowej a charakter narzędzi leksykograficznych Rozdział 3. Sebastian Żurowski, Słowniki w wykładni Rozdział 4. Emilia Kubicka, Anna Czelakowska, Proces wykładni językowej Rozdział 5. Małgorzata Gębka-Wolak, Językoznawca jako biegły sądowy Część II. Tłumaczenie prawnicze Rozdział 6. Ewa Bagłajewska-Miglus, Jarosław Dudzicz, Tłumaczenie prawne i prawnicze jako szczególny rodzaj tłumaczenia specjalistycznego Rozdział 7. Lech Zieliński, Kompetencje tłumacza przysięgłego wobec oczekiwań i wymagań ustawowych Rozdział 8. Katarzyna Siewert-Kowalkowska, Lech Zieliński, Tłumaczenie ustne w sądzie jako odmiana tłumaczenia środowiskowego
Część dotycząca tłumaczeń prawniczych może jest mniej przełomowy, ale za to bardzo aktualna, a walorem jej jest to, że nie teoretyzują w nim teoretycy, ale dzielą się swą wiedzą praktycy. Tłumacze przysięgli oraz dydaktycy i studenci kierunków przekładoznawczych z pewnością wiele skorzystają z lektury tej części. Dla językoznawców, którzy na co dzień nie zajmują się kwestiami języka w kontekście prawnym, lektura pierwszej zwłaszcza części może być przestrogą przed pochopnym wypowiadaniem się w kwestiach, które są specjalistyczne i mają swoją interpretacyjną historię, choć na pozór sformułowane są polszczyzną ogólną, wszystkim dostępną.
Wszyscyśmy powinni zapoznać się z toruńską publikacją o języku czyli też językach w prawie.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Mickiewicz po mazursku została wyłączona
Dzisiaj rocznica nagłej śmierci Adama Mickiewicza w
Stambule, gdzie tworzyć chciał znów legiony — polski i żydowski — do walki z Rosją,
ówczesnym „imperium zła”. Jeśli trochę geopolitykę pokropić mistycyzmem i mętną
historiozofią, natychmiast odnajdziemy rocznicową wagę w tym, że teraz Turcja z
Rosją ściśle sprzymierzona mniej jest przychylna sprawie polskiej. Ale też i
Lechistan się zmienił w ciągu ponad półtora stulecia, trony popadały, republiki
się poprzekształcały…
Mickiewicz zmarł (zabity? otruty?) 164 lata temu. Jest poetą, który może inspirować, zachwycać, drażnić, więc żyje. A nawet udziela siły witalnej innym. Zwykle o językach „nieoczywistych”, odradzających się i odradzanych (żeby żyły, budziły się z martwoty, ale i w tym znaczeniu, że ktoś komuś odradza „po co ci to?”) piszę na blogu Linguae in statu nascendi. Dziś, przy tej Mickiewiczowskiej rocznicy, warto pokazać, że język mazurski, literacki, pisany, rewitalizowany oczywiście może być językiem literatury. Mickiewiczolodzy całego świata, badacze z IBL PAN, sporządzający arcyprzydatne bibliografie, wiedzcie, że Jakub Kowalski „zmazurzył” fragment poezji Mickiewicza, a takoż i miano wieszcza: Jedam ôt Nickeziców.
Objaśnienia fonetyczne z fanpejdża na Facebooku „Mazurskie słówko na dziś” : ô i û mozna czytac jak ło i łu, é to gloska pomiędzy e oraz y/i, á to gloska między a oraz o, ó to gloska między o oraz u. Ÿ to gloska miedzy i oraz y
Krytycy przekładu, jak ja (co się nie kłóci z zachwytem, że powstał), będą kwękać, że bziałski chyba jednak odnosi się do kobiet zamężnych, co zmienia obraz panieńskiego rumieńca z oryginału. Także bach(a)może mieć nieco pejoratywne nacechowanie, ale takie są zawsze początki odradzania języka. Towarzyszy mu pewna nadreprezentatywność jednostek leksykalnych różniących go od dominującego systemu, w którym się roztapiał, który go wypierał i pochłaniał.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Emigracja. Oko korektora [#5] została wyłączona
Otwarłszy* Gazetę Wyborczą, zobaczyłem w niej gazetkę ze znajomą postacią posłanki Róży Thun i skrótem EPL, który dopiero po chwili namysłu odczytałem jako Europejską Partię Ludową.
EPL NEWS
Nie czytałem wszystkiego, ale jak to zwykle bywa, najpierw oko się zatrzymało na akapicie z nietypowymi dzieleniami.
Nie chce mi się sprawdzać, kto to robił (na pewno na ostatnią chwilę) i za czyje pieniądze. Powiem tylko tyle: korekta jest ważna, a korektę ekspresową zawsze można zrobić. Dzielenie wyrazów jest ważną sztuką. Są problemy trudne i rozwiązania kompromisowe, ale tu zaprezentowane są ordynarnymi kiksami, wynikającymi zapewne z użycia programów, które niedostatecznie znały język polski, mimo że od dawna różne moduły dzielenia wyrazów są na rynku. Co do uchodźstwa zaś (tu napisałem poprawnie), gdy się ma wątpliwości, zawsze można napisać emigracja, wyjazd z kraju, przebywanie na obczyźnie, ucieczka przed prześladowaniami. Prościej. Zawsze można sprawdzić swój zapis, ale żeby podjąć próbę sprawdzenia, trzeba mieć cień wątpliwości.
Nie będę też przeprowadzał audytu ani pisał elaboratów do jednej z reprezentantek mojego regionu w Parlamencie Europejskim. Ten akapit po prostu jest bardzo nieprofesjonalny. Jakość materiałów promocyjnych rzutuje na ocenę instytucji sprawczej. Że są gorsze broszurki na rynku? Ach, darujmy sobie takie przekomarzanki.
*) Zapewniam, że otwarłszy. Może ktoś inny zobaczyłby to samo, otworzywszy gazetę, nie wykluczam, ale piszę, jak było. Formę otwarłszy (od otwarł) uważam od dawna za bardzo dobrą, więc napisałem o tym i dzięki temu mogę się powołać na wypowiedź eksperta ;-)
by Artur Czesak·Możliwość komentowania In memoriam. Franciszek Bachleda-Księdzularz została wyłączona
Dziś rano usłyszałem w Radiu Kraków, że umarł działacz kulturalny, społeczny, regionalny, samorządowy, były senator Franciszek Bachleda-Księdzularz (biogram w serwisie Watra.pl).Dla mnie przede wszystkim Poeta, który pogodził modlitwę króla Dawida, frazę Kochanowskiego i podhalańską gwarę w Tatrzańskim Psałterzu Dawidowym. Zaczynająca książkę poetycka parafraza modlitwy Ojcze nasz kończy się takim westchnieniem:
Hej, kiebyś jesce Boze zbawieł mojom duse! O to pieknie pytom i zabiegać muse.
Niekby tak sie stało! Boze! — Moja Miełość!
Niechby tak się stało. Requiescat in pace
PSALM LXV
Dziękczynienie za dobrodziejstwa
Królu na ziemi i na wielgim niebie! Kwała w Syjonie wdzięcno ceko Ciebie! Tam obietnice Tobie poślubione bedom ziscone.
Ku Tobie, który prośbami ludzkimi nie gardzis, zgichnom się syćka, co po ziemi okrągłej chodzom — miełośnicy wiecnych darów słonecnych.
Teroz mój Boze downe nase złości nom dolegajom, zaś my w Twej litości nadziejom momy, ze nom choć nieprawym bedzies łaskawym.
Scęśliwy, kto sie upodoboł Tobie, kogoś Ty obroł przyjocielem sobie, coby przebywoł w Twoim chramie świętym, do Nieba wziętym.
My Twojej wiecnej dobroci ufomy, ze w Twym kościele wartko stanąć momy i zazyjemy radości pieknego Nieba Twojego.
Okozes łaske, swoje miełosierdzie — cudowne ludziom wiernym zaufanie, z tyk ziemskik grani i turni, i cornej przepaści.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Nowy numer LingVariów została wyłączona
Ukazał się 28 numer LingVariów (do pobrania). W nim m.in. pożegnanie prof. Mirosława Skarżyńskiego, założyciela i pierwszego redaktora pisma, oraz blok artykułów o prof. Zenonie Klemensiewiczu, 50 lat po tragicznej śmierci uczonego.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania O hunwejbinach i janczarach została wyłączona
Fragment tekstu Mirosława Karwata Hunwejbini bibliometrycznej rewolucji:
Wzór osobowy hunwejbina
Od stuleci powtarza się schemat zastosowania w polityce siły uderzeniowej rekrutowanej z atakowanego środowiska. To najlepszy sposób kolonizacji lub pacyfikacji. Najbardziej znany, klasyczny: janczarzy, czyli tzw. poturczeńcy. Dzieciaki (serbskie, bułgarskie, greckie, rumuńskie) wyrwane z własnej rodziny i ojczyzny, wynarodowione, okradzione ze swojej tożsamości, a za to nauczone w praniu mózgu pogardy dla swoich współplemieńców, przez to wyobcowane i więź odczuwające wyłącznie z władcą, jako niezawodna formacja do zadań bardzo specjalnych. Wiadomo, jakich. Późniejszy – z epoki maoistowskiej: hunwejbini, czyli „czerwonogwardziści” za całą mądrość i wiarę wyposażeni w czerwoną książeczkę Mao, w fanatyzm i poczucie dziejowej misji, w wyobrażenie o swojej roli jako tych, od których rozpoczyna się Historia, Nowa Epoka – na zgliszczach lub pozostałościach tego śmietnika, który mają uprzątnąć. Za nic mają osiągnięcia i poglądy rodziców, kompetencje nauczycieli. Zaszczytem i tytułem do chwały jest dla nich demaskowanie krewnych, sąsiadów, nauczycieli – jako wrogów ludu, rewizjonistów, reakcjonistów, agentów imperializmu (Paszka Morozow rozmnożony w hurtowni). Z rewolucyjną rozkoszą odwracają role: teraz to oni przepytają nauczycieli, uczonych, artystów, czy nadążają za Zmianą, rozliczą z ich grzechów. Zanim zdążą się czegoś nauczyć lub oblać egzamin, już egzaminują starszych. Starsi są przeżytkiem, My jesteśmy przyszłością. My – czyści, nieskażeni, od początku tacy jak trzeba – jesteśmy solą ziemi i sędziami.
Hunwejbin jest bardzo użyteczny dla rządzących, zarządzających w roli psa myśliwskiego. Jego zadanie: wyniuchać, wytropić, dopaść, wskazać. Albo i zagryźć. Podczas tropienia lub pościgu ujada. A kiedy zamelduje wykonanie zadania, jest dumny i merda ogonkiem.
Ten mechanizm występuje nie tylko w despocjach i dyktaturach. Nie pogardzi nim też technokratyczna lub neoliberalna inżynieria społeczna.
Hunwejbin Rewolucji Bibliometrycznej to – na pierwszy rzut oka – ktoś inny. Nie jest naiwnym, zaczadzonym fanatykiem jakiejkolwiek idei i nie działa na rozkaz, na skinienie Wodza czy formalnego patrona. Jest raczej ochotnikiem, kandydatem na najemnika (sprzątnę dla Was ten śmietnik – w zamian za mój awans, karierę, uprzywilejowany status). Oferuje – na rynku politycznym – usługi zastraszacza, wykrywacza, donosiciela i usługę szczucia. Jego zawziętość (nie ma nic bardziej namiętnego niż wściekły, zniecierpliwiony karierowicz) można pomylić z ideowością, żarliwością, ale to tylko temperatura zawiści i zachłanności zmieszanej z cwaną kalkulacją, komu opłaca się przyłożyć, by zostać nagrodzonym, protegowanym. Tak czy inaczej to także wygodne narzędzie czystek, obezwładniania takiego czy innego środowiska przez wykorzystanie jego wewnętrznych konfliktów i posłużenie się frustratami-rozrabiakami.
Powiadają pedagodzy: nie daje się dziecku zapałek, a małpie brzytwy. Ale to zalecenie ignorowane w praktyce polityków lub krótkowzrocznych zarządców takiej czy innej instytucji.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Nazwiska córek. Przy święcie została wyłączona
Dzisiaj Kościół święty w Polsce wspomina bł. Karolinę Kózkównę, która zginęła w roku 1914, broniąc się przed gwałtem*). Ojciec błogosławionej nazywał się Jan Kózka. Zgodnie ze współczesnymi, ale odchodzącymi w przeszłość regułami tworzenia nazwisk odojcowskich, tu w ujęciu Doroty Zdunkiewicz-Jedynak:
Nazwiska córek mężczyzn o nazwiskach I grupy są tworzone za pomocą przyrostka -ówna, zaś II grupy przyrostkiem -anka: Zajdlówna, Kucówna, Manteufflówna, Sapieżanka, Skarżanka, Skuszanka. Za pomocą przyrostka -anka tworzone są także nazwiska odojcowskie od nazwisk zakończonych na -g, -go, -ge, co pozwala uniknąć niemiłego dla ucha zakończenia -gówna, np. Hartwig — Hartwigowa, ale: Hartwiżanka (nie: *Hartwigówna); Kolago — Kolagowa, ale: Kolażanka (nie: *Kolagówna); Lange — Langowa, ale: Lanżanka (nie: *Langówna). (SPP PWN),
męczennica, której sanktuarium znajduje się w Zabawie nieopodal Tarnowa, powinna się nazywać Kózczanka. Forma nazwiska w postaci Kózkówna została utrwalona w czasie przygotowań do beatyfikacji, a przy samym akcie oficjalnie potwierdzona. Ale przecież nie tak łatwo odizolować nazwisko błogosławionej od przemian systemowych zachodzących w polszczyźnie ostatniego stulecia. Jedną z nich jest odchodzenie od „patriarchalnych” (dosłownie, bo mających związek z ojcem — pater) form nazwisk córek, w jakimś stopniu i w odczuciu wielu nazbyt mocno akcentujących przynależność, poddanie, zależność rodzinną itp. I oczywiście obligatoryjnie ujawniających stan cywilny. A przecież RODO w ogóle. Dowodem tego jest istnienie w Rzeszowie parafii „pw. Błogosławionej Karoliny Kózki”, choć w komunikatach na stronie internetowej pojawia się oczywiście forma nazwiska Kózkówna.
Co ciekawe, gdy wszyscy mądrzej lub niemądrzej wypowiadają się i kłócą o żeńskie formy (nie końcówki!) zawodów, stanowisk i innych rzeczowników (tłumaczka, ministra/ministerka, marszałkini, gościni), część onomastyczna z tego sporu została wydzielona i tu dominuje tendencja przeciwna, to jest odchodzenie od wyodrębniania, podkreślania, zaznaczania form żeńskich. Ale to już sprawa na inną dyskusję.
____________________________________________ *) oraz grzebie (a może nie? zob. Onet.pl) w katedrze poznańskiej arcybiskupa Juliusza Paetza, o którym nie krążyła opinia, iż był obrońcą czystości.