Kim jestem, żeby pisać o zmarłym 7 listopada 2021 r. językoznawcy, leksykografie, z którym się nigdy osobiście nie zetknąłem? Aby zniwelować retoryczność tego pytania, od razu odpowiem. Czytelnikiem, przede wszystkim wdzięcznym, czasem rozdrażnionym. Wdzięczność odczuwałem, gdy podczas opracowywania Słownika współczesnego języka polskiego pod redakcją prof. Bogusława Dunaja sięgałem do świeżo wówczas wydanej, komputerowo wyedytowanej „nowej sondy słownikowej” Polszczyzna, jaką znamy Jana Wawrzyńczyka i Andrzeja Bogusławskergo.

Warto wspomnieć nieogarnioną liczbę publikacji. Największą ich zaletą jest wydobycie mnóstwa jednostek językowych (ciągów literowych), dotychczas nie odnotowywanych w słownikach, mylnie (czyli zazwyczaj za późno) datowanych w publikacjach leksykograficznych. Przed ćwierćwieczem toczył Zmarły boje o chronologizację elementów umieszczanych w Nowym słownictwie polskim IJP PAN, a i w „Pracach Filologicznych” wczoraj opublikowanych (ku czci Krystyny Waszakowej) kąśliwie się wypowiedział o swym niezaistniałym wkładzie w datowanie materiału Wielkiego słownika języka polskiego PAN (wsjp.pl).
Dlaczego ze mnie czytelnik rozdrażniony? Bo ważne i ciekawe publikacje ukazywały się niekiedy w wydawnictwach megaarcyniszowych (gdzie sprawdzić, czym pierwszy użył takiego słowa?). Inne, wydane nakładem Autora, dystrybuowane były (lub nie były) kanałami, które do mojej jednak starającej się wsysać wszelkie informacje z dziedziny leksykografii gawry nie docierały.
Takie fakty powodują, że ustalenia metodologiczne, dobre w mniemaniu twórców praktyki, uściślenia proceduralizacyjne itp. nie zawsze były dostatecznie przedyskutowane. Z drugiej zaś strony mogło to sprawiać wrażenie pomijania dokonań Zmarłego, niestrudzonego zbieracza.

Festschrift bez bibliografii

W roku 2020 ukazała się księga ku czci Profesora, nosząca tytuł Wokół jednego cytatu. Ten cytat to myśl Władysława Witwickiego:

(…) człowiek, który kocha prawdę a nienawidzi błędu, nigdy sobie uszu nie zatyka i nie zaperza się, gdy jego oponent uzasadnia zdanie sprzeczne z jego dotychczasowym poglądem. Przeciwnie. Słucha ciekawie i cieszy się, jeżeli swego oponenta zwalczyć nie potrafi. Cieszy się, bo oto się pewnego błędu pozbywa (…). (…) na tym zależy mu najwięcej.

Nie stało się dobrze, że w tomie tym nie znalazła się bibliografia 75-letniego wówczas Uczonego. Odsyłanie do Wikipedii i internetowego Katalogu Biblioteki Narodowej nie budzi mego entuzjazmu. Częściowo zrekompensowała to prof. Katarzyna Wojan, redaktor naukowa Festschriftu-„pamiętnika akademickiego” w artykule o Prof. Wawrzyńczyku na łamach „Studiów Rossiców Gedanensiów”.

Ostatnie próbki stylu

Jan Wawrzyńczyk krytykował ostro, nie zawsze subtelnie; oto nierecenzja Dobrej zmiany Katarzyny Kłosińskiej i Michała Rusinka.

Schronologizować by co i sfotocytacić może

Chciałbym dodać co nieco od siebie, oczywiście do niedostępnych w przyjaznej postaci bazodanowej zbiorów J. Wawrzyńczyka, P. Wierzchonia i ich współpracowników. To może odnajdźmy jakąś jednostkę leksykalną dotychczas nie omawianą? Jak to się robi? Okażę się rzecznikiem zwalczonego już niby wstecznictwa, ale mimo bigdate’owości działań lekturę tekstów, a w ślad za nią ekscerpcję i ekscerptów weryfikację, mam za metodę wciąż prawomocną. Totalistyczne podejście nie może wykluczać metod dawnych.
Może dołowizna?

Wyrazu nie ma w Słowniku języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego, brak go także w dostępnej mi dość wczesnej wersji Słownika bibliograficznego języka polskiego J. Wawrzyńczyka (plik D z roku 2009):

Jest w Słowniku „warszawskim”, w nawiasie kwadratowym, więc uznany za gwarowy:

Z tego też powodu zasadne jest sprawdzenie go w Słowniku gwar polskich Jana Karłowicza, który faktycznie okazuje się źródłem hasła w SW:

Słownik gwar polskich PAN pozwala sprawdzić, że chodzi o powiat kolski (w granicach z 1952 r.)

Jeśli zaś mamy pod ręką źródło, dowiemy się, że to Słownik wyrazów zebranych w Czerskiem i na Kujawach autorstwa Władysława Matlakowskiego (1894).

Zastanawiające, skąd ten Rgilew (dziś urzędowo Rgielew, gmina Kłodawa), boć to ani ziemia czerska, ani Kujawy.

Ha, nie ma w NFJP!

Nie miał pełnej racji Prof. Wawrzyńczyk, gdy pisał do K. Wojan:

Mam jednak nadzieję, że nie zmartwiłoby Go to zbytnio. Dobrze jest ułowić nowy wyraz.

nfjp.pl, 18.02.2022

Nie wiem, czy rozważano zasadność włączenia potężnego Indeksu alfabetycznego wyrazów z kartoteki „Słownika gwar polskich” przygotowanej przez zespół SGP PAN pod red. Jerzego Reichana. Wówczas dołowizna może by się wyfiltrowała. Wszak jednym z ciekawszych procesów dotyczących polskiej leksyki jest przenikanie elementów ekspresywnych, choć nie tylko, z mowy warstw defaworyzowanych do polszczyzny pisanej i sieciowo ogólnodostępnej. Pisałem o tym kiedyś, od kilku lat znakomicie to przedstawiają publikacje prof. Renaty Kucharzyk.

Google znajduje tylko to, co dostrzegłem przy innej okazji:

Odnaleziony ciąg pochodzi ze zdigitalizowanego tygodnika społeczno-literackiego „Wieś” V: 1948, nr 3 (132), 18 stycznia, s. 8. Adwokat Tadeusz Majewski odnosił się do społeczności warszawskiego „pekinu” (zostawmy to na kiedy indziej) i bohaterów opowieści Wiecha.

Majewski odwołał się do numeru 48 „Wsi” z końca roku 1947, s. 7. Autorem sformułowania był wywodzący się z miejskiej biedoty Jerzy Falenciak, tu autor tekstu Moje pokolenie, później profesor prawa, bibliotekarz i funkcjonariusz aparatu PZPR we Wrocławiu. Pisał o nierewolucyjnym lumpenproletariacie i nizinach społecznych, ale przezornie takich słów nie użył.

Widoczna jest gorsza jakość skanu. Zapewne to było przyczyną nieodnalezienia formy przez Google. Ręczne odszukanie egzemplarza czasopisma i zapytanie Google’a o zidentyfikowane de visu fragmenty tekstu daje pozytywny rezultat:

Gdy poszukujemy formy „dołowizny”, odnajdujemy współczesne derywaty oznaczające nie miejsce w polu i nie warstwę społeczną, ale przynajmniej w pierwszym cytacie stan psychiczny, synonim zdołowania:

Zakończenie

Poszukiwanie prawdy bywa męczące. Bez Profesora Wawrzyńczyka polska leksykografia miałaby mniej energii, narzędzi, wzorów i materiałów.

Staram się uzupełniać listę mniejszych lub większych swoich publikacji i wystąpień (mam na to osobną podstronę: Artur Czesak. Publikacje), ale jest coś, czym chcę się pochwalić. Zostałem bowiem zaproszony, jako jedna z osób redagujących drugie wydanie Encyklopedii Krakowa, do napisania i umieszczenia w „Roczniku Biblioteki Kraków” dwóch tekstów biograficznych.

Całość numeru w formie PDF.

W bardzo bogatym treściowo woluminie znalazły się dwa moje teksty o dwóch kobietach z niezwykłego rocznika krakowskiej uniwersyteckiej polonistyki, rozpoczynającego zajęcia jesienią roku 1938: Irenie Bajerowej (z domu Klemensiewiczównie) i o Janinie Garyckiej, nietuzinkowej, choć skromnej postaci, współtworzącej treściowo i plastycznie programy Piwnicy pod Baranami. To ona napisała taką pracę magisterską, że Kazimierz Wyka uznał ją za doktorat! To u niej długie lata mieszkał Piotr Skrzynecki.

Obie bohaterki studiowały polonistykę, także tajnie podczas wojny, życie każdej z nich było niezależne i twórcze. To miara wielkości trudnych czasów.
Piszę o tym dziś, bo już całkiem niedługo nowy tom rocznika, w którym m.in. będziemy wspominać zmarłego 8 kwietnia 2021 r. doktora Stanisława Dziedzica, twórcy i dyrektora Biblioteki Kraków, redaktora naczelnego Rocznika.
O Bibliotece Kraków mówili niedawno w rozmowie z red. Jackiem Bańką w Radiu Kraków Kultura p.o. dyrektor Agnieszka Staniszewska-Mól i kierujący Działem Promocji Piotr Wasilewski.

Profesor Strutyński był lwowianinem. Nie wiem, czy prof. Strutyński udzielał się w środowiskach lwowskich i kresowych. Do Krakowa przyjechał w 1956. Opowiadał, że gdy przyjechał do Wrocławia i na specjalnym spotkaniu w Ossolineum opowiadał tamtejszym lwowianom, jak się żyło we Lwowie w latach 1945–1956, powiedzieli „To niemożliwe. Nie mogliście tak żyć”. Skwitował: „To przestałem opowiadać”.

Nekrolog: https://dziennikpolski24.pl/nekrologi/29-12-2021,2,3,cpo,nes,kos.html
Laudacja: http://archiwum.kpu.krosno.pl/gfx/pwszkrosno/pl/defaultaktualnosci/16/219/1/laudacja.pdf
Pożegnanie ze stron UJ.
Pożegnanie na stronie Wydziału Polonistyki UJ: https://polonistyka.uj.edu.pl/wydzial/aktualnosci/-/journal_content/56_INSTANCE_UOPusOSPHogN/41623/149505196https://polonistyka.uj.edu.pl/wydzial/aktualnosci/-/journal_content/56_INSTANCE_UOPusOSPHogN/41623/149505196

Jest piękne cerkiewne słowo iskoni — słychać w nim koniec, a oznacza początek, arché. Iskoni bě Slovo, czyli na początku było Słowo. W gruncie rzeczy wspólność pochodzenia prasłowiańskich †čęti i *konъ / *konь to znany filologiczny greps. Jednych on ujmie, za-chwyci, wręcz porwie, innych pozostawi obojętnymi lub zbyty zostanie wzruszeniem ramion. A jednak jest w języku moc stara, a w utrwalonych powiedzeniach dochodzą te pramyśli do głosu, nawet gdy to żartobliwe powiedzonko o kiju, co ma dwa końce, o wiązaniu końca z końcem (miesiące jak sznurki łączone) i o łapaniu za lżejszy koniec w robocie.

Co nieco z tego powiedziałem w czwartkowych, ostatnich w roku 2021 Wyczesanych rozmowach w Radiu Kraków.

Wyczesane rozmowy, Radio Kraków, 30.12.2021

Życzmy sobie dobrego końca, zdrowych kończyn, wytrwania wśród konieczności, dokonań. Niech końce przemieniają się w obiecujące początki.

To takie ciekawe słowo. W polszczyźnie, bo w liturgicznej łacinie adventus i już. Rozmawiałem o nim z red. Anną Piekarczyk 23 grudnia 2021 roku w Radiu Kraków.

Wyczesane rozmowy, Radio Kraków, 23.12.2021

W naszej zaś części słowiańskiego continuum dialektalnego istna feeria wariantów, które Kazimierz Nitsch pogrupował w 1946 r. następująco:
I. Z początkowym a
1. adv-
2. agv- (czyli z zamianą d na g, porównajmy np. z miejscami, gdzie na drabinę mówi się grabina)
3. adv́- (miękkość adwientu wydała się K. Nitschowi cechą najbardziej archaiczną, odbiciem sposobu przyswajania wyrazów obcych w najstarszej dobie prapolszczyzny, gdy łacińska liturgia, kalendarz i obyczaj zetknęły się ze słowiańską mową państwa Mieszka)
II. Z początkowym j
1. jadv-
2. jagv-
3. jadv́- (mówiło się jadwient m.in. na Podhalu i w Krakowskiem)

Opowiadanie Bartłomieja Obrochty; spisał Juliusz Zborowski, opublikowane: „Ziemia” 1929, nr 6

4. jagv́-
III. Z unosowieniem
1. jądv- (tu literka ą użyta jest fonetycznie, oznacza nosowe a, inaczej ã, wymawiane jak we francuskim imieniu André)
2. jądv́-
3. janv-
4. janv́-
Były też pluralne janwieta, trochę jak święta, trochę jak koszta. Adwentowy zawrót głowy, na każdy dzień inna forma z terytorium Polski! Lepiej opowiedzieć o tym na sam koniec adwentu, niż nie opowiedzieć wcale.

Jan Kanty (z Kęt)

W słowie adwent mnóstwo ciekawych rzeczy, a wymowa e przed samogłoską nosową n często bywa taka sama jak wymowa ę, dlatego można było wspomnieć prof. Jana z Kęt, który się zwie również Sanctus Ioannes Cantius, Jan Kanty.

Profesorska stołówka w XV wieku. Obraz wisi na kościele pod wezwaniem Jana Kantego na osiedlu Widok w Krakowie

Mówił Jan Kanty do elitarnego grona profesorów Akademii: Pauper venit, Christus venit. Umarł 24 grudnia 1473 roku.


Zakończyła długi żywot Maria Rydlowa (26 II 1924 – 17 XII 2021). Redaktor Maria Rydlowa — w Krakowie tytuły do ludzi przyrastają zgrabnie. Jedynym moim kontaktem ze Zmarłą jest Jej książka Moje Bronowice, mój Kraków, wydana w 2013 r. przez Wydawnictwo Literackie. Doprawdy, byłby to skandal, gdyby trzeba było szukać innego wydawcy.

Autorka wspomnień łączyła dwie perspektywy i tradycje tego skupiska symbolicznej i realnej polskości, czyli Bronowic Małych — ściśle wiejską, gospodarską, włościańską, chłopską (i babską!) z miejską, literacką, inteligencką rodziny Rydlów. Niemało i prawdziwie znajdziemy w książce o niemalownicznym wieśniaczym życiu córki podwójciego Karola Trąbki i Stanisławy Trąbczyny ze Spyrlaków:

Wracaliśmy z Pietrkiem do domu późno, szczęśliwi po udanej zabawie. Matka, nie mogąc się na nas doczekać, nie mogąc doczekać się na ojca, który po pracy szedł na „ważne zebranie”, zmęczona, wpadała w pasję i zaczynała szukać kandziary. Kandziara to rodzaj dyscypliny, metrowa, z cienkiej skórki uszyta kiszka, wypchana włosiem. Skąd się u nas wzięła, nie wiem. Mama zazwyczaj nie mogła jej znaleźć, wtedy my chowaliśmy się za babcię, owijając się jej szeroką spódnicą, ciągnęliśmy ją w kąt izby, by zabezpieczyć tyły. Słyszeliśmy tylko głos babci: „Stasiu, dej spokój, bijesz mnie tylko tą kandziarą po plecach”. Niewiele przejmowaliśmy się karą. Kiedy mama odchodziła do pilnych prac wieczornych, chowaliśmy natychmiast kandziarę i z pewnego rodzaju żalem jedliśmy kolację i szliśmy spać. Mama pracowała za dwoje, bardzo dbała o dom, o nas. Upłynęło wiele lat, nim zrozumieliśmy, że można bardzo kochać i wymachiwać kandziarą. Wydawało nam się, że ojciec jest bardziej wyrozumiały. Był wyrozumiały, bo na co dzień mało w domu przebywał. Pogodny, towarzyski, lubił się napić, co, niestety, było główną przyczyną nieporozumień, a czasem awantur w domu. Najwięcej cierpieliśmy z powodu pasji społecznikowskiej ojca my, dzieci, i babcia.
Od nazwiska męskiego Trąbka w polszczyźnie standardowej tworzy się formę nazwiska żony Trąbczyna i córki Trąbczanka.

Cenne jest wspomnienie o znajomości z Józefą (pierwotnie Perel) Singer, identyfikowaną z Rachelą z Wesela Stanisława Wyspiańskiego. Życie człowieka jako postaci literackiej na pewno było trudne, o czym wiele powiedział Roman Brandstaetter w Ja jestem Żyd z „Wesela”. Józefa Singer przeżyła opisanie w narodowym dramacie, zmianę wyznania i środowiska, śmierć całej niemal rodziny, przejścia z warszawskimi szmalcownikami (czy komuś zostały opowiedziane?), wygnanie po powstaniu, przez obóz w Pruszkowie i pobyt we wsi Moczydło w gminie Książ Wielki (powiat Miechów), wreszcie powrót do Krakowa. W tym Krakowie musiała żyć jak duch, skoro w zasadzie o jej istnieniu nie wiedziano.

I jeszcze jedno wspomnienie Marii Rydlowej, inne niż Boyowa Plotka o „Weselu”, ale ważne, ciekawe, najpierw zamieszczone w „Bronowickich Zeszytach Historyczno-Literackich”, nr 27, wyd. Towarzystwo Przyjaciół Bronowic, Kraków, grudzień 2009. Ja cytuję z „Gazety Bronowickiej” nr 176–177 (wrzesień 2014), s. 21:

Któregoś ranka, gdy wychodziłam z domu na wykłady, zatrzymał mnie ojciec i zapytał, czy będę się widzieć z Pepą Singerówną. Na moje zapewnienie, że będę na Loretańskiej w południe, powiedział: „Powiedz Pepie, że umarł Antek Dzieża”. W południe zaszłam na Loretańską, bo właśnie malowałam z panną Józefą boazerię w kuchni, korzystając z nieobecności Mrożewskich. W czasie pracy przypomniałam sobie polecenie ojca. Pani Józefa na wiadomość o śmierci Antoniego Dzieży, gospodarza z Bronowic, mimo podeszłego wieku mężczyzny bardzo przystojnego, zapaliła nerwowo papierosa i podeszła do okna. Długo stała w oknie. Nie śmiałam przerwać milczenia. Po jakimś czasie pani Józefa wróciła do pracy. Wieczorem, po powrocie do domu, zapytałam ojca, co łączyło Józefę Singerównę z Antkiem Dzieżą, i dowiedziałam się, że oni się kochali, że ludzie wiedzieli o wielkiej miłości pięknej Żydówki i urodziwego parobka. Młodzi nie zdecydowali się na małżeństwo – za głęboka przepaść ich dzieliła…

I przytoczyła autorka wspomnienia fragment Wesela (scena 36, akt I):

POETA

Pani się kiedy zakocha
w chłopie….

RACHEL

Pan może wywróży.
Mam do chłopców pociąg duży,
lecz być musi ładny chłopiec.
Powrót, powrót do natury.

„Czyżby Wyspiański wiedział o tej miłości, może doszły go plotki, ludzie na wsi wiedzieli najwięcej. Nigdy nie słyszałam o tej miłości pani Józefy ani u Rydlów, ani u Tetmajerów” — skonstatowała Redaktor Rydlowa. Jeden z bronowskich (czy też bronowickich) Antonich Dzieżów zmarł na początku kwietnia roku 1951, choć czy jakaś prawda w tym wspomnieniu i domyśle się kryła, chyba nikt już dziś nie opowie.
Dlaczego o tym piszę? Bo ta śmierć oprócz oczywistego żalu za ludzkim istnieniem przywodzi na myśl fenomen pamięci indywidualnej, rodzinnej i zbiorowej. Odchodzi osoba żywo opowiadająca o kontekstach wydarzeń sprzed 120 lat — pozostaje wiedza i wrażliwość, zmagazynowane w książkach i drukach. Oraz wdzięczność.

Sam siebie nie kojarzę ze sportem, a jednak w pandemicznym roku 2020 doszło do mojego telefonicznego spotkania z Jerzym Chromikiem i nawet powstało kilka audycji, w których o języku sportu, sportowców i komentatorów mówili dziennikarze, a parę słów komentarza dorzucałem ja.
Jerzy Chromik zaś jako koordynator, inspirator, dobry duch, kopalnia pomysłów. Wygląda to jak jakaś litania, ale nic to. Dodam jeszcze: mistrz celnych pytań, wytrwały słuchacz. Te superlatywy nie mogą być czcze, skoro środowisko dziennikarskie nominowało go do nagrody imienia B. Tomaszewskiego. Nie ignoruję Michała Okońskiego, ale nie o nim jest ten tekst.

Żółta ramka z nominowanymi do nagrody komponuje się kolorystycznie z okładką książki wydanej przez wydawnictwo SQN pt. Remanent. Autor bardzo dynamicznie rozpoczął lata swe emerytalne. Poznajdował, posprawdzał i wybrał teksty ważne w historii polskiego sportu i sportowego dziennikarstwa, ujmujące niebanalnymi pytaniami, wrażliwością i dociekliwością. Zapowiada się trylogia.

Dla człowieka dysponującego tak szeroką niewiedzą co do kulisów sportu jak ja każdy tekst z tej książki to odkrywanie nowego świata. Bardzo ciekawe wywiady, przy okazji oddające atmosferę swoich czasów — pogrążonego w kryzysie i korupcyjnym zakłamaniu schyłkowego PRL, pełnego ludzi rwących się do wolności i tłamszonych przez świetnie ustawionych cwaniaków (nie tylko, nie tylko), lata późniejsze z sukcesami i kryzysami drużyn i poszczególnych zawodników…

Czego mi brakuje? Kto czytuje książki od końca, zgadnie od razu: indeksu nazwisk. Przyjemność czytania jest, ale gdyby się chciało z książki korzystać jako źródła wiedzy, szybkiego dostarczyciela ciekawych wspomnień i opinii o poszczególnych osobach, jest się pozbawionym pomocy poręcznego spisu. Ale to nie przeszkadza miłośnikom anegdot, zaś adeptom sportowego dziennikarstwa można radzić chłonięcie całości i robienie notatek.

Napisałem i Informator „Biblioteka Kraków” opublikował moją nową fiszkę — minifelieton językowy.

Archiwum Fiszek: https://www.arturczesak.pl/fiszki/

Zalecenia językowe czy cenzura?

Jutro druga niedziela adwentu, a ja o Christmas piszę? Takie czasy. Wszystko przyspiesza. Ale wcale nie jestem postępowy, gdy piszę o Christmas, bo jest to temat, który być może winien być przemilczany, jeśli nie chcemy nikogo urazić, jeśli chcemy komunikować się inkluzywnie.

Źródło: https://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/8305310,ke-boze-narodzenie-homoseksualizm-bruksela-poradnik-jezykowy.html

Co ja na to?

Czyli mam nie widzieć światełek, choinek, pierników, mikołajów, reniferów, gwiazdek, bo to nowe tabu? He, gdybym chciał kogoś drażnić i epatować, tobym mówił: Święta Barbara, dziewica i męczennica, godzinki, Niepokalane Poczęcie, roraty. Ale nie mówię i nie poddaję tego pod publiczny osąd. Lecz jako wolny człowiek zastrzegam sobie prawo do wolnej autoekspresji.

Inkluzywność, którą mogę też nazwać wrażliwością, delikatnością, taktem, wyczuciem, odrzucaniem stereotypów, szacunkiem — tak. Ignorowanie rzeczywistości — nie. Poza tym takie instrukcje (tu link do tekstu z roku 2018) budują świadomość. Nie wszystkie propozycje takich gremiów, wsparte głosami uczonych, są dobre. Pomyślmy tylko: czy eufemizm przestaje wyodrębniać, a więc wskazywać jakąś cechę, przypominać o niej? A ja jestem włączającym (do lepszego towarzystwa) czy włączanym (pariasem, ale nie będziemy tego tak nazywać)? Samo istnienie takich instrukcji może w kimś wywoływać poczucie, że jeśli nie jest w gronie autorów i adresatów (przedstawicieli „władzy”), to już jest obiektem specjalnej troski, co wcale nie poprawia nastroju i samooceny, a może nawet je dezobiektywizuje.

Autorka pisze w autobiograficznym wstępie Moje życie (z polszczyzną), że kolega z grupy VII na I roku polonistyki Andrzej Romanowski składał Jej najlepsze życzenia „z okazji rocznicy śmierci Mickiewicza”. To dobre życzenia, bo wyliczanie lat młodej, energicznej, otwartej na nowe pomysły Badaczce nie ma sensu. Ważne, że z okazji jakiejś tam cezury zgromadzono (redakcja: Monika Buława, Barbara Grabka, Renata Kucharzyk) i wydano (Instytut Języka Polskiego PAN w serii Prace IJP PAN, nr 162) książkę Anny Tyrpy Pół wieku z polszczyzną (Kraków 2021).

Treść

W książce oprócz wspomnianego wstępu pomieszczono Bibliografię prac Anny Tyrpy, która swego czasu podpisywała się Anna Krawczyk oraz Anna Krawczyk-Tyrpa, Wykaz prac napisanych pod kierunkiem Anny Tyrpy, odredakcyjne objaśnienia i 36 artykułów zgrupowanych w czterech działach, zajmujących Badaczkę: I. Tabu i eufemizmy, II. Stereotypy etniczne i etnonimy, III. Religia w gwarach, IV. Język polskich powieści:

I. TABU I EUFEMIZMY
Bestia, czyli o pewnym tabu i eufemizmach w gwarach … 49
Tabu językowe w czasie i przestrzeni. Przegląd problematyki … 61
Tabu językowe a polisemia i homonimia … 77
Akt mowy a ludowe zakazy językowe … 87
Imiona zakazane i unikane … 97
O eufemizmach w pieśniach ludowych … 111
Losy słowa tabu w Polsce (od encyklopedii Orgelbranda do prasy popularnej … 123
Polski wkład w badanie tabu językowego … 133
II. STEREOTYPY ETNICZNE I ETNONIMY
Holenderscy osadnicy, niemieccy sąsiedzi i inne narody w oczach Pomorzan (świadectwa językowe) … 145
Pieśni ludowe jako dokument kontaktów Ślązaków z cudzoziemcami i obcymi krajami … 159
Kontakty dawnych Polaków z innymi nacjami odbite w leksyce, frazeologii i przysłowiach … 187
Etnocentryczne widzenie obcych w polszczyźnie ludowej … 197
Losy etnonimu Mazur … 213
Apelatywizacja etnonimów … 231
Obraz cudzoziemców w małopolskich pieśniach ludowych … 241
Wizerunek cudzoziemek w polskich dialektach i folklorze … 255
Regionalne uwarunkowania stereotypów etnicznych … 265
Litwa i Litwini w języku polskim … 77
O badaniu ludowych stereotypów etnicznych … 291
Ludowy wizerunek Niemca w języku polskim i rumuńskim … 303
Polskie choronimy i etnonimy ludowe … 321
Stereotypy etniczne w różnych językach — narodowe? Międzynarodowe? Uniwersalne? … 349
Polska i Polacy w zwierciadle gwarowym … 361
Ku Niepodległej. Polacy i zaborcy we wspomnieniach z I wojny światowej … 375
Etnonimy i stereotypy narodowe we wspomnieniach z I wojny światowej 391
III. RELIGIA W GWARACH
Gwary a religia 417
Chłopi polscy o Kościołach chrześcijańskich … 425
Siedem sakramentów świętych w gwarach polskich …. 439
IV. JĘZYK POLSKICH POWIEŚCI
Frazeologia w powieści Tadeusza Nowaka „Diabły” … 463
Różowo-szare igraszki Michała Choromańskiego … 475
Choromański, Korzybski i staropolszczyzna … 489
Odmiany regionalne polszczyzny w twórczości Michała Choromańskiego … 499
Źródła reproduktów w powieściach Moniki Szwai … 507
Globalizacja odbita w zwierciadle obnoszonym po gościńcu … 529
Polska literatura piękna źródłem reproduktów w powieściach Małgorzaty Musierowicz … 543
Współczesne powieści polskie łącznikiem między dawnymi i młodszymi laty (rocznicowe przypomnienie Henryka Sienkiewicza) … 563

Pochwały i kwęknięcia

Chwalę tekst nowy, czyli autorski rys życia rodzinnego i naukowego, z uroczymi zdjęciami z archiwum Hani — tu się przyznam, że kilka lat wspólnie pracowaliśmy nad Słownikiem gwar polskich w Instytucie Języka Polskiego PAN. Były to bardzo cenne lata, także dzięki życzliwości Jubilatki.
Chwalę świetny pomysł zgromadzenia rozproszonych w wielu czasopismach i tomach zbiorowych prac Autorki, aktywnej w kilku ośrodkach naukowych: Kraków, Bydgoszcz, Lublin, Kielce, Warszawa, Tarnów, i mającej kontakty w większości pozostałych.
Jako poszukiwacz źródeł frazeologizmów, powiedzeń i słów, czemu daję wyraz m.in. w cyklu Wyczesane rozmowy w Radu Kraków, rad bym w tym tomie widział tekst Zapędzić kogo w kozi róg opublikowany w 1980 r. na łamach pisma „Makedonski Jazik”. Być może jakiś dział tekstów poświęconych frazeologii i frazematyce byłby wskazany, bo gdy kończyłem studia, nazwisko Krawczyk-Tyrpa kojarzyłem wyłącznie z klasyczną obszerną monografią Frazeologia somatyczna w gwarach polskich (1987) i pionierskim artykułem Co wiemy o frazeologii gwarowej (1985). Problematykę tę Autorka wciąż zgłębia, czego świadectwem jest tekst Co wiemy o frazeologii gwarowej w 2015 roku?, opublikowany w tomie Słowiańska frazeologia gwarowa (red. M. Rak, K. Sikora, 2016). Te narzekania najlepiej ukoiłby po prostu osobny zbiór tekstów A. Tyrpy poświęconych frazeologii.
I jeszcze jedno: w badaniach nad leksyką i frazeologią nieocenione są indeksy. W książce jest indeks nazwisk, ale w wyborach prac językoznawczych mile widziany byłby indeks wyrazowy, w omawianym przypadku wyrazów gwarowych, nazw etnicznych i regionalnych, frazemów i ich komponentów.


Zamknąwszy książkę…

Zamknąwszy książkę, widzimy tylną stronę okładki z autobiograficznym tekstem napisanym fonetycznie. Jest to zarazem świadectwo bliskości ze źródłami, z materiałem gwarowym zgromadzonym w nieocenionej Kartotece SGP PAN, którą Anna Tyrpa nie raz i pod różnymi kątami przejrzała, i żmudnej pracy dydaktycznej z młodzieżą polonistyczną.

Projekt okładki: Weronika Tyrpa, Wawrzyniec Tyrpa. Brawo!
Zapis spółgłosek wargowych miękkich nie w pełni konsekwentny; jest też literówka, ale dajmy spokój.

Mówiłem sobie: nie kupuj, to za mądre. Miałem rację.

I jeszcze przypisy są na końcu, a nie na dole strony oraz indeks bardzo sofisticated, ale przydatny, mieszający ludzi, miejsca i instytucje. Bo też i książka jest o miksie idei, gustów, o władzy politycznej i finansowej, o inteligenckich fantazmatach i fanaberiach. Przecież ja mało nie imploduję, gdy słyszę słowo świątek, mam kłopoty z pojęciem ludowości, przeżuwam branżowe słowo ludowizna.

Uwikłania, nadinterpretacje, pieniądze

Autorka pisze o modzie na sztukę ludową, ideowych konstruktach, wprzęganiu sztuki i artystów w politykę państwa, w dyskurs dizajnerów i innych wizjonerów, tudzież kolekcjonerów, badaczy, naciągaczy, muzealników i cyników.

Jest też niemało o zmianach kontekstu historycznego, presjach ideologicznych, marzeniach, estetyzacji, kompleksach, o płynnym (?) przejściu przedwojennych pracowników propagandy sztuki do grona uprawiających sztukę propagandy, choć nikt, ale to nikt tak o tym nie myśli, bo każdy był niezależny i przede wszystkim miał na względzie wartość artystyczną i wolność ekspresji. Jest i o ludowych twórcach, różnych i różnie. Lipnicki Karol Wójciak (Heródek) tylko wspomniany, jako jeden z tych, co sprawiali kłopoty interpretacyjne, bo czymże był i co robił, skoro autentycznych twórców ludowych i takiejże sztuki już nie było, a on był i tworzył?

Jest też i o koniakowskich koronkowych stringach. Są stringi i koronki, będzie też terminologiczna kontrowersja. Autorka napisała o koniakowiankach:

W czasie II wojny światowej wyroby Goralenvolku, skupowane przez starostwo w Cieszynie, były chętnie kupowane przez Niemców, a góralki wyspecjalizowały się w wieczorowych sukniach z czarnych nici (s. 322)

Nieadekwatne użycie terminu spoza etnodizajnu i historii sztuki, nie pochwalam.

Święty Wawrzyniec, diakon, męczennik — na półce w Muzeum im. Władysława Orkana w Rabce

Ja wiedziałem, że tak będzie. Odpadłem, wszak to nie moja dziedzina, a ja nie jestem wrażliwy na prymityw, bo mam prymitywną wrażliwość. Książkę odkładam na półkę na czas lepszy lub gorszy, bo jest (od)ważna i śmiała. Śmiałym zaś szczęście sprzyja.

Będzie dyskusja

Jutro będą o tej książce dyskutować w jednym z pałaców na krakowskim Rynku:
http://miastoliteratury.pl/o-naturze-ludu-dyskusja-wokol-ksiazki-ewy-klekot-klopoty-ze-sztuka-ludowa/

Środa, 27 października 2021 r., godzina 18:00
Pałac Potockich przy Rynku Głównym 20 w Krakowie
Udział w spotkaniu jest darmowy, jednak przed wybraniem się na nie prosimy o pobranie bezpłatnej wejściówki na stronie https://kbfbilety.krakow.pl/

Spotkanie będziemy transmitować na Facebooku, na profilach Muzeum Etnograficznego w Krakowie, wydawnictwa słowo/obraz terytoria, Pałacu Potockich oraz Krakowa Miasta Literatury UNESCO.  Nagrania będą dostępne na YouTube krakowskiego Muzeum Etnograficznego  oraz Fundacji Terytoria Książki.