Zadzwonili z Radia, więc mówiłem. O Małym Królewicu, wydanym przez Wydawnictwo Media Rodzina.
Najpierw jednak Pan Redaktor próbował przeczytać to:
Można posłuchać. Zapraszam.
Zadzwonili z Radia, więc mówiłem. O Małym Królewicu, wydanym przez Wydawnictwo Media Rodzina.
Najpierw jednak Pan Redaktor próbował przeczytać to:
Można posłuchać. Zapraszam.
Gdy czytamy, że coś działo się w Brzozowie, możemy pomyśleć, że to forma od Brzozów. Ale kamień grobowy tutaj przedstawiony odnosi się do wsi Brzozowa, która przynajmniej według Wykazu urzędowych nazw miejscowości ma odmianę przymiotnikową.
Lecz nagrobek w Glinianach głosi: Tu spoczywają zwłoki ś.p. Aleksego Wiśniewskiego. Zmarł w Brzozowie d. 28 Lutego 1882 r. Mając lat 39. Swoją drogą — czy to może ojciec ks. Jana Wiśniewskiego, wybitnego historyka diecezji sandomierskiej?
Nazwy miast Włoszczowa i Częstochowa, odmieniane jak rzeczowniki, czyli jak krowa, pokazują, że taka rzeczownikowa odmiana jest możliwa i zmienna w historii. Dezorientację wzmaga dialekt. Jeśli na co dzień się powiada, że ktoś jest z Brzozowy (Brzozowéj), jak z Częstochowy, to pojawia się możliwość i chęć użycia formy w Brzozowie zamiast w Brzozowej lub na Brzozowej.
Nawet jeśli to tylko apokryf dotyczący biografii Adama Mickiewicza, to na samym końcu znajduje się twardy jak kamień (więc podatny na skruszenie buldożerem) dowód na prawdę przekazu z odległej o kilka pokoleń i reżimów epoki.
Kolega Mikałaj Ramanouski podrzucił mi dziś link do fejsbukowej rewelacji ogłoszonej przez regionalistę Alaksandra Abramowicza „Znalazłem ten kamień”! Oto historia.
Jeśli kogoś męczą litery, może posłuchać dźwiękowej wersji tego bloga. ZAPRASZAM.
Listen to „Blognagłos #01” on Spreaker.
Źmicier Bartosik w Radiu Swaboda przeprowadził ze wspomnianym Abramowiczem wywiad o jego zainteresowaniach miejscowością Studzionki (Студзёнкі, obwód miński, rejon nieświeski, sielsowiet Haradziej, pol. Horodziej), o tym, jak zrodziła się jego historyczna pasja:
W szóstej minucie wywiadu Abramowicz opowiada o losach kaplicy i cmentarza, który „zniesiono” kilkadziesiąt lat temu, a ziemią (z kośćmi) wzmacniano miejscową drogę. Pod koniec ok. 11:30 wspomina książkę Iriny Odojewcewej Na bieriegach Sieny, gdzie znajduje się wzmianka o Studzionkach jako miejscowości, w której dzieciństwo przeżył poeta rosyjski Gieorgij Iwanow (1894–1958):
Поэт Мицкевич, посетивший их когда-то, посвятил им стихи, начинавшиеся — в русском переводе —
Ева потеряла рай,
Но нашла его снова в Студенках.
В этом «найденном Евою рае» и прошли райские годы детства Георгия Иванова, Юрочки, как его звали.[Poeta Mickiewicz, który kiedyś je odwiedził, poświęcił im wiersze, zaczynające się słowami „Ewa utraciła raj, / Ale znalazła go w Studzionkach”. W tym to „raju odnalezionym” minęły rajskie lata dzieciństwa Gieorgija Iwanowa, Juroczki, jak go nazywano.]
Historia ta opisana również została w książce, przywołanej w białoruskiej Wikipedii pisanej oficjalną ortografią. Czytamy otóż we wspomnieniach ks. Jerzego Kalinowskiego, najmłodszego brata Józefa znanego jako św. Rafał Kalinowski (1835–1907), inżynier, powstaniec, karmelita bosy:
Na zachód od domu rozciągały się dwa olbrzymie, z sobą połączone przepływającą przez nie rzeczką, stawy, które Mickiewicz w Panu Tadeuszu opisał. Na południe i na wschód od domu rozciągał się olbrzymi prześliczny park, bardzo pięknie zarysowany, zaludniony wszystkimi gatunkami krajowych drzew w najpiękniejszych okazach: stuletnie dęby, lipy, modrzewie, sosny, graby i skromne, a tak piękne ze swoją białą korą i srebrnym liściem brzozy płaczące, krzewy bzu, jaśminu i róż, a wszystko to |…] na prześlicznym […] trawniku, ze zwierciadlaną szybą stawów, z rzeczką wijącą się jak wąż przez trawniki, z mostkami zgrabnymi, rzuconymi na tę rzeczkę, czyniły Studzionki małym ziemskim rajem. Tak go też nazwał Mickiewicz, który odwiedzał Studzionki i w albumie gospodyni domu napisał te słowa:
„Ewa raj utraciła,
Tyś go, pani, stworzyła”.Słowa te następnie zostały wykute na kamieniu, który przed niewielu laty był jeszcze w parku, za ogrodem owocowym, na drodze na cmentarzyk miejscowy [podkreśl. AC]. Na tym cmentarzyku w gotyckiej otwartej kapliczce jest pochowana pani Zofia z hr. Rozwadowskich Gruszecka, matka Wiktorowej Kalinowskiej, jej stryjeczna siostra, wielkich cnót chrześcijańskich niewiasta, Joanna hr. Rozwadowska i Wiktor Kalinowski. (ks. Jerzy Kalinowski, Rodzeństwo, [w:] Wychwalajcie mężów sławnych. Wspomnienia o świętym Rafale Kalinowskim, wybrał i oprac. Czesław Gil OCD, Kraków: Wydawnictwo Karmelitów Bosych, 2008, s. 22)
Czyli że ten fragment ósmej księgi arcypoematu miałby zawierać studzioneckie reminiscencje:
Zaiste, okolica była malownicza!
Dwa stawy pochyliły ku sobie oblicza
Jako para kochanków: prawy staw miał wody
Gładkie i czyste jako dziewicze jagody;
Lewy, ciemniejszy nieco, jako twarz młodziana
Smagława i już męskim puchem osypana.
Prawy złocistym piaskiem połyskał się wkoło,
Jak gdyby włosem jasnym; a lewego czoło
Najeżone łozami, wierzbami czubate;
Oba stawy ubrane w zieloności szatę.
Kto wie, legenda bywa trwalsza niż materialna pamięć.
A kamień odnalazł właśnie A. Abramowicz, w piwnicy, niedaleko od cmentarzyka.
Я знайшоў той камень! Камень з выбітым надпісам,як і ў альбоме гаспадыні маёнтка Студзёнкі, што пакінуў А. Міцкевіч. Камень умураваны ў сцяну склепа. Памер бачнай часткі 85см. на 64см. Склеп непадалёк ад былых панскіх могілак. Выглядае, напісана почыркам А. Міцкевіча.
Napis jest do góry nogami. Co faktycznie napisano?
Ewa raj utraciła,
Tyś go wskrze
?? siła
Mickiewicz
Mamy więc inną wersję tekstu: WSKRZESIŁA, a nie STWORZYŁA, brak słowa PANI. Tyś go wskrzesiła wydaje się pewne, ale co jest lub było na początku trzeciego wersu — pewne nie jest. Czy dukt pisma jest istotnie XIX-wieczny? Raczej tak, ale jeśli dobrze widzę „raj”, to znaczy, że to koniec wieku, bo wcześniej napisano by „ray”.
Kamień by przemawiał za tymi właśnie Studzionkami, ale gwoli ścisłości dodajmy, że dostępny w Wikipedii biogram poety Iwanowa łączy go z jakimiś Studionkami należącymi do gminy Siady (lit. Seda), na wschód od Możejek, wówczas w gubernii (świadomie piszę przez -ii) kowieńskiej, w powiecie Telsze.
Kamień przemawia za rejonem nieświeskim, pamięć Jerzego Kalinowskiego podyktowała co innego. Podał bowiem powiat nowogródzki, a nie nieświeski:
Studzionki należały przed latami do książąt Radziwiłłów, potem dostały się jako dożywocie hrabiemu Rozwadowskiemu, jenerałowi w[ojska] p[olskiego], który był 1o voto żonaty z wdową Morawską, siostrą księcia Karola Radziwiłła „Panie Kochanku” [1734-1790], 2o voto z Wągrodzką, matką sześciorga dzieci, z których jedną była wymieniona Zofia za Aleksandrem Gruszeckim, i z tego małżeństwa było troje dzieci; najstarszą była Maria, żona Wiktora Kalinowskiego.
Studzionki po śmierci jenerała Rozwadowskiego były dzierżawione przez Gruszeckich, potem przez Kalinowskich. Leżą w mińskiej guberni, w pow[iecie] nowogródzkim (Notes J. Kalinowskiego, Archiwum [Krakowskiej] Prowincji Karmelitów Bosych, AP 111, s. 24–26).
Czyżby to pomyłka wynikła przez skojarzenie z Mickiewiczem i Nowogródczyzną? Sprawy nie ułatwia i to, że miejscowości o polskiej nazwie Horodziej znajdowały się i blisko Mińska, i w powiecie nowogródzkim, o czym zaświadcza Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich (t. 3, s. 152). Wspomnienie Radziwiłłów sprzyja uznaniu wyższości lokalizacji nieświeskiej. No i ten kamień.
Jakie jest powiązanie z pamięcią o Mickiewiczu, który żył w pamięci swoich rodaków w Litwie? Zdaje się, że biografie ani encyklopedia mickiewiczowska Instytutu Badań Literackich PAN (2001) nie wspominają wizyty w Studzionkach, a zbiory twórczości nie zawierają wpisu w albumie (imionniku Zofii Rozwadowskiej). Dwuwiersz pojawił się jednak w druku już wcześniej, stale wiązany z karmelitą Kalinowskim. Najpierw w książce Joseph Kalinowski: officier du génie dans l’armée russe, exilé en Sibérie, carme déchaussé d’après ses mémoires et sa correspondance, influence contraire du catholicisme et du schisme moscovite sur la civilisation:
Autor: Jean-Baptiste Bouchaud (1851–1932), karmelita, który przyjechał do Czernej w roku 1880, by pomóc w odnowie życia zakonnego. W gromadzeniu materiałów o ojcu Rafale pomagał ksiądz Jerzy Kalinowski. Dziękuję, Google Books!
Jest to więc ten sam przekaz z pamięci rodzinnej. Czyżby więc elementy wersu trzeciego oznaczone przeze mnie jako ?? miały być literami „ni” ze słowa „Pani”, a układ utworu częściowo dwukolumnowy:
Tyś go | wskrze
Pani | siła
Byłoby w tym coś barokowego, choć układ pisma na kamieniu wcale nie musi oddawać wpisu w albumie. Wskrzesiła może być czasownikiem bardziej przemyślanym, więc z większym naddatkiem poetyckości (i słusznej teologii) niż stworzyła. Kreacja bowiem w rajskich kontekstach przysługuje Kreatorowi. Ale to już rzecz dla mickiewiczologów, jeśli zechcą włączyć te słowa do korpusu poezji Wieszcza.
Zagadka edytorska. Niewielka, lapidarna w sensie ścisłym.
W Międzynarodowy Dzień Tańca pomyślałem o Pani Janinie Kalicińskiej, która zawsze podkreślała, że jest ze znakomitego rocznika 1920, tego samego co Jan Paweł II. Następnego dnia przyszła wiadomość, że umarła. Requiescat in pace, ale może nie o spoczynek chodzi, lecz o pamięć. Ruch, taniec, humor, stanowczość.
Zdjęcie zrobione w 2008 r. podczas Limanowskiej Słazy.
Ja o tańcu ludowym nic nie umiem sensownego powiedzieć, ale wspominam Osobę, która wiedziała o nim wszystko i jeszcze parę lat temu gotowa była zademonstrować właściwy krok gibkim tancerzom pięciokrotnie od siebie młodszym.
To nie jest wpis polityczny, choć o politykach mowa. Może kiedyś będzie mowa o różnicach politycznych w języku, wszak są słowniki, które to opisują, na czele z Dobrą zmianą Katarzyny Kłosińskiej i Michała Rusinka oraz Pancerną brzozą Galopującego Majora. Systemowe zjawiska językowe zazwyczaj są ponadpolityczne, co nam dziś zilustrują „pisowiec” (choć dziś w innej partii tworzącej Zjednoczoną [wciąż?] prawice) i „lewaczka” (Nowoczesna, Teraz!, SLD).
Celownik jest w odwrocie? A może to archaiczne celownikowe –u ekspanduje? Ostatnie piętnastolecie dostarczyło wielu przykładów. Już w 2012 roku wspominałem indagowany przez red. Renatę Radłowską przejęzyczenie (nie ma przejęzyczeń bez podstawy fonetycznej — otaczające głoski mieszają lub psychicznej — myślimy też o czymś innym) Zbigniewa Ziobry.
Znalazło się też nagranie z 2016 roku, w którym polityczka popełnia ten sam błąd.
Tak, media i dziennikarze czasem omawiają błędy, ale częściej, jako że mają słuch i dar naśladownictwa, powtarzają słowa, formy i akcenty polityków i ogólniej ludzi znanych, z którymi żyją w symbiozie. „Naszemu kraju” szerzy się nie tylko w mowie (zastrzegałem, że każdemu się może omsknąć końcówka), ale i w piśmie, co jest sprawą gorszą i bardziej symptomatyczną. Czyżby autor i redakcja nie dostrzegli błędu? Oto przykład z serwisu sport.pl (13.07.2018):
Nie chodzi mi nawet, choć należy o tym wspomnieć, o współczesny duży kontakt językowy polsko-ukraiński. Niewykluczone, że w rozmowach, czyli w polszczyźnie osób, których pierwszym językiem jest ukraiński lub rosyjski, pojawia się forma kraju w celowniku. Działo się tak i znacznie dalej na wschód, na ziemiach dziś ukraińskich, a wówczas pod władaniem rosyjskim, z silnym wpływem kulturalnym polskim, niemal dwa wieki temu. To znamienny i ciekawy przykład współbrzmienia języków, zmieniania językowych kodów, wzajemnej zrozumiałości języków ludzi wspólnie żyjących, a nawet w druku przeskakiwania z alfabetu łacińskiego na grecki, polskiego na ruski, z niemieckim cytatem, gdy potrzebny:
List Mychajła Gerowskiego do brata Jakowa (Яків Ґеровський, 1794–1850), profesora uniwersytetu we Lwowie, pisany w Wiedniu 3 listopada roku 1834 po polsku. Źródło: Українсько-руський архив, Історично-фільософічна секція Наукового товариства ім. Шевченка, t. 3: Матеріяли й замітки до історії національного відродження Галицької Руси в 1830-1840 рр. Додаток: До історії москвофільства в Угорській Руси; зібр. і пояснив М. Тершаковець, Львів 1907, s. 39–40.
I z błędów nauka płynie.
Socjalistyczne pismo „Naprzód” bardzo się oburzało na sanacyjne porządki i niepiękne postępki oraz mowę zarówno Józefa Piłsudskiego, jak i jego akolitów. Wiadomo było, że bardzo grubo się oni wyrażali. Oto przykład z książki Hocki-klocki, którą Biblioteka Narodowa (Polona) przypisuje Emilowi Haeckerowi, być może kierując się informacją z Polskiego słownika biograficznego (PSB), ale zawartą pod biogramem Jana Hupki:
Uznawanie Wersalu za wzór dobrego wychowania i kultury słowa sięga więc co najmniej lat wersalskiej konferencji, a nie było innowacją Andrzeja Leppera.
Czyżby nastąpiła zmiana w obyczajach językowych? Być może. To słowo na b… wciąż jest nieprzyzwoite i dlatego kryje się za szyldem agencji t. (co nie znaczy, że dla zarezerwowanej tylko dla towarzyszy). Słowo to zaś zastąpiło bałagan, również przed wojną rażące.
Wiedzmy, jak było.
Skończyło się powstanie styczniowe, nastał pozytywizm odcinający się od porywów ducha i mistycznych uniesień. Praca, przyziemna, ale owocna miała być ważna. Naukowo zainteresowano się też ludem. Tak, to była garść banalnych i uproszczonych elementów wiedzy, którą nabyliśmy w okolicach matury.
„Opiekun Domowy” z 1865 r. opisał wyjazd z Krakowa w Tatry. Nie będziemy jej tu całej streszczać, bo skupienie się na detalu — bywa — daje do myślenia. Na pewno jest tak, że droga z Krakowa na południe zupełnie nie była znana warszawskim redaktorom i zecerom. Nie umieli bowiem odczytać z rękopisu nazwy Pcimia, więc literki się obróciły i nikt ich nie poprawi; zamiast w Pcimiu jest w Peimin.
Stylizacja językowa budzi pewną wątpliwość. Kur nie jest najczęstszą góralską wersją nazwy samca kury domowej. Ale panoczku (powinno być przez –c-) daje jakiś pozór autentyzmu.
Szaflary, dawna wieś i sławna, ale autorowi, którym mógł być Michał Bałucki, nie przypadła do gustu:
Niecałe pół mili za Nowym-Targiem jest wieś Szaflary. Jest to jedna z najmniéj wdzięcznych wiosek podhalańskich. Okolica skąpa w lasy, chaty ścieśnione i gęsto zbudowane, rzadko gdzie ocienione drzewkiem. Dwór sam w szczerem polu kawałek od lasu ponuro wygląda, zdaje się, że umyślnie uciekł od wsi, z pogardy dla brudnego ludu, a może i z obawy przednim, bo gdy o dziedzicach zagadasz ludowi, to się schmurzy i zamruczy coś jak przekleństwo i skargę.
W oczy rzuca się pochylony krzyż i studzienny żuraw.
Widok archetypicznie wiejski, ale czy takie studnie w Szaflarach były? W leksykonie Józefa Kąsia studnia to niewielkie hasło. Były studnie tu i ówdzie, ale jest też i cytat, w którym informator(ka) wspomina, że studzien nie było, a wodę nosiło się z potoka.
Kształt domów, ich dachów (czym krytych?), układ drzwi i okien, kominy? Z czym to porównać? Czy są inne rysunki z tamtego czasu?
Czy więc Wojciechowski rysował z natury, to jest z kultury, zmaterializowanej? Pytanie zawisło.
Czym jest język narodowy? To pytanie, na które można dać niemal natychmiast odpowiedź nieco tautologiczną, ale i poprawną — jest to język narodu. Potem zaś zaczynają się subtelności teoretyczne. Nie będziemy wchodzić w spory dotyczące statusu i podziałów polszczyzny (a napisano na ten temat niemało; wiele z tego zbiera, ale i filtruje książka Aleksandra Wilkonia Typologia odmian językowych współczesnej polszczyzny, wyd. 2, 2000).
Możemy popatrzeć na tekst Ludmyły Popowycz Захист української мови як мови національної меншини у світлі Європейської хартії регіональних мов або мов меншин opublikowany w tomie wydanym przez uniwersytet w Nowym Sadzie i Akademię Pomorską w Słupsku, pt. Лемки, Бойки, Гуцули, Русини – история, сучасносц, материялна и духовна култура. Зборнїк наукових роботох — Łemkowie, Bojkowie, Rusini : Historia, współczesność, kultura materialna i duchowa. Praca ukazała się „z okazji setnej rocznicy powstania Rusińskiego Towarzystwa Oświatowego i sześćdziesiątej piątej rocznicy powstania Wydziału Filozoficznego w Nowym Sadzie”.
Autorka reprezentuje mniejszość ukraińską i w pracy naukowej — choć brzmieć to może dziwnie dla przedstawicieli nauk ścisłych i przyrodniczych (gdy nie ma już podziału np. na genetykę burżuazyjną i marksistowską) — prezentuje stanowisko ukraińskie. Lecz że piszemy o polifonicznym podejściu do prawdy i o złożonych tożsamościach narodowych lub procesach ich tworzenia się i ewolucji, nie czynimy z tego zarzutu.
W pracy pojawiły się pewne nieścisłości terminologiczne dotyczące podziału administracyjnego Rzeczypospolitej Polskiej.
Legnicki zespół Kyczera (Кычера) nazwano Kuczeri (Кучері).
Wspomniałem genetykę, bo autorka zasadniczą część teorii lingwistycznej, według której ocenia, przedstawia, porządkuje fakty, zaczerpnęła właśnie z genetyki. Wskazuje systemy językowe dominujące i recesywne. Języki narodowe są dominujące. To myląca polisemia narzucająca optykę dominacji społecznej i politycznej na klasyfikacje lingwistyczne. Mam wrażenie, że takie podejście do systemów językowych używanych przez część Rusinów, także Łemków, Bojków, Hucułów, niech będzie, że i Ślązaków ma w sobie coś podejrzanego, trudnego do zweryfikowania i zagadkowego. Najbardziej w tym jest jednak problematyczna kwestia genesis, pochodzenia, drogi kształtowania się etnosów, etniczności i systemów językowych.
Терміни домінантний та рецесивний уживаємо в тому розумінні, в якому їх запозичено з генетики − домінантний варіант мови функціонує, виявляючи успадковані, обумовлені попереднім розвитком мови, диференційні ознаки без перешкод, а рецесивний виявляє ці риси лише за сприятливих обставин. Якщо для повнофункційної стильової реалізації домінантного варіанту теоретично немає обмежень, оскільки живе спілкування та використання мови в різних галузях суспільного життя (господарства, адміністрації, освіти, науки тощо) забезпечують збереження та постійне оновлення абстрактної мовної ситеми, то рецесивний варіант (або варіанти) перебуває під постійною загрозою бути витісненим або навіть зникнути за несприятливих соціолінгвістичних умов. За сприятливих − рецесивний варіант стилістично розвивається і, коли для цього складаються відповідні суспільно-політичні обставини, стає домінантним.
Recesywność może brzmieć myląco, gdy mimo zagrożeń dostrzegamy postęp, a nie recesję w zakresie kształtowania i wyrażania swojej językowej i kulturowej tożsamości. Czy są skazane na nieuchronny zanik?
O szaleństwo albo o pusty śmiech może przyprawić część edytorskiego opracowania międzynarodowego tomu. Literówki — każdemu się mogą zdarzyć. Lecz w książce dotyczącej Słowian, wydanej w językach słowiańskich (2 teksty z 27 ogółem są po angielsku) razi horrendalne nieuporządkowanie transkrypcji z cyrylicy. Czy w ogóle było to konieczne — też nie wiem. W części prac nie transkrybowano ani nie transliterowano cyrylicy. Najdzikszy jest jakiś pseudopółangielski system, może stworzony przez jakiś redaktoromat. Na przykład tytuł tekstu Anny Pliškovej zamieszczonego w wiedeńskim tomie zbiorowym Язык карпатьскых Русинів протягом столїть і ёго статус на зачатку 21. столїтя przełożono na ten słowiańsko-angielski system jako Jazyk karpatjskyh Rusyniv protjahom stoljitj i jego status na zachatku 21 stoljitja. Byłoby to do zniesienia, w końcu użytkowników języka angielskiego niemało jest w świecie i można znieść zapis głoski [č] jako ch, a nawet [χ] jako kh, gdyby tak uczyniono we wszystkich tekstach. Nie będę się jednak rozpisywał o szczegółach, być może interesujących tylko mnie i parę innych osób, które poradzą sobie bez mojego komentarza. Nadmieniam tylko, że na przykład dźwięk [j] zapisywany jest literami y , i, j, przy czym j może też być znakiem miękkości. Do tego dochodzą różnice między językiem źródłowym przywodzonego w bibliografii tekstu i językiem rozdziału omawianego tomu. Oto antologia edycyjnego bezhołowia:
- Efektyvnistj Jevropejsjkoji khartiji regionaljnykh abo minorytarnykh mov jak znarjaddja zakhystu movnykh prav u slovjansjkykh krajinakh
- Osnovnye ponyatiya perevodovedeniya (otechestvennyj opyt). Terminologicheskij slovar’-spravochnik
- Ukrajins’ko-zahidnoslovjans’ki leksyčnji paraleli
- Etimologičnyj slovnyk ukrajinskoji movy
- Ukrajinski govori Pidrarpatskoji [sic! — A.C.] Rusi
- Pro govir gakyckyh [sic! — A.C.] lemkiv
- Gucul’s’ri [sic! — A.C.] govirky. Korotkyj slovnyk
- Zakarpattja 1919 – 2009 rokiv : istorija, polityka, kuľtura (ukrajinomovnyj variant ukrajins´ko-uhors´koho vydannja
- Rozmiszczennja ukrajinciw na zachidnych i piwnicznych zemlach Polszczi u 1947 r., „Ukrajinśkyj Almanach 1997”
- Bolshoi golod na Ukrainie v svete dokumentov polskoi diplomatii i razvedki
Tom jak tom, zróżnicowany tematycznie, więc ciekawy i pożyteczny, ale poziom edytorski żałosny. Wszystkie publikacje idące do druku powinny być redagowane, a NAUKOWE — koniecznie.
Podobno czarnych łabędzi nie ma, ale…
Proszę posłuchać. Zainspirował mnie tekst prezesa KGHM Marcina Chludzińskiego we Wszystko Co Najważniejsze.
W Radiu Kraków zagadnął mnie Red. Paweł Sołtysik.
Zapraszam w czwartki około 9.40. Zachęcam do pytań o genezę związków frazeologicznych. Najbardziej mnie cieszą sytuację, gdy mogę w słownikach i innych miejscach wyczesać coś, czego dotychczas nie napisano.
Co to jest rygiel i jak wygląda?

Jacek Żakowski napisał:
Platforma ma kłopot. Rząd dał ewidentnie plamę, spóźnił się, zagapił i długo kisił kasę zamiast od razu – jak inne rządy OECD – zdecydowanie ruszyć na pomoc firmom i lądującym na bruku pracownikom. Z premiera wyszedł bankster gotów zostawić ludzi z miską ryżu. Można by mu dołożyć, upominając się o taką (proporcjonalnie do wielkości i zamożności kraju) pomoc, jaką oferują Niemcy, Amerykanie, Czesi. Większość ekonomistów na świecie uważa, że jest to najlepszy sposób, by po pandemii gospodarka szybko się odbudowała i by ludzie cierpieli najmniej, jak to możliwe. Czyli głodna sukcesów PO nareszcie może łatwo zdobyć punkty. Dlaczego po nie nie sięga?
Bo jest też druga strona. Wpływowi neoliberałowie z Leszkiem Balcerowiczem na czele, w PO reprezentowani przez głównego ekonomistę dr. hab. Andrzeja Rzońcę, a w „Gazecie Wyborczej” przez Witolda Gadomskiego. To są rygle, które kastrują w Platformie pomysły domagania się żwawych działań. Bo PO weszła już w konflikt z tym środowiskiem, gdy cywilizowała OFE. Skończyło się to powstaniem Nowoczesnej, która PO odebrała głosy i przyczyniła się do pozbawienia jej władzy.
Neoliberałowie są twardzi. Nie popuszczą. Nawet kiedy bliski opozycji biznes, który reprezentuje Lewiatan, domaga się działań zgodnych z receptą obowiązującą na całym praktycznie Zachodzie. Piórem Gadomskiego i Rzońcy zarzucają rządowi, że wydaje za dużo – nie za mało. A wejść z nimi w konflikt – strach. Od razu sięgają po najcięższy zarzut, że się proponuje socjalizm, czyli ląduje się w jednym worku z Pol Potem, a przynajmniej z Bierutem. ( https://wyborcza.pl/7,75968,25881775,neoliberalnym-doktrynerom-do-sztambucha.html )
Teraz już wiadomo, dlaczego pytam. A rygiel przecież
Meandry metaforyki publicystycznej