Zaproszono mnie do Radia Zet i weekendowo porozmawialiśmy z red. Beatą Tadlą o najnowszych zjawiskach leksykalnych na tle niespodziewanych emocji, które się ujawniły jesienią 2020 r.

Zaproszono mnie do Radia Zet i weekendowo porozmawialiśmy z red. Beatą Tadlą o najnowszych zjawiskach leksykalnych na tle niespodziewanych emocji, które się ujawniły jesienią 2020 r.

Świetny jest pryncypialny tekst Cata o Miłoszu i jego kolegach, którzy już przed wojną sprzedawali ojczyznę bolszewikom:
Warto na tym miejscu przytoczyć z książki znakomitego publicysty Stanisława Mackiewicza (Cata) „Lata nadziei” (Londyn 1946; str. 145) opinię jego o całej grupie wileńskiej:
Źródło: http://retropress.pl/wiadomosci/byly-poputczik-milosz/
„… Było mi smutno i wstyd, że bolszewizm w Wilnie szerzyła grupa utalentowanych młodych ludzi najautentyczniej wileńskiego pochodzenia, których same nazwiska przypominały stronice „Pana Tadeusza” lub „Pamiętniki Kwestarza”. Bujnicki nazywał się Nieściuszko Bujnicki i był prawnukiem starego miłego grafomana, który tak rzewnie opisywał północną Białoruś. Putrament… nazwisko to figuruje w sienkiewiczowskim „Latarniku”, jako symbol starej, tęsknej litewskości, „Putrament z Pikturną…” czytamy w „Panu Tadeusza”. Miłosz… I oto ci ludzie, którzy powinni byli najlepiej rozumieć miłość kraju, pierwsi sprowadzali na niego infekcję wroga, zdradzali go, sprzedawali, sprzedawali także siebie bez godności, o ileż gorzej niż zwykła kurwa [podkreśl. AC]. Jakaż silna jest ta infekcja i jakże wielką mieliśmy rację, gdyśmy z nią walczyli. Dzisiaj podobno niejeden z tych poetów chadza w cylinderku, zajmując dygnitarskie stanowisko, sprzedawszy kraj własny, sprzedaje państwo całe. Może kiedyś poczuje do samego siebie pogardę, gdy znajdzie się po jakiejś czystce na Kołymie, lub w republice Komi”.
No i świetnie. Tylko że już w 1947 chciał wrócić do Polski i wraz z Miłoszem wspierać entuzjazm modernizacji i odbudowy. Miłosz był tylko poputczikiem, a Mackiewicz premierem niezłomnego rządu na uchodźstwie, biorącym pieniądze od wywiadu Polski Ludowej.
A jednak w sierpniu 1955 roku, krótko po ustąpieniu ze stanowiska premiera emigracyjnego rządu, Mackiewicz podjął kolejną próbę pisząc do Jerzego Putramenta. „Szanowny i Drogi Panie, Dobrze Panu znany Szatybełko gotów jest odbyć z Panem, lub z kimś od Panów poważną rozmowę na zupełnie zasadnicze tematy, na razie oczywiście najściślej poufną i nie gdzie indziej, jak tylko w Londynie”. „Szatybełko” to nazwisko, pod jakim Mackiewicz pojawił się w powieści Putramenta „Rzeczywistość” (Warszawa 1947). Wkrótce Mackiewicz, któremu nadano kryptonim „Rober”, rozpoczął regularne spotkania z agentem PRL-owskiego wywiadu w Londynie Jerzym Klingerem ps. „Oskar”. W rozmowach z nim Stanisław Cat Mackiewicz bronił się przed zostaniem formalnym agentem, jednak z raportów „Oskara” wynika, że chętnie udzielał informacji.
https://dzieje.pl/aktualnosci/55-lat-temu-cat-mackiewicz-powrocil-do-polski
Mackiewicz nie składał pisemnych raportów, jednak godził się na robienie przez rozmówców notatek. Pieniądze przyjmował pod pretekstem „zaliczek” na pisane książki. Z dokumentów zachowanych w IPN wynika, że od marca do czerwca 1956 r. Mackiewicz otrzymał od swojego agenta prowadzącego 1085 funtów oraz 300 dolarów. „Oskar” płacił za niego czynsz, kupił mu kożuch, chodził nawet z Catem na zakupy, a przed wyjazdem pomagał mu się pakować i odwiózł pisarza na lotnisko.
Cat poinformował emigrację o zamiarze wyjazdu. W oświadczeniu drukowanym 11 czerwca 1956 r. przez londyński „Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza” pisał m.in.: „Dziś nie możemy liczyć na chęć państw zachodnich wyłączenia kraju polskiego z systemu państw prosowieckich. (…) Nie możemy narażać bytu narodu polskiego dla polityki mirażowej. Chcę także wierzyć, że zapowiadana w Kraju liberalizacja stosunków będzie trwała i przyniesie naszemu krajowi ulgę, o ile nie będzie zerwana przez jakąś nieobliczalną prowokację. W tych warunkach zdecydowałem się na powrót do Kraju”. Na Okęciu wylądował 14 czerwca 1956 r.
Po powrocie Mackiewicz opublikował dwie książki, w których krytykował emigrację – „Londyniszcze” (1957) i „Zielone oczy” (1958), szybko jednak przekonał się, że współpraca z komunistami nie popłaca. Cenzura odrzuciła jego książkę o polityce Józefa Becka, a po tym, jak podpisał „List 34” domagający się złagodzenia cenzury, został usunięty z redakcji „Kierunków” i „Słowa Powszechnego”. Mackiewicz nawiązał wtedy współpracę z paryską „Kulturą”, do której pisywał pod pseudonimem Gaston de Cerizay. Kiedy SB to odkryła, pisarzowi groził proces za publikowanie „fałszywych wiadomości o PRL”. Na 3 listopada 1965 r. gotowy był akt oskarżenia, lecz do rozprawy nie doszło. Stanisław Cat Mackiewicz zmarł 18 lutego 1966 roku. (PAP)
A co wtedy robił Miłosz? Gryzł się w osamotnieniu, uprawiał gospodarstwo polskiej poezji, uczył studentów, nucił nieszporne psalmy Karpińskiego… Litość? Trwoga. Taka to refleksja do samodzielnego przeprowadzenia.
Zgodnie z zapowiedzią sprzed tygodnia, kiedy to podczas audycji Przed hejnałem w Radiu Kraków red. Marzena Florkowska rozmawiała o rtęci, żywym srebrze, zgadało się też o tym, że tak nazywano ruchliwe, energiczne, nadzwyczaj żywe dzieci. Ktoś też powiedział: złote dziecko, więc się zajęliśmy tematem z red. Pawłem Sołtysikiem. Proszę posłuchać.
Frazeologia miewa międzynarodowe koneksje, dlatego można myśleć i o kontekstach popkulturowych, jak film z Eddiem Murphym.

Złote dziecko, grzeczne, miłe, bogobojne, utalentowane, jak z opowieści Zacharjasiewicza Na kresach
— Zrazu myślałem, że stary Dębicz stroi żarty — ciągnął dalej major — a żem sercem do niego przylgnął, więc zostałem, pomagając mu w gospodarstwie. Zuzanna była wtedy jeszcze młodą dziewczyną, bawiła często w Czarnowodach, bo była sierotą. Ach, księże Macieju, co to za złote dziecko już wtedy było! Bywało, iż po całych dniach siedziała przy starym Dębiczu, który jej czytał kroniki i pismo święte, a tak zawsze miała oczęta wzniesione ku niebu, jakby świętą zostać chciała!…
Jan Zacharjasiewicz, Na kresach, 1867, s. 250
Nie chce mi się pisać o Nowaku, Trzaskowskim i systemie płatności BLIK.
Już ciekawsze jest to, że Goldkind to też nawłoć, a Nawłoć to nazwa miejscowości w Przedwiośniu Żeromskiego, gdzie…
Jest też cytat z Iwaszkiewicza, który wspominał żywot złotej młodzieży w przedrewolucyjnym Jelizawietgradzie.


Miasto stoi w jednym miejscu, ale idzie na rekord zmian nazw. Najpierw od imienia św. Elżbiety się zwało, ale twierdza w nim się znajdująca związana była z cesarzową rosyjską Elżbietą (panującą 1741–1762); w latach 1924–1934 miasto Zinowjewsk wychwalało urodzonego w tym mieście Grigorija Zinowjewa (który sam miał talent do zmieniania swych imion i nazwisk, bo można o nim też mówić Owsiej-Gerszen Aronowicz Radomyslski, a także Hirsz Apfelbaum); gdy Stalin ogłosił go zdrajcą i zgładził także jako odpowiedzialnego za śmierć Kirowa, miasto nazwą swą — Kirowo (1934), od 1939 Kirowograd, po ukraińsku Kirowohrad, upamiętniało Siergieja Kirowa, którego wprawdzie zgładzono za polecenie zazdrosnego Stalina, ale oficjalnie czczono. W ostatnich latach toczyły się debaty o to, jak nazwać miasto, wreszcie w 2016 przeforsowano wbrew głosom społeczeństwa, które wolałoby nazwy (po pauzach liczba głosów w referendum, po średnikach transkrypcja):
Єлисаветград — 35153; Jelisawethrad
Інгульськ — 4302; Inhulśk
Златопіль — 3509; Złatopil
Кропивницький — 1281; Kropywnyćkyj, tj. Kropywnycki
Благомир — 708; Błahomyr
Ексампей — 624; Eksampej (to coś z Herodota)
Козацький — 286; Kozaćkyj, tj. Kozacki
nazwę Kropywnycki na cześć dramaturga Marka Kropywnyckiego (Марко Лукич Кропивницький; 1840–1910).

Tam właśnie szalał Iwaszkiewicz z dwoma Szymanowskimi i dwoma Zbyszewskimi — złota młodzież, zdolni, piękni i bogaci.
O milach w języku trochę humorystycznie w czwartkowe przedpołudnie czy też przedhejnale było. Odnosiliśmy się raczej do tekstów literackich i filmów niż do idiomów. Zapraszam do posłuchania Wyczesanych rozmów (zdaje się, że jest lepsza jakość dźwięku niż poprzednio, w czym zdalna i walna zasługa red. Pawła Sołtysika).
— Wieliczka o dwie mile od Krakowa (mila pocztowa dawna polska mogła mieć 7,5, a nawet 8,5 kilometra; jeśli dziś mapy Google pokazują, że odległość od wieży ratuszowej na Rynku Głównym w Krakowie do szybu Daniłowicza wynosi 13,5 km, to nawet by się zgadzało.

— cztery mile za piec
— buty siedmiomilowe
— ósma mila jako coś, co już granice stanowi i przekracza

Marcin Kromer tak podobno pisał:

Faktycznie. Dziś trasy samochodowe do Wiślicy wynoszą ok. 80 kilometrów, ale piesza 70 — tradycyjnymi drogami przez Kazimierzę Wielką to wyjdzie w sam raz na niecałe dziewięć mil.


Wiślica, być może Wiślan stolica

Co tam napisane?
ANNO DOMINI MCCCL PRINCEPS EXCELLENTISSIMVS KAZIMIRVS SECVNDVS DEI GRATIA POLONORVM REX ECCLESIAM SANCTAE MARIAE VISLICIENSIS QVADRO FABRICAVIT LAPIDE CVIBENEFICII MEMOR CLERVS VISLICIENSIS ET POPVLVS DECVS SVI OPERIS ANNO DOMINI MCCCCLX QUATRO AVREIS INSCRIPSIT LITTERIS” co oznacza ,,Roku Pańskiego 1350 Najjaśniejszy Kazimierz II z Bożej łaski król Polski wzniósł kościół przenajświętszej Maryi Panny z ciosanego kamienia, pamięć której to zasługi i ozdobą jego dzieła roku Pańskiego 1464 duchowieństwo wiślickie i lud złotymi wypisali głoskami. (Źródło).
Osobiście uważam, że głoski nawet złote (może wypowiadane przez złotoustych mówców) są zjawiskiem fonicznym, ale i to być może się sfrazeologizowało i może będzie kiedyś tematem Wyczesanych rozmów. W czwartkowej audycji jednak nie złote (z)głoski się pojawiły, lecz złote dziecko. Poszukamy, przeczeszemy.
Co roku 6 listopada jest dla społeczności akademickiej (także absolwentów) Uniwersytetu Jagiellońskiego okazją do przypomnienia dnia, kiedy z rzecząpospolitą uczonych skonfrontowała się brutalna siła.

Jak bardzo gorzko dziś brzmią słowa wzruszonego Kazimierza Twardowskiego, jak słaba okazała się jego wiara w siłę logiki i niezależność nauki. A może mimo wszystko academia ne cedat?
Mając pełne prawo domagania się, aby jego niezawisłość duchowa nie była przez nikogo naruszana, mając więc także pełne prawo bronienia się przeciw wszelkim jawnym lub podstępnym zakusom poddawania jego pracy naukowej czyjejkolwiek kontroli lub komendzie, Uniwersytet ma zarazem obowiązek unikania także ze swojej strony wszystkiego, coby mogło tę niezawisłość nadwyrężać lub stwarzać chociażby pozory ulegania jakimkolwiek wpływom lub dążnościom, nie mającym nic wspólnego z badaniem naukowem i jego celem. Musi odgradzać się od wszystkiego, co nie służy zdobywaniu prawdy naukowej, musi przestrzegać należytego dystansu między sobą a nurtem, którym mknie około jego murów życie dnia potocznego, zgiełk ścierających się prądów społecznych, ekonomicznych, politycznych i wszelakich innych; wśród walk i zmagań się tych najrozmaitszych prądów Uniwersytet winien trwać niewzruszenie jak latarnia morska, która wskazuje swem światłem okrętom drogę przez wzburzone fale, lecz nigdy światła swego nie nurza w samych falach. Gdyby to uczyniła, światłoby zgasło, a okręty pozostałyby bez gwiazdy przewodniej.
(O dostojeństwie Uniwersytetu, Poznań, 1933)
Republika uczonych upadła. Reszta tekstu (OCR) jest tutaj.

Starość — nie radość, ale: młodość — płochość. Tak niedobrze, a na odwrót całkiem źle. W każdej chwili stać nas na taką refleksję, a spadek bystrości umysłu, szybkości kojarzenia i wyciągania wniosków zasmuca i może spowodować podjęcie decyzji zupełnie odwrotnych niż w danym momencie potrzebne. Goni w piętkę, kto stary i kapcanieje, kto bardzo zmęczony, całkowicie zakałapućkany. Tak to ujął Zygmunt Gloger, w swoim słowniczku gwary okolic Tykocina, lecz frazem okazał się powszechny:

Proszę posłuchać, jak gwarzyliśmy w Wyczesanych rozmowach z red. Pawłem Sołtysikiem. W przyszłym tygodniu, jak się uda, ma być lepsza jakość połączenia.
Ale to nie to samo co: dostać kręćka bądź kołowacizny — inne frazeologizmy wzięte z ludowej i naukowej weterynarii.
Może sarnia lub zajęcza, bo powiedzenie pochodzi z języka myśliwskiego. Pies biegnący nie tam, dokąd ucieka zwierzę, goni także na odtrop, pod trop, w skopec, w piętę. Myśliwy, chcący odtworzyć historię polowania, może też sam tropić w piętkę.
Obok źródłowego znaczenia przeniesionego z socjolektu łowców mamy zachodzące częściowo na siebie: ‘przejawiać dezorientację’, ‘zapominać się’, ‘być bezradnym’. Zmęczenie, wyczerpanie może pochodzić z gonić resztkami (sił), gdzie wspólnym elementem jest czasownik gonić.

Ta to książka wydana w Wilnie w 1823 r. poświadcza myśliwskie gonią w piętę.

Tak to polszczyzna z psów na ludzkie zachowanie przeniosła uwagę, a wraz z krytyką polowań można nabrać przekonania, że wszelkie gonienie zwierzyny jest trochę gonieniem w piętkę, niewyciąganiem logicznych wniosków z rzeczywistości, ale to już zagadnienie pozajęzykowe.
Dziś w rozmowie z Panią Redaktor Anną Piekarczyk w Radiu Kraków przed hejnałem, to jest około 9.36, rozmawialiśmy o frazeologicznym przysłówku psim swędem. Zapraszam do posłuchania, a poniżej jeszcze trochę kontekstów, objaśnień i odkryć.
Dziś psim swędem można coś zdobyć, gdzieś się dostać — łatwo, bez wysiłku, fuksem, nie wiadomo, w jaki sposób.
Swąd to smród. Smród to czasem brud. Brud to niekiedy też wstyd. Grzegorz Knapski w swoim zbiorze Adagia Polonica (1632) zamieścił zdanie: Psiem swędem wyszedł sąd jego pod hasłem Sromotnie — czyli ze wstydem. Polska fraza ma być odpowiednikiem Cycerońskiego sutorio atramento absolutus, to znaczy corruptis iudicibus infami decreto absolutus (Cycero, Listy do przyjaciół, księga VII). Polski tłumacz Erazm Rykaczewski — nota bene także pracowity leksykograf, o którym ciekawie pisał Mirosław Bańko — tak objaśniał frazeologiczną przenośnię Cycerona:
(…) ojciec jego, oskarżony od M. Antoniusza, czernidłem szewskiem, jak mówiono, został uwolniony. (CCLXXI. Cycero do Peta. Epist. ad fam. IX, 21)
Czernidło szewskie, jestto witryol, którym się otruć można. Drudzy mówią, że jak skóra witryolem poczerniona wybielić się nie daje tak pozostała plama hańby na Karbonie, chociaż został wyrokiem sądowym uwolniony. (Listów Marka Tulliusza Cycerona ksiąg ośmioro, przeł. E. Rykaczewski, t. 2, Poznań: nakładem Biblioteki Kórnickiej, 1873, s. 381)
Jeśli swąd z dopełniaczem swędu to psi zapach, to jest to coś niematerialnego. Czasem jednak swąd pozostaje także po materialnych wydzielinach psa, które się po śląsku nazywają psińco i także oznaczają oprócz odchodów po prostu ‘nic’.
Gdyby to miało być nic, to wtedy zrozumiały staje się fragment powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego:
Pobieżałem z ludźmi do dworu, tam stary niby chory leży, umyślnie się czyniąc takim, aby się mnie zbyć psim swędem. (Stach z Konar. Powieść historyczna z czasów Kaźmiérza Sprawiedliwego, t. 1, Kraków 1879, s. 98)
Z tego cytatu rozumiemy, że chciał go stary zbyć niczym.
Nie wiadomo, jakimi drogami i kiedy rozwinęło się znaczenie ‘węch’. Odnotowuje je już jako wariant psim węchem także Nowa księga przysłów polskich. Żyć psim węchem też ma znaczyć ‘łatwo’ — tym, co się znajdzie dzięki węchowi, albo ‘niczym’, bo z samego węchu nic.
Moje przeczesywania na użytek Wyczesanych rozmów w Radiu Kraków dały też efekt pośredni, czyli przykład użycia psim swędem w znaczeniu węchowym:
— A jak to dziś huka nasz Janosik — odezwała się ta stara kobieta głosem ochrypłym—zaraz poznać można, że się dobrze obłowił. Pamiętajcie, chłopaki, jak dwie niedziele temu wrócił tak samo rankiem a milczał, ducha z siebie nie wypuścił, ino fajczysko nałożył i pykał i pykał. Oho! zmiarkowałam ja odrazu, że musiał mieć Janosik jakoweś przykrości. Ale się nie przyznał, dopiero w tydzień mój Aza wyśpiewał o tym żydzie, co to inną drogą pojechał, jakby psim swędem zwąchał, że czekają na niego pod Nowym Targiem. Cha, cha, cha!
(Marya Julia Zaleska, Zbójcy tatrzańscy (c.d.), „Rodzina. Pismo poświęcone wychowaniu i nauce domowej” 1915, nr 35, czwartek, dnia 2-go września, s. 1)
Bardzo lubię wędrówki frazeologiczne, zwłaszcza takie, podczas których uda się wyczesać coś nowego w źródłach językowych. Zapraszam do podsyłania swoich zapytań. Czekamy na maile: hejnal@radiokrakow.pl, artur.czesak@gmail.com.
Proszę posłuchać, jak z red. Anną Piekarczyk rozmawialiśmy o znaczeniu nieczęstych już dziś frazeologizmów.
Kto spada z ambony? Oczywiście nie myśliwy, ale narzeczeni, gdy ogłaszane są (były — teraz, panie, to i msza inna, ksiądz bez biretu kazanie głosi, ba, nawet kazań nie ma, tylko homilie, cokolwiek to znaczy) zapowiedzi. Gdy warunki były sprzyjające, owi narzeczeni przezornie szli w tę niedzielę do innej parafii. Tak było, a do dziś tak się mówi. Jest to więc frazeologizm archaiczny i nie należy zmieniać jego formy na spaść z gablotki w kruchcie. A w ogóle to RODO.

Wrzuca się kartkę, a wychodzi poseł. Albo prezes, jak w wyborach towarzystwa ogrodniczego w Warszawie.

A to ci sztuka, i to demokratyczna. Gdy w 1947 r. wybory były, ale demokracja znikała, a nawet nadzieje na nią, pojawił się wierszyk:
Oto tajemnicza szkatułka: wrzucasz Mikołajczyka, wyskakuje Gomułka

No i ludziom się dobrze żyło, jak nie nam, to innym.

Dziś dwie frazy, które są rozumiane trochę opacznie z tego powodu, że w utworach, z których pochodzą, zastosowano inwersję składniową.
Składnia oryginalna, poetycka:
Do krwi ostatniej kropli z żył
Bronić będziemy ducha […]
Po odpoetyzowaniu fraza ta brzmiałaby:
do ostatniej kropli krwi z żył bronić będziemy Ducha.
Druga fraza wzięła się z brewiarzowego przekładu Psalmu 130 (129) zwanego De profundis (Z głębokości) . Tutaj do inwersji doszła elipsa:
jest np. w serwisie brewiarz.pl:
Bardziej niż strażnicy poranka *
niech Izrael wygląda Pana.
Elipsa, bo nie wiadomo, co robią strażnicy. Strażnicy wyglądają poranka, tak jak Izrael powinien wyglądać Pana.
Po łacinie: A custodia matutina usque ad noctem, speret Israel in Domino.
O wyglądanie chodzi, a nie o pilnowanie, strzeżenie poranka przez strażników, stróżów. Trochę więc jakoś wypaczone jest pojęcie „stróżów poranka” (jest nawet taki festiwal). Pobłogosławił je jednak Jan Paweł II, nazywając tak w 2000 r. młodzież wyglądającą nowego tysiąclecia:
Zapraszam do posłuchania.
„Widzę w was „stróżów poranka” o świcie tego trzeciego tysiąclecia. W pierwszej połowie gasnącego teraz wieku młodzi tacy jak wy zwoływani byli na zgromadzenia, by uczyć się nienawidzić.
Źródło: vatican.va
We „Wprost” jest bardziej elegancko? We „Wproście” bardziej swojsko?