by Artur Czesak·Możliwość komentowania Dupić — najczęstsze śląskie słowo została wyłączona
Są sławni youtuberzy — zapytajcie znajomych jedenastolatków! — którzy mają bardzo liczne audytorium. Oto reZigiusz, jeden z tych sławnych ludzi, prezentuje śląskojęzycznego Facebooka, własne poglądy na język i jego używanie. Wszystko w lekkiej, nader lekkiej atmosferze.
Przełamuje wstyd czy utrwala stereotypy? Na pewno nie można tego fenomenu przemilczeć. Wcale też nie sądzę, że należy go gromko potępiać, ale oczywiście nie jestem osobą, która ma komukolwiek dyktować, co należy. Ale śmieszne. „Ogólnie zajebista opcja (…) Mega polecōm”. Luz, wulgaryzmy polskie, sława i fejm. A po śląsku, w pierwszej części, jak w tytule.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Rozsądni i patrioci? została wyłączona
Trzydzieści pięć lat po wybuchu powstania styczniowego zmarł
nagle ojciec dialektologii polskiej, Lucjan Malinowski. We wspomnieniu pośmiertnym
Hieronim Łopaciński pisał o dzieciństwie i merytorycznych kwestiach, które
studiował, wspominając zarazem zapomnianych dziś uczonych z ówczesnej
warszawskiej Szkoły Głównej, wcielającej w warunkach ówczesnej liberalizacji
(?) z margrabią Wielopolskim w tle ideę odrodzenia i kontynuacji tradycji
Uniwersytetu Warszawskiego:
(…) wstąpił (…) w następnym (1862), jako dojrzały już młodzieniec, liczący wtedy 23 lata — do świeżo otwartej szkoły Głównej, gdzie studyował filologię słowiańską. Słuchał tu wykładów przewcześnie z wielką szkodą dla nauki słowiańskiej zgasłego uczonego Czeskiego, Franciszka Bolemira Kwieta
Józef Przyborowski
który w ciągu krótkiego, bo zaledwie półtora-rocznego pobytu w Warszawie, umiał sobie zjednać wielką miłość u uczniów i wywrzeć wpływ na kierunek ich naukowy, i ś. p . Józefa Przyborowskiego, zmarłego przed dwoma niespełna laty; ściśle naukowa działalność tego ostatniego profesora, jak wiadomo, wydała owoc bardzo obfity, gdyż z liczby kilku najwybitniejszych językoznawców polskich, trzech było uczniami Przyborowskiego.
Józef Przyborowski
(…) Współcześnie ze ś. p . Lucyanem studyowali filologię prof. Baudonin de Courtenay, A. A. Kryński, Br. Grabowski i inni, którzy następnie zdobyli imię poważnych uczonych i literatów.
Autor pośmiertnego wspomnienia ostro się odnosi do
ówczesnego patriotycznego fermentu, który zaowocował powstaniem i licznymi
stratami osobowymi, majątkowymi, prestiżowymi.
Gdy ś. p. Malinowski uczęszczał do Szkoły Głównej, były to czasy burzliwe. Gorliwie i poważnie zajmując się nauką, patrzył krytycznie i rozważnie na otaczające go stosunki, a widząc dobro ogółu w pracy spokojnej, nie przejmował się prądami ówczesnemi, jak zresztą większość jego kolegów: odradzał nawet, odwodził od zgubnych zamiarów swych bliższych kolegów i przyjaciół.
Kolaborant? Łatwo mówić po półtorawiecznej przerwie. „Zgubne zamiary” — wtedy było zupełnie naturalne, dziś, gdyśmy uznali (?) już po roku 1918, że dobrze, iż walczono, brzmią dziwnie, ale może dlatego dają do myślenia. Gdyby bowiem Malinowski studiów nie odbył i zakończył żywot w jakiej potyczce z Moskalami, nie mielibyśmy pojęcia o ówczesnej mowie górnośląskiej, którą opisał w swej nowoczesnej wówczas, a i do dziś wartej szczegółowego wyzyskiwania monografii Ueber die Oppelnsche mundart (1873).
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Etnofolologia została wyłączona
To nie ze złośliwości To obserwacja, że pojawiają się słowa, których nie ma, ale ponieważ się pojawiają, to tym samym zaistniewają. Na przykład zaistniewają albo etnofolologia.
Wszyscy wiedzą, że chodzi o etnofilologię — dyscyplinę naukową o celach praktycznych.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Hanys została wyłączona
Zapełniła jedną z fejsbukowych nisz krótka, acz burzliwa debata, w której jednym z tematów była sprawa obraźliwości określenia Hanys, mającego oznaczać (rodowitego) mieszkańca Górnego Śląska.
Nie mnie sądzić o odczuciach Górnoślązaków, jeśli coś czynię w tym zakresie, to zwykle jest to podawanie przykładów tekstów, świadectw, opisów. Dotychczas znałem jedną osobę, która miano Hanys wzięła za swój nick internetowy (pozdrawiam!). To afirmacja ponad uszczypliwościami, a może i innymi uczuciami, które żywili na/przezywający tak Ślązaków.
Okazuje się, że w leksykonie wydanym przez IBL PAN, a zbierającym informacje o uczestnikach drugiego obiegu wydawniczego, znajdziemy też Hanysa — Andrzeja Rocznioka.
Warszawa 1995
Czy sam sobie wybrał takie miano, czy było częściej używane, czy doraźnie, czy nadali mu je warszawiacy — nie wiadomo. Ale fakt jest.
Taki oto casus. Nieco chaotycznie i osobiście pisze o A. Rocznioku Aleksander Lubina w serwisie Wachtyrz.eu.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Samarytan została wyłączona
Zacznijmy od sportu. W Krakowie, tuż pod Wawelem, w pobliżu ulicy Koletek i Bernardyńskiej znajdują się obiekty Klubu Sportowego „Nadwiślan”. Tak, Nadwiślan, a nie Nadwiślanin.
Wychowanką Nadwiślana jest Agnieszka Radwańska, tenisistka.
Nadwiślan to forma regionalna, dziś także żywa, łącząca dzisiejszą krakowską mowę ze staropolszczyzną. Do dziś da się usłyszeć: (ten) krakowian, a na południu regionu oczywiste jest, że mieszkaniec Bukowiny to bukowion, a mieszkaniec Maniów to maniowion. Dowodów na piśmie jest mnóstwo, ale najlepiej sięgnąć do Biblii w przekładzie ks. Jakuba Wujka, jezuity. Wiele już razy pisałem, że najbardziej cenię Nowy Testament z roku 1594 – dzieło, które poprawiał sam tłumacz.
Tam wyraźnie napisano, że mieszkaniec Samarii to Sámárytan (á z kreską czytamy jak a, a a czytamy jak o albo dźwięk pośredni między a a o, oznaczany nieraz literką å). Do dziś forma ten Samarytan używana bywa przez niektórych krakowskich kaznodziejów – to dowód na bycie regionalizmem w sensie ścisłym, czyli używanym także przez obywateli wykształconych, a nie tylko prosty lud. Amatorska lektura z zaznaczeniem niektórych cech wymowy XVI-wiecznej w moim wykonaniu do posłuchania poniżej.
Biblia Wujka audio
We współczesnych przekładach różne pieniądze daje Samarytanin właścicielowi gospody. U Wujka dwa śrzebrne grosza. Dwa grosza to oczywiście forma liczby podwójnej (dualis), która zanikła na amen chyba w wieku XIX. Liczba mnoga to byłoby, tak jak w powiedzeniu — (trzy) grosze.
Nie będziemy się zajmować szczegółową analizą tekstu. Zwróćmy uwagę wszelako, że w przekładzie Wujka ranny jest wieziony przez bydlę, a G. Doré narysował konia.
Gustave Doré
I tak między dawnością i współczesnością, między ogółem i szczegółem jawi się sens.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Bałamucenie. Flircik czy rewolucja została wyłączona
Dziś w wakacyjnych Wyczesanych rozmowach w Radiu Kraków byłem pytany przez Panią Redaktor o czasownik bałamucić. Pochodzenie i znaczenie jakoś się nam wymykało, bo to słowo jakieś takie pokrętne, jak bałamut jeden z drugim, co tak pięknie nagada, że aż się w głowie zakręci, a kto wie, czy i motyle w brzuchu się komuś nie zalęgną i nie zatrzepocą.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Szóstego lipca 1939 została wyłączona
Emigrant z Polski, półsierota, napisał w swoim zeszyciku w Kanadzie:
ja muszę stać się bratem mniejszym, przysięgam Ci to, Panie Jezu.
I tak się toczy życie franciszkanina, uczonego, badacza źródeł i pism franciszkańskich, urodzonego w roku 1922 w Zalesiu Wielkim w Wielkopolsce, niedaleko słynnego z uczonych mężów miasteczka Kobylina. Religijnie kształtowała go m.in. ciotka mieszkająca w Łoniowej. Do kościoła, cztery kilometry, bez względu na pogodę, chodzili do Porąbki Uszewskiej. Encyklopedyczny, więc suchy biogram polski można znaleźć w Wikipedii.
Zauważmy jednak, przekopując się przez wyniki wyszukiwań, że to uczony badacz (biblista po szkole jerozolimskiej, historyk, teolog duchowości) i zarazem poeta, który przechował w sobie prostotę kolegium w Kobylinie, szczerość młodzieńczego porywu ducha, by iść po śladach Franciszka z Asyżu drogą czystej Ewangelii. Z Kanady przeniósł się do Francji, mieszkał w Taizé, jest autorem mnóstwa książek (proszę spojrzeć choćby do katalogu Amazon). Znany jest jako Thaddée Matura.
Jak wieść życie życie bogate i skromne? Pomyślę o tym, gdy wybiorę się do Porąbki Uszewskiej.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Fabryka Silesia zawieszona i zdekapitowana została wyłączona
Nie ukaże się już więcej kwartalnik Fabryka Silesia? Redaktor Krzysztof Karwat podał się do dymisji, a w swym liście szerzej, stylistycznie barwnie pisze o okolicznościach tej decyzji.
Tekst opublikował portal Wachtyrz.eu, którego nachwalić się nie mogę.
I ja miałem zaszczyt rozmawiać z Redaktorami Lewandowskim i Karwatem oraz opublikować w Fabryce teksty, które moje przemyślenia poddawały pod osąd publiczny w tym zacnym i ciekawym piśmie. Czy czas czasopism, nie tylko papierowych, się kończy? Nie można planować rok naprzód, bo wszystko faluje i drga, z dołu do góry, z góry na dół w rytmie społecznościowych migawek? A może prowadzenie czasopisma kulturalnego, ambitnego, zarówno sto lat temu, jak i dziś to zabawa droga, wymagająca hojnego sponsora albo własnego majątku — jak to było z Wisłą, zrazu miesięcznikiem geograficzno-etnograficznym, wydawanym przez bogatego Jana Karłowicza?
Żeby była atrakcyjna treść, ktoś musi ją zdobyć, przetworzyć, opublikować.
W przeciwnym razie zachwianie się podstaw finansowych wynika z jednej decyzji gremium przyznającego dotacje Ministerstwa — vide Dwutygodnik (chyba się usieciowił nieco) i Zeszyty Literackie (co z nimi?). Koniec (?) „Fabryki” to nie finis Silesiae. I szlus.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Biednie, ale słodko została wyłączona
Co to za zagadka? Trochę jak burak, trochę jak rzepa, pomarańczowe nieco. Można było to piec na blasze pieca. Robią z tego zupę. Pyszne. Jedni podobno uprawiają, a inni mówią, że to zjawisko z odległych, niemal mitycznych czasów, do których nie wszyscy chcą wracać pamięcią. Kto z Czytelników kojarzy to pożywne warzywo, choć wymagające, jak pisał ksiądz Kluk, dobrych żołądków?
Nazwa ogólnopolska — brukiew — może być myląca, bo niektórzy tak nazywali buraki cukrowe i pastewne też. Zresztą brukiew też podobno istniała nie w jednej odmianie. Wielu mieszkańców naszej części świata zbrzydziło ją sobie, bowiem podgniłą lub podmarzniętą brukiew „serwowano” w obozach koncentracyjnych jako składnik zupy. Dziś nad złymi wspomnieniami górę bierze ciekawość, bo są i tacy, którzy na wspomnienie rozpływają się w błogim uśmiechu:
jeden ze smaków dzieciństwa, pieczone plastry na blasze pieca…;-) (T.P) https://www.facebook.com/potrawy.regionalne/?tn-str=k%2AF
Gdzie kupić? Gdzie zjeść? Jak zjeść? Ja jadłem parę lat temu w powiecie suskim. Przepyszne to było. Frykas, a nie zapychacz żołądka w czasach nieurodzaju na zboże. Jestem otwarty na propozycje, a przy okazji wrzucam przepis sprzed 170 lat.