Właściwie wszystko, co można było w minutę powiedzieć o nowej książce Krzysztofa Jakubowskiego, zostało powiedziane w filmie, który tuż poniżej się Państwu wyświetla. Spacerownik po Dzielnicy VIII Dębniki. Od Ludwinowa po Sidzinę. Walory turystyczno-krajobrazowe, zabytki, ciekawostki historyczne. Kraków: Centrum Młodzieży im. dr. H. Jordana, 2020.

Było to nagrane jeszcze przed Wielkanocą, kiedy słońce częściej świeciło niż w ostatnich dwóch tygodniach. Zdołałem już w kilka miejsc najbliższych opisanych w tej książce się wybrać, dzięki czemu mogę zaprezentować kwakanie idyllicznie żyjących sobie nad skotnickimi stawami kaczek.

Mogę też potwierdzić, że nic, co wartościowe pod względem kulturalnym, zabytkowe, ciekawe, nie zostało przeoczone. Na stronie 135 znalazłem fotografie kapliczki u zbiegu ulic Babińskiego i Bunscha. Wszystko się zgadza. Na s. 137 zaś jest ta, którą i ja sfotografowałem parę dni temu, na rogu ulic Babińskiego i Czerwone Maki.

Mam pytanie do Znawców, bo bez pytań i bez poszerzania własnej wiedzy nie wyobrażam sobie pisania bloga. Cóż to jest za postać? Brodaty, ale raczej nie Pan Jezus. A ten symbol z dłońmi franciszkański chyba.

Spacerujmyż!

Lać, wylewać, ronić krokodyle lub krokodylowe łzy, płakać krokodylimi łzami. Jest to międzynarodowy idiom, którego początków należy szukać w obserwacji krokodyli nilowych i opowieściach o nich. Widziano coś takiego jak łzy w oczach gada, którymi ten jakoby opłakiwać miał pożartego przez siebie człowieka.

Zaczęło się od Huśtawek, które śpiewał Kuba Sienkiewicz, ale znacznie bardziej lubię wersję autorską Jacka Kleyffa.

Wyczesane rozmowy, 25.03.2021

Czegóż to dawniej o krokodylach nie opowiadano, jak oni wyglądali, ci krokodylowie? Ten najstraszniejszy opis pochodzi z fascynującego dzieła Skład abo skarbiec znakomitych sekretów ekonomiej ziemiańskiej Jakuba Kazimierza Haura.

Kochanowski na smutno

Jan Kochanowski też użył obrazu łez krokodylowych w swojej twórczości, we fraszce Do Jana, smutnej, egzystencjalnej. Byłyby to płacze nie tyle fałszywe, ile daremne, próżne, bezsilne i niemęskie, że tak nawiążę do poezji o trzysta lat późniejszej.

Ciekawy przekład. Tłumacz świadom roli tłumacza, a nie adaptatora, przekład z oryginału angielskiego na język kaszubski.
Zachwycam się i pytam o formę słowa zemia, odpowiednika angielskiego land.

Zanim przeczytam i wypowiem się o Kajku i Kokoszu przetłumaczonym przez Grzegorza Buchalika i wydanym w roku 2021, pozwolę sobie przypomnieć Państwu (i sobie, bo dawno nie zaglądałem) mój tekst opublikowany w 2008 r., a wygłoszony w 2006 r. na konferencji poświęconej humorowi w przekładzie. W programie figuruję jako Adam Czesak, ale jednoznacznie oświadczam, że autorem jestem ja, Artur Czesak.

Oto mój tekst (PDF). Co się zmieniło przez 15 lat?

Drodzy śląscy Rodzice, Babcie i Dziadkowie, Ōmy i Ōpy, Starki i Starziki, Ōnkle i Tanty, Wujkowie, Ciotki! Pewnie już nie zdążycie dogadać się z zajączkiem (zwanym też hazokym), żeby w jego gnieździe, w foliowym opakowaniu zabezpieczającym przed wilgocią, znalazły się obok bōmbōnōw i maszketōw Bojki Fojermana. Ale po konsultacji z farorzym albo z kalyndorzym możecie uznać że przynajmniej do Zielonych Świąt jest czas świętowania, toteż rozważcie podarowanie dzieciom tej książki.

Ta książka to nowa jakość w dziecięcej literaturze pisanej po śląsku. Jest trochę dobrych utworów, udanych przekładów, ale powiem tak: Fojerman, Stanisław Neblik, jak profesjonalny pisarz zachował w sobie zdolność do dziecięcego zadziwienia światem, do zastanowienia się nad językiem, zabawy słowami. Dość przynudzania. Popatrzcie choćby na jeden wiersz.

To nie jest nieciekawy świat z podręcznika do polskiego. To zaproszenie do świata śląskiego języka dla dzieci, których wyobraźnia jest wolna od ograniczeń i klasyfikacji. A te bojki są dobre.
www.silesiaprogress.com

Dziś Wielki Czwartek i prima Aprilis naraz. Wszystko to znalazło się w Wyczesanych rozmowach, któreśmy wiedli z red. Pawłem Sołtysikiem pod nieobecność nieocenionej inspiratorki Anny Piekarczyk.
Dokumentacja poważna z Postylli ks. Jakuba Wujka:

Ale dziś dzień szczególny, więc było i o robieniu psikusów i o tym, że się zapisałem na szczepienia dzięki okienku otwartemu przez mimowolnych żartownisiów związanych z systemem opieki zdrowotnej i walką z pandemią koronawirusa. Proszę posłuchać.

Wyczesane rozmowy. Wielki Czwartek, 1 kwietnia 2021 r.

Pytanie do Państwa: kto zna od Iwana do pogana i inne warianty oraz wariacje na temat tego zdesakralizowanego biblizmu?


Podręcznik Języki mniejszości Heleny Krasowskiej przeczytały życzliwie Jolanta i Agnieszka Tambor. Mnie się nie udało dobić do egzemplarza, a na stronie Wydawcy, Instytutu Europy Wschodniej UW jest powtórzenie pochwalnych notek z okładki i fałszywy link do innej publikacji. Omówienie i ocena jest w najnowszych, to jest kwietniowych „Nowych Książkach”.

Badaczki z Uniwersytetu Śląskiego zawiodły się na bibliografii, opisie stanu badań i obszaru badawczego, doceniły przykłady wielu zjawisk, o których wielu socjolingwistów jeno teoretyzuje. Oto najważniejsze moim zdaniem, z małopolskiego i śląskoznawczego punktu widzenia:

Niedosyt budzi tu tylko brak porównań z badaniami prowadzonymi w innych regionach; szkoda, że w całej pracy nie znalazło się miejsce dla badań prestiżowo-językowo-tożsamościowych w tych częściach Polski, które współcześnie budzą sporo emocji w dyskursie publicznym, czyli Górnego Śląska, Kaszub, Podhala, Kurpiów, Kociewia itd., a z kwestii wyraźnie pogranicznych choćby omówienia sytuacji Łemków. W tych badaniach polscy naukowcy mają ogromne zasługi. Warto byłoby także, w kontekście takich rozważań, odpowiednią uwagę poświęcić sytuacji języka, kultury i tożsamości Romów.
(…) Ostatni rozdział przynosi wiele ważnych obserwacji, sugestii i zaleceń, brak w nim jednak istotnego pojęcia, bez którego nie ma współczesnej polityki językowej, nie da się mówić o aktualnych problemach tożsamości i świadomości językowej, mianowicie pojęcia rewitalizacji języków. A przecież zjawiska takich aktów rewitalizacji są wokół nas – to Irlandia i Szkocja, Wilamowice, ale też Warmia, Kurpie, Kociewie, nie mówiąc o Górnym Śląsku (…)
Niedosyt pozostaje u czytelnika zaawansowanego w proponowanej problematyce. Może byłby on mniejszy, gdyby w podtytule znalazło się wskazanie „…na przykładzie południowo-wschodniej Ukrainy”.

Niedosyt jest więc najważniejszym słowem tej recenzji. Czekajmy na następne teksty, które nas poznawczo usatysfakcjonują, nasycą i natchną.

Z okazji rocznicy rozpoczęcia insurekcji: obrazek z muru przy ulicy Loretańskiej w Krakowie. Pałasz został poświęcony.

W optyce patriotycznej z pewnością się to mieści, a teologowie nie są pytani w takich momentach o zdanie.
Pałasz to broń sieczna, nie palna, choć mnie się nieodmiennie z pałaniem, paleniem, więc ogniem kojarzy.

Malował Michał Stachowicz, 1804. Źródło: Muzeum Wojska Polskiego

Ten wielki budynek w centrum to krakowski ratusz, z którego ostała się tylko wieża. A gdyby tak rekonstrukcję zarządzić?
Pytanie do specjalistów: którędy Kościuszko udał się pod Racławice?

Nie siadaj na zimnym, na schodach, bo… wilka złapiesz, dostaniesz wilka! Takie przestrogi słyszało się dawniej i słyszy się dziś. Wilków ostatnio nieco przybyło, nawet w centrach miast zaczęły się pojawiać, ale zasadniczo więcej jest ich w książkach z przysłowiami i w filmach niż w lasach.

https://www.onet.pl/turystyka/onetpodroze/poznan-wilki-atakuja-psy-i-koty-mieszkancy-boja-sie-o-swoje-pupile/t8knxls,07640b54

Co to ten wilk, którego można było złapać? Pomysłów jest sporo:
— poznańskie uczone A. Piotrowicz i M. Witaszek-Samborska dowodzą, że to tameczny regionalizm oznaczający przeziębienie wywołane siedzeniem na czymś zimnym,
— dominuje teoria, że to zapalenie pęcherza moczowego (internetowa pani doktor wywodzi, że trzeba było biegać z częstomoczem pod las, a tam wilk nas mógł z tej czy owej strony chwycić, a nie my jego),
— słownik wileński twierdzi, że to m.in. „wyprzenie w stolcu”, czyli zapewne zwiększenie  bolesności guzków odbytu czy jak się tam zwą hemoroidy, a oprócz tego wrzód ciało trawiący, liszaj żrący, tudzież „parch na nogach końskich”, inaczej krzczyca.

Słownik języka polskiego, tzw. wileński, 1861, t. 2, s. 1861

— słownik gwary podhalańskiej S.A. Hodorowicza gotów jest widzieć w złapaniu wilka zapalenie korzonków nerwowych, a leksykon J. Kąsia dodaje jeszcze zapalenie nerek,
— wilkiem też nazywa się jeden z rodzajów tocznia (lupus), bolesnej choroby związanej z reakcją autoimmunologiczną.

W skrócie rzecz ujmując: można się było wilka przed wynalezieniem antybiotyków i sterydów bać, a i teraz nie należy bagatelizować zimna i przestróg wywodzących się z wieluset lat doświadczenia życiowego, nawet jeśli racjonaliści z wyższością nam mówią, że chorobę wywołuje wirus, a nie zimno.

Proszę posłuchać

Rozmawialiśmy o frazeologicznym wilku w Wyczesanych rozmowach w Radiu Kraków.

Wyczesane rozmowy, Radio Kraków, 18.03.2021. Artur Czesak, Anna Piekarczyk, Paweł Sołtysik

Na sam koniec

Jeszcze straszniejsza teorię na pograniczu jakiegoś mistycyzmu przytaczał w swojej Ekonomii ziemiańskiej Haur:

W nogach Wilk, przydaje się pewnej natury ludziom, jest rzecz sprosna i słyszeć, nie tylko go cierpieć: robak pewny na kształt Czerwu, któremu dla boleści ciała, aby nie trafił, dają też co inszego jeść, a gdyby zaś zdechł, abo go kto zabił, ten człowiek zaraz na życiu swoim musiałby szwankować, który to robak, w takim razie, jest człowiekowi prawie duchem życia. (1693, s. 313)

A potem następują informacje o Wilkołku, ale je sobie podarujemy.

Artysta z Bożej łaski — mistrz czy siewca kiczu? Zacznijmy od historii. Nawet w czasach Oświecenia łaska Boża była przywoływana. Ten dar to zarazem było zrządzenie, bo gdy źle się działo pod rządami takiego czy innego pomazańca, lud odbierał to jako dopust Boski lub robił rewolucję.
Przepraszam za wywód, co wygląda, jakby go pisał historiozof z Bożej łaski. O tym biegunowym przesunięciu znaczenia były dziś Wyczesane rozmowy w Radiu Kraków.

Zapraszam do posłuchania

Artur Czesak, Wyczesane rozmowy, Radio Kraków, 11.03.2021, Z bożej łaski

Jak funkcjonowało z Bożej łaski w wieku XX i dziś? Ironicznie:

Z góry patrzyli na takiego zakichanego cywila jak Jurek, zadzierali nosa, podkówkami dzwoniąc, choć sami wyglądali jak ciamajdy, a jednak zazdrościł im, żołnierzykom z bożej łaski . Junacy mieli swoje rozkazy, swoje szkolenie, swoją trąbkę, swoje awanse i kwaterowali po wojskowemu w namiotach, gdzie koce na posłaniach musiały paradować bez cienia zmarszczki, swoje chlebaki i ekwipunek, swoją kuchnię polową, szorowali menażki w aryku do nadzwyczajnego połysku, a każdy wyfasował gruby, żołnierski scyzoryk do wszystkiego, „universal”, o kilku ostrzach, z nożem do konserw i szpikulcem do przebijania puszek, istny cymes, taki chytry, jakby go angielski Izraelita wymyślił.
NKJP: Jerzy Krzysztoń, Wielbłąd na stepie, 1978

Tak to się przewrotnie dzieje, a poniżej zdrowa nauka katechizmowa w XIX-wiecznym języku polskim.