Teraz bo mamy zbyt łagodną krytykę literacką, a z powodu nadmiaru analitycznych umiejętności wpajanych nam przez szkoły kolejnych szczebli, z powodu przyuczenia nas do odrazy względem czytania dzieła w łączności z kluczem biograficznym, przez niechęć do ferowania łatwych wyroków nie poczytamy dziś, że Houllebecq kobiet nie poważa, gdyż…, a Twardoch o bokserach takie książki pisze, bo…


Dawniej było lepiej. Na pewno to już pisałem. Nie szczypano się bowiem i można było przeczytać w Tygodniku Literackim niedługo po wydaniu autobiografii Mit Livs Eventyr (1855) Duńczyka Hansa Christiana Andersena, że kudy mu tam do słabszych nawet naszych polskich krajowych twórców.

Oto ta Powieść życia mego, strona tytułowa.

Jakże on niżej nieskończenie stoi od każdego z najgorszych nawet u nas!

Dziś w całości cytat:


30 stycznia 2019 r. Senat UJ przyjął uchwałę w sprawie sprzeciwu wobec mowy nienawiści w przestrzeni publicznej.
Wstrząśnięci bezprecedensowym, brutalnym atakiem, w wyniku którego śmierć poniósł Prezydent Miasta Gdańska Paweł Adamowicz, odważny społecznik, który swoją postawą reprezentował tolerancję i otwartość na świat, wyrażamy nadzieję, że Jego tragiczna śmierć stanowić będzie zobowiązanie do głębokiej refleksji nad podstawowymi wartościami, którymi obywatele Rzeczypospolitej Polskiej winni kierować się w życiu społecznym i politycznym.
W trosce o zachowanie podstawowych standardów moralnych apelujemy o:
powstrzymanie się od wyrażania w przestrzeni publicznej stanowisk, poglądów i komentarzy o charakterze nienawistnym lub poniżającym, pogłębiających podziały, które nie są sposobem rozwiązywania problemów społecznych i politycznych, a jedynie niszczą najważniejsze wartości społeczeństwa polskiego;
powrót do wyważonej, merytorycznej debaty publicznej, w której respektowana będzie wzajemna wymiana opinii i odpowiedzialność za słowo;
poszanowanie godności jednostki w każdym wymiarze, bez względu na reprezentowane poglądy, wyznanie, status społeczny i materialny.
W poczuciu misji Uniwersytetu Jagiellońskiego deklarujemy solidarność i wsparcie w zachowaniu należytych standardów debaty publicznej – pozbawionych nienawiści, szanujących indywidualne wybory, stanowiących świadectwo przyzwoitości jednostki. Popieramy każdą postawę, w której racjonalność argumentów bierze górę nad argumentami siły – zgodnie z naczelną maksymą Uniwersytetu Jagiellońskiego „Plus ratio quam vis”.

Źródło: https://www.uj.edu.pl/wiadomosci/-/journal_content/56_INSTANCE_d82lKZvhit4m/10172/141868746

Bardzo ciekawe jest występowanie na wschodzie Polski przyimka dla z dopełniaczem jako „wspomagacza” czy zastępnika konstrukcji celownikowych.

Świeżutki przykład z Wiadomości TVP 1, 28 stycznia 2019.

Przy okazji Światowych Dni Młodzieży w Panamie rozwinąć należy marketingowe teorie dotyczące tego, jaka figura na obrazku może reklamować produkty.

Klapki za dolara — OK.
Lepsze to niż nagie modelki w trumnach, za trumnami, obok trumien. Motyw vanitas mnie nie pociąga ani nie przeraża.

Umarł Jacek Kajtoch — literaturoznawca i redaktor.
Doktorat z roku 1967 (Studia nad poezją polską na Śląsku w XIX wieku) poświęcił dwóm górnośląskim poetom XIX wieku, księżom Norbertowi Bonczykowi i Konstantemu Damrotowi.
Są one na pewno efektem uważnej lektury. Noszą piętno epoki, ale dziś mało kto tych poetów czyta, co wpływa na to, że mniej się wie o literaturze Górnego Śląska, o jej korzeniach, o historii krążących tam idei.
W czasach deficytów na rynku księgarskim układał i wydawał antologie z tekstami wartymi posiadania na własnej półce z książkami.

Zmarł Jacek Kajtoch

W latach osiemdziesiątych animował grupę literacką Nadskawie. Żadne słowo poetyckie związane z przeżywaniem swego miejsca w świecie nie jest bez wartości. Tym tekstom też warto się przyjrzeć.
Wspominanie człowieka piszącego łączy się w sposób oczywisty z lekturą.

Źródło zdjęcia: Małopolska Biblioteka Cyfrowa

Z tej książki drobny błysk pamięci o roku 1968, o Janinie Katz (1939–2013)

J. Kajtoch, Wspomnienia i polemiki, Kraków 2009, s. 21

Meandry hardości i dopasowywania się nie mnie sądzić. Niech odpoczywa w pokoju.

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego opublikowało właśnie komunikat „w sprawie wykazu wydawnictw publikujących recenzowane monografie naukowe”. Oczywistości nie ma co komentować. Raczej odnotuję, że brak mi co najmniej kilku sensownych wydawnictw naukowych, obecność niektórych na liście wywołuje zdziwienie. Niektórych dlatego, że pierwsze o nich słyszę, ale nie jestem polihistorem, żeby wiedzieć, kto cenne prace z marketingu lub gleboznawstwa publikuje. Innych obecność mnie dziwi, bo znane mi są ich publikacje, a poddawane rygorom recenzyjnym stanowią tylko część ich działalności.

Co jednak cieszy mnie najbardziej? Literówka. Bo zawsze czytam teksty (także własne) do pierwszej literówki, a potem się zastanawiam, co dalej.

Oficjalny komunikat Ministerstwa

W wykazie jest więc Wydawnictwo Pallotinum (przez jedno „t”). Naprawdę wydawnictwo pisze się przez dwa „t”: Pallottinum.

Logo Wydawnictwa Pallotynów

Mamy więc w komunikacie ministerialnym „oczywisty błąd literowy”, ale ciekaw jestem, czy zostanie wydane sprostowanie albo czy trzeba będzie sążnistych prawniczych wywodów, które zezwolą ewaluatorom na uznanie publikacji pallotynów (palotynów) za godne przyznania punktów na podstawie komunikatu, a nie osobnych każdorazowych decyzji KEN (Komisji Ewaluacji Nauki).

Kto chce dostrzec w tej literówce (oficjalnie: błędzie literowym) metaforę pośpieszności, „połebkizmu” i ignorancji merytorycznej wszechwładnych ministerialnych komunikatopisarzy, niech dostrzega. Hunwejbini reformy i parametryzacji (podziwu godna konsekwencja rządów trojga ostatnich ministrów) uradowani.

Co dalej? Usługi korektorskie swoje polecam.

W 1948 bullę papieża Hadriana IV (1155) opisał Stanisław Rospond w katalogu wystawy śląskich poloniców (śląskich silesiaców?):

Zawiera przeszło 50 nazw miejscowych i osobowych wyłącznie polskich, które niejednokrotnie aż do najnowszych czasów przetrwały, tylko mniej lub bardziej zgermanizowane.

Mnie jednak dziś zainteresowała jedna tylko: Gradice. Golensicezke.

Czy to Golęszyce? Ale miasto, gród czy całe terytorium plemienne ((pre)narodowe)? Golęszyce mieli mieszkać w Kotlinie Opawskiej, a wtedy nic się z niczym nie chce zgodzić. Czy to Racibórz, czy może całość terytorium, a może Holasovice — dziś wieś, ale zamieszkana od 4500 lat.

Darstellungen und Quellen zur schlesischen Geschichte. Bd. 3. Studien zur schlesischen Kirchengeschichte, Breslau 1907, s. 175 https://www.dbc.wroc.pl/dlibra/docmetadata?id=4979&from=publication

Może nauki historyczne są w stanie coś więcej wyinterpretować, a może już wyinterpretowały, tylko do mnie to nie dotarło. Trzeba zwrócić uwagę na sposób oddania brzmienia nosowego przez en. To też przyczynek do historii słowiańskich samogłosek nosowych, których lubią się współcześni Górnoślązacy (zwłaszcza z terenu wielkomiejskiego) wypierać. Nie takie to proste, wcale nie, jak piali lubelscy pieśniarze ostatniej ćwierci wieku XX.

Na nic żadne wywody, jeśli tego nie usłyszycie. Czy jest coś dziwnego w relacji dziennikarza TVP Tomasza Jędruchowa z Kuala Lumpur?

Od stu lat, od kiedy to językoznawcy obserwują tak zwane udźwięcznienie międzywyrazowe, powiada się, że różnica obserwowana w połączeniach bezdźwięcznego wygłosu i wokalicznego lub sonornego spółgłoskowego nagłosu wyrazu następującego nie dotyczy przyimków. Współczesne obserwacje języka mediów dostarczają wielu przykładów niedziałania tego procesu, niedziałania tej reguły, odstępstw od normy albo ewolucji zwyczajów wymawianiowych współczesnych Polaków.

W wypowiedzi dziennikarza Telewizji Polskiej wyraźnie słychać pot Moskwą, a nie pod, jak zwykle wymawia się ten przyimek. Czy wynika to z tego, Tomasz Jędruchów zrobił tam nieuzasadnioną mikropauzę? Na pewno mikropauza jest we frazie przet zakończeniem. Tu bowiem, gdyby nie było pauzy, obowiązkowo powstała grupa spółgłosek dźwięcznych musiałaby być dźwięczna [pšedzakońčeńem]. Czy może tak właśnie wypowiada on te połączenia? Podaję ten pierwszy z brzegu przykład, żeby nie być gołosłownym.

Panna młoda zwie się Oksana Wojewodina. Szczegóły perypetii polityczno-miłosnych malezyjskiego króla i słoneczny widoczek z Azji tutaj: https://wiadomosci.tvp.pl/40757346/milosc-nie-wybiera.

Ksiądz biskup Adam Krasiński pięknie opisał stan i postęp wiedzy językoznawczej w wieku XIX (pisał to bodaj w 1885, opublikował we wstępie do swego Słownika synonimów polskich). Zaraz też oddał hołd prądom myślowym swej epoki, które stan społeczności ludzkich wiązały ze stopniem rozwoju języka. Prawda to i nieprawda zarazem, gdy się dobrze pomyśli i powynajduje kontrargumenty.

Bywa wszak i tak przecie, że pojęcia funkcjonujące w różnie zorganizowanych społeczeństwach są nieprzystawalne, ale nie musi to oznaczać ubóstwa tych „mniej cywilizowanych”.
Jest się wszelako nad czym chwilę zastanowić.

Ciekawie tu mamy upostaciowioną (spersonifikowaną) myśl narodu, pracującą przez wieki. Przy tej okazji zastanowiło mnie, czy rzeczywiście brak związku między kozą — zwierzęciem a kozą, w której zamykają.

Wersję łacińską podaję za Erazmem z Rotterdamu, albo, jak pisano dawniej — z Czerwonej Grobli. Tydzień temu w Radiu Kraków opowiadałem, że w zasadzie nie wiadomo w karnawałowym czasie, czy wylewać albo może nie wylewać za kołnierz (przy okazji wywołałem wreszcie śnieg i mróz). Dziś w kwestii lania sprawa jest jasna: nie należy dolewać oliwy do ognia. Lać wody też nie trzeba, więc po prostu zapraszam do posłuchania. Więcej Wyczesanych rozmów na stronie Radia Kraków.