Zapiski prof. Hanny Taborskiej, znanej wielu slawistom pod swym „bibliograficznym” podwójnym nazwiskiem jako Popowska-Taborska, to lektura bardzo ciekawa, ale nie urocza. Autorka jest bowiem osobowością silną, choć często podkreśla swą bezradność wobec sytuacji wymagających życiowego sprytu czy użycia łokci w sprawach bytowych albo naukowych. Z drugiej strony – jakość jej prac naukowych broniła się sama, nawet gdy podłość w urzędniczych zarękawkach lub żądląca pod pozorem koleżeństwa usiłowały czynić despekty.

Hanna Popowska-Taborska, Zapisywane z doskoku, Wydawnictwo Akademickie SEDNO, Warszawa 2022

Hardość z uśmiechem na twarzy, humorystyczny wierszyk kwitujący absurdy ponurych lat stalinowskich, podziw dla koleżanki jeżdżącej na widzenia z mężem do Wronek czy Rawicza.

Sam się sobie dziwię, że zachwycam się i kręcę nosem równocześnie. Po tej refleksji, zamiast się opamiętać, brnę dalej. Mam niemały żal, poczucie zawodu dlatego, że przygotowując tekst do druku, autorka starała się „usunąć z niego partie zbyt silnie obciążone emocjonalnie oraz opisujące fakty mało interesujące przyszłego Czytelnika”. Do żalu dołącza niezgoda: a odkąd to autorzy cokolwiek wiedzą o przyszłych czytelnikach swoich dzieł i ich zainteresowaniach? Po tych zabiegach redakcyjnych znikają nie pikantne smaczki, bo nie tego oczekuję, ale opinie i fakty, świadectwo czasów, opisy zachowań osób, kulisy życia naukowego. Moje żołądkowanie się jest trochę bezczelne, ale doskonale autonomicznej prof. Taborskiej urazić nie jest w stanie, w żadnym razie też nie miałem takiego zamiaru.

Życie rodzinne i towarzyskie

Dbałość o formy, a formy te nie są typowe. Językoznawczyni była i jest tego świadoma, więc opisuje, analizuje, a my czytamy i reagujemy, jak umiemy.

Zresztą w ogóle tak zwane zwroty grzecznościowe są dziś w nieustannym odwrocie i ma się wrażenie, że ludzie boją się dziś „wygłupić”, zwracając się do siebie według dawnych konwencji. No, cóż, dodać do tego zapewne też należy, że w większości zwroty te są po prostu nieznane, a już na pewno całkiem obce. Tym chętniej — dla zaszokowania i wprawienia w osłupienie — używałam ich w strasznych, zatłoczonych ówczesnych sklepach w stosunku do ponurych i niegrzecznych ekspedientek: „Gdyby pani była tak łaskawa”, „Gdyby zechciała mi pani uprzejmie pokazać”, „Może byłaby pani tak dobra” — patrzyły wówczas zdumione i zaskoczone, że znalazła się „gupia jakaś” (tak właśnie — bez tego zbędnego „ł”), ale osiągałam swój (jakże trudny!) cel i zwracałam na siebie uwagę. W środowisku mego dzieciństwa zwrot „wy, kolego, mówiliście” słyszałam jedynie w ustach Ojca wobec kolegów z wojska i kolegów-lekarzy. „Na ty” przechodziło się wówczas rzadko— tak na przykład przyjaciel mojego Ojca, Barański, do końca życia mówił do mojej Mamy „pani Mario” i nikogo to w zasadzie nie dziwiło, choć znali się od wczesnej młodości. Mój Ojciec zwracał się do matki mojej Matki per „pani”, ona mówiła o nim „pan Stanisław”, a przecież mieszkali przez długie lata w tym samym mieszkaniu. Do dziś wydaje mi się też, jak trudno musi być mówić „mamo”, „tato” do teściów, którzy są w zasadzie obcymi ludźmi. W dzieciństwie kazano mi się do cioć i wujków zwracać poprzez „niech ciocia”, „niech wujek” i do dziś czuję się z tą formą nieporadnie. Do Rodziców mówiłam zawsze „ty”, choć znam do dziś domy, w których obowiązuje forma „niech tata”, „niech mama”.

Wyniosłe pominięcia?

Wygląda na to, że H. Taborska, w przeciwieństwie do swej wieloletniej współpracowniczki Ewy Rzetelskiej-Feleszko (Kamińskiej), autorki książki Życie we wspomnieniach, zamiast opisywać konkretne świństwa, wybrała przemilczenie, a czasem strategię pozwalającą o kimś z przeciwnego obozu ideowego i naukowego napisać dobre słowo. Zacne. Kompromisy? Rażą u innych, gorzej wychowanych.

Rebelia rymu

Agnieszka Taborska, córka swych rodziców, Hanny i Romana, literaturoznawcy i historyka teatru, tak w Tygodniku Powszechnym zapowiadała w ubiegłym roku mającą się ukazać książkę:

Jaką filozofię miała Pani mama?
To jest dopiero buntowniczka o żelaznych zasadach! Swoje życie zaczęła opisywać, kiedy po raz pierwszy wyjechałam do Stanów w 1988 r. i nie było wiadomo, jak się dalej wszystko potoczy. Mama uznała, że już się pewnie więcej nie zobaczymy i lepiej spisać dla mnie dzieje rodziny. Koniec końców powstała spora książka, która pod tytułem „Zapisywane z doskoku” ukaże się w najbliższych miesiącach. Urodzona w 1930 r. Hanna Taborska odznacza się świetną pamięcią. Zawsze żyła w sposób całkowicie wierny sobie. Ma nie tylko wszelkie możliwe językoznawcze honory naukowe, ale też tytuł Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata. W warszawskim mieszkaniu dziadków ukrywało się wielu zaprzyjaźnionych Żydów, m.in. ocalona z getta przez działającego w Żegocie dziadka szkolna koleżanka mamy.
A ta filozofia mamy?
Rebeliancka. Na studiach żadne komunistyczne organizacje, żadne pochody pierwszomajowe, potem żadnych partyjnych znajomych, zaangażowanie w Solidarność i konspirację, zero związków z Kościołem. Krótko mówiąc, niewygodne wybory. Jedno z moich traumatycznych wspomnień dzieciństwa dotyczy jazd autobusami, gdy mama do mnie, kilkulatki, wygłaszała głośne krytyki ustroju. Prawdziwi adresaci tych monologów udawali głuchych.

Dyskretny urok rebelii, Tygodnik Powszechny

Tak więc egzamin z marksizmu-leninizmu przy okazji doktoratu łatwiej było oswoić przewrotnie sierioznym wierszykiem, który muszę zacytować:

Pierwsze prawo dialektyczne:
że wszystkie ciała są styczne.
Na dodatek, miły zuchu,
ciała te są w ciągłym ruchu,
a na domiar jeszcze (psiakość!)
ilość wciąż przechodzi w jakość.
Zaś na końcu was zadziwię:
postęp w walce jest przeciwieństw.

Perspektywa książki jest zdecydowanie kobieca.

Dwa drobiazgi redakcyjne

Gdy się redaguje książkę napisaną przez językoznawcę, można ulec złudnemu przekonaniu, że nie ma w niej żadnych błędów. Niesłusznie. Rażą więc jakieś zapisy typu „nienajlepszy” i inteligenckie błędy składniowe. Profesor Taborski, który podobnie jak jego żona tuż po studiach pracował w Państwowym Instytucie Wydawniczym, by się gorszył:

To było jedno z najlepszych polskich wydawnictw, do dziś kiedy widzę pięknie wydaną książkę z niedoróbkami redaktorskimi, mówię sobie: „w PIW-ie coś takiego nie byłoby możliwe”.

Gazeta Wyborcza. Warszawa, 18.01.2022

Drugi drobiazg jest ciekawszy. Mianowicie forma kwieciarnia — uchodząca za krakowską, a pojawia się w autorskiej narracji na stronie 359.

Miesięcznik “Kraków” nazywa się teraz „Kraków i Świat”. Bardzo dobry tytuł, bo Kraków nie jest odizolowany i pogrążony w samozachwycie.

W numerze marcowym dwa artykuły wstępne napisał Witold Bereś. Ten niby zwykły, bardzo gorzko mówiący o niemocy państwa wobec pandemii i społecznej bezradności lub obojętności. Ale że przyszedł tłusty czwartek 24 lutego i za wschodnią granicą „zaczęło się piekło”, przypominające wrzesień roku 1939, na osobnej kartce pojawił się więc bardziej aktualny artykuł naczelnego o Ukrainie i o nas. Z okładki patrzy na nas głębią własnych przeżyć i zagranych ról jubilat Jerzy Trela, w środku zaś mnóstwo materiałów o lekarzach, od legendarnych patronów ulic, szkół i szpitali jak Rydygier, Cybulski i Bujwid, przez Edelmana, Szczeklika, Skotnickiego do Jacka Madeja, Anny Chrapusty, Mikołaja Spodaryka. Lekarza! — to wołanie nie milknie. Wśród mnóstwa działań i słów sto stron „Krakowa i Świata” to nie ucieczka, lecz spotkanie i otucha. Warto czytać.

Tak było kilkadziesiąt lat temu, tak dzieje się i dzisiaj. Nagle sformułowanie „żyć bez kłamstwa” nabiera treści, nagle „siła bezsilnych” nie budzi cynicznego uśmiechu tymczasowo sytych.
Wziąłem do ręki książkę ze świadectwami „ludzi radzieckich”, którzy w jakimś momencie swojego życia, nieraz wręcz jakby przypadkiem, postanowili sprzeciwić się mechanizmom systemu, z którym niby dało się jakoś współistnieć.

Rosja 2022

Kamran Manafły. Камран Манафлы

Nie chodzi o hagiografię ani porównywanie cierpienia bombardowanych z przykrościami (tylko) prześladowanych. Chodzi o impuls sumienia. Nauczyciel geografii Kamran Manafły (lat 28) napisał kilka niezależnych zdań w mediach społecznościowych. Nie usunął ich na wezwanie dyrekcji. Nie przeprowadził propagandowej lekcji z uczniami. Jego życie bardzo się zmieni.

«Жить надо так, чтобы совесть не мучила. Недавно в школе мне сказали: «У вас не может быть никакой позиции, кроме как официальной, государственной». Так вот, у меня есть свое мнение! И не только у меня, у многих учителей есть свое мнение. И знаете что? Оно явно не совпадает с мнением государства. Я не хочу быть зеркалом государственной пропаганды, я горжусь тем, что я теперь не боюсь писать об этом, я горжусь тем, что я учитель! Меня моя совесть не мучает. Люблю абсолютно каждого ученика, который у меня был, есть и будет».

Tatiana Bricka, Nowaja Gazieta, 11 marca 2022

Ma swoje zdanie, inne niż państwowy punkt widzenia. Trzeba żyć tak, żeby sumienie nie męczyło. A przeciw niemu strach i podłość — oraz prawo pracy; nie przeprowadził lekcji w dniu, w którym nie wpuszczono go do szkoły. Logiczne.

W czasie wojny różnice językowe bywają przyczyną zabijania ludzi. W czasie pokoju i w pokojowej atmosferze systemowe odrębności fonetyczne łatwo zniwelować. Wie to każdy, kto biesiadował w zróżnicowanym narodowo słowiańskim gronie.
Szybolet to słowo, którego wymowę sprawdzali Galaadczykowie (tłumaczenie księdza Wujka):

Mówili mu Galaadczykowie: Czy Efratejczykeś ty? który gdy mówił: Nie jestem. Pytali go: Mówże „Szibboleth” (co się wykłada „kłos”). A on odpowiedał „Sibboleth”, tąż literą kłosu wyrazić nie mogąc. I wnet poimawszy go zabijali.

Księga Sędziów 12, 5–6

Tak było i w Krakowie po buncie wójta Alberta:

Rocznik dominikański (Krasińskich), MPH III, s. 133

Wyczesane rozmowy

I o tym mówiłem dziś z Radiu Kraków. Zapraszam do posłuchania.

Ukraina

Od dawna przedmiotem językowych testów ukraińsko-rosyjskich było słowo паляниця (palianycia), w którym Rosjanom sprawia trudność fonetyczną miękkie c pod koniec wyrazu.

Polska 2022

Gdy włączymy dopalacz chęci zrozumienia, ludzkości, różnice językowe mogą być tylko przedmiotem pogawędki przy herbacie. I oby tak było. Kineć. Konec. Kaniec.

Józef Chociszewski, urodzony w Chełście w roku 1837, jako 24-latek opublikował pracę o wielkopolskich przysłowiach pt. Przysłowia ludu wielkopolskiego, zawierające spostrzeżenia na różne dni, miesiące i pory roku [LINK do tekstu]. Z ust ludu zebrał Tworzymir. Nagrałem o jednym z nich i o interpretacji jego zapisu dialektologiczną gawędę.

A jak się mówiło i mówi w Krakowie na sąsiednie miasto, dziś dzielnicę? Kaźmirz!

Krzysztof Henisz [matka z dzieckiem, wojna]

Najlepszym elementem tego wiersza jest zamiana służącej imperializmowi Coca-Cola (nazwa 70 lat temu nieodmienna) na wodę nadziei. Ta tyrada przeciwko napojowi, który ogłupia, jakoś mi się przypomniała przy okazji doniesień o początkowym niedołączeniu się do opuszczania Rosji przez zachodnie marki.

Adam Ważyk, Piosenka o Coca Cola, [w:] Wiersze o braterstwie. Zebrał i opracował Igor Sikirycki, ilustrował Krzysztof Henisz, Warszawa: Książka i Wiedza, 1951, s. 167–168

Dobrze wam było pić Coca-Cola.
Ssaliście naszą cukrową trzcinę,
zjadali nasze ryżowe pola,
żuliście kauczuk, złoto, platynę,
dobrze wam było pić Coca-Cola.

My, co z bagnistych piliśmy studzien,
dzisiaj pijemy wodę nadziei,
męstwo, którego źródło jest w ludzie,
pijemy wodę w górach Korei,
my, co z bagnistych piliśmy studzien.

Po Coca-Cola błogo, różowo
za parę centów amerykańskich
śniliście naszą śmierć atomową,
pięć kontynentów amerykańskich.
Po Coca-Cola błogo, różowo!

My, co pijemy wodę nadziei,
wiemy, gdzie sięga dziś nasza wola:
wyszliście z Chin, wyjdziecie z Korei,
my wam przerwiemy sen Coca-Cola,
my, co pijemy wodę nadziei.

Komentarz (niekonieczny)

O zaangażowaniu biznesu w gospodarkę Federacji R., która napadła na Ukrainę, powiedziano wiele kąśliwych uwag. 4 marca 2022 r. zarzucono koncernowi bezduszny koniunkturalizm.

Zdjęcie
grafika z 4 marca 2022, cytuję za Twitter

5 marca narażono akcjonariuszy na spadek przychodów, choć butelka nie kosztuje już paru centów.
Autorem wiersza jest Adam Ważyk, wówczas komunista, ale jednak poeta. Swą drogę poetycką zamykał jako tłumacz Horacego i warto o tym pamiętać, mimo że nie musimy zapominać o jego wierszach zaangażowanych.


Także grafika przedstawiająca kobietę (matkę) z dzieckiem uciekającą przed grozą wojny może mieć wymiar bardziej uniwersalny niż w antologii z 1950 r.

Ilustracja: Wiersze o braterstwie. Zebrał i opracował Igor Sikirycki, ilustrował Krzysztof Henisz, Warszawa: Książka i Wiedza, 1951, s. 168. Krzysztof Henisz (1914–1978), malarz, rysownik, ilustrator książek i ceramik

To nie może być płytki spór polityczny, zmienia się język i zmienia się nasza wrażliwość, nie mówiąc o tym, że 24 lutego 2022 r. zmieniła się rzeczywistość pozajęzykowa. NA UKRAINĘ NAPADŁA ROSJA.

Już przed wojną…

Stanisław Szober w Słowniku ortoepicznym dopuszczał, wręcz zalecał w odniesieniu do kraju formy do Ukrainy / w Ukrainie.

Stanisław Szober, Słownik ortoepiczny, Warszawa 1937, s. 519

Dzisiejsze Wyczesane rozmowy

Tak o tym mówiłem w Wyczesanych rozmowach w Radiu Kraków, w rozmowie z red. Pawłem Sołtysikiem

W polszczyźnie także temat nie jest nowy. Dobry słownik omówił go już parę lat temu

W 2021 roku opublikowano artykuły prof. Renaty Przybylskiej (UJ) Przyimki i polityka (tom jubileuszowy TMJP, s. 162–169) oraz Marka Łazińskiego, obszerniejszy. Dyskusję wewnątrzukraińską opisuje artykuł w ukraińskojęzycznej Wikipedii, wiele argumentów filologicznych za dawną składnią na Ukrajini / na Wkrajini przytoczył Pantełejmon Kowaliw w artykule z 1972, opublikowanym w emigracyjnym, a więc wolnym od nacisku ideologii komunistycznej i wielkoruskiej, piśmie „Nowi dni”. Z naukowego punktu widzenia sprawa jest otwarta. Mówiąc na Ukrainie, nie jesteśmy antyukraińscy, tylko tradycyjni; mówiąc w Ukrainie, sygnalizujemy naszą dbałość o jednoznaczne poparcie dla państwa ukraińskiego.
Nie o to jednak toczy się spór, ale o życie ludzi i niepodległość Ukrainy.

ODA DO ŚLEDZIA

O ty! nędzny biedaku, śledziu wymoczony,
Co dziś wszystkie ozdabiasz izby i salony:
Kiedy dziś w ogólności tak cię bardzo cenią,
Rozbitki karnawału z dziurawą kieszenią,
Wykąpawszy dwie doby, jedzą pany, panie,
Przyjmij hołd ci należny i uszanowanie.
Chcąc ci oddać szacunek, gdy nadszedł Popielec,
Z wielką cię afektacją biorę na widelec,
A chociaż, dobrodzieju, dobrze to pojmujesz,
Że mi po salcesonie nie bardzo smakujesz,
Bo nie można po tobie pić lepszego łyku,
Jednak cię konsumuję — bo to mus jak w ćwiku.
Czterdzieści dni jak obszył, będziesz z nami pościł,
Niejeden się na ciebie będzie strasznie złościł,
Ale ty nic nie pytaj, i pal wciąż kazanie,
Niechaj mniejsze święcone przygotują panie,
Niech będzie mniej jaj, kiełbas, placków i ozorów,
A więcej na Wielkanoc prenumeratorów —
Zaręczyć za to mogę — że wszystkie redakcje
W nagrodę swoich zasług na twoje wakacje,
Bez dziękczynnej wdzięczności ciebie nie zostawią,
Z baryłek, coś w nich siedział, pomnik ci wystawią.

Ex-Bocian (= Faustyn Świderski).


Czy miasto może zniknąć ze świadomości, z mapy i z powierzchni ziemi? Czasem tak, i nie trzeba takich przypadków szukać w lasach Kambodży ani w Ameryce Południowej. Wystarczy wojna i rzeź. Kiedy indziej degradacja, otwarta na odnowienie, sprowadza miasto do rangi wioski, ledwie pamiętającej o swej chlubnej przeszłości.

W wieku XVII było Miasto Wystyce z cudownym obrazem PANNY MARYI:

Witaj, Wistycka Patrono,
Nas wszystkich pewna Obrono.
Wszędyś jest PANNA Cudowna,
Lecz w tym miejscu niewymowna…

(Cytuję z wydania: Piotr Hiacynt Pruszcz: Morze Łaski Boskiey; Ktore Pan Bog w Koronie Polskiey po rożnych mieyscách, przy Obrázách Chrystusa Páná, y Matki iego Przenayświętszey ná sercâ ludżi pobożnych, y w potrzebach rátunku żądaiących. z głębokośći miłosierdźia swego nieprzebránego, co dźień obfićie Wylewa. A żeby tá szczodrobliwa Łáská Boża wszystkim wiernym záwsze pokázywána, była wiádoma; Naprzod Przez Piotra Hyacyntha Prvszcza dobrze uważona, od ludźi bogoboynych z rożnych mieysc referowána, pilnie y szczerze ex Commissionibus loci Ordinariorum wypisana, y przez Druk do wiádomości Podana. Potym z Additámentámi swemi powtornie Roku P. 1740. Przedrukowana. Cum Gratia & Privilegio S. R. M. W Krakowie. W Drvkarni Akademickiey (1740).[pierwsze wydanie: 1662; opis estreicher.uj.edu.pl].)

Tak pisał w czasie chwały Pan Balcer (= Baltazar) Stanisław Przyłuski (publikował w latach 1635–1653).

Co potem?

Niełatwo w ogóle dojść, o jaką miejscowość chodzi. Jest! To Wistycze (Wikipedia podaje oboczne nazwy: Wistycze (błr. Вістычы; ros. Вистычи, hist. również Wistyce, Wistyca). Nieco wiadomości Google (dziękuję) pomógł odnaleźć w tekście Marcina Zglińskiego. W ostatniej ćwierci XVII wieku osiedli tam cystersi, podporządkowani klasztorowi w Wąchocku. Po roku 1831 przeniesiono do klasztoru dwóch kartuzów z Berezy (Kartuskiej), potem skasowano rzymskokatolicką parafię i, kościół oddano unitom, a oni mniej lub bardziej dobrowolnie stali się prawosławnymi. Od 1840 jest to cerkiew Podwyższenia Krzyża Świętego. 22 maja 1921 r. budynek przejęli katolicy, cerkiewne wyposażenie usunęli, ale władze państwowe były skłonne oddać świątynię prawosławnym. Zainteresowali się nią cystersi ze Szczyrzyca, ale nic z tego nie wyszło. Władze wojewódzkie oficjalnie przekazały zniszczony i zaniedbany kościół katolikom wiosną 1938 roku. Przedtem jakoby „kolejny opat szczyrzycki, Benedykt Biros, przewiózł do swej placówki cudowny obraz Matki Boskiej”. Wistycze były filią parafii czarnawczyckiej, ale przyszedł wrzesień 1939 i kościół zamknięto. W 1941, po inwazji niemieckiej, znów stał się świątynią prawosławną, ale w latach 1945–1986 zamkniętą przez Sowietów. W 2012 podjęto większe prace remontowe.
Fascynujące są dociekania dotyczące podobieństw, szkół architektonicznych.

Gdzie jest obraz?

W Szczyrzycu, w muzeum.

(…) wskutek niefortunnej powojennej konserwacji i rekonstrukcji ubytków malowidła w 1/3 szerokości po lewej stronie oraz w partii dolnej, błędnie odtworzono układ nóg Dzieciątka na równoległy oraz źle odwzorowano sposób ułożenia i udrapowania maforionu i sukni Marii. Do tego oprawiono ikonę w szeroką, złoconą ramę, niezgodną z tradycją malarstwa bizantyjskiego.

M. Zgliński przytacza wspomnienie Juliana Ursyna Niemcewicza, który tam dziękował za uzdrowienie z ospy:

Raz ja mały zachorowałem dość niebezpiecznie, ofiarowano mię do cudownego obrazu, a gdym wyzdrowiał, kazał moj ojciec zrobić votum, to jest wizerunek lany z czystego srebra, mnie maleńkiego; poszliśmy moi rodzice, panna dworska, służący, duży pajuk i ja piechoto do Wistycy na noc, by nazajutrz przy wotywie zawiesić ofiarowane ex votum. Nazajutrz poszliśmy do kościoła, a gdy miała wyniść wotywa, i Xiądz Opat miał już wyniść in pontificalibus, rozesłano dwa duże kobierce dla moich rodziców, dla mnie mały, położyliśmy się wszyscy krzyżem jak dłudzy, i przez całą wotywę śpiewaną pobożnie leżeli; zawieszono potem srebrny wizerunek u pozłacanego rękawa matki Boskiej. W czterdzieści kilka lat potem, gdym Wistyce odwiedził, widziałem jeszcze ten świecący się mój wizerunek, uległ zapewne powszechnemu dziś zniszczeniu.

Przemija postać

Nie ma obrazu, nie ma wotów, nie ma czci dla wistyckiego obrazu. Zmieniły się granice, struktura wyznaniowa i narodowa, mentalność.

Zmarłego Autora Zarysu dziejów języka polskiego kilkakrotnie widziałem podczas rozmaitych konferencji językoznawczych. Znakomicie przygotowane, pierwszy raz chyba w podkrakowskich Mogilanach w 1999 r., gdy czczono Jubilatów, dziarskiego do dziś prof. Jerzego Reichana i nieżyjącego już niestety prof. Bogusława Kreję.

W ciekawy sposób podszedł do nie zamkniętego od połowy lat 50. XX wieku problemu wyliczenia wpływów poszczególnych dialektów czy też dzielnic na kształt polskiego języka ogólnego. Profesor Walczak mówił i pisał na wiele tematów, ale przede wszystkim był znawcą polskiego słownictwa. Z wiedzy tej czynił użytek praktyczny, doradzał w książce uczącej mądrych postaw wobec elementów obcych.

Oficjalny nekrolog UAM

Z głębokim smutkiem zawiadamiamy,

że 1 lutego 2022 roku roku zmarł

prof. dr  hab. Bogdan Walczak

humanista, polonista, slawista, językoznawca,

wielki uczony, niepodważalny autorytet w całym środowisku naukowym,

badacz i znawca języka polskiego.

Profesor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu,

Profesor Akademii im. Jakuba z Paradyża w Gorzowie Wielkopolskim.

Autor ponad 1000 publikacji naukowych i popularnonaukowych z zakresu językoznawstwa

ogólnego i slawistycznego, historii języka polskiego, leksykografii, gramatyki historycznej

i współczesnego języka polskiego, onomastyki, kultury i poprawności języka.

W latach 1993–1999 dziekan Wydziału Filologii Polskiej i Klasycznej,

w latach 1999–2005 prorektor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Członek Komitetu Językoznawstwa Polskiej Akademii Nauk, Poznańskiego Towarzystwa

Przyjaciół Nauk (przez dwie kadencje wiceprezes Towarzystwa),

wieloletni członek Centralnej Komisji ds. Stopni Naukowych i Tytułu Naukowego,

członek zarządu Polskiego Komitetu Międzynarodowej Organizacji

Unifikacji Neologizmów Terminologicznych,

członek Komitetów Redakcyjnych i Rad Naukowych wielu czasopism.

Odznaczony m.in. Brązowym i Złotym Krzyżem Zasługi,

Krzyżem Kawalerskim OrderuOdrodzenia Polski, Odznaką Honorową Miasta Poznania,

Nagrodą Naukową Miasta Poznania, Odznaką „Za zasługi w rozwoju woj. poznańskiego”, Medalem Towarzystwa „Polonia”, Medalem Komisji Edukacji Narodowej,

tytułami: „Honorowy Obywatel Gminy Miłosław” i „Zasłużony dla miasta Kalisza”.

Uhonorowany godnością doktora honoris causa Uniwersytetu Pedagogicznego

im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie.

Odszedł od nas niedościgły mistrz,

wspaniały, cierpliwy i wyrozumiały nauczyciel,

wierny przyjaciel nie tylko językoznawców,

zawsze otwarty, chętny do pomocy, nieoczekujący podziękowań i wdzięczności,

człowiek wielkiego serca, ogromnej życzliwości dla ludzi i świata

oraz niebywałej skromności.

Wraz z odejściem Profesora skończyła się pewna epoka;

 pozostała pustka, której nie da się wypełnić.

Żonie Grażynie Wrońskiej-Walczak, Rodzinie i Przyjaciołom

składamy wyrazy głębokiego współczucia

pracownicy i studenci Instytutu Filologii Polskiej UAM

władze dziekańskie oraz społeczność Wydziału Filologii Polskiej i Klasycznej UAM

(https://uniwersyteckie.pl/ludzie-uam/prof-bogdan-walczak-czlowiek-uniwersytetu)