Woluntariusze pisani przez „u” pochowali się w słownikach i w tekstach siejących nam angielszczyznę na każdej rabatce. Za to wolontariusze i wolontariuszki przez „o” są na miejscu i ze swej woli, woli dobrej i woli czynienia dobra robią, co trzeba: pomagają, informują, wysłuchują, kierują, współpracują z organizacjami pozarządowymi (część z nich współtworzą) i państwowymi służbami oraz urzędami.

Wyczesane rozmowy, 24 marca 2022

W Radiu Kraków z red. Anną Piekarczyk opowiedziałem o zmienności znaczeń i form tej pożyczki pierwotnie łacińskiej.

W słowniku

Na placu

Na dworcu

Fot. Basia Loch. Źródło: https://www.facebook.com/malopolski.zhr/photos/a.902554753101800/5491635164193713

Na granicy

Źródło: L.J. Wierzbicka. Harcerskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej (HOPR ZHR)
Przejście graniczne Krościenko – Smolnica

Jest wojna, więc przyglądać się trzeba nie tylko agresji fizycznej i językowej, ale bardziej perfidnym manipulacjom językiem, historią i znaczeniami. Zbrodnie i kłamstwa. Smutne Wyczesane rozmowy z gorzkimi konstatacjami o wciąż dużej efektywności wywracania sensów.



W tle rosyjski frazeologizm o następowaniu wciąż na te same grabie, czyli poniekąd słuszne napomnienie, by nie popełniać stale tych samych błędów i nie padać ofiarą własnych manipulacji — ani mocarstwowych, ani narracji o niewinności i byciu obiektem nieuzasadnionej wrogości.

Zapiski prof. Hanny Taborskiej, znanej wielu slawistom pod swym „bibliograficznym” podwójnym nazwiskiem jako Popowska-Taborska, to lektura bardzo ciekawa, ale nie urocza. Autorka jest bowiem osobowością silną, choć często podkreśla swą bezradność wobec sytuacji wymagających życiowego sprytu czy użycia łokci w sprawach bytowych albo naukowych. Z drugiej strony – jakość jej prac naukowych broniła się sama, nawet gdy podłość w urzędniczych zarękawkach lub żądląca pod pozorem koleżeństwa usiłowały czynić despekty.

Hanna Popowska-Taborska, Zapisywane z doskoku, Wydawnictwo Akademickie SEDNO, Warszawa 2022

Hardość z uśmiechem na twarzy, humorystyczny wierszyk kwitujący absurdy ponurych lat stalinowskich, podziw dla koleżanki jeżdżącej na widzenia z mężem do Wronek czy Rawicza.

Sam się sobie dziwię, że zachwycam się i kręcę nosem równocześnie. Po tej refleksji, zamiast się opamiętać, brnę dalej. Mam niemały żal, poczucie zawodu dlatego, że przygotowując tekst do druku, autorka starała się „usunąć z niego partie zbyt silnie obciążone emocjonalnie oraz opisujące fakty mało interesujące przyszłego Czytelnika”. Do żalu dołącza niezgoda: a odkąd to autorzy cokolwiek wiedzą o przyszłych czytelnikach swoich dzieł i ich zainteresowaniach? Po tych zabiegach redakcyjnych znikają nie pikantne smaczki, bo nie tego oczekuję, ale opinie i fakty, świadectwo czasów, opisy zachowań osób, kulisy życia naukowego. Moje żołądkowanie się jest trochę bezczelne, ale doskonale autonomicznej prof. Taborskiej urazić nie jest w stanie, w żadnym razie też nie miałem takiego zamiaru.

Życie rodzinne i towarzyskie

Dbałość o formy, a formy te nie są typowe. Językoznawczyni była i jest tego świadoma, więc opisuje, analizuje, a my czytamy i reagujemy, jak umiemy.

Zresztą w ogóle tak zwane zwroty grzecznościowe są dziś w nieustannym odwrocie i ma się wrażenie, że ludzie boją się dziś „wygłupić”, zwracając się do siebie według dawnych konwencji. No, cóż, dodać do tego zapewne też należy, że w większości zwroty te są po prostu nieznane, a już na pewno całkiem obce. Tym chętniej — dla zaszokowania i wprawienia w osłupienie — używałam ich w strasznych, zatłoczonych ówczesnych sklepach w stosunku do ponurych i niegrzecznych ekspedientek: „Gdyby pani była tak łaskawa”, „Gdyby zechciała mi pani uprzejmie pokazać”, „Może byłaby pani tak dobra” — patrzyły wówczas zdumione i zaskoczone, że znalazła się „gupia jakaś” (tak właśnie — bez tego zbędnego „ł”), ale osiągałam swój (jakże trudny!) cel i zwracałam na siebie uwagę. W środowisku mego dzieciństwa zwrot „wy, kolego, mówiliście” słyszałam jedynie w ustach Ojca wobec kolegów z wojska i kolegów-lekarzy. „Na ty” przechodziło się wówczas rzadko— tak na przykład przyjaciel mojego Ojca, Barański, do końca życia mówił do mojej Mamy „pani Mario” i nikogo to w zasadzie nie dziwiło, choć znali się od wczesnej młodości. Mój Ojciec zwracał się do matki mojej Matki per „pani”, ona mówiła o nim „pan Stanisław”, a przecież mieszkali przez długie lata w tym samym mieszkaniu. Do dziś wydaje mi się też, jak trudno musi być mówić „mamo”, „tato” do teściów, którzy są w zasadzie obcymi ludźmi. W dzieciństwie kazano mi się do cioć i wujków zwracać poprzez „niech ciocia”, „niech wujek” i do dziś czuję się z tą formą nieporadnie. Do Rodziców mówiłam zawsze „ty”, choć znam do dziś domy, w których obowiązuje forma „niech tata”, „niech mama”.

Wyniosłe pominięcia?

Wygląda na to, że H. Taborska, w przeciwieństwie do swej wieloletniej współpracowniczki Ewy Rzetelskiej-Feleszko (Kamińskiej), autorki książki Życie we wspomnieniach, zamiast opisywać konkretne świństwa, wybrała przemilczenie, a czasem strategię pozwalającą o kimś z przeciwnego obozu ideowego i naukowego napisać dobre słowo. Zacne. Kompromisy? Rażą u innych, gorzej wychowanych.

Rebelia rymu

Agnieszka Taborska, córka swych rodziców, Hanny i Romana, literaturoznawcy i historyka teatru, tak w Tygodniku Powszechnym zapowiadała w ubiegłym roku mającą się ukazać książkę:

Jaką filozofię miała Pani mama?
To jest dopiero buntowniczka o żelaznych zasadach! Swoje życie zaczęła opisywać, kiedy po raz pierwszy wyjechałam do Stanów w 1988 r. i nie było wiadomo, jak się dalej wszystko potoczy. Mama uznała, że już się pewnie więcej nie zobaczymy i lepiej spisać dla mnie dzieje rodziny. Koniec końców powstała spora książka, która pod tytułem „Zapisywane z doskoku” ukaże się w najbliższych miesiącach. Urodzona w 1930 r. Hanna Taborska odznacza się świetną pamięcią. Zawsze żyła w sposób całkowicie wierny sobie. Ma nie tylko wszelkie możliwe językoznawcze honory naukowe, ale też tytuł Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata. W warszawskim mieszkaniu dziadków ukrywało się wielu zaprzyjaźnionych Żydów, m.in. ocalona z getta przez działającego w Żegocie dziadka szkolna koleżanka mamy.
A ta filozofia mamy?
Rebeliancka. Na studiach żadne komunistyczne organizacje, żadne pochody pierwszomajowe, potem żadnych partyjnych znajomych, zaangażowanie w Solidarność i konspirację, zero związków z Kościołem. Krótko mówiąc, niewygodne wybory. Jedno z moich traumatycznych wspomnień dzieciństwa dotyczy jazd autobusami, gdy mama do mnie, kilkulatki, wygłaszała głośne krytyki ustroju. Prawdziwi adresaci tych monologów udawali głuchych.

Dyskretny urok rebelii, Tygodnik Powszechny

Tak więc egzamin z marksizmu-leninizmu przy okazji doktoratu łatwiej było oswoić przewrotnie sierioznym wierszykiem, który muszę zacytować:

Pierwsze prawo dialektyczne:
że wszystkie ciała są styczne.
Na dodatek, miły zuchu,
ciała te są w ciągłym ruchu,
a na domiar jeszcze (psiakość!)
ilość wciąż przechodzi w jakość.
Zaś na końcu was zadziwię:
postęp w walce jest przeciwieństw.

Perspektywa książki jest zdecydowanie kobieca.

Dwa drobiazgi redakcyjne

Gdy się redaguje książkę napisaną przez językoznawcę, można ulec złudnemu przekonaniu, że nie ma w niej żadnych błędów. Niesłusznie. Rażą więc jakieś zapisy typu „nienajlepszy” i inteligenckie błędy składniowe. Profesor Taborski, który podobnie jak jego żona tuż po studiach pracował w Państwowym Instytucie Wydawniczym, by się gorszył:

To było jedno z najlepszych polskich wydawnictw, do dziś kiedy widzę pięknie wydaną książkę z niedoróbkami redaktorskimi, mówię sobie: „w PIW-ie coś takiego nie byłoby możliwe”.

Gazeta Wyborcza. Warszawa, 18.01.2022

Drugi drobiazg jest ciekawszy. Mianowicie forma kwieciarnia — uchodząca za krakowską, a pojawia się w autorskiej narracji na stronie 359.

Miesięcznik „Kraków” nazywa się teraz „Kraków i Świat”. Bardzo dobry tytuł, bo Kraków nie jest odizolowany i pogrążony w samozachwycie.

W numerze marcowym dwa artykuły wstępne napisał Witold Bereś. Ten niby zwykły, bardzo gorzko mówiący o niemocy państwa wobec pandemii i społecznej bezradności lub obojętności. Ale że przyszedł tłusty czwartek 24 lutego i za wschodnią granicą „zaczęło się piekło”, przypominające wrzesień roku 1939, na osobnej kartce pojawił się więc bardziej aktualny artykuł naczelnego o Ukrainie i o nas. Z okładki patrzy na nas głębią własnych przeżyć i zagranych ról jubilat Jerzy Trela, w środku zaś mnóstwo materiałów o lekarzach, od legendarnych patronów ulic, szkół i szpitali jak Rydygier, Cybulski i Bujwid, przez Edelmana, Szczeklika, Skotnickiego do Jacka Madeja, Anny Chrapusty, Mikołaja Spodaryka. Lekarza! — to wołanie nie milknie. Wśród mnóstwa działań i słów sto stron „Krakowa i Świata” to nie ucieczka, lecz spotkanie i otucha. Warto czytać.

Tak było kilkadziesiąt lat temu, tak dzieje się i dzisiaj. Nagle sformułowanie „żyć bez kłamstwa” nabiera treści, nagle „siła bezsilnych” nie budzi cynicznego uśmiechu tymczasowo sytych.
Wziąłem do ręki książkę ze świadectwami „ludzi radzieckich”, którzy w jakimś momencie swojego życia, nieraz wręcz jakby przypadkiem, postanowili sprzeciwić się mechanizmom systemu, z którym niby dało się jakoś współistnieć.

Rosja 2022

Kamran Manafły. Камран Манафлы

Nie chodzi o hagiografię ani porównywanie cierpienia bombardowanych z przykrościami (tylko) prześladowanych. Chodzi o impuls sumienia. Nauczyciel geografii Kamran Manafły (lat 28) napisał kilka niezależnych zdań w mediach społecznościowych. Nie usunął ich na wezwanie dyrekcji. Nie przeprowadził propagandowej lekcji z uczniami. Jego życie bardzo się zmieni.

«Жить надо так, чтобы совесть не мучила. Недавно в школе мне сказали: «У вас не может быть никакой позиции, кроме как официальной, государственной». Так вот, у меня есть свое мнение! И не только у меня, у многих учителей есть свое мнение. И знаете что? Оно явно не совпадает с мнением государства. Я не хочу быть зеркалом государственной пропаганды, я горжусь тем, что я теперь не боюсь писать об этом, я горжусь тем, что я учитель! Меня моя совесть не мучает. Люблю абсолютно каждого ученика, который у меня был, есть и будет».

Tatiana Bricka, Nowaja Gazieta, 11 marca 2022

Ma swoje zdanie, inne niż państwowy punkt widzenia. Trzeba żyć tak, żeby sumienie nie męczyło. A przeciw niemu strach i podłość — oraz prawo pracy; nie przeprowadził lekcji w dniu, w którym nie wpuszczono go do szkoły. Logiczne.

W czasie wojny różnice językowe bywają przyczyną zabijania ludzi. W czasie pokoju i w pokojowej atmosferze systemowe odrębności fonetyczne łatwo zniwelować. Wie to każdy, kto biesiadował w zróżnicowanym narodowo słowiańskim gronie.
Szybolet to słowo, którego wymowę sprawdzali Galaadczykowie (tłumaczenie księdza Wujka):

Mówili mu Galaadczykowie: Czy Efratejczykeś ty? który gdy mówił: Nie jestem. Pytali go: Mówże „Szibboleth” (co się wykłada „kłos”). A on odpowiedał „Sibboleth”, tąż literą kłosu wyrazić nie mogąc. I wnet poimawszy go zabijali.

Księga Sędziów 12, 5–6

Tak było i w Krakowie po buncie wójta Alberta:

Rocznik dominikański (Krasińskich), MPH III, s. 133

Wyczesane rozmowy

I o tym mówiłem dziś z Radiu Kraków. Zapraszam do posłuchania.

Ukraina

Od dawna przedmiotem językowych testów ukraińsko-rosyjskich było słowo паляниця (palianycia), w którym Rosjanom sprawia trudność fonetyczną miękkie c pod koniec wyrazu.

Polska 2022

Gdy włączymy dopalacz chęci zrozumienia, ludzkości, różnice językowe mogą być tylko przedmiotem pogawędki przy herbacie. I oby tak było. Kineć. Konec. Kaniec.

Józef Chociszewski, urodzony w Chełście w roku 1837, jako 24-latek opublikował pracę o wielkopolskich przysłowiach pt. Przysłowia ludu wielkopolskiego, zawierające spostrzeżenia na różne dni, miesiące i pory roku [LINK do tekstu]. Z ust ludu zebrał Tworzymir. Nagrałem o jednym z nich i o interpretacji jego zapisu dialektologiczną gawędę.

A jak się mówiło i mówi w Krakowie na sąsiednie miasto, dziś dzielnicę? Kaźmirz!

Krzysztof Henisz [matka z dzieckiem, wojna]

Najlepszym elementem tego wiersza jest zamiana służącej imperializmowi Coca-Cola (nazwa 70 lat temu nieodmienna) na wodę nadziei. Ta tyrada przeciwko napojowi, który ogłupia, jakoś mi się przypomniała przy okazji doniesień o początkowym niedołączeniu się do opuszczania Rosji przez zachodnie marki.

Adam Ważyk, Piosenka o Coca Cola, [w:] Wiersze o braterstwie. Zebrał i opracował Igor Sikirycki, ilustrował Krzysztof Henisz, Warszawa: Książka i Wiedza, 1951, s. 167–168

Dobrze wam było pić Coca-Cola.
Ssaliście naszą cukrową trzcinę,
zjadali nasze ryżowe pola,
żuliście kauczuk, złoto, platynę,
dobrze wam było pić Coca-Cola.

My, co z bagnistych piliśmy studzien,
dzisiaj pijemy wodę nadziei,
męstwo, którego źródło jest w ludzie,
pijemy wodę w górach Korei,
my, co z bagnistych piliśmy studzien.

Po Coca-Cola błogo, różowo
za parę centów amerykańskich
śniliście naszą śmierć atomową,
pięć kontynentów amerykańskich.
Po Coca-Cola błogo, różowo!

My, co pijemy wodę nadziei,
wiemy, gdzie sięga dziś nasza wola:
wyszliście z Chin, wyjdziecie z Korei,
my wam przerwiemy sen Coca-Cola,
my, co pijemy wodę nadziei.

Komentarz (niekonieczny)

O zaangażowaniu biznesu w gospodarkę Federacji R., która napadła na Ukrainę, powiedziano wiele kąśliwych uwag. 4 marca 2022 r. zarzucono koncernowi bezduszny koniunkturalizm.

Zdjęcie
grafika z 4 marca 2022, cytuję za Twitter

5 marca narażono akcjonariuszy na spadek przychodów, choć butelka nie kosztuje już paru centów.
Autorem wiersza jest Adam Ważyk, wówczas komunista, ale jednak poeta. Swą drogę poetycką zamykał jako tłumacz Horacego i warto o tym pamiętać, mimo że nie musimy zapominać o jego wierszach zaangażowanych.


Także grafika przedstawiająca kobietę (matkę) z dzieckiem uciekającą przed grozą wojny może mieć wymiar bardziej uniwersalny niż w antologii z 1950 r.

Ilustracja: Wiersze o braterstwie. Zebrał i opracował Igor Sikirycki, ilustrował Krzysztof Henisz, Warszawa: Książka i Wiedza, 1951, s. 168. Krzysztof Henisz (1914–1978), malarz, rysownik, ilustrator książek i ceramik

To nie może być płytki spór polityczny, zmienia się język i zmienia się nasza wrażliwość, nie mówiąc o tym, że 24 lutego 2022 r. zmieniła się rzeczywistość pozajęzykowa. NA UKRAINĘ NAPADŁA ROSJA.

Już przed wojną…

Stanisław Szober w Słowniku ortoepicznym dopuszczał, wręcz zalecał w odniesieniu do kraju formy do Ukrainy / w Ukrainie.

Stanisław Szober, Słownik ortoepiczny, Warszawa 1937, s. 519

Dzisiejsze Wyczesane rozmowy

Tak o tym mówiłem w Wyczesanych rozmowach w Radiu Kraków, w rozmowie z red. Pawłem Sołtysikiem

W polszczyźnie także temat nie jest nowy. Dobry słownik omówił go już parę lat temu

W 2021 roku opublikowano artykuły prof. Renaty Przybylskiej (UJ) Przyimki i polityka (tom jubileuszowy TMJP, s. 162–169) oraz Marka Łazińskiego, obszerniejszy. Dyskusję wewnątrzukraińską opisuje artykuł w ukraińskojęzycznej Wikipedii, wiele argumentów filologicznych za dawną składnią na Ukrajini / na Wkrajini przytoczył Pantełejmon Kowaliw w artykule z 1972, opublikowanym w emigracyjnym, a więc wolnym od nacisku ideologii komunistycznej i wielkoruskiej, piśmie „Nowi dni”. Z naukowego punktu widzenia sprawa jest otwarta. Mówiąc na Ukrainie, nie jesteśmy antyukraińscy, tylko tradycyjni; mówiąc w Ukrainie, sygnalizujemy naszą dbałość o jednoznaczne poparcie dla państwa ukraińskiego.
Nie o to jednak toczy się spór, ale o życie ludzi i niepodległość Ukrainy.

ODA DO ŚLEDZIA

O ty! nędzny biedaku, śledziu wymoczony,
Co dziś wszystkie ozdabiasz izby i salony:
Kiedy dziś w ogólności tak cię bardzo cenią,
Rozbitki karnawału z dziurawą kieszenią,
Wykąpawszy dwie doby, jedzą pany, panie,
Przyjmij hołd ci należny i uszanowanie.
Chcąc ci oddać szacunek, gdy nadszedł Popielec,
Z wielką cię afektacją biorę na widelec,
A chociaż, dobrodzieju, dobrze to pojmujesz,
Że mi po salcesonie nie bardzo smakujesz,
Bo nie można po tobie pić lepszego łyku,
Jednak cię konsumuję — bo to mus jak w ćwiku.
Czterdzieści dni jak obszył, będziesz z nami pościł,
Niejeden się na ciebie będzie strasznie złościł,
Ale ty nic nie pytaj, i pal wciąż kazanie,
Niechaj mniejsze święcone przygotują panie,
Niech będzie mniej jaj, kiełbas, placków i ozorów,
A więcej na Wielkanoc prenumeratorów —
Zaręczyć za to mogę — że wszystkie redakcje
W nagrodę swoich zasług na twoje wakacje,
Bez dziękczynnej wdzięczności ciebie nie zostawią,
Z baryłek, coś w nich siedział, pomnik ci wystawią.

Ex-Bocian (= Faustyn Świderski).