by Artur Czesak·Możliwość komentowania Zielona strzałka. W lewo została wyłączona
To jest migawka, czyli nie ma tu wiele tekstu. Interesuje mnie, w jakich jeszcze miastach, oprócz przedstawionego na zdjęciu, praktykuje się w sygnalizacji zieloną strzałkę w lewo.
Końskie, miasto powiatowe w woj. świętokrzyskim
Tak, w lewo
Zielona strzałka w lewo. Rzadkość?
Bezpieczeństwo ruchu drogowego w państwie dość scentralizowanym polega m.in. na w miarę jednolitym systemie oznakowania.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Prof. Bralczyk a język śląski została wyłączona
To zbyt skomplikowane, albo zbyt lekko traktowane. Osiem lat temu ukazała się rozmowa, którą mój uczony kolega Henryk Jaroszewicz, uczony i uczeńszy ode mnie, kolekcjonujący fascynujące wypowiedzi językoznawców polskich o statusie języka (języków, etnolektu, dialektu, dialektów, gwary, gwar etc.) Górnoślązaków i Górnoślązaczek, na pewno opatrzyłby jakimś celnym przymiotnikiem. Mnie brakuje języka w gębie. To rozmowa redaktor Agnieszki Kublik, dziennikarki pytającej, ale mającej jakąś wiedzę i pogląd, z profesorem Jerzym Bralczykiem, który o języku polskim wie mnóstwo, a ponadto umie to pięknie i efektownie powiedzieć (wyborcza.pl, 8.04.2011).
Tytuł i streszczenie zarazem brzmi: Prof. Bralczyk: Śląski jest piękny, ale to dialekt. Niemało jest w tym tekście ślizgania się po temacie, mieszania wspomnień i relacji osobistych z tym, co należy do powszechnych przekonań polskiego językoznawstwa z rangą aksjomatu, nie zawsze zasłużenie. Oto przykład:
Wielu wiele napisało, że to nie takie oczywiste, a objaśnianie kwestii skomplikowanych w wywiadzie dla prasy codziennej zwykle precyzji wywodu szkodzi. Środowisko polskich językoznawców ma zniuansowane zdanie na wspomniany temat, więc niecelny to argument ex authoritate. Takoż dawność nie musi skutkować uznawaniem za piękne, ani podhalański w książkach nie jest zwany dialektem, ani wszystkie inne dialekty nie charakteryzują się zwłaszcza zanikaniem. Rzec zaś, że „śląski” jest grupą dialektów, chętniejszy jest Dariusz Jerczyński, autor Historii narodu śląskiego, konsekwentny zwolennik odrębności narodowej i językowej Śląska od Polski i w takie optyce postrzegający dzieje naszej części Europy, niż większość polonistów językoznawców. Co więcej, Jerczyński to rzekł:
Grupa dialektów to wszak… język, gdy się na to spojrzy pod odpowiednim kątem.
Przypomniałem to sobie, bo oglądałem, a raczej, usiłując sprzątać biurko i okolice, słuchałem wykładu profesora Jerzego Bralczyka, wygłoszonego 19 marca 2019 r. na Uniwersytecie Warszawskim. Wykład jest o języku, polskim, o tym, czy i jakim bywa problemem, a jakie problemy są z nim. Warto posłuchać. Jednak we fragmencie, który zaznaczyłem (1:04:55), zmęczony już nieco mówca, uwzględniając retorycznie dobro zmęczonych — być może — słuchaczy, mówi, o czym nie mówi:
(…) już nie mówię o innych problemach językowych, problemach z różnymi językami, jak kaszubszczyzna, śląski język (…)
Rzeknę tylko tyle: zasada niesprzeczności jest ważna, a terminów, których używamy, nie należy rozciągać zanadto, nie żonglować nimi, bo trza, żeby terminologiczne były.
Gdyby to był temat tabloidowy, to może jakiś regionalny brukowiec napisałby clickbaitowy nagłówek:
Sensacja! Profesor mówi o śląskim języku!
Tak jednak nie jest, profesor powiedział o śląskim tuż przed wnioskami, zbierając myśli, sygnalizując, że można by o nim coś powiedzieć, ale może przed tym audytorium i tego dnia nie warto. Jeśliby to miało być to samo co w Wyborczej przed ośmiu laty, to zresztą rzeczywiście.
Jeszcze profesora dopytano o śląski i odpowiadał, powołując się na argumenty językowe, i uznał pewien stopień odrębności, wspomniał politykę, integrację narodową, profesora Pisarka („najpiękniejszy polski dialekt”) oraz dał mu pewne szanse.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania A w Krakowie #02 została wyłączona
Są sprawy rangi dziejowej, jest życie codzienne. Z życiem wiąże się picie. Na przykład piwa, choćby i w pięknej dla niektórych epoce przed pierwszą wojną. Cóż może zakłócić liberalną sielankę? Podwyżka cen piwa.
Okocim — twardo- czy miękkotematowy?
Teraz retardacja. Zanim ukażemy problem piwny i jego rozwiązanie, zastanowić się musimy chwilkę, od czego zależy, czy się odmienia: 1) w Okocimiu, 2) w Okocimie. Od tego mianowicie, czy uznajemy końcowe –m za twarde czy miękkie. W XIX wieku nawet proponowano wprowadzenie do polskiej pisowni stosownego rozróżnienia przez kreskowanie. Gdyby napisano np. Radoḿ, byłoby jasne, że dopełniacz = Radomia, a miejscownik — Radomiu. Słonim przez m bez kreski zmiękczającej powodowałby, że trzeba by pisać do Słonima, w Słonimie. W Grammatyce do szkół narodowych Kopczyńskiego, na klassę II (1819), którą zwykło się chwalić jako osiągnięcie Komisji Edukacji Narodowej, post mortem i na wyrost, używano takiego kreskowanego m. Przykład: tryb rozkazujący czasownika łámać (tak, kreskowane á też wówczas zalecano, ale odwrotnie niż w wieku XVI i XVII, miało się je czytać jako zbliżone do o):
A tak! Liter w polszczyźnie było znacznie więcej, niż się współcześnie myśli. Toż i nasze o z ogonkiem to wprawdzie był prima aprilis, ale nie fejk.
Nacisk ma sens?
Wracajmy jednak do Krakowa. Co przejęło obywateli? — podwyżka cen piwa. Czym zagrozili? — że przestaną pić. Co uzyskali? — sukces!
Pan Götz ustąpił, żeby marka trwała. Zwracam też uwagę na pisownię konsumcji. Teraz wymawiamy z wyraźnym p, pod wpływem pisma zapewne.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Wieloznaczność została wyłączona
Dobrze jest umieć dostrzec w słowach ich nieoczekiwany potencjał. Mnie na przykład zastanowiło, czy od utylitarnej polityki można utyć. Skoro liczy się żołądek.
Egzaminacyjna zagwozdka
Do takiej aktywności i poczucia uciechy z rozwiązania (a może nawet rokmninienia) zachęciła gimnazjalistów Centralna Komisja Egzaminacyjna. Dobrze, że nie kazano napisać, które mnie jest zaimkiem (ja w bierniku), a które czasownikiem (miąć). To bowiem zależy od interpretacji czytelnika i rozłożenia akcentu w zdaniu, którym jest utwór podany do zanalizowania. Może być przecież: a) Życie (co robi?) mnie (kogo?) mnie. b) Życie (kogo?) mnie (co robi?) mnie.
Interpretacja „człowiek mierzy się z przeciwnościami losu”, trzeba przyznać, możliwa jest chyba tylko drogą eliminacji tych jeszcze mniej prawdopodobnych. Wszak wyznanie miętego człowieka (lirycznego podmiotu) nie musi oznaczać, iż on heroicznie walczy i mierzy się, tylko że jest przedmiotem miotanym i miętym. Ale podobno z testami się nie dyskutuje. I dlatego o oświacie wciąż trzeba dyskutować, żeby nie zakrzepła.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Twórczy piątek na Ficinusie została wyłączona
Pewnie trzeba by zacząć od tego, co to Ficinus. Mieszkańcy Rudy Śląskiej wiedzą, ale inni niekoniecznie. To unikatowe osiedle patronackie z 1867 r. Te domy mają 150 lat!
W pomieszczeniach parafii ewangelicko-augsburskiej odbyło się 29 marca „Spotkanie ze ślonskom godkom”.
Spiritus movens Bronisław Wątroba z aparatem
Rymy wesołe i pobożne oraz opowieści o życiu śląskim i po śląsku.
Rymowane trawestacje ewangelii to nowy gatunek tekstu, do którego trzeba będzie podejść z namysłem.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania A w Krakowie #01 została wyłączona
A w Krakowie, proszę Państwa, do tradycji należy protestowanie przeciwko rozbieraniu różnych budynków. Tutaj moje serce oczywiście jest po stronie konserwatystów i konserwatorów, bo gdy się dziś pomyśli, że za przeznaczony do rozbiórki uważano na przykład kompleks kościoła Świętego Idziego, tę perełkę gotyku i pamiątkę pięknie przez Galla Anonima opisanej legendy o cudownych narodzinach Bolesława Krzywoustego, to można uznać, że z burzeniem zawsze można poczekać.
Kraków, kościół św. Idziego, gotyk w cieniu
Atoli jest też krakowską tradycją, jak się okazuje, protestowanie przeciwko planom wybudowania czegokolwiek nowego. Zwykle argumenty dotyczą tego, że cała sprawa jest niepotrzebna. Sam dobrze pamiętam, jak to zbędne miały być zaplanowane przez prezydenta Gołasia nowe mosty: Zwierzyniecki i Kotlarski, a może i ten w Mogile, a już zupełnie niedawno niepotrzebne i marnotrawne miało być budowanie dwóch centrów konferencyjnych, czyli ICE na rondzie Grunwaldzkim i Tauron (jeszcze Tauron?) Areny. Jedne i drugie dziś pełne i życia w mieście bez nich wyobrazić sobie nie sposób.
Jakże się więc nie rozczulić, czytając w Dzienniku Krakowskim z 10 kwietnia roku 1897 następującą notatkę:
Grono obywateli miasta naszego prowadzi żywą agitację w sprawie zaniesienia protestu do rady miejskiej przeciw oddaniu placu Szczepańskiego pod budowę gmachu dla Towarzystwa Sztuk Pięknych. Pod odnośną petycję zebrano dotąd bardzo wielką ilość podpisów poważnych osób ze wszystkich sfer.
Dziennik Krakowski, 10.04.1897Pałac Sztuki (1898–1901) od strony placu Szczepańskiego
To piękne i ciekawe, dowodzi istnienia nieskrępowanej debaty publicznej w trzydzieści lat po nadaniu Galicji autonomii. Trzeba by chyba głębiej poszukać, żeby znaleźć na przykład ślady protestów przeciwko burzeniu na przełomie wieku XVIII i XIX opuszczonych kościołów. Pisałem tu przecie niedawno choćby o kościele Świętej Gertrudy, którego również szkoda. A nawet ocalenie fragmentu murów miejskich przeszło do legendy, jako uzasadniane podobno ochroną przed wiatrem wiejącym od Warszawy (przez Kieleckie) ulicą Floriańską, który miałby powodować obrazę moralności i zagrożenie zdrowia z powodu podwiewania sukien pannom i paniom z kościoła Panny Maryi wychodzącym.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Dialogi pozorne została wyłączona
Znany bloger Górnośląski Łukasz Tudzierz (https://tuudi.net/ — polecam) zapytał wicemarszałka Wojciecha Kałużę o język śląski, a ten mu odpowiedział o odmianach gwar śląskich. Podaję cytat, żeby nikt nie posądził mnie o manipulowanie terminologią:
Czy w porozumieniu, które zawarł Pan w momencie wejścia w koalicję z Prawem i Sprawiedliwością, a o którym wspominał Pan podczas konferencji prasowej – znalazły się ustalenia dotyczące zachowania śląskiej kultury i języka śląskiego?
Jako osoba na co dzień posługująca się gwarą śląską, wiem jaką ma ona wartość dla wielu ludzi w naszym regionie dlatego uważam, że zasadnym jest zorganizowanie projektu, który będzie wspierał trwanie i różnorodność odmian gwar w naszym województwie.
Oba te bieguny terminologiczne pokazują, że oczywiście kwestia statusu tak zwanego etnolektu górnośląskiego dla wielu wciąż jest otwarta, a nawet można by rzec, że im bardziej ktoś ogłasza, że istnieje językśląski, tym bardziej adwersarze tego stanowiska skłonni są pomniejszać sprawę i używać terminów, które nie oznaczają już całej, jak się to tradycyjnie mówiło, terytorialnej odmiany polszczyzny, dla której najwłaściwsze określenie w tym paradygmacie to dialekt śląski. Użyto formy niejednoznacznej i w pewnym zakresie błędnej gwara śląska (skoro zapewne chodzi o gwarę Żor i najbliższej okolicy, a nie zespół cech językowych w jakiś sposób zunifikowany w jeden system komunikacyjny). Nawet nie powiedziano o niemożliwych do połączenia w jeden język gwarach śląskich, ale już mamy nowe pojęcie: odmiany gwar śląskich. To zupełnie chybione ujęcie, bo może dotyczyć języka, słownictwa, mówiąc ściślej, na przykład śląskich kowali albo górnośląskich bibułkarek, albo słownictwa pasterskiego części Beskidu Śląskiego, albo np. odmiany gwary cieszyńskiej, jeśli można by tak powiedzieć (może dialektu cieszyńskiego) w jakichś szczególnych uwarunkowaniach, na przykład na przełęczy najbliższej Małopolsce.
Jest to bardzo twórcze połączenie haseł poprzedniej partii pana marszałka i obecnych jego mocodawców. Ta twórcza synteza polega na tym, że używa się sformułowania wspieranie różnorodności, mimo że politykę mamy obecnie raczej centralistyczną i unifikacyjną. Skoro jednak w tym zakresie chodzi o to by różnorodność trwała, to skojarzenie ze starożytnym divide et impera nasuwa się samo.
W czasopiśmie Chochlik wszystko już opisano, ale liberalizm owoczesny utonął we krwi wojen światowych i schował się ze strachu przed tym, czego trzeba się bać.
W każdym razie dialog jest pozorny, terminy nieuzgodnione i wszystko jest płynne, ale niekoniecznie nowoczesne.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Dobra zmiana. Nosowe o będzie zapisywane jako o z „ogonkiem” została wyłączona
Wreszcie – chciałoby się zakrzyknąć. Ileż lat można wpierać dzieciom, że literka A z ogonkiem ma być odpowiednikiem unosowionego o (w zapisie fonetycznym [õ]. Ta jawna nielogiczność w pisowni jest, jak stwierdzają ortolodzy, przyczyną niepowodzeń szkolnych i dysgrafii, zdarzającej się nierzadko dzieciom zdolnym, samodzielnie postrzegającym i porządkującym zjawiska, a mniej podatnym na przemocowy dyskurs autorytetów. Na posiedzeniu Rady Języka, pod nowym przewodnictwem, dyskutowano nad zmianą, która przywróci wiarę w sens naszej pisowni.
Wǫsy, a nie wąsy, włǫczać, a nie włanczać
Nie jest to bynajmniej zmiana zupełnie bezpodstawna i bez precedensu, jak zapewne zakrzykną zwolennicy starego porządku i nazywania zapisywania (nosowego) o przez a. Już bowiem w roku 1860 wydrukowano przekład Thackeraya Snoby, w którym najsłuszniej użyto właśnie litery ǫ w miejscach, gdzie siłą bezmyślnej inercji powielano błąd drukarzy krakowskich z wieku XVI i pisano ą.
Oczywiście obieg dokumentów potrwa jeszcze kilka miesięcy, a kto wie, czy nie utkną one gdzieś, także z powodu kampanii wyborczych, w osławionych uzgodnieniach międzyresortowych. Wszak MEN debatuje z nauczycielami o pieniądzach, więc gdyby trzeba im było teraz jeszcze powiedzieć, że wchodzi — potrzebna — zmiana w ortografii, ci będą mieli kolejny argument, by żądać podwyżki „ortograficznej” z powodu konieczności nabycia nowych kompetencji zawodowych. Kosztów żadnych nie będzie, ponieważ większość tego, co się pisze, ma również swoją wersję elektroniczną, a dzięki tzw. ustawie ACTA2 będzie można jednym zarządzeniem zmienić w dokumentach elektronicznych wszystkie ą na ǫ — i po kłopocie.
Mówi się, że zmiana ma wejść w roku 2020, ale już dziś można się zaczǫć przyzwyczajać. Zwłaszcza że nowi maturzyści, kończǫcy czteroletnie już licea, majǫ na maturze używać nowego zapisu ǫ. Gorǫco popieram.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Co ze starych map wynika? została wyłączona
Nie wiem, czy często się zagląda do zdigitalizowanego m.in. przez RCIN dzieła Atlas Silesiae id est Ducatus Silesiae generaliter quatuor mappis nec non specialiter XVI mappis tot principatus repraesentantibus geographice exibitus (1750).
Na poniższej mapie ciekawa wydaje się Silesia Media — Śląsk Średni bądź Środkowy.
Śląsk Dolny, Średni, Górny
Jest to z pewnością źródło materiału do refleksji, być może te podziały granic wolnych państw, księstw i parafii w jakiś sposób „subsystują” do dziś.
Tu migawka dla jakże żywotnych dziś kulturotwórczo okolic Rybnika i Wodzisławia — należących do osobnych organizmów administracyjnych. Czy te różnice się w jakikolwiek sposób utrwaliły. A może one odzwierciedlały dawne podziały? Kiedy się patrzy na mapy tamtych terenów, ciągle można myśleć o starodawnych Gołęszycach, tajemniczych i ciekawych.
Co oczywiste — Biała, Bestwina, Brzeszcze nie należą do Śląska. Co mniej oczywiste — Chełm (dziś: Chełm Śląski) i Jemielin (dziś: Imielin) są w ziemi krakowskiej. Dziwny ten nasz środkowoeuropejski świat. I te drobne regulacje granic powodowały, że na początku wieku XX Kazimierz Nitsch zanotował, że się mieszkańców Imielina wyzywało od Polaków.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Dzień Jedności Kaszubów 2019 została wyłączona
19 marca
Dziewiętnasty marca to imieniny Józefa, w Krakowie stojące w korkach autobusy ozdobione są miejskimi biało-błękitnymi chorągiewkami, bo Święty Józef — jak się okazuje — jest patronem Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa. Z przekory i z chęci poznawania innych miejsc (ale broń Boże nie z kierowany ojkofobią!) udaję się myślą i słuchem na Kaszuby. Dziś się słucha Radia Kaszëbë, bo 19 marca to Dzień Jedności Kaszubów — Dzéń Jednotë Kaszëbów.
Co jest stolicą Kaszub?
Teraz by się zdawało, że Gduńsk, kłóciły się o to miano jakoby Wejherowo, Kartuzy i Kościerzyna. Nie jest to proste, bo Królowa rezyduje w Sianowie, a ksiądz biskup w Pelplinie. Gdy się weźmie porządny kontrreformacyjny podręcznik do geografii (taki jest w miarę pewny, bo nie tknęły go żadne nowomodne reformy oświaty— ani Jędrzejewicza, ani Zalewskiej) — to jest: Philipp Clüver, Introductio in universam geographiam, tam veterem, quam novam, Brunszwik 1678, można wyczytać, że najważniejsze są Chojnice!
A pozostałe grody to Człuchów, Bytów i Lębork. Wszystko się zmienia. Jeszcze sto lat temu mało kto grał na akordeonie, a dziś jest to nieodłączny element kaszubskiego ludowego świętowania — bicie rekordów w liczbie grających itp. jarmarczne nieco atrakcje. Uniwersytet Gdański dnia tego intensywnie zaś promuje kierunek etnofilologia kaszubska.
Prof. Marek Cybulski to najwyższej klasy językoznawstwo z arcyludzką twarzą
Zachęca się ludzi do realizacji zawodowej w społeczności posługującej się językiem regionalnym (jak nazywa Kaszubów nie bez ich zgody stosowna ustawa).
Dzień Jedności Kaszubów i kaszubski książę
Kaszubska Wikipedia nie pisze dokładnie, o którego księcia chodzi, a dodaje, że tytułował się tak również Barnim I.
Dzéń Jednotë Kaszëbów – swiãto ùsôdzoné dlô pamiãcë ò pierszi zmiónce ò Kaszëbach. Papiéż Grégòr IX 19 strëmiannika 1238 rokù wëdôł pierszi dokùmeńt z mionã Kaszëbë – „ksyżã Kaszëb” (duce Cassubie). Pòtemù ksyżëc Zôpadny Pòmòrsczi nôsy titel dux Slauorum et Cassubie tj. ksyżëc Słowiónów ë Kaszëb. Negò titla brëkòwôł jesz ksyżëc Barnim I (1210 – 1278).
Tekst bulli jest dostępny w trzech językach tutaj, a obrazek z Codex diplomaticus Brandenburgensis poniżej:
Raczej jest bardziej prawdopodobne, że papieżowi chodziło o zmarłego w 1187 r. księcia Bogusława I, pochowanego w nieistniejącym już dziś klasztorze w Grobi na wyspie Uznam. Tak to już jest z tymi świętami, że nic nie jest pewne, ale świętować je fejn.
Conclusio
Kaszubom z okazji ich święta życzę wszystkiego dobrego i odważnej jedności w bogactwie indywidualnych i grupowych wyborów.