Zdaje się, że dziś imieniny ulicy, bo nie odpust, skoro kościoła nie ma.

Dawniej niektórzy pytali o datę słowami: „Jakiego to dzisiaj mamy świętego?”. Do niedawna 17 marca przynajmniej w Krakowie ważniejsza była Gertruda, benedyktyńska mniszka. Najwyraźniej ta święta opiekunka kotów i obrończyni przed polnymi myszami ma pretensje do modniejszego współcześnie Patryka.

Czy mem to jakaś forma pamięci o świętych?

Przez cztery wieki, mimo pożarów i wojen odbudowywany, stał kościół fundacji Mikołaja Wierzynka.

Piotr Hyacynt Pruszcz, KLEYNOTY Stołecznego Miástá KRAKOWA ALBO KOSCIOŁY y co w nich iest widzenia godnego i znácznego, wyd. 2, Kraków 1745, s. 152
Mal. St. Bryniarski, ze zbiorów Ambrożego Grabowskiego; niedziałający link MNK

Kościół (na czerwono) pod jej wezwaniem był w Krakowie za murami miasta, niedaleko dzisiejszej ulicy św. Gertrudy — tylko nazwa została. Obok cmentarzyk dla skazańców — oznaczony kolorem żółtym.

Lokalizacja kościoła św. Gertrudy z cmentarzem na ortofotomapie Krakowa.
Źródło: Piotr Banasik (AGH, Kraków) i Bartłomiej Trybuś (ZG Janina, Libiąż), Lokalizacja nieistniejących kościołów i cmentarzy we współczesnej topografii Krakowa, „Rocznik Krakowski” LXXXIII, Kraków MMXVII, s. 31.

Teraz mamy tam piękne, nowoczesne publiczne toalety.

Habent sua fata ecclesiae…

Cytat sprzed wojny, a w sam raz na dzisiejsze internetowe dyskusje o formach żeńskich.

Poradnik Językowy

85 lat temu doradcy językowi uważali, że profesorka jest odpowiednim słowem dla kobiety kierującej uniwersytecką katedrą, z nominacją od Prezydenta RP.

Czy to więc lata PRL zablokowały językowo rozwój form żeńskich i upowszechniły formy pani profesor, pani adwokat (mecenas)? Może to jednak wola użytkowników i użytkowniczek polszczyzny.

Człowiek ten żył długo (1891–1973), żył i pracował naukowo dla Polski, także na emigracji. Był zaangażowanym i integralnym katolikiem. Kto chce, niech przeczyta biogram Haleckiego choćby w Wikipedii. Napisano o nim na stronach IPN:

jest największym, najczęściej na świecie cytowanym a jednocześnie najmniej w Polsce znanym historykiem XX stulecia. 

Mnie wpadła w oko odpowiedź Haleckiego na ankietę „Dziennika Poznańskiego” pt. Czego trzeba katolicyzmowi w Polsce? opublikowana przed 85 laty. Pisał m.in.:

Potrzeba (…) usunięcia rozłamu politycznego wśród katolików, dla których wspólne przekonania religijne powinny być ważniejsze od różnicy poglądów między zwalczającemi się obozami.

Dziennik Poznański, 11 lutego 1934. Polona.pl

Aktualne czy nie? I jeszcze — czy to nie ciekawe, że chyba nie reaktywowano Zrzeszenia Pisarzy Katolickich?

Impreza rangi ogólnogórnośląskiej. Jest materiał wideo.

Ślonsko godka dzisioj króluje we Szkole Podstawowej nr 22 na Frynie – bajtle bierom udział we konkursie :)

Opublikowany przez RudaSlaska.com.pl Wtorek, 12 marca 2019
Konkurs Ślonzoki Niy Gynsi
Źródło: https://rudaslaska.com.pl/i,miedzyszkolny-konkurs-slonzoki-niy-gynsi-po-raz-15-odbyl-sie-w-sp-nr-22,200274,1369949.html

Konkurs w takiej formule nie jest łatwy dla uczniów. Zaangażowana jest pamięć, opanować trzeba elementy sztuki aktorskiej, założyć stroje, które sentyment budzą u pokolenia 55+, zdobyć i ustawić elementy scenografii. Czy dzięki takim występom śląszczyzna domowa jest wspierana czy „muzealizowana”? Występują chyba nie tylko dlatego, że nauczycielki kazały. To jest śląskość odświętna trochę i nobilitowana, bo obecna w szkole.
Ja podziwiam i doceniam. Szacunku godna jest obecność ludzi kultury i przedsiębiorców.

Wyniki, Jury, Organizatorzy

Laureaci tegorocznej edycji Ślonzoki Niy Gynsi:

Grand Prix – Wiktoria Friede z SP nr 30
I miejsce-  Oliwia Bieniek i Sandra Malikowska z Gimnazjum nr 12
II miejsce –  Zofia Ruda z SP nr 3
III miejsce – Piotr Cmok z SP nr 15

W konkursie wzięło w sumie udział 21 uczniów   z 10 rudzkich szkół: SP nr 3, 6, 15, 17, 18, 22, 25, 27, 30 oraz Gimnazjum nr 12.

W jury zasiedli: Mirosław Neinert (przewodniczący) – aktor i dyrektor Teatru Korez, pani Barbara Wilk – członek Związku Górnośląskiego koło Kochłowice, pani Joanna Sodzawiczny – aktorka Teatru Naumiony.
Organizatorki: Joanna Chawińska, Katarzyna Pietrzak, Joanna Marek

Znalezione w serwisie Polona. Rysunek Celiny Dominikowskiej, zmarłej w roku 1908.

Ciekawe martyrlogium:

Papin, Denis
Galilei, Galileo
Pellico, Silvio
Manuzio, Aldo
Balmat, Jacques
Palissy, Bernard
Jacquard, Joseph Marie
Heilmann, Josua
Wells, Horace
Colón, Cristóbal
Kopernik, Mikołaj
Archimedes
Lebon, Philippe
Tasso, Torquato
Bruno, Giordano
Leblanc, Nicolas
Jacquemont, Victor
Fulton, Robert
Fitch, John
Garnier, Francis
Lambert, Gustave
Gutenberg, Johannes
Condorcet, Jean Antoine Nicolas de Caritat
Carnot, Lazare
Richmann, Georg Wilhelm
Sauvage, Louis Frédéric
Vesalius, Andreas
Pilâtre de Rozier, Jean-François
Kepler, Johannes
Lavoisier, Antoine Laurent de
Sokrates
Morgan, William
Livingstone, David
Chappe, Claude
Ramus, Petrus

Autorka podpisana ROJEK-KIEŁBASA ANNA (myślałem, że najpierw podaje się imię) napisała tekst w portalu Onet.pl na temat imion rzadkich i według niej dziwnych.
Oto te imiona:

Najrzadsze imiona dla dziewczynek Najrzadsze imiona dla chłopców
Warwara Yehor
Yelyzaveta Wojmir
Vira Veniamin
Teodozja Taras
Talita Tadej
Sofiko Ścibor
Semiliana Sinan
Pia Rufin
Miglena Narek
Melek Longin
Ilaria Jamal
Damroka Gleb
Cansu Gwidon
Aurika Goran
Asteja Gagik
Arnika Dragomir

Co kogo dziwi

Czy rzeczywiście są to imiona dziwne i rzadkie? Nie wszystkie! Warwara i Yelyzaveta to częste, oczywiste i wcale nie dziwne imiona dziewczynek nadawane na wschód od Polski — odpowiedniki imion Barbara i Elżbieta. Vira (Wira) to ukraiński odpowiednik rosyjskiej Wiery (modnej też w formie Vera). Świadczą o tym, że obywatelki Ukrainy bądź innego sąsiedniego kraju urodziły dzieci i zapisały ich imiona w systemach informatycznych ewidencji ludności. Yehor to paszportowa (w transkrypcji angielskiej lub coś koło tego) imienia, które być może za sprawą Jegora Gajdara bywa w polskiej przestrzeni słyszane w wersji rosyjskiej, lecz litera świadczy dobitnie, że Yehor (Jehor) jest zapewne obywatelem Ukrainy. Veniamin to PESEL-owa wersja wschodniosłowiańskiego Wieniamina, pochodzącego oczywiście od hebrajskiego i znanego w wielu krajach Beniamina. Taras nie powinien dziwić nikogo, kto w szkole średniej nie spał, gdy mówiono o istnieniu wybitnego poety ukraińskiego Tarasa Szewczenki. Gleb jest świętym prawosławnym — księciem, męczennikiem. Imię to nie jest więc zapewne dziwne w środowisku rodzinnym dziecięcia.
Co jest dziwnego w Teodozji? W moim miasteczku kilka pań nosiło takie imię. Może więc ktoś nadał dziecku imię po babci, czyli nihil novi.

A Damroka?

To przecudna legendarna księżniczka kaszubska z XIII wieku. A może imię to nadane zostało przez mamę — fankę energetycznej gwiazdy Damroki Kwidzińskiej?

Tak sobie właśnie myślę, że takie imię jest sygnałem kaszubskości. Jak imię Stanisław jest jasnym sygnałem, że rodzina nie ulega imienniczym modom.

Pia (po łacinie: pobożna) jest odpowiednikiem Piusa. Imię to jest obecne i w Polsce i w krajach niemieckojęzycznych. Może stawać się nieco częstsze, jeśli żywy wciąż będzie kult świętego ojca Pio z Pietrelciny.

I tak dalej. Ludzie (zwykle) nie nadają imion bez pomyślunku. Pisałem o tym w blogu Dobrego słownika. Polska nie jest narodowym ani religijnym monolitem. Różność kultur odbija się w imionach rejestrowanych przez systemy Ministerstwa Cyfryzacji.

Na szczęście nic nie muszę mieć do powiedzenia o nowych inicjatywach zmiany nazwy województwa śląskiego na śląsko-małopolskie. Skoro jednak nic mnie nie zmusza, to obawiam się, że przychodzi pokusa wypowiedzenia się.

Najciekawsze jest to, co nie zostało wypowiedziane na głos w wypowiedziach Beskidzkiego Domu, Ruchu Autonomii Śląska i Śląskiej Partii Regionalnej (to ona wciąż istnieje?).

Zachodni i północno-zachodni Małopolanie nie akcentują tego, że Kraków nie jest specjalnie nimi zainteresowany oraz że mają silniejsze powiązania gospodarcze i infrastrukturalne w stronę śląską.

Zdają się też nie dostrzegać tego że to, co odbierają jako hegemonię śląską, przez Ślązaków również zainteresowanych wspieraniem własnej śląskiej tożsamości jest postrzegane jako ledwie jakieś drobne cząstki ze stołu polityki o wydźwięku centralistycznym.

Ślązacy zdają się nie brać na poważnie uczucia nazewniczego i częściowo także narracyjnego, kulturowego i budżetowego upośledzenia  małopolskich części województwa śląskiego. Proponowane zmiany, aby nie przeprowadzać zmiany nazwy, lecz zmianę granic województw, oczywiście nie są do zrealizowania w dialogu medialnym bez sensownych reprezentacji we władzach Rzeczypospolitej Polskiej i dyskusji na forum parlamentu.  Gromkie głosy, że najlepiej powołać duże województwo górnośląskie (przez inkorporację obecnego województwa opolskiego) oczywiście z Księstwem Cieszyńskim jako również częścią Górnego Śląska (tak przecie uważano kilka wieków temu!) potwierdzałyby wyrażane przez „podbeskidzką” część województwa śląskiego tezy o pewnej dozie hegemonistycznej ślepoty i głuchoty „Katowic” na ich inną wrażliwość uwarunkowaną historycznie.

Trzeba by też dodać że najprawdopodobniej mieszkańcy i władze województwa opolskiego nie byli pytani o to, czy „dojrzeli” do koncepcji „województwa górnośląskiego”. W wypowiedziach zwolenników tej nowej koncepcji połączonej ze zmianą granic województw pobrzmiewają tony wyższości nie tylko wobec „zapóźnionych”, małopolskich części obecnego województwa, ale i pobłażliwie wyższościowa postawa wobec niegdyś stołecznego Opola. Nie słychać o tym, że rozumie się różne także względem katowickiej czy rybnickiej części Górnego Śląska doświadczenia historyczne, inne świadomości narodowościowe „autochtonów” na „Opolszczyźnie”, koegzystencję z mniejszościami narodowymi, postulowaną i praktykowaną „pojednaną różnorodność” (ulubione frazy arcybiskupa Nossola). Wydaje się też, i nie jest to bez znaczenia, że część osób zabierających głos w imieniu małopolskich części obecnego województwa śląskiego ma w sobie zadawnione i nie do końca zracjonalizowany poczucie krzywdy kierowane nie tylko względem administracji ale też pewien antyśląski czy antygórnośląski resentyment. Obawiam się że to w niczym nie pomoże.
Jako że najbardziej interesują mnie fakty, o czym nie raz mówiłem i pisałem, chętnie oglądnąłbym jakieś fotki pokazujące wkraczanie ekspansywnej górnośląskości na przykład do powiatu żywieckiego. Czy rzeczywiście, kiedy, kto i w ramach czego pokazywał tamtejszą kulturę (oczywiście również zróżnicowaną na góralską, mieszczańską i „dolańską”) jako śląską. Czy i na jakich zasadach uczestniczyli w tym bądź nawet firmowali to miejscowi mieszkańcy?

A co widać z Krakowa? Zawiodę być może wszystkich. Kraków najbardziej jest skupiony na 1) sobie, 2) perspektywach z czasów Rzeczypospolitej Krakowskiej. Na zachód, śmiem twierdzić, poza Krzeszowice niemal nie sięga refleksja. Wnoszę to na przykład z materiałów informacyjnych w oglądanym przeze mnie solidnie od dwudziestu lat głównym programie informacyjnym lokalnej telewizji. Jeśli polemiści wskazują na oddziaływanie na pamięć i świadomość podziałów administracyjnych PRL i RP z lat 1975–1989, to proszę pomyśleć, że mieszkańców „gierkowskiego” województwa krakowskiego też to dotyczy, też zawęża ich perspektywę. Do dziś ówczesne terytoria województw kieleckiego, tarnowskiego, nowosądeckiego i bielskiego, po 1999 włączone do województwa małopolskiego, które w pierwszych planach miało sięgać gdzieś pod Radom (!), są „jakieś inne”. Każda taka zmiana osadza swoją warstwę w pokładach pamięci.
Ja pamiętam, jak pod kościołem w Racławicach (tych, pod którymi Kościuszko itd., wtedy w województwie kieleckim) chłopy rozmawiały w duchu „powinniśmy być pod Krakowem, bo my przecie Krakowioki”. Kraków jednak o tym nie wiedział, nie tęsknił, a i dzisiaj przyjmuje to obojętnie. Zachęcam więc okolice Białej (Krakowskiej) do skonfrontowania się z poziomem szczęścia z przynależności do województwa małopolskiego ze stolicą w Krakowie, jakie mają mieszkańcy Olkusza, Miechowa, Dąbrowy Tarnowskiej, Gorlic. Idealizacja to zła doradczyni.

Widzę emocje (zarzucanie pozbawionemu wpływu na zarządzanie województwem RAŚ chęci „silenizacji” i działania niezgodnego z polską racją stanu).
Wielostronne bezdialoże, zamknięcie, brak dialogu.
Katowiczanie być może nie wiedzą nie tylko, gdzie są Gilowice (a ile Gilowic jest w obecnych granicach województwa — kto wie?), bielszczanie natomiast niewiele chyba wiedzą, jak się żyje koło Myszkowa czy Kłobucka. Zobaczymy, czy przynajmniej część osób się nawzajem posłucha.

Jutro debata, plakat zawierał (ale już nie zawiera) pewną prowokację w szyku, napisane było bowiem w pewnym momencie o „małopolsko-śląskim” projekcie. Czy będzie tam tylko spięcie? A może z bezdialoża jest wyjście ku spotkaniu?

Beskidzki Dom: https://dziennikzachodni.pl/bedzie-zmiana-nazwy-wojewodztwa-slaskiego-na-slaskomalopolskie-petycja-trafi-do-mswia/ar/13903862

RAŚ: http://www.radiokrakow.pl/wiadomosci/malopolska-zachodnia/ras-zmiana-nazwy-wojewodztwa-nie-rozwiaze-problemow-trzeba-zmienic-granice/?fbclid=IwAR3DaJmCBy4hmdoYT4hupgKcMOwuA6o0Lc5j5iW2rn2ODmc2tQuLdC-VJJU/

Śląska Partia Regionalna: http://partiaslaska.pl/gornoslaskie-zamiast-slaskiego/?fbclid=IwAR0Z4ACZEV7pJMh-xCJTFTaS9AtzGzf8gNQwI6r78Iajgq-4uokJwERmfJw

Najaktualniejszy stan na fejsbukowych fanpejdżach.

Tu już nikt nie doczyta, więc napiszę, dlaczego mnie to dręczy i drażni. Bo znam wielu ludzi z różnych regionów, niekiedy nawzajem się niezbyt lubiących. Zachować życzliwość jest łatwiej wtedy, gdy racje są wykładane, a nie tylko pretensje z powodu skrzywdzenia lub niedopieszczonego poczucia wyższości. Jestem życzliwym obserwatorem działań społecznych. Z góry ogłaszam neutralność w bieżącym sporze.
O kształcie ustrojowym Rzeczypospolitej najdobitniej się wypowiadam co kilka lat, oddając głos w tajnych wyborach ;-).

Cały ten internet to przecież nierobienie niczego, czyli zbijanie bąków. Jednakowoż Pani Redaktor wierci mi dziurę w brzuchu (a jest w czym wiercić), sama uprzednio posprawdzawszy różne znaczenia tego zwrotu. W naszej trwającej pięć minut rozmowie wiele o bąkach rozmaitych powiedziano, ale to i tak za mało. Patriotyczny obowiązek i upodobanie w Arcypoemacie każą przywołać stosowny fragment Pana Tadeusza (Księga ósma: Zajazd):

W polu koncert wieczorny ledwie jest zaczęty;
Właśnie muzycy kończą stroić instrumenty.
Już trzykroć wrzasnął derkacz, pierwszy skrzypak łąki,
Już mu z dala wtórują z bagien basem bąki,
Już bekasy, do góry porwawszy się, wiją
I bekając raz po raz, jak w bębenki biją.

Tu można posłuchać bąka:

Ten ładny cytat jest przy okazji przykładem instrumentacji głoskowej (bo buczą bąki, bekasy bekają) — dźwięczna wargowa spółgłoska wybuchowa „b” donośnie brzmi. Angliści lubują się aliteracjach — oczywiście, że to ten sam efekt.

Ale co do zbijania bąków to wciąż trochę kłopotu z ustaleniem, czy chodzi o ptaki, owady lubo dziecięcą zabawkę. Zbijać to o śmierć przyprawiać, to zajęcie nie tyle polowaca, ile zbójnika właśnie. Jak to śpiewają do dziś na Podhalu wiosną:

Tekst i nuty za: Pieśni Podhala, red. Jan Sadownik. Część muzyczną przygotowała Aleksandra Szurmiak-Bogucka, wydanie 2, Kraków: Polskie Wydawnictwo Muzyczne, 1971, s. 278.

Tu zaś można posłuchać rozmowy Pani Redaktor Wioletty Gawlik z językoznawcą o zbijaniu bąków.

Radio Kraków, 22 lutego 2019. O zbijaniu bąków

Więcej Wyczesanych rozmów na stronie Radia Kraków. Zaoraszam.

Interesujące wystąpienie partii Nowoczesna (Lubnauer, Rosa, Musiał): https://lexicographus.blogspot.com/2019/02/maa-partia-za-jezykiem-slaskim.html

Tomasz Piekot w Radiu Wrocław o sytuacji języka polskiego i naszych z nią relacjach. Warto posłuchać.


25 lutego 2019, godz. 17.00
Dąbrówka Wielka, DDK, ul. Szymanowskiego 2b

Koło Związku Górnośląskiego w Piekarach Śląskich zaprasza na spotkanie pod hasłem: „Cołki Gôrny Ślônsk cyto po ślônsku”. Jest organizowane od kilku  lat z okazji Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego, a ma  na celu promowanie języka śląskiego. Impreza odbędzie się w poniedziałek 25 lutego o godz. 17 w Dzielnicowym Domu Kultury w Dąbrówce Wielkiej. Zaproszenie skierowane jest do dzieci, młodzieży i dorosłych. Dla wszystkich chętnych, którzy będą się chcieli zmierzyć ze śląskim tekstem, będą przygotowane do wyboru materiały do czytania. Można też czytać własny tekst, albo przyjść i posłuchać jak inni czytają. Zaplanowanych jest szereg niespodzianek. Nie zabraknie też bônkawy i tyju.

— donosi Gwarek

aworzno — duże miasto, wcale nie na Śląsku, przymiotnik: jaworznicki. Artykuł z okazji święta nie najmądrzejszy i niezbyt kompletny (zestawianie szadzenia z mazurzeniem jest dyskusyjne), ale uczcili.
Doceniam.
J


Gdy się zapisuje czyjeś nazwisko, a to nazwisko składa się z dwóch elementów, jak na przykład Saryusz-Wolski, to trzeba uważać, żeby kreseczka (dywiz, łącznik) była sobą, krótką kreseczką, i żeby koło niej nie pojawił się odstęp (przerwa, spacja).

Nieładnie, nieładnie

Zapis taki jak na opublikowanej liście kandydatów PiS do Parlamentu Europejskiego jest oczywiście świadectwem pośpiechu, ale też lekceważenia osoby, w której nazwisku popełnia się błąd.

Zwłaszcza że człek okazał się czuły na punkcie publicznego używania swego nazwiska, bo postulował w roku 2017, żeby elementu Saryusz nie odmieniać.

Źródło: wyborcza.pl

Nakrzyczeli na niedoszłego przewodniczącego Rady Europejskiej onomaści, heraldycy i entuzjaści nakrzykiwania, że nie ma racyi, bowiem Saryusz to nie herb, lecz przydomek. Nazywano tak pono przed siedmiuset laty przodka dzisiejszego polityka — od szarej sukni Saryuszem.


Jam ani arystokrata, ani zwolennik wymienionych wyżej trzech aktywności, toteż powiem tyle, że legendy o herbie Jelita i bohaterskim Saryuszu spod Płowiec są piękne, ale czasem wystarczy sprawdzić uzus.


Ergo: jeśli XVIII-wieczna literatura fachowa odmieniała Saryuszów, to i my możemy, choć pretensyj szlacheckich nie ma co wyśmiewać, gdy co poniektóry Nowak gotów swego nazwiska nie odmieniać, żeby mu szlachetniej brzmiało i żeby broń Boże ktoś nie pomyślał, że gdy zawrze umowę z Nowakiem, to nazwisko ukonstytuuje się jako Nowakiem.