by Artur Czesak·Możliwość komentowania Onet ostro oskarża! została wyłączona
Właśnie w świat poszła nowina, że jakiś ksiądz Misiak został ekskomunikowany albo coś, wszak nie można wierzyć ani słowu mediów, które nie umieją pisać po polsku. A oto przykład wzmacniający karkołomną tezę:
Dalibóg, nie wiedziałem, że heteryzm jest zakazany przez prawo kanoniczne. Nawet, szczerze mówiąc, nie całkiem wiem, co to heteryzm. Czy to jest bycie heterą, czyli ksantypą, wiedźmą, jędzą? To bym nawet był skłonny poprzeć, ale że znam tylko panie miłe, łagodne, mądre i niezłośliwe, uznaję to za ślepy trop i martwy kanon.
Jeśli zaś zakazane jest przez katolicki Kościół bycie hetero, to sprawa jest poważna i potwierdzałaby zarzuty stawiane części kleru albo dowodziła ignorancji i analfabetyzmu serwisantów serwisu na O.
Wszystko jasne. Żal i żenada. W długi weekend już nie stażyści z gimnazjów piszą newsy? Ktoś dużo bardziej twórczy, bo nie tylko pomylił paronimicznie heretyka z heterykiem, ale nawet stworzył słowo heteryzm zamiast herezji. Ech.
Błyskawicznie poprawili ze słowa głupiego na nieistniejące:
Heretyzm ma aż 1000 wystąpień w wyszukiwarce na G., głównie z tekstów pół- i ćwierćanalfabetycznych. Ciekawe, jak sytuacja będzie się rozwijać. A ja doczytam, cóż za problem powstał, że ks. abp Ryś takie kroki podjął.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Wystrychnąć na dudka została wyłączona
Czy to rzeczywiście zrobić z kogoś błazna, wyprowadzić w pole, zrobić w konia? Czemu dudek tak oczerniany? Wiele tajemnic się w tym kryje, część próbujemy rozsupłać wraz z panią redaktor Wiolettą Gawlik w Radiu Kraków w ramach cyklu Wyczesane rozmowy: https://www.radiokrakow.pl/audycje/wyczesane-rozmowy-82986/wystrychnac-na-dudka/
Mikołaj Rej twierdził, że dudek śmierdzi, bo sam swe gniazdo plugawi i w odchodach się pławi. Nieprawda! Etologia i paremiografia idą w parze.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Zaszpaić? Jeny! została wyłączona
Słowa, których nie znam, budzą moje zaciekawienie, no dobrze, niemal obsesję. Po prostu chory jestem, gdy ktoś użyje słówka polskiego lub okolicznego, którego nigdy nie słyszałem. Dziś p. Jola Szymańska, blogerka, dziennikarka, instagramerka, prawniczka etc., niegdyś znana jako hipsterkatoliczka. Przegląda ona swoje zdjęcia z Instagrama. Słowo, którego szukam, pada po chwili od włączenia (ok. 1:23):
Zaszpaić / zaszpajić?
Mówi youtuberka: chciałam … zaszpaić … że bawię się aż tak świetnie…
No fascynujące. A teraz poważnie: czy to okazjonalizm, to znaczy słówko, które samo się stworzyło w toku wypowiedzi, jakoś pokrewne z zaszpanować? Może to tylko kwestia dykcji, zawinięcia się języka i fal mózgowych, a miało być zaszpanić, tylko „ń” się nie wymówiło. A może gdzieś tutaj się podświadomie plączą szpeje, czyli rozmaite drobiazgi i zdezelowane sprzęty niewiadomego przeznaczenia, które dla miłośników ich, gadżeciarzy minionych czasów, są niezbędne? Swoją drogą — zaszpanić też nie znałem, a zaszpaić nie znam wciąż. Na to pierwsze wpadłem dzięki wyszukiwarce Google, kilkadziesiąt wyników tak głównie tak sprzed 10 lat.
Kto poogląda chwilkę dłużej, usłyszy też wykrzyknik jeny! Ja go słyszałem wyłącznie od moich śląskich (tak, tak, i podbeskidzkich) znajomych. Może to więc regionalizm, coś między tabuizowanym „Jezu” (bo nie godzi się nadużywać tego Imienia) i jeszcze bardziej tabuizowanym pieronem, a właściwie bardziej wykrzyknikowym pierona! Aby i tego strasznego słowa nie wymawiać, często się słyszy o farona! lub jeronie! i inne odmianki. Jeny — szok i niedowierzanie, kulturalnie niby, ale mocne to słówko i nieco tajemnicze.
Co ja poradzę, że z luźnego odcinka, który oglądałem w ramach rozpędzania się do roboty w poniedziałek, powstał kolejny wpis dotyczący poszukiwań słów rzadkich i regionalnych? Nic nie poradzę, podobnie jak bohaterka tego odcinka, która chciała mówić płytko, a wyszło mimo wszystko z pewną autorefleksyjną głębią?
Pytania: 1) Kto i w jakich miejscowościach mówi jeny? 2) Czy istnieje zaszpa(n)ić?
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Czernichów opodal Krakowa i jego gwara została wyłączona
Sto dwadzieścia lat temu, w roku 1899, Michał Kapuściński opublikował na łamach etnograficznego czasopisma „Lud” Słowniczek gwary ludu krakowskiego okolic Czernichowa.
Jak tam dzisiaj z ludem krakowskim w gminie Czernichów? Czy gwara żyje?Czy któreś słowa przetrwały?
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Gmina Krzeszowice została wyłączona
Jak dobrze pójdzie, to zrobimy jakiś projekt, a może i coś więcej niż projekt.
Każdego, kto ma jakieś materiały gwarowe, stare nagrania, pracę magisterską Mamusi, proszę, by zechciał się zgłosić do mnie lub na Ranczo Artemidy.
Na zachętę występ z przedwczoraj. Barbara Kosobucka z Zalasu. Jakość obrazu słaba, bo pod słońce był obiektyw skierowany, ale dźwięk, co najważniejsze, bardzo dobry. Podobnie jak fonetyka Gawędziarki.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania To jak się u nas mówi (abo godo)? została wyłączona
W działaniach na rzecz zachowania dziedzictwa kulturowego, jakim są gwary, nie bez znaczenia jest kwestia gwary. Pieśń ludowa i gawęda to nie tylko głos, nuty, treść, humor i narracja, ale także (a może przede wszystkim), by były prawdziwe, lokalne, „nasze”, akceptowalne przez duchy przodków — JĘZYK. Lokalny system językowy, w wymiarze mikro (jedna wieś, parafia, społeczność) nazywany gwarą.
Na zachód od Krakowa dość szybko postępowały procesy dezintegrujące system językowy — rozwój przemysłu, migracje, zmiany granic wojewódzkich, więc trudno rozpoznać, co jest dawne, tradycyjne, co zaś świeżo pożyczone ze Śląska przemysłowego (dawnego pruskiego), z pracy w kopalniach pszczyńskich i innych czy w przemyśle, co ze Śląska Cieszyńskiego (dawnego austriackiego), co od Krakowa.
Mieszkańcy, regionaliści, folkloryści, działacze kulturalni z powiatu chrzanowskiego mają szansę dowiedzieć się, jak stan gwar wyglądał sto lat temu, z pracy Piotra Jaworka, Gwary na południe od Chrzanowa.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania W Szczyrzycu została wyłączona
Nie mogłem być wśród Lachów w Szczyrzycu, bo byłem wśród Górali w Maniowach.
Wszystkich zachęcam do powędrowania po gminie Jodłownik (powiat limanowski) i spotkania się z niepowtarzalną atmosferą miejscowości słynnej z cysterskiego klasztoru.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Polszczyzna systemu ochrony zdrowia została wyłączona
Tytuł jest na wyrost, ale temat jest ciekawy. Drąży go zresztą od dawna, interesująco i z powodzeniem dr n. med. i habilitowany wykładowca na polonistyce UKSW Piotr Müldner-Nieckowski. Zadano nam w Dobrym słowniku pytanie o to, czy pacjentów przyjmuje się na oddział czy do oddziału. Okazuje się, że istnieje potężny rozziew między poczuciem językowym większości użytkowników polszczyzny i opisami słownikowymi a polszczyzną oficjalną i środowiskową używaną w szpitalach, klinikach, czasopiśmiennictwie związanym z ochroną zdrowia, medycyną i dziedzinami do nich zbliżonymi. Przy czym te drugie użycia są właśnie dość hermetyczne i środowiskowe. Kłócą się z praktyką większości, niemal nieobecne są w Narodowym Korpusie Języka Polskiego (ale to już wina jego twórców i efekt zmian ilościowych w polszczyźnie pisanej i publikowanej, zwłaszcza w internecie).
Co o tym sądzić, jak mówić i pisać?
Nikt nie może od mówiących po polsku żądać zmiany składni na nietypową i poprawiać ich, jakby była błędna. Pacjenci są na oddziale, są przyjmowani na oddział. W dokumentacji medycznej można tolerować do oddziału i w oddziale, ale używający tych sformułowań powinni wiedzieć, że nie są poprawni, precyzyjni terminologicznie, lecz że są to użycia odmienne od normy faktycznie istniejącej i skodyfikowanej, nieco snobistyczne i narażające ich, tak, ich właśnie, na śmieszność.
Pouczono mnie przy okazji rozpytywania o te kwestie, że nie ma czegoś takiego jak służba zdrowia, lecz jest system ochrony zdrowia i jego pracownicy. Tak zostałem antysystemowcem. Cóż, nie ma też łodzi podwodnych, nawet żółtych, samoloty to statki powietrzne, akacja to rubinia i tak dalej. Korpomyślenie, ograniczenie światłych i świetnie wykształconych oraz ciężko pracujących ludzi. Kolejne zbędne pole konfliktu.
Wyniki ankiet
Prosta ankieta wśród followersów i znajomych facebookowych
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Czy rzeczownik się stopniuje? została wyłączona
Co to za herezja? Dawno temu jeszcze się kłócono, czy szeregi derywacyjno-alternacyjne odczuwane jako gradualne mogą być zakwalifikowane jako stopniowanie (Steigerung) rzeczownika.
Oczywiście (?) nie.
A dlaczego o tym pomyślałem? Oczywiście, że piątek, piąteczek, piątunio. Jak piękny, piękniejszy, najpiękniejszy.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Do Bytōnia czy do Bytōnio? została wyłączona
Grzegorz Kulik, osobistość i osobowość, opublikował kolejny filmik ze swojego popularnonaukowego cyklu CHWILA Z GODKŌM. Porusza ważną kwestię dopełniacza liczby pojedynczej i mianownika liczby mnogiej dużej grupy rzeczowników rodzaju nijakiego.
Autor pisze też i mówi o innych rzeczownikach rodzaju nijakiego zakończonych na –e:
Terŏz powiym wōm ô wyjōntkach. Jŏ znōm trzi słowa, co majōm klang taki, iże mogłyby sie tak ôdmiyniać, a sie tak niy ôdmiyniajōm. To morze, to pole i to połednie. Kogo? Czego? Morza, pola i połednia. Niy idzie pedzieć morzŏ, polŏ ani połedniŏ. Ale sōm nazwy miejsc, co tyż sie tak ôdmiyniajōm, pra? Jastrzymbiŏ, Ôpolŏ, Koźlŏ, Zŏbrzŏ, Zołynżŏ, Chebziŏ, Zŏgłymbiŏ. Co ône majōm spōlne? To, iże sōm nijake. To Jastrzymbie, to Ôpole, to Zŏbrze, to Zołynże i tak dalij. Niykerzi by chcieli ôdmiyniać do Bytōmiŏ i do Wrocławiŏ. Ino że to je tyn Bytōm, a niy to Bytōmie. To je tyn Wrocław, a niy to Wrocławie. Bez to jadymy do Bytōmia i do Wrocławia. Ftoś by spytoł „to czymu sie gŏdŏ do Ustrōniŏ, jak je tyn Ustroń?” Bo Ustroń to je miano polske. Po naszymu je to Ustrōnie. https://wachtyrz.eu/stolecie-i-inksze-jak-je-odmiyniac/
Otóż morze, pole i połednie to nie żadne wyjątki, ale ta trudna do objaśnienia na gruncie współczesnego użycia języka różnica jest oczywista historycznie. Końcówkę –o mają rzeczowniki, które nie miały przed parunastoma wiekami po prostu końcówki –e (jak pole, morze, południe, dorzucam serce), należały do innych pod względem pochodzenia grup. Dopełniaczowa końcówka –o (dokozanio, do Chebzio) dotyczy rzeczowników mających niegdyś końcówkę *-ьi̯e. Pisałem o tych wahaniach w swojej książce:
Czesak, Współczesne teksty śląskie…, Księgarnia Akademicka, Kraków [2015], s. 189
Pole i morze zaś przed miękczącą jotą nie miały półsamogłoski przedniej (jeru):
Mikkola 1903, s. 78
Skoro śląszczyzna to mowa Kochanowskiego (jest taki obiegowy pogląd), zerknijmy do Pieśni VII z Ksiąg pierwszych Mistrza z Czarnolasu:
Kreskowane á czytamy jak a zwykłe. Rádá = rada. Ale w słowie wesela na końcu a jest bez kreski. Jan Kochanowski, Małopolanin północny, wymawiał je zapewne jako dźwięk pośredni między o i a, czyli: weselo. Tak jest do dziś w przeważającej części Małopolski. Na Śląsku zaś na południu dominuje forma wiesieli, ale nam chodzi o dopełniacz. Przeważa –o, kontynuujące stan z wieku co najmniej XVI, zaś na Śląsku północnym powstała wymowa dyftongiczna [ou], zapisywane też w nowym alfabecie, używanym przez G. Kulika jako ŏ.
Bytom, Bytōm, Bytōń
Odpowiedź na dopełniacz od nazwy Bytom najlepiej znaleźć w żarcie, ale on jest tendencyjny, bowiem nie tak łatwo było faktycznie spotkać na Górnym Śląsku osobę, która ni w ząb nie rozumiała po niemiecku:
Humor ludowy jest spontaniczną i nie kontrolowaną dziedziną twórczości ustnej. Powstaje on i krąży … Wohin? – pado kasjerka. – Do Bytómia jeden bilet mi dejcie! A kasjerka zaś: – Wohin? … Jo staro baba byda się tam po Chinach smykać!
[Google]
Śląski dopełniacz od nazwy tego miasta powinien mieć końcówkę –a. Ma ją częściej w mowie niż w piśmie, bo tu zaczyna działać analogia z nazwami nijakimi, jak Zobrze czy Zołynże. I to w źródłach dość porządnych. Nie mogłem sprawdzić w korpusie śląskim (silling.org), bo błąd 502 mnie powitał. Oto więc przykłady wyguglane: 1) Na zicher godali Wom ô cugu, kerym szło zajechać z Bytomio do Berlina we sztyry godziny, pra? Kej? Jedne Wom pedzōm „za zeszłyj Polski”, chocioż tak naprowdy to było bardzij za Niymca, bo godomy ô tyj tajli Ślōnska, kero ôstała sie przi Niymcach aże do sztyrdziestego piōntego. ( https://gryfnie.com/kultura/furgajoncy-pieron/), 2) I tera se podziwejcie – yno niy chca być zmierzły na Krakusow – ale fakty som niyubłagane. A dyć, jak we Krakowie we 1896 roku napoczyni rozwożać o wprowadzyniu nowoczesnych bankow, to na Ślonsku łone już dwa roki jeździły i to niy yno po cyntrum wielgigo Bytomio, ale tyż po takich zopłociach jak choćby Chebdzie. I to pokazuje jak downy Ślonsk boł do przodku technicznie i gospodarczo. I tego piyrszyństwa niy opowoży sie nom zebrać żodyn, nawet tyn, kery Ślonska niy mo w zocy. (M. Szołtysek, https://slask.onet.pl/w-czym-slask-przewyzszyl-krakow-pisze-marek-szoltysek/tx1dn ) 3) Firma Fortum też napisała Bytomio:
Mamy więc fakt, który jest niezgodny z zasadą historyczną, ale podoba się coraz większej liczbie użytkowników śląszczyzny. Przy okazji obserwujemy odejście od tradycyjnej śląskiej formy z –ń na rzecz formy polskiej z –m. Błędy (czy też warianty i innowacje językowe) nie biorą się znikąd, więc nie uważam sprawy za zamkniętą.