Wraz z końcem ustroju aż do swego krachu walczącego o pokój i szczęście odchodzi w sferę społecznej niepamięci rzeczownikowy frazeologizm niebieski ptakczłowiek uchylający się od pracy, bumelant, żyjący jak ptak swobodnie, wesołość swą wspomagający nierzadko alkoholem.
Nie, nie taki:

Niebieskie ptaki w polszczyźnie mają proweniencję biblijną, nieco powikłaną.W XV wieku w Rozmyślaniu przemyskim były ptakami nieba:

Respicite volatilia caeli, quoniam non serunt neque metunt neque congregant in horrea, et Pater vester caelestis pascit illa. Nonne vos magis pluris estis illis?

Obeźrycie ptaki nieba, iże ani sieją ani żną, ani zbirają w gumna, a Ociec wasz <niebieski> karmi je. Azaliście wy nie więcej ani więcsz[e]y niżli oni?

Zapewne Komisja poprawiająca po śmierci ks. Jakuba Wujka jezuity (1597) jego przekład Biblii na Polski zmieniła mu ptaki powietrzne na ptaki niebieskie i tak już w polszczyźnie zostało. Co o tych ptakach wiadomo? Nie sieją, nie żną (żąć, żniwa, dożynki), a Ojciec niebieski (czyli w niebie egzystujący) je żywi.

Ewangelia według św. Mateusza, rozdział 6, wers 26: Wejźrzycie na ptaki powietrzne, iż ci nie sieją ani żną, ani zbierają do gumien, a Ociec wasz niebieski żywi je. Azaście wy nie daleko ważniejszy niż oni?

Wersja z 1594 r. ptaki powietrzne

Zmianie ulegała łacińska podstawa przekładu (ale w tym punkcie nie), ksiądz Wujek umarł w roku 1597, a poniższa wersja ukazała się po zmianach, jak wspomniałem na początku, w roku 1599. Jak tam było, tak było, w każdym razie ptaki powietrzne zamieniły się na niebieskie. Biblia trwała, a polszczyzna się zmieniała i to, co w niebiesiech, czyli w niebie, stawało się coraz bardziej niebiańskie, a mniej niebieskie, bo niebieski w znacznej mierze zaczął być łączony z kolorystyką.

Słyszana więc w kościołach i przywoływana w literaturze zbitka ptaki niebieskie siłą rzeczy lokowana była w sferze stylistyki książkowej, a stąd już krok do narażenia się w liberalnej końcówce zadufanego w sobie XIX wieku na żarciki. Miało to jednak swoje granice, bo nie przypisywano Ojcu niebieskiemu koloru blue.

Lotaryńsko-amerykański niebieski ptak szczęścia

W dzisiejszych czasach, gdy kultury się spotykają, dochodzi do sytuacji takiej oto, że istniejący w popularnej, to jest ludowej kulturze lotaryńskiej niebieski ptak (po francusku L’Oiseau Bleu) stał się amerykańskim blue bird of happiness. Ale to już zupełnie inna historia.

Wyczesane rozmowy w Radiu Kraków

O ptakach szybujących w powietrzu i o ludziach wolnych jak ptaki, a przy tym kolorowych, rozmawialiśmy w Radiu Kraków. Zapraszam do słuchania oraz zgłaszania uwag i pytań.

Jaka jest młodzież? Okropna lub wspaniała. Ale co to młodzież? Zbiór młodych ludzi. Ale o zbiorze trzeba mówić w liczbie pojedynczej, zaś o kilku jego elementach — w liczbie mnogiej.

Zatem czy Straż Miejska może legitymować młodzież i przepytywać, dlaczego nie są? Nie bardzo. Pandemia potęguje erozję gramatyki?

Młodzież jest. Młodzi ludzie są.

Mało mamy opisów tego, jak żyje się w mieście, np. Krakowie, w czasie zarazy. W XVI wieku dwór królewski się ewakuował, wraz z nim sekretarze, kronikarze, kanceliści, skrybowie i reszta piśmiennych, więc cennych dla państwa ludzi. A zaraz było niemało. Czytamy w Encyklopedii Krakowa:

Od ok. poł. XIV w. do 1 poł. XVIII w. cyklicznie nawiedzała kontynent eur. dżuma, zw. także czarną śmiercią; pierwsza e. dżumy 1346–51 (w Polsce 1348–50) pochłonęła 25 mln ofiar, tj. ok. połowy ludności Europy; w Kr. umierało dziennie 40–50 osób, gł. ubogich mieszkańców przedmieść; nawrót zarazy 1359–60 spowodował śmierć kilku tysięcy osób (wg J. Długosza 20 tys.); następne e. nawiedzały Kr. m.in. 1363 lub 1364–65, 1370–72, 1383–85, 1425, 1430, 1451–52, 8-krotnie w latach 1454–82, 13-krotnie 1496–1526. Duża częstotliwość zaraz (e. o mniejszym nasileniu występowały co kilka lat) powodowała ogromne straty demograficzne, np. w czasie zarazy morowej 1543–44 (jednej z najgroźniejszych) zmarło wg dokumentów miejskich 12–14 tys. osób, tj. ok. połowy mieszkańców Kr. wraz z przedmieściami; kolejne e. wystąpiły m.in. 1547, 1555–56 (najpierw w Mieście Żydowskim, potem wśród ubogiej ludności chrześc. Kazimierza i przedmieścia Garbary, nast. w Kr. właściwym), 1571–72, 1588 (zaraza pochłonęła 6,3 tys. ofiar), 1591–92, 1599–1601, 1622–23; w czasie e. „czarnej śmierci” (zapewne dżumy lub czarnej ospy) 1651–52 w Kr. zmarło łącznie ponad 30 tys. osób, trwająca z przerwami 1676–81 zaraza pochłonęła 22 tys. ofiar; spustoszone wojną północną i obcą okupacją miasto 1707–10 nawiedziła prawdopodobnie pierwsza e. tyfusu, która zabrała w samym Kr. 7,2 tys., w okolicy — 12 tys. ofiar. Podczas e. część mieszkańców (zwł. bogaci mieszczanie, duchowni i szlachta, także rodzina król.) opuszczała miasto, w którym pozostawała gł. biedota, a także niezbędni dla utrzymania porządku funkcjonariusze, w tym przedstawiciele władz miejskich, z wyposażonym w nadzwyczajne uprawnienia burmistrzem powietrznym na czele (wyróżnili się m.in. 1676–78 J.G. Zacherla, 1707–10 M. Behm); obowiązywał zakaz zgromadzeń, zamykano karczmy, szkoły i łaźnie (niekiedy zabraniano nawet wygłaszania kazań), ograniczano handel na Rynku Gł. i ulicach, dbano o wywożenie śmieci i oczyszczanie ulic z odpadków, usuwano z miasta żebraków i włóczęgów; niektóre bramy miejskie zamykano, w innych ruch był kontrolowany; domy, w których stwierdzono chorobę, zamykano od zewnątrz; izolowanych w lazaretach chorych utrzymywano ze środków miejskich i dotacji prywatnych, pomocy udzielali także dostojnicy Kościoła (m.in. działalność biskupów A. Trzebickiego i K. Łubieńskiego); zatrudniano grabarzy, którzy grzebali zmarłych poza obrębem murów miejskich, m.in. przy kościołach Św. Gertrudy, Św. Sebastiana, Św. Piotra na Garbarach (w okolicy ob. ul. Łobzowskiej) oraz Św. Małgorzaty na Salwatorze. W XVIII w. nawiedziły Kr. kolejne e., m.in. 1783 febry, 1784 ospy, 1789 zimnicy i ospy. W 1795, ze względu na poważne zagrożenie epidemiczne, zabroniono pochówków na cmentarzach w obrębie murów miejskich; do czasu powstania ogólnego cmentarza poza miastem (…) zmarłych grzebano przy kościołach Św. Filipa i Jakuba na Kleparzu i Św. Piotra na Garbarach. Mimo postępów wiedzy med. i zaostrzenia przepisów sanitarnych w XIX w. pojawiały się w Kr. groźne e.; 1801 w Szpitalu Św. Łazarza po raz pierwszy zastosowano szczepienia przeciw ospie, jednak jeszcze w czasie e. 1818 śmiertelność wśród dzieci dochodziła do 80%; 1806 wystąpiła w Kr. nieznana e. przywleczona przez rannych żołnierzy (umierało dziennie ok. 100 osób); kilkakrotnie nawiedzała Kr. cholera, m.in. 1831 (zmarło 1,4 tys. osób), 1849, 1855 (1,2 tys. ofiar), 1866, 1873 (ostatnia większa e. w Kr. — ok. 1,6 tys. ofiar) oraz 1892–93, ok. 3,9 tys. osób zmarło w czasie e. duru brzusznego 1846, 1852 zanotowano wiele śmiertelnych zachorowań na odrę. Sytuacja poprawiła się po otwarciu 1901 wodociągów miejskich.

Nie było lekko. Ale ja tylko o rozprzężeniu dyscypliny ortograficznej w mediach.

Analitycy napisali komentarz

Na wszelki wypadek

Gdyby ktoś nie pamiętał, bo tyle się wokół dzieje, przypominam: teraz obowiązuje pisownia na razie. Ale w „młodzieżowej” formie pożegnania: nara. Dozo.

Dopisek

Jednak coś się dzieje. Polemiki są tak szybkie, że w tweetach osób publicznych to, co łączne, się rozdziela.

W suplikacjach mamy a w funkcji łączącej, „święty a nieśmiertelny” (Sancte Deus, sancte fortis, sancte et immortalis, miserere nobis), a nie przeciwstawnej.

Władysław Skoczylas pomarł w roku 1934, ale nastroje apokaliptyczne i pandemiczne przedstawił graficznie atrakcyjnie i symbolicznie.

Władysław Skoczylas (1883–1934), Święty Boże, drzeworyt

Internety (nie używam nigdy tej formy, ale właśnie mi się narzuciła, co znaczy, że chyba się już rozpowszechniła, skoro niegdysiejszy żart staje się słowem z domeny stylu lżejszego, publicystycznego; koniec dygresji) huczą od tego, że wędrowny kaznodzieja i youtuber Adam Szustak, dominikanin, odpowiedział w ramach Q&A na kogo ma ochotę zagłosować w wyborach prezydenckich.

Spodziewał się, że burza będzie, burza wybuchła, omówiono to wyznanie z licznych stron (nie czytałem ani promila), prawdopodobnie aktywniejsi byli zwolennicy innych kandydatów i zapewne kandydatki, ale może też odezwali się entuzjaści kandydata, który przypadł do gustu o. Szustakowi. Nagrał więc materiał, w którym przeprasza i wyjaśnia, że deklaracja była nieprzemyślana.

Dlaczego o tym piszę?

Piszę, bo ojciec Szustak, wyjaśniając sprawę, wygłosił maksymę: Tylko krowa się nie myli.

Czy muszę dodawać, że w całej sprawie właśnie ta sekunda zainteresowała mnie najbardziej? To gratka dla kogoś, kto zajmuje się opowiadaniem o znaczeniach słów i frazeologizmów (autoreklama: Wyczesane rozmowy).

Śledztwo w sprawie krowy

Profesorowie Wojciech Chlebda i Jerzy Bralczyk z przekonaniem piszą, że zdanie „Tylko krowa nie zmienia poglądów” zostało sformułowane przez Kisiela — Stefana Kisielewskiego, znanego z ciętego języka. Dziś właśnie rocznica wypowiedzenia przezeń w roku 1968 pamiętnych słów o dyktaturze ciemniaków.

Ufam, ale sprawdzam

A to kto powiedział? Mimo że szanuję wspomnianych wyżej erudytów, znawców frazeologii i nosicieli inteligenckich tradycji, zerkam do jeszcze jednego źródła — Skrzydlatych słów Henryka Markiewicza i Andrzeja Romanowskiego. Ci autorzy i to źródło zazwyczaj wiodą ku prawdzie.

Tam zaś wskazanie na… Antoniego Słonimskiego i jego felieton O czytelnikach z tomu Moje walki nad Bzdurą (1932), gdzie stoi:

Czytelnik-zaraza, czyli chwytający za pióro. Podkreśla ołówkiem niektóre zdania, stawia znaki zapytania i na marginesie pisze komentarze. Gdzie tylko jest jakaś polemika, wtrąci swoje trzy grosze. Lubi konsekwencję. Pamięta zawsze, że ktoś był kiedyś w jakiejś sprawie sześć lat temu innego zdania, i wytyka to ze świętym oburzeniem i z wypiekami na twarzy. Sam krowa, więc chciałby, żeby ludzie jak krowy nie zmieniali poglądów. Onże doradca. Żeromskiemu radził, żeby złamał pióro. Gdy powieść ma dwa tomy, zawsze mówi, że drugi tom gorszy. (podkreśl. moje, cyt. za Młodą Bibliotekarką).

Antoni Słonimski pierwszy z lewej. Źródło: Zbiory NAC

Krakowscy zbieracze skrzydlatych słów przypuszczają, że tekst Słonimskiego to źródło jakże częstej dziś maksymy usprawiedliwiającej etyczne i polityczne ewolucje Tylko krowa nie zmienia poglądów. Może Stefan Kisielewski to powtarzał, stąd późniejsza o trzydzieści co najmniej lat atrybucja. A czy krowa się nie myli? Nie jest papieżem, więc raczej, wbrew zdaniu Adama Szustaka OP, może być omylna.

Wyczesane rozmowy

Co nieco o krowie i jej poglądach opowiadałem w Radiu Kraków w Wyczesanych rozmowach 27 lutego 2020 r. w towarzystwie Państwa Redaktorów Anny Piekarczyk i Pawła Sołtysika. Zapraszam do posłuchania.

Właśnie minął 21 lutego — Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego. Z tej okazji ukazał się raport o błędach popełnianych przez piszących i komunikujących się w sieci Internet. Jest tam i kilka moich słów, życzliwych dla troski o jakość języka i nieco łagodzących potępienia.

A w Mikołowie dyktando

W Bibliotece nawet sztrykujōm i heklujōm.

W mieście Mikołowie w świątecznym dniu rozdano nagrody zwycięzcom szóstego już dyktanda, zorganizowanego przez Miejską Bibliotekę Publiczną. Trzeci raz dyktando tworzyłem ja, tym razem było o mikolach, Mikołajach i Mikołowie. Kim są mikole? Miłośnikami kolei.

Tekstu można posłuchać.

VI Mikołowskie Dyktando w autorskiej wersji audio z małą usterką na początku

Drugi lutego — Matki Boskiej Gromnicznej, oficjalnie Ofiarowanie Pańskie. Dawno, dawno temu, w czasach minionego ustroju, który niespecjalnie promował religijność, w każdym kalendarzu, a większość była drukowana w podległym PZPR koncernie Prasa — Książka — Ruch, w maryjne święta rzymskokatolickie zaznaczone były (bo były obchodzone) imieniny Marii.
Teraz jest inaczej. Imieniny poznikały z wielu portali internetowych, a serwisy „specjalistyczne” piszą, co chcą. W kalendarzach różnie, ale zaglądam do internetu i imiona z… innego rozdzielnika.
Dlaczego? Anarchia, bezhołowie, reforma, spisek?

Wikipedia, strona główna

Kto ustala, czyje są imieniny?

Na wikipedyjnej stronie dnia 2 lutego imieniny wypisano w kolejności alfabetycznej, co jest na równi encyklopedyczne i idiotyczne.

Jeśli tak samo jest opisany 8 maja na przykład i powszechnie obchodzący imieniny Stanisławowie i Stanisławy wymienieni są pod koniec, według alfabetu, to uznaję taką informację za dezinformację.

Zróbmy coś

W Szwecji, jak informuje oczywiście ganiona dziś i chwalona Wikipedia, oficjalną listę imienin publikuje Królewska Szwedzka Akademia Nauk.
Słowackie media podają, co chcą, ale podają.

Postuluję powołanie jakiegoś komitetu, w którego skład weszliby na przykład: 1) ktoś z Polskiego Radia, gdzie od dawna o imieninach się pamięta, 2) jakiś hagiograf, 3) jakiś językoznawca zorientowany w onomastyce, 4) ktoś z Ministerstwa Kultury (delegat / pełnomocnik władz państwowych).

Przymusu obchodzenia imienin nie ma, ale nie powiem, że sprawa mnie nie obchodzi. Dixi.

płot ze śtachet- Józef Kąś, - ilustrowany leksykon gwary i kultury podhalańskiej, tom VIII

Lubię to uczucie bezradności wobec powszechnie i dość często używanych powiedzeń (frazeologizmów). Po chwili namysłu okazuje się nieraz, że nie w pełni jasna jest zarówno forma, jak i znaczenie oraz moralne przesłanie.
Pytam więc:
— jaką kulą (do kręgli, armatnią, do gładzenia Indiany Jonesa, karabinową), a może to kij jakiś, kula do podpierania się?
— w jaki płot (z desek ściśle przylegających, ze sztachet ze szparami i sękami, z patyków vel tyniorek, pleciyniok cý stawianiec)?

Józef Kąś, Ilustrowany leksykon gwary i kultury podhalańskiej, tom VIII

— czy można nie trafić?
— to dlaczego trafić znaczy chybić, powiedzieć coś głupiego?
— po co kulą trafiać w płot?

Wstępne rozpoznanie trafiania kulą w płot

Pierwsze poświadczenie w postaci Trafił by kulą w płot znajduje się u Salomona Rysińskiego w książce Proverbiorum Polonicorum centuriæ decem et octo, Lubecæ ad Chronum M. DC. XIIX, czyli 1618. By służy do budowy porównania, funkcjonuje, jak dzisiejsze jak lub jakby, dawne jakoby.

W zbiorze Rysińskiego

Zatem jednostka leksykalna jest niemłoda, mniej więcej o stałej postaci, ale czy używa się jej, by zasygnalizować kolosalną pomyłkę czy powiedzenie truizmu?

O kuli w płot w Radiu Kraków

Zapraszam do posłuchania Wyczesanych rozmów, żwawo inspirowanych przez prowadzących Przed hejnałem Annę Piekarczyk i Pawła Sołtysika

Czesak, Kulą w płot, Radio Kraków, 30.01.2020

Zapraszam do dyskusji.

A jeszcze częściej po prostu zdarza się coś powiedzieć lub usłyszeć, że komuś albo nam aż w pięty pójdzie (poszło). Jak to ugryźć (znaczy się, rozumieć) i dlaczego w pięty? Staram się zrozumieć źródła frazeologicznych obrazów, a pomagają mi w tym Anna Piekarczyk i Paweł Sołtysik, prowadzący w Radiu Kraków audycję Przed hejnałem. Zapraszam do posłuchania.

Już u Mikołaja Reja

Wprawdzie to mówi Diabeł w dziele Kupiec (1549), a chodzi o najważniejsze kwestie wiecznego zbawienia, potępienia i tego, w co wierzyć, ale zawsze Mikołaj Rey (Rej) umie to ująć w żwawy wiersz, który się musiał podobać ówczesnym czytelnikom.

Satyr Kochanowskiego też

Ten ekologiczny i mitologiczny bohater Kochanowskiego też użył tego frazeologizmu:

Mało było nie lepiej o ten rząd przeklęty
Dać wam taką Łacinę, aż by wam szło w pięty.

Zapisywanie y za pomocą litery i (przeklęti, wpięti) świadczy raczej o wymowie drukarz, a nie o języku Kochanowskiego.

Czy obrócić w perzynę to to samo co przewrócić pierzynę? Mniej więcej od tego zacząłem przygotowania do Wyczesanych rozmów 16 stycznia 2020 r. w Radiu Kraków. Państwo redaktorzy Anna Piekarczyk i Paweł Sołtysik zagadują dowcipnie i wnikliwie, a ja opowiadam. Zapraszam do posłuchania (ucięło początek).

Obrócić w perzynę

A nawet pyrz, co pole zachwaszcza, może mieć związek z perzyną (po dawnemu: pyrzyną).