by Artur Czesak·Możliwość komentowania Encyklopedia i biblioterapia została wyłączona
Czy wierzyć, że przypadki są nieprzypadkowe? Chyba tak, jeśli rekonstruuję ciąg zdarzeń, które sprawiły, że w lutym 2020 r. trafiłem do Biblioteki Kraków, do redakcji drugiego wydania Encyklopedii Krakowa. Tej jesieni odbyła się podczas Targów Książki premiera dzieła pod redakcją naukową prof. Jacka Purchli.
W tym wpisie chcę się jednak przede wszystkim podzielić nową fiszką (link do innych tekstów), opublikowaną w listopadowym numerze „Biblioteki Kraków”. Ponieważ na okładce jest encyklopedia, to od niej zacząłem, a ponieważ pisałem o nadchodzącym Tygodniu Biblioterapii i o rezyliencji, zaczynam dostrzegać związki. Jak żyć pośród kryzysów i napięć? Jak trwać? Może to książki, ich lektura, współtworzenie, praca nad nimi i w ich otoczeniu koi i wzmacnia?
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Podpróżki i kutwiki została wyłączona
„Jest inny świat, tak, wiem, gdzieś tu” – śpiewa Antonina Krzysztoń. Ta fraza towarzyszyła mi przy zachłannej lekturze nowej książki Karoliny Grodziskiej Ubożęta, półbożęta*. Fantastyka naukowa wcale nie musi być futurystyką, a nieznane światy nie muszą znajdować się w odległych galaktykach. Piszę, że to naukowa fantastyka, ale proszę sobie nie wyobrażać statków kosmicznych i podróży międzyplanetarnych. Za to nieznane społeczności, organizmy rozumne i inteligentne – owszem.
Tysiącletnie rezydencje możnych czy choćby chłopskie siedliszcza stale zamieszkane przez zmieniające się pokolenia tego samego rodu w naszej części makroświata nie istnieją. Omawiana książka dowodnie przekonuje, że towarzyszą nam byty pod względem swej materialności nieco chwiejne, ale za to przekraczające granice epok i światopoglądów. Może więc nie jest to naukowa fantastyka, ale nadrealizm erudycyjny.
Świat przedstawiony jest najzupełniej naszym światem, Kraków jest jego centrum, każda biblioteka zaś sercem i źródłem energii. Nie z samej wyobraźni zrodziły się opisywane ze skrupulatnością badawczą organizmy z rozgałęzionych drzew systematycznych, których nazwy i samo istnienie jest oczywiste, jakby czytała nam o nich wewnętrzna Krystyna Czubówna.
W kolejnych rozdzialikach poznajemy licznych towarzyszy naszych dni codziennych, lektur, herbat, toczenia kamieni i rysowania trójkątów. Nie tylko wszelakie prasłowiańskie domowe istotki pół boże, pół demoniczne, ale też przybyszów z kart słowników.
Warto wiedzieć, że za moc naszą „orłów, sokołów” i intelektualną finezję planów naprawy miasta i świata, państwa i kościoła oraz niespodziewany potem smutek odpowiadają… niestety, krapułki.
Nowy słownik podręczny łacińsko-polski, opracowany podług najlepszych źródeł przez Łukasza Koncewicza, b. prof. gimn. gub. lubelskiej, Książnica Polska Tow. Naucz. Szkół Wyższych, Lwów – Warszawa MCMXXII, s. 203 —————————-
Fascynuje ta książka szczególnym punktem usytuowania narracji – jest osobista, ale świadomie reprezentująca grono osób podobnie odbierających rzeczywistość, nierzeczywistość oraz absurd, otwarta także na przyuczających się do zaglądania „pod podszewkę świata”. To jest uniwersum inteligenckich domów, różnorodnych ludzkich prac i dni.
Rysunki Sebastiana Kudasa są autonomiczną fantastyczno-artystyczną opowieścią, wy-obrażeniami, czyli słowami przekształconymi w obrazy.
Ilustracja po rozdziale Krapułki
Stłamsiłem w sobie dialektologa komparatystę i etymologa amatora, ale już zachwytu polszczyzną samą i zdolnościami słowotwórczymi, pamięcią i erudycją dusić i ukrywać nie będę. Ileż tu stworów sprawność, nieprzewidywalność, chwytność polszczyzny udowadniających. Rdzenie i przyrostki łączą się radośnie, płodząc coraz to nowe lub wcielając prastare maciupeńkie wyrazki.
Tu delikatne wspomnienie średniowiecznego kronikarza, jakiś poświst czci oddawanej dawnym bóstwom obecnej w odwiecznych, choć niby błahych słowach, tam jakieś bajtałaszki (wspomniane wśród paplaczy), przybysze w niewiadomych krain! Słowotwórcza biegłość oszałamia. Mógłby się pedant spierać, czy lepszym słowem jest nienasytca czy nienasyciec, ale to spór spekulatywisty z Obserwatorką, która przecież widzi lepiej od filologów.
Ma też książka Pani Doktór Grodziskiej wręcz walor praktyczno-poradnikowy, co potwierdzam niniejszym solennie. Dwa dni się głowiłem, gdzie leży świeżo zakupiona stara monografia wróbla (bezwzględnie konieczna przy pisaniu pewnego tekstu), i już zacząłem się autodestrukcyjnie obwiniać o bałaganiarstwo. Niesłusznie! Teraz wiem, że to jakiś domowy, rozpleniony pośród regałów i starannie wyważonych stert ksiąg i kser chachmęt rozwinął na nią swój ogon. Nie moja więc wina. Q.E.D.
Czy to książka z morałem, w końcu nieco bajeczna? Jam wydestylował taki: wino w domu musi być, skoro są oćmaki.
* Karolina Grodziska, Ubożęta, półbożęta, ilustracje Sebastian Kudas, Wydawnictwo Austeria, Kraków – Budapeszt – Syrakuzy 2023 Do nabycia TUTAJ.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Nieprzyzwoicie i nieproporcjonalnie została wyłączona
Wakacyjny temat, choć dla zrównanego metodą poszukiwania z mordercami obywatela nic w tym lekkiego i przyjemnego na końcu nie było. Czy wulgaryzmy i przekleństwa w miejscach publicznych są dobre? Nie. Psują powietrze.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Sezon, epizod, resort została wyłączona
Miało być o zbędnych, denerwujących i nowych zapożyczeniach, a i tak najpierw wtarabaniły się truskawki, bo jest na nie SEZON. O sezonie, epizodzie, a nawet wyprawie do resortu (ale nie warszawskiego) wiedliśmy rozhowory w Radiu Kraków w ramach Wyczesanych rozmów.
Wyczesane rozmowy, 22 czerwca 2023 roku.
Nowe sezony nie z łaciny przez francuski, ale z angielskiego
Już 150 lat temu wyklęty poeta Rimbaud napisał Sezon w piekle, czym przyczynił się do rozmazania znaczenia tego słowa, ale współcześnie użytkowników języka polskiego drażnią anglicyzmy zastępujące słowa (niekoniecznie rodzime), które w wystarczająco zrozumiały sposób nazywały różne rzeczy. Krótki epizodzik wakacyjnego uczucia albo epizod zagrany przez kogoś w serialu to jednak nie godzinny film (odcinek zwany epizodem!) o smokach z w którejś z kolei serii (sezonie???) o smokach i okrucieństwie natury ludzkiej w światach nieco odrealnionych, lecz podobnych do tego, w którym żyjemy.
A Państwa jakie słowa denerwują?
Można adresować do mnie pytania.
Sezon i wyrazy pokrewne w słowniku tzw. warszawskim z początku XX wieku
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Dziecko, dziecię. Wyczesane rozmowy została wyłączona
Żeby nawet tak podstawowe słowo nie było łatwe do objaśnienia?! Tak właśnie jest i im w którymś ze słowników narracja gładziej wygląda, tym bardziej prawdopodobne, że przeskakuje ponad trudnościami rozwoju fonetycznego lub semantycznego. Zapraszam do posłuchania dzisiejszych Wyczesanych rozmów:
DZIECIĘCY czy DZIECINNY? Dawniej było DZIECKI. INFANTYLNY — nie lubię tego słowa. Dlaczego nie mówimy DZIECKA (skoro DZIECKO) ani DZIECIĘTA (skoro DZIECIĘ). Bo język nieusłuchany jest i bryka. Jak się ma DZIECKO do KID i KINDER?
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Tworzyjan, patron strażaków została wyłączona
Wyczesane rozmowy w klimacie maturalnym, trochę z woli Redaktora Pawła Sołtysika. Jednak nie Lalka? Ależ na pewno Lalka może być odniesiona do postaw ludzkich w różnych sytuacjach.
Wyczesane rozmowy do posłuchania
Ja miałem jednak pomysł imieninowy i imienniczy. Florek dawniej się nazywał Tworek, a Floryjańska ulica i brama — Tworzyjańska. Nie bardzo już wiemy, czy była to tylko adaptacja fonetyczna, czy cokolwiek z jakimkolwiek Janem miało to wspólnego (mniej niż 3,5%), może jakiś starodawny Tworzymir był czynnikiem oswajającym XII-wieczną polszczyznę z obcym brzmieniem patrona miasta Kleparza, a potem jego południowego sąsiada, czyli Krakowa.
Brama Floriańska z lejącym wodę Patronem. Koło McDonalda
Jeszcze w XVII wieku!
Całkiem niedawno, bo niecałe 400 lat temu śmiało używano formy Tworzyjański, jak na obrazku, gdzie jest fragment poematu Władysław IV (wydanie z 1649) autorstwa Samuela ze Skrzypny Twardowskiego. Niemało też jest nazwisk i nazw miejscowych z tym elementem. Po drugiej wojnie światowej polscy lingwiści, świadomi sprawy, potrafili ustaropolszczyć na przykład nazwę miejscową Floriansdorf (Florensdorf / Florsdorf) w gminie Marcinowice (Groß Merzdorf) w powiecie świdnickim na Dolnym Śląsku – i stworzono Tworzyjanów.
Tworzyjanie!
Skomplikowane są dzieje męczennika utopionego 5 maja 304 roku na terenie dzisiejszej Austrii. Pamiętają o nim ci, co mają do czynienia z przeciwieństwem wody, czyli ogniem – strażacy i hutnicy. Śpiewano o nim w Bogurodzicy, pamiętano, no przecież!, w cyzjojanach.
Święty Florian, dawniej Tworzyjan. Rynek w Myślenicach
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Szukam Jana z Cyzjojana została wyłączona
Pytanie do liturgistów i historyków. Mamy Cyzjojan płocki, a w nim mnemotechniczny wiersz dotyczący maja.
3 maja to Znalezienie Krzyża Świętego, 4 maja to Święty Florian, po staropolsku Tworzyjan, 8 maja — Święty Stanisław zabity przez króla Bolesława. Ale co oznaczają lub co skracają sylaby jan pan przypadające na 6 lub 7 maja?
Profesor Maciej Włodarski tego akurat w przypisie nie podał.
Nie wydaje mi się, żeby jan mógł być pustą sylabą. Może 6 czy 7 przypadało jakieś święto wyparte przez apostołów Filipa i Jakuba, a może mamy do czynienia z jakimś skażeniem tekstu i te właśnie sylaby jan i pan w jakiś sposób mogły się odnosić do łacińskiego Iacobus et Philippus?
Źródło skanów i problemów: Polska poezja świecka XV wieku, oprac. Maciej Włodarski, wyd. 4, zm., Wrocław – Warszawa – Kraków: Zakład Narodowy imienia Ossolińskich – Wydawnictwo, 1997, s. 125.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Pielesze. Wyczesane rozmowy została wyłączona
Najczęściej mówimy o domowych lub rodzinnych pieleszach, ale język się zmienia, a i świat nie stoi w miejscu. Idzie więc o skojarzenia. Czy w pieleszach jest ciepło, przyjemnie, przytulnie, miękko, bezpiecznie? A może to jest synonim rodzinnych konfliktów, utarczek, harówki, a czasem też pieluch, tych tetrowych oczywiście. Pielucha z pieleszami bliska brzmieniowo, a jak pisał prof. Wiesław Boryś, „nie można wykluczyć pokrewieństwa”.
Wyczesane rozmowy o pieleszach
Tak oto gawędziliśmy z Panem Redaktorem Pawłem Sołtysikiem, choć zaczęło się od konopi i Filipa vel filipa.
A jak Państwo mówią o pieleszach?
Czy mówią tylko o wtulaniu się w ciepłe i miękkie, a może to jakiś barłóg, jak dawny pielesz, legowisko dzikiego zwierzęcia? Wprawdzie już wiemy, że za jakiś czas zajmiemy się słowem murszeć, ale jestem otwarty na wszelkie pytania o pochodzenie słów, powiedzeń i poprawne czy też najczęstsze w danym czasie ich użycie.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Kołatki w Wielki Czwartek została wyłączona
Najpierw pobożny hałas wszczynali duchowni na koniec przejmującej wielkoczwartkowej ciemnej jutrzni odprawianej już w Wielką Środę po południu:
Na końcu jutrzni duchowieństwo uderza książkami o siedzenia, z czego łoskot powstaje. Wtedy akolita wychodzi z ową palącą się świecą, stawia ją na trójkącie i gasi. Łoskot przypomina trzęsienie ziemi i pękanie skał przy śmierci P. Jezusa, świeca zaś gorejąca, wyniesiona z za ołtarza, jest zapowiedzią zmartwychwstania Chrystusa Pana.
Ks. Tomasz Kowalewski, Liturgika, Płock 1920, s. 95
W Radiu Kraków o kołatkach wszelakich z przejściem do sikawek
Z Panem Redaktorem Pawłem Sołtysikiem rozmawialiśmy w przedświątecznym nastroju, gdy się powaga sakralna i soteriologiczna mąci z powodu zapachów przygotowywanych posiłków, a sacrum miesza z profanum, o wielkoczwartkowym instrumencie. Zapraszam do posłuchania Wyczesanych rozmów:
Ale dlaczego już w czwartek?
O szczegóły proszę pytać poważnych historyków liturgii, których wiedza i pamięć sięga dalej niż ostatnie kilkadziesiąt lat. Albowiem msza upamiętniająca Ostatnią Wieczerzę z obmyciem nóg (mandatum) odprawiana była dawniej przed południem. Dowód z kalendarza z roku 1879.
Zatem jeśli msza z Gloria była w Wielki Czwartek przed południem, to już w południe mogli chłopcy biegać po wsi z kołatkami i obwieszczać, że pora odmówić Anioł Pański, a tych, co zadbali o dostarczenie „sygnału czasu” do każdego gospodarstwa, stosownie wynagrodzić. Że zaś wiek chłopięcy sprzyja bieganiu po wsi, a nie mistyce, to i wyścigi takich kołatek na kołach można urządzić, jak w Bukówcu Górnym albo Mnichowicach w Wielkopolsce.
W morawskiej części Górnego Śląska (że tak nazwę laskie miejscowości w okolicach Raciborza, jak Borucin) chłopcy chodzą po wsi i nie tylko klekocą, ale też zbierają łakocie. Poniżej fotografia Błażeja Duka z jego fotoreportażu.
Nazwy i kształty
Na zdjęciu powyżej są kołatki mobilne (skrzekoty, klekoty), ale w użyciu liturgicznym i okołokościelnym są instrumenty mniejsze, o, takie na przykład (ze Szwajcarii, z Wikipedii).
Dzięki zapytaniu facebookowych znajomych dowiedziałem się, że w Podegrodziu, koło Znamirowic (Sądeckie) i w Pisarzowej (powiat limanowski) są to kalapatki, zaś prof. Józef Kąś w Ilustrowanym leksykonie gwary i kultury podhalańskiej zebrał następujące nazwy: kłapac,klapac, klekotka, kłapacka, kłapatka, kłapoc, kłopatka, kołotka, taradajka, tarajka, trzepok.
by Artur Czesak·Możliwość komentowania Jedenasta plaga. Wyczesane rozmowy została wyłączona
Zaraz Niedziela Palmowa, ale w Wyczesanych rozmowach już było kiedyś o tym, że komuś potrafi odbić palma, więc antycypując Pesach i czytania chrześcijańskiej Wigilii Paschalnej, wspomnimy Księgę Wyjścia i budzące grozę, dla wierzących wzniosłe, sceny kolejnych klęsk spadających na faraona, jego serce, sługi i lud.
Kalendarz Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w KrakowieRubrycela Archidiecezji Poznańskiej
Plagi spadają
O plagach powszednich i nadzwyczajnych rozmawiałem z Redaktor Anną Piekarczyk. Proszę posłuchać
Artur Czesak, Wyczesane rozmowy, Radio Kraków, 30 marca 2023 r.
Szyldy — istna plaga!
Klemens Bąkowski, O wartości zabytków świeckiego budownictwa Krakowa 1897, s. 12 (przypis)
Czartoryscy? To nic osobistego
Mamy więc zapożyczenie słowa plaga do polszczyzny. Powstał następnie frazeologizm biblijnej proweniencji (biblizm) plaga egipska, plagi egipskie, dziesięć plag egipskich, a stąd już prosta droga, którą poszło wiele jednostek frazeologicznych tego typu, czyli modyfikacja, sekularyzacja, a nawet hiperbola, czyli jedenasta plaga egipska, według wesołych, a często finansowo gołych emigrantów paryskich z XIX wieku: to Czartoryscy.
Album Pszonki, 1845
O Pszonce trzeba by kiedyś coś napisać, a może i o książętach Czartoryskich, nie bez zasług dla kultury narodowej.