Pomysł dręczący duszę te „książki do pisania”. Boć one są ładne same w sobie, a po książkach uczono mnie nie pisać. Niemało stron pustych zachęca jednak, żeby coś skrobnąć, ale wtedy pokusy i udręki się wzmagają, bo: 1) czy notatki muszą być tematyczne?, 2) czyż ja mogę swoje myśli zestawiać z wielkimi, klasycznymi obserwatorami oraz z błyskami lapidarnego geniuszu?
Bądź tu mądry. Pewnie, że chciałbym być mądry i słuszne to jest zalecenie, ale zarazem konstatacja bezradności.

Maszkaron (wł. mascherone), motyw dekor. o genezie staroż., wywodzący się z greckich masek (dionizyjskich, nast. teatr.), w formie stylizowanej głowy ludzkiej bądź na wpół zwierzęcej, o zdeformowanych, groteskowych rysach, popularny zwł. w sztuce renesansu; w Kr. związany przede wszystkim z renes. attyką → Sukiennic; 1557 w księgach miejskich wzmiankowano zakup kamienia w Pińczowie na wykonanie masek do dekoracji attyki; modele m. wykonał prawdop. S. → Gucci; w zwieńczeniu attyki ustawiono wówczas 20 masek (wyobrażających pół ludzi, pół zwierzęta) rozdzielonych wazonami (…)
Encyklopedia Krakowa, wyd. 2, red. J. Purchla, Kraków 2023, t. 1, s. 945

Książka uczy czułości dla otaczającej nas przestrzeni. Wrażliwość na sztukę, jej kanoniczność i innowacyjność, łączy się ze ścisłością w opisie źródeł przywołanych i skojarzonych ze zdjęciami myśli.

Na czarno-białych fotografiach brzydota i piękno zamieniają się rolami. Mienią się i współgrają z nastrojami odbiorców, jak przymierzając właśnie, a nie nie przymierzając, bo etymologia ciągle mi w głowie, s i sz w pokrewnych, a w różnym czasie pożyczanych wyrazach: maska, maskarada, maszkara, maszkaron.

Ku temu zaś przychodzą groza, niepokój wzbudzane przez wizerunki i zachwyt wywoływany trafnością doboru cytatów (cóż za erudycja, od Reja i Twardowskiego, Samuela, po Sapkowskiego, nie bez udziału oszołomionych pięknem krakowskich gąb kamiennych Polewki i Gałczyńskiego). Autorskie miniatury narracyjno-refleksyjne zachwycają finezją i spostrzegawczością, uważnością, jak modnie się dziś mówi. Komentarze do zdjęć zwracają uwagę na detale, niuanse, a nawet paradoksy takie jak podobieństwo jednej z rzeźb na fasadzie Teatru Słowackiego do uśmiechającego się z naszych wspomnień i muru Teatru Starego Jerzego Bińczyckiego.

Dobór cytatów pomiędzy świetnymi zdjęciami Zbigniewa Kosa – mistrzowski, co w ogóle nie dziwi, bo Karolina Grodziska jest mistrzynią wynajdywania cytatów, czego koronnym dowodem wtajemniczająca w Kraków księga cytatów „Gdzie miasto zaczarowane…” (2003).

Od dziś spaceruję z głową podniesioną ku fascynującym wizerunkom. Może dostrzegę w jakimś zaułku równie fascynujący. A może tylko skręcę kostkę na dziurze w chodniku. Ale i wówczas pociecha w książce.

Niech mi też będzie wybaczony styl mej lektury, ale lata terminowania w cytowanej wyżej Encyklopedii Krakowa wyrobiły we mnie odruch: nie znam, więc sprawdzam. Złowiłem drobiażdżek, a to dzięki temu że dziś da się zajrzeć do starodruku bez wyprawy do biblioteki, choćby najżyczliwiej udostępniającej zbiory. Passus z poematu Samuela Twardowskiego o Władysławie IV (1650), umieszczony w Maszkaronach na s. 34, zawiera nie „meduzę”, lecz meduziną maszkarę.

Tedy już ciężkie na się blachy
Wziąwszy Encelladowe, skąd na wszytkę strachy
Uderzyły Azyją, i szyszak, i z stali
Tarcz kowaną, gdzie Etna i wściekła się pali
Meduzina maszkara, miecąc sprosne węże
Ze łba rozczochranego. (…)

Nie byłbym sobą, gdybym też nie dodał, że zarówno cytowane wyżej hasło encyklopedyczne, jak i narracja padły ofiarą zmian ortograficznych AD 2026. Teraz wedle zasad i deklaracyj winno się pisać: „wyobrażających półludzi, półzwierzęta”. A to już nie to samo, jak mówi głos z sąsiedniego universum pojęciowo-estetycznego.
Podobnie piękna jest historia o Domu Matejki, „Pod Trzema Pyskami” (mniejsza o duże i małe litery). Skąd była Teodora Matejkowa? Z „Pod trzech pysków” czy na przykład „Spod Trzech Pysków”? 
Smętne me oblicze w maskę się zamienia, gdy uroki sztuki pisownia zacienia.

Podsumujmy

Najwyższy czas, by i z naszej epoki pozostało coś trwałego, choćby detal, a nie tylko bity i bajty. Ano właśnie. Książka bywa trwalsza niż mury. Zanotuję sobie to i owo ku pamięci, a jest w czym. Książka do pisania ośmiela, by jednak coś zapisać. Choćby de se ipso ad posteritatem.

Maszkarony krakowskie. Książka do pisania.
Wybór tekstów i fotografii Karolina Grodziska
Fotografie Zbigniew Kos
Wydawnictwo Austeria
Kraków – Budapeszt – Syrakuzy 2026

https://karnet.krakowculture.pl/63873-krakow-krakowskie-maszkarony-premiera-ksiazki-do-pisania-karoliny-grodziskiej-i-spotkanie-z-autorka

Postscriptum

Spotkanie bardzo udane w Bunkrze Sztuki, fascynacja maszkaronami i wrażliwością Autorki oraz Fotografa udzieliła się licznemu gronu uczestników. Prowadząca zapytywała taktownie i sympatycznie, co mam prawo oceniać, bo się spóźniłem tylko półtora kwadransa.

Krapułek czy krapułka. Ilustracja Sebastiana Kudasa do ksiażki Karoliny Grodziskiej Ubożęta, półbożęta, 2023

„Jest inny świat, tak, wiem, gdzieś tu” – śpiewa Antonina Krzysztoń. Ta fraza towarzyszyła mi przy zachłannej lekturze nowej książki Karoliny Grodziskiej Ubożęta, półbożęta*. Fantastyka naukowa wcale nie musi być futurystyką, a nieznane światy nie muszą znajdować się w odległych galaktykach. Piszę, że to naukowa fantastyka, ale proszę sobie nie wyobrażać statków kosmicznych i podróży międzyplanetarnych. Za to nieznane społeczności, organizmy rozumne i inteligentne – owszem.

Tysiącletnie rezydencje możnych czy choćby chłopskie siedliszcza stale zamieszkane przez zmieniające się pokolenia tego samego rodu w naszej części makroświata nie istnieją. Omawiana książka dowodnie przekonuje, że towarzyszą nam byty pod względem swej materialności nieco chwiejne, ale za to przekraczające granice epok i światopoglądów. Może więc nie jest to naukowa fantastyka, ale nadrealizm erudycyjny.

Świat przedstawiony jest najzupełniej naszym światem, Kraków jest jego centrum, każda biblioteka zaś sercem i źródłem energii. Nie z samej wyobraźni zrodziły się opisywane ze skrupulatnością badawczą organizmy z rozgałęzionych drzew systematycznych, których nazwy i samo istnienie jest oczywiste, jakby czytała nam o nich wewnętrzna Krystyna Czubówna.

W kolejnych rozdzialikach poznajemy licznych towarzyszy naszych dni codziennych, lektur, herbat, toczenia kamieni i rysowania trójkątów. Nie tylko wszelakie prasłowiańskie domowe istotki pół boże, pół demoniczne, ale też przybyszów z kart słowników.

Warto wiedzieć, że za moc naszą „orłów, sokołów” i intelektualną finezję planów naprawy miasta i świata, państwa i kościoła oraz niespodziewany potem smutek odpowiadają… niestety, krapułki.

Nowy słownik podręczny łacińsko-polski, opracowany podług najlepszych źródeł przez Łukasza Koncewicza, b. prof. gimn. gub. lubelskiej, Książnica Polska Tow. Naucz. Szkół Wyższych, Lwów – Warszawa MCMXXII, s. 203 —————————-

Fascynuje ta książka szczególnym punktem usytuowania narracji – jest osobista, ale świadomie reprezentująca grono osób podobnie odbierających rzeczywistość, nierzeczywistość oraz absurd, otwarta także na przyuczających się do zaglądania „pod podszewkę świata”. To jest uniwersum inteligenckich domów, różnorodnych ludzkich prac i dni.

Rysunki Sebastiana Kudasa są autonomiczną fantastyczno-artystyczną opowieścią, wy-obrażeniami, czyli słowami przekształconymi w obrazy.

Sebastian Kudas, ilustracja do rozdziału Krapułki
Ilustracja po rozdziale Krapułki

Stłamsiłem w sobie dialektologa komparatystę i etymologa amatora, ale już zachwytu polszczyzną samą i zdolnościami słowotwórczymi, pamięcią i erudycją dusić i ukrywać nie będę. Ileż tu stworów sprawność, nieprzewidywalność, chwytność polszczyzny udowadniających. Rdzenie i przyrostki łączą się radośnie, płodząc coraz to nowe lub wcielając prastare maciupeńkie wyrazki.

Tu delikatne wspomnienie średniowiecznego kronikarza, jakiś poświst czci oddawanej dawnym bóstwom obecnej w odwiecznych, choć niby błahych słowach, tam jakieś bajtałaszki (wspomniane wśród paplaczy), przybysze w niewiadomych krain! Słowotwórcza biegłość oszałamia. Mógłby się pedant spierać, czy lepszym słowem jest nienasytca czy nienasyciec, ale to spór spekulatywisty z Obserwatorką, która przecież widzi lepiej od filologów.

Ma też książka Pani Doktór Grodziskiej wręcz walor praktyczno-poradnikowy, co potwierdzam niniejszym solennie. Dwa dni się głowiłem, gdzie leży świeżo zakupiona stara monografia wróbla (bezwzględnie konieczna przy pisaniu pewnego tekstu), i już zacząłem się autodestrukcyjnie obwiniać o bałaganiarstwo. Niesłusznie! Teraz wiem, że to jakiś domowy, rozpleniony pośród regałów i starannie wyważonych stert ksiąg i kser chachmęt rozwinął na nią swój ogon. Nie moja więc wina. Q.E.D.

Czy to książka z morałem, w końcu nieco bajeczna? Jam wydestylował taki: wino w domu musi być, skoro są oćmaki.


* Karolina Grodziska, Ubożęta, półbożęta, ilustracje Sebastian Kudas, Wydawnictwo Austeria, Kraków – Budapeszt – Syrakuzy 2023 Do nabycia TUTAJ.

Przyzwyczaili się krakowscy czytelnicy, że Doktor Grodziska ciekawie i pięknie opowiada o zmarłych, w zdyscyplinowany sposób opisując finał ziemskich wędrówek, czyli cmentarz i kwaterę. A tu niespodzianka.

Dwóch PT. niezawodowych blurbopisarzy — Jacek Purchla i Bronisław Maj — zachęca, niepotrzebnie, do przeczytania tej książki. Zwracają uwagę na syntezę wiedzy z oryginalną wyobraźnią i siłą kreacji.

Wołek

https://wawel.krakow.pl/lapidarium Wołek znaleziony w północnej części wzgórza, w fundamentach wieży z X wieku.

Kilka czytelniczych wrażeń

Wspaniałe połączenie indywidualnego postrzegania świata (znaczy się: Krakowa) połączone zostało z erudycją Autorki, która roztacza narracyjny czar nad Krakowem widzianym od dębnickiej strony (a w godzinach pracy z gmachu Akademii przy ul. Sławkowskiej). To próba znalezienia wspólnego opisu wszystkich opowiadań znajdujących się w wydanej właśnie przez Austerię książki pt. Ptaszy ludzie i inne opowiadania.
Okruch wspomnień, ślad w pamięci, miejsce — i nagle przeszłość łączy się z dawnymi dziejami. Nie będę się silił na streszczanie opowieści i wątków. Wśród miejsc będących tłem opowieści o ludziach warto jednakże wskazać także Tyniec i bród od strony Piekar.
Osobno trzeba wspomnieć dar spojrzenia na postaci najzwyklejszych na pozór przechodniów i niezbyt dobrze znanych sąsiadów. Pióro Karoliny Grodziskiej (narratorka jest dyskretna, a zarazem obecna) zdziera z nich zasłonę zwykłości (proszę wybaczyć moją wysiloną metaforę), typowe losy okazują się niezwykłe.
Z drugiej zaś strony zupełnie prawdopodobnie wyglądają spotkania z istotami nie całkiem materialnymi. Wiślane panny przy obetonowanych wałach? Ależ oczywiście.

A wołek

Wołek mnie zachwycił. Pierwsze opowiadanie jest krakowską Starą baśnią, jest tchnięciem narracji w archeologiczne znalezisko, wczuciem się w mentalność krakowian sprzed jedenastu wieków. To opowiadanie powinno natychmiast trafić do szkolnych czytanek, właśnie dziś, gdy się w czasie pokoju (bezwojnia) i ładu walą światopoglądowe i społeczne struktury. Ileż można wyciągnąć z niedawno przeze mnie wspominanej notki o księciu silnym wielce! Nic więcej nie powiem. Zachęcam do dobrej literatury w niezwykłej scenerii.