Czy wierzyć, że przypadki są nieprzypadkowe? Chyba tak, jeśli rekonstruuję ciąg zdarzeń, które sprawiły, że w lutym 2020 r. trafiłem do Biblioteki Kraków, do redakcji drugiego wydania Encyklopedii Krakowa. Tej jesieni odbyła się podczas Targów Książki premiera dzieła pod redakcją naukową prof. Jacka Purchli.

W tym wpisie chcę się jednak przede wszystkim podzielić nową fiszką (link do innych tekstów), opublikowaną w listopadowym numerze „Biblioteki Kraków”. Ponieważ na okładce jest encyklopedia, to od niej zacząłem, a ponieważ pisałem o nadchodzącym Tygodniu Biblioterapii i o rezyliencji, zaczynam dostrzegać związki. Jak żyć pośród kryzysów i napięć? Jak trwać? Może to książki, ich lektura, współtworzenie, praca nad nimi i w ich otoczeniu koi i wzmacnia?

Zapraszam do lektury.

W „Bibliotece Kraków” ukazują się moje Fiszki (089.3). To cyfrowe oznaczenie dla Branży jest jasne — w Uniwersalnej Klasyfikacji Dziesiętnej, według której porządkowane są księgozbiory biblioteczne i sporządzane bibliografie, 089.3. to Anegdoty. Aforyzmy. Facecje. Maksymy. Osobliwości. Varia.

Zapraszam do lektury fiszki z bieżącego numeru, łączącego tematykę kulinarną ze świąteczną.

„Biblioteka Kraków. Informator Czytelniczo-Kulturalny” 2022, nr 12 (61), s. 15

Całość numeru można przeczytać i obejrzeć, bo nie tylko ciekawe, ale też ładny, w serwisie issuu.com.

Kisiel i łamańce (wersja tekstowa)

Fiszki ugotować się nie da, ale gdyby ją nieco podkarmić, zrobi się z niej fisza, czyli ktoś znaczący, to jest gruba ryba. Ergo: fiszka pokarmem wigilijnym być może, a nawet powinna. Ksiądz Skarga pouczenia moralne nazywał obrokiem duchownym; będziemy się więc wzmacniać brzmieniem słów i wspomnieniami.

Wieczerza wigilijna to czas budowania albo odbudowywania w sobie zdolności do ucieszenia się z życia – mimo zawsze niełatwych okoliczności, braku czasu, kłopotów z zaopatrzeniem czy dojazdem.

Chwila ciszy po zgiełku przygotowań, echa przeszłości brzmią w „ostatni raz”, jak często się zarzekamy, nie zawsze smacznych potrawach przygotowywanych dlatego, że ciąg pokoleń, tradycji siła fatalna i miłość nas do tego obligują.
Zapisujemy tu więc raz do roku używane nazwy, wspominane, wąchane i smakowane: łamańce, kisiel owsiany, makówki, makiełki, moczka, siemieniotka, kutia, strucla, chałka, garus (cokolwiek to znaczy w różnych stronach), miód dodawany znienacka tu i ówdzie, brajka albo bryja, przez innych zwana żyburą (brrr!), suszone śliwki, żur z grzybami, grzyby w pierogach, uszka, barszcze, grubsze i cieńsze, różnych kształtów i długości kluski, hałuszki, kulebiaki, kasze (owsiana, jęczmienna i jaglana, czyli jak sama nazwa wskazuje – z prosa), ryby – karp nie wszędzie kochany, śledź, mak, konopie, pęcak i jasiek.

Istny nazewniczy i kulturowy groch z kapustą, cicer cum caule, jak to uczenie nazwał erudyta Tuwim.

Tytułowe łamańce skojarzymy z nie zawsze prostymi ścieżkami naszych losów, ale też łamaniem konwencji (nie wszystko trzeba jeść sztućcami), z przełamywaniem się i wybaczaniem sobie dawnych i świeżych przykrości podczas dzielenia się opłatkiem.

Książkomaty, czyli nowość w przestrzeni Miasta Krakowa. Dla czytających wielka wygoda.