Słowa, których nie znam, budzą moje zaciekawienie, no dobrze, niemal obsesję. Po prostu chory jestem, gdy ktoś użyje słówka polskiego lub okolicznego, którego nigdy nie słyszałem.
Dziś p. Jola Szymańska, blogerka, dziennikarka, instagramerka, prawniczka etc., niegdyś znana jako hipsterkatoliczka. Przegląda ona swoje zdjęcia z Instagrama. Słowo, którego szukam, pada po chwili od włączenia (ok. 1:23):

Zaszpaić / zaszpajić?

Mówi youtuberka: chciałam … zaszpaić … że bawię się aż tak świetnie…

No fascynujące. A teraz poważnie: czy to okazjonalizm, to znaczy słówko, które samo się stworzyło w toku wypowiedzi, jakoś pokrewne z zaszpanować? Może to tylko kwestia dykcji, zawinięcia się języka i fal mózgowych, a miało być zaszpanić, tylko „ń” się nie wymówiło. A może gdzieś tutaj się podświadomie plączą szpeje, czyli rozmaite drobiazgi i zdezelowane sprzęty niewiadomego przeznaczenia, które dla miłośników ich, gadżeciarzy minionych czasów, są niezbędne?
Swoją drogą — zaszpanić też nie znałem, a zaszpaić nie znam wciąż. Na to pierwsze wpadłem dzięki wyszukiwarce Google, kilkadziesiąt wyników tak głównie tak sprzed 10 lat.

Kto poogląda chwilkę dłużej, usłyszy też wykrzyknik jeny! Ja go słyszałem wyłącznie od moich śląskich (tak, tak, i podbeskidzkich) znajomych. Może to więc regionalizm, coś między tabuizowanym „Jezu” (bo nie godzi się nadużywać tego Imienia) i jeszcze bardziej tabuizowanym pieronem, a właściwie bardziej wykrzyknikowym pierona! Aby i tego strasznego słowa nie wymawiać, często się słyszy o farona! lub jeronie! i inne odmianki. Jeny — szok i niedowierzanie, kulturalnie niby, ale mocne to słówko i nieco tajemnicze.

Co ja poradzę, że z luźnego odcinka, który oglądałem w ramach rozpędzania się do roboty w poniedziałek, powstał kolejny wpis dotyczący poszukiwań słów rzadkich i regionalnych? Nic nie poradzę, podobnie jak bohaterka tego odcinka, która chciała mówić płytko, a wyszło mimo wszystko z pewną autorefleksyjną głębią?

Pytania: 1) Kto i w jakich miejscowościach mówi jeny? 2) Czy istnieje zaszpa(n)ić?

Czy jeszcze są słowa, których nie wypada wymawiać i pisać? Chyba nie, bo wszelkie tematy tabu dawno zostały spenetrowane przez literaturę, sztukę filmową, reality shows i żywoty zwykłych ludzi. Dziś jednak nową przestrzeń objąłem wzrokiem, a być może brzydkie — w minionej epoce — słowo zostało opublikowane przez Główny Inspektorat Sanitarny.

Ale, ale — sam to powiem, zanim ktoś obśmieje ten wpis. Przecież instytucja państwowa nie użyła słowa na d. Wykropkowała je. Unik czy eufemizm nie zawsze sprawiają, że słowo czy wyrażenie zostanie „odbrzydzone” czy wręcz upiększone. Dobry słownik przypomina:

Nazwanie kłamcy człowiekiem oszczędnie gospodarującym prawdą nie sprawia, że kłamstwo nie jest godne potępienia. Cyniczny uśmiech nie zmienia rzeczywistości, choć relatywizuje etykę.

To obserwacja, a nie manifestacja oburzenia naznaczona hipokryzją.