Dziś Wielki Czwartek i prima Aprilis naraz. Wszystko to znalazło się w Wyczesanych rozmowach, któreśmy wiedli z red. Pawłem Sołtysikiem pod nieobecność nieocenionej inspiratorki Anny Piekarczyk.
Dokumentacja poważna z Postylli ks. Jakuba Wujka:

Ale dziś dzień szczególny, więc było i o robieniu psikusów i o tym, że się zapisałem na szczepienia dzięki okienku otwartemu przez mimowolnych żartownisiów związanych z systemem opieki zdrowotnej i walką z pandemią koronawirusa. Proszę posłuchać.

Wyczesane rozmowy. Wielki Czwartek, 1 kwietnia 2021 r.

Pytanie do Państwa: kto zna od Iwana do pogana i inne warianty oraz wariacje na temat tego zdesakralizowanego biblizmu?


Share and Enjoy !

0Shares
0 0

Nie siadaj na zimnym, na schodach, bo… wilka złapiesz, dostaniesz wilka! Takie przestrogi słyszało się dawniej i słyszy się dziś. Wilków ostatnio nieco przybyło, nawet w centrach miast zaczęły się pojawiać, ale zasadniczo więcej jest ich w książkach z przysłowiami i w filmach niż w lasach.

https://www.onet.pl/turystyka/onetpodroze/poznan-wilki-atakuja-psy-i-koty-mieszkancy-boja-sie-o-swoje-pupile/t8knxls,07640b54

Co to ten wilk, którego można było złapać? Pomysłów jest sporo:
— poznańskie uczone A. Piotrowicz i M. Witaszek-Samborska dowodzą, że to tameczny regionalizm oznaczający przeziębienie wywołane siedzeniem na czymś zimnym,
— dominuje teoria, że to zapalenie pęcherza moczowego (internetowa pani doktor wywodzi, że trzeba było biegać z częstomoczem pod las, a tam wilk nas mógł z tej czy owej strony chwycić, a nie my jego),
— słownik wileński twierdzi, że to m.in. „wyprzenie w stolcu”, czyli zapewne zwiększenie  bolesności guzków odbytu czy jak się tam zwą hemoroidy, a oprócz tego wrzód ciało trawiący, liszaj żrący, tudzież „parch na nogach końskich”, inaczej krzczyca.

Słownik języka polskiego, tzw. wileński, 1861, t. 2, s. 1861

— słownik gwary podhalańskiej S.A. Hodorowicza gotów jest widzieć w złapaniu wilka zapalenie korzonków nerwowych, a leksykon J. Kąsia dodaje jeszcze zapalenie nerek,
— wilkiem też nazywa się jeden z rodzajów tocznia (lupus), bolesnej choroby związanej z reakcją autoimmunologiczną.

W skrócie rzecz ujmując: można się było wilka przed wynalezieniem antybiotyków i sterydów bać, a i teraz nie należy bagatelizować zimna i przestróg wywodzących się z wieluset lat doświadczenia życiowego, nawet jeśli racjonaliści z wyższością nam mówią, że chorobę wywołuje wirus, a nie zimno.

Proszę posłuchać

Rozmawialiśmy o frazeologicznym wilku w Wyczesanych rozmowach w Radiu Kraków.

Wyczesane rozmowy, Radio Kraków, 18.03.2021. Artur Czesak, Anna Piekarczyk, Paweł Sołtysik

Na sam koniec

Jeszcze straszniejsza teorię na pograniczu jakiegoś mistycyzmu przytaczał w swojej Ekonomii ziemiańskiej Haur:

W nogach Wilk, przydaje się pewnej natury ludziom, jest rzecz sprosna i słyszeć, nie tylko go cierpieć: robak pewny na kształt Czerwu, któremu dla boleści ciała, aby nie trafił, dają też co inszego jeść, a gdyby zaś zdechł, abo go kto zabił, ten człowiek zaraz na życiu swoim musiałby szwankować, który to robak, w takim razie, jest człowiekowi prawie duchem życia. (1693, s. 313)

A potem następują informacje o Wilkołku, ale je sobie podarujemy.

Share and Enjoy !

0Shares
0 0

Publikuję rozmowę z tłustego czwartku w ostatkowy wieczór o pączkach w maśle. Zawsze w maśle, bez względu na zmiany w technologii produkcji. Będzie też o Mikołaju Reju. zapraszam.

Radio Kraków, 11 lutego 2021 r. Red. Paweł Sołtysik i Artur Czesak.

Jutro Popielec.

Share and Enjoy !

0Shares
0 0

Właściwie najważniejsze dziś, w Sylwestra, są fragmenty wstępne: o do siego roku (kolejny argument przeciwko pochodzeniu od śp. Dosi), o której mówiłem pięć lat temu w Radiu Kraków. Życzyłoby się Dosinych lat czy Dosinego wieku, ale się nie życzy i szlus. Była też autokompromitacja: zamiast matuzalemowego, matuzalowego wieku powiedział mi się !melchizedekowy (i Matuzalem, i Melchizedek z Biblii, stąd figiel pamięci). Pewnie dlatego, że chciałem dwie sroki za ogon chwycić. No cóż, za dużo dwa grzyby w barszcz.
Wyjaśnienie jest inne, a ci, co twierdzą, że wszystko wyjaśnili, bodajby… Rozmawiało się więc dziś w sylwestrowych Wyczesanych rozmowach z Panem Redaktorem Pawłem Sołtysikiem chwileczkę o słówku bodaj, niegdyś życzącym — dobrze lub źle, a dziś takim powątpiewająco uprawdopodabniającym (bodaj taki jest jego status).

Ale o co chodzi z tym kamieniem?

Niechżeż mi pomogą położnicy i położne, doule i archeoetnografia wszelka: skąd się wziął obraz o rodzeniu się ludzi na kamieniu? Bodaj się tacy na kamieniu rodzili to pochwała o znaczeniu ‘oby takich było jak najwięcej’, ale przecież jakoś mało się słyszy, żeby rodzenie ludzi na kamieniu było częstsze. To już częściej organizuje się poród w(e) wodzie!

Wyczesane rozmowy, 31 grudnia 2020 r.

O nie rodzić się na kamieniu pisał w 1995 r. na łamach „Języka Polskiego” Stanisław Bąba (1939–2014). Cytował przykłady ze słowników, które się nieco po macoszemu z omawianymi jednostkami frazeologicznymi obeszły, oraz z prasy, gdzie na początku lat 90. XX ubiegłego stulecia wykwitały innowacje takie jak „Tacy ludzie nie rodzą się na pniu”. Nie zajął się jednak poznański uczony objaśnieniem genezy frapującego nas obrazu.

Kamienie od żaren

Noworoczne postanowienia

Kilogramy ciążą jak kamień młyński, więc trzeba by je zrzucić, ale uważać, by się w jakichś odmętach nie pogrążyć. Może by z tych „Wyczesanych rozmów” jakąś książkę zrobić?

Share and Enjoy !

0Shares
0 0

Rozmawialiśmy w wigilię Bożego Narodzenia roku Pańskiego 2020 z redaktorem Pawłem Sołtysikiem w Radiu Kraków przed hejnałem o tym, co właściwie znaczy powiedzenie dwa grzyby w barszcz. Czy to jest za dużo takich samych rzeczy, czyli że już jeden grzyb nadałby barszczowi dostatecznie smaku grzybów? Albo że to są różne dodatki, więc mamy do czynienia z niepotrzebnym pomieszaniem.

Ankieta na Twitterze, 15 głosujących

Funkcjonuje też w polszczyźnie porównanie tani jak barszcz i to ono zapewne sprawia, że w młodym pokoleniu użytkowników polszczyzny pojawia się innowacyjne znaczenie, że dwa grzyby w barszcz to jest malutko czegoś, licho, słabo, byle co dodane do byle czego.

Dwa grzyby w barszcz, 24.12.2020

Jakie to grzyby i jaki barszcz? Tego nie sposób rozstrzygnąć nawet w wielkich ankietach. Tylko żmudne studia nad kulinariami mogą nas w stronę prawdy prowadzić. Jednym z pierwszych notowań tego obrazu dwóch grzybów jeden barszcz rzucanych znajdujemy w autotematycznej fraszce Wacława Potockiego, noszącej tytuł Na fraszki:

Na fraszki

Radem ci zacny gościu w domu swoim cale,
Ochoty nie przebierzesz, wina mam o małe;
Jeżelić się podoba, nim od stołu wstaniem,
Zabawić się, przy piwku, tych fraszek czytaniem.
A gość: „Miej sobie — rzecze — gospodarzu, fraszki,
Każ jeszcze beczkę ścisnąć, a natoczyć flaszki,
Potym czytaj po polsku, czytaj po łacinie,
Będziem się śmiać, bo żarty ładniejsze przy winie.”
Jam rozumiał, że wina ochronię księgami:
„Wolicie pić, niżeli być audytorami?
Chłopcze, schowaj te książki, a kielichem sporem
Daj wina, pewnie i ja nie będę lektorem.
Siła by to dwa grzyby w jednym barszczu topić;
Jednym się kontentować: albo kpić, albo pić.”

Siła — dużo

Wydaje się, że to jedno z wcześniejszych zaświadczeń mówi, że dwa grzyby w barszcz to za dużo, ale że reprezentują one nadmiar wynikający ze zmieszania dwóch różnych elementów — picia i czytania. Wygrywa picie. I tak oto otwieramy się na sylwestrowo-karnawałowe szaleństwa, które bardziej nam już w głowie (szumieć mogą), bo tańców i balów się nie przewiduje.

Share and Enjoy !

0Shares
0 0

Bród na rzece to miejsce, gdzie jako tako można się przeprawić na drugi brzeg konno, wozem, pieszo bez mostu czy łodzi. Miejsce płytsze, bezpieczniejsze, rozpoznane. Nieraz w takim właśnie miejscu organizowano przeprawy promowe. Oczywiście miały one wielkie znaczenie strategiczne, dlatego od wieków w ich pobliżu umieszczano strażnice, które takich miejsc strzegły. Na przykład Tyniec, gdzie Wisła przedziera się pośród wapiennych skał.

Widok z murów klasztoru tynieckiego na stronę Piekar. Bród jest tam, gdzie droga dochodzi do Wisły.

W bród powiedzieć. Wyczesane rozmowy odkrywają (w słownikach i tekstach)

To nie jest sensacja, ale skoro ja tego nie wiedziałem lub nie pamiętałem o tym, to może jeszcze kogoś to zainteresuje. Dziś gdy czegoś jest w bród, to jest tego ‘dużo, pod dostatkiem’. A dawniej można było w bród coś komuś powiedzieć, oświadczyć. Samuel Bogumił Linde podał następujące synonimy: najkrótszą drogą, najprościej, niedługo myśląc, co pierwszego to lepszego, obces, z kopyta, od razu, wzręcz, bez ogródki, nie ochylając, wbrew.

S.B. Linde, Słownik języka polskiego, 1807

Rozmawialiśmy o tym w Radiu Kraków z redaktorem Paweł Sołtysikiem. Proszę posłuchać.

W bród. Wyczesane rozmowy, Radio Kraków, 25 listopada 2020 r.

Oto cytat z Satyr Krzysztofa Opalińskiego:

Ale spyta mie ktory/ Jaka ma bydź miarka
Tego naszego mienia. Powiem w brod i krotko:
Ile człowieku trzeba do skromnego życia?

Satyry, 1652, s. 56 (a Linde napisał, że 62!)

Widok pocztówkowy na koniec

Tyniec widziany od strony Piekar

Share and Enjoy !

0Shares
0 0

Najnowszą definicję tego wyrażenia przynosi Dobry słownik, którego jestem współredaktorem:

mówimy umarł w butach, jeśli chcemy zakomunikować, że sytuacja, o której mowa, jest beznadziejna i bez wyjścia; wyrażenie potoczne

Tam także znajduje się ciekawostka na ten temat.

W Radiu Kraków

Proszę posłuchać, jak gwarzyliśmy o tym frazemie w Radiu Kraków z redaktorem Pawłem Sołtysikiem, wszystkim życząc długiego i zdrowego życia:

Wyczesane rozmowy, Radio Kraków, 10 grudnia 2020 r.

W Wyczesanych rozmowach usiłujemy odtwarzać jakieś pierwotne impulsy i obrazy, które stoją za danym sformułowaniem. Na pewno mówiło się tak z wisielczym humorem już podczas pierwszej wojny światowej, na pewno podobną strukturę znajdziemy w angielszczyźnie amerykańskiej — gdy na Dzikim Zachodzie ktoś umierał w butach, to znaczy, że nie w domu, w łóżku i nie ze starości, lecz zwłaszcza powieszony, w pojedynku czy innej strzelaninie.

Raczej wykluczyłbym hipotezę, że chodzi o śmierć w (hiszpańskich) butach — narzędziu tortur. Nie znalazłem poświadczeń tekstowych takiego jakoby katowskiego powiedzonka żargonowego (profesjolektalnego).

W słowniku Lindego

W pierwszym tomie Słownika języka polskiego Samuela Bogumiła Lindego jest następujący zapis:

W bótach umarł; buty spalił = uciekł, Tr. Er hat das Fersengeld bezahlt

Linde, Słownik, tom I, s. 148

Jest to ciekawy ślad. Niemiecki frazeologizm, dosłownie: zapłacić „piętowym pieniądzem”, nie jest całkiem jasny, ale zawiera w sobie obraz szybko oddalających się pięt. Znaczenie: nie zapłacić za usługę i uciec, spylić. Czyli być może taki, co umarł w butach, wcale nie umarł. A to, że dwieście lat temu pisało się po polsku słusznie bóty, to miła ciekawostka.

To jeszcze nie koniec

Trzeba będzie poczytać Terencjusza i staropolskich pisarzy, dzięki czemu może się jeszcze dojdzie do tego, co oni mieli na myśli, gdy pisali w bociech umrzeć. Poszukiwaniu znaczeń frazeologizmów końca nie ma.

Share and Enjoy !

0Shares
0 0

Czy nie gonią w piętkę?

Starość — nie radość, ale: młodość — płochość. Tak niedobrze, a na odwrót całkiem źle. W każdej chwili stać nas na taką refleksję, a spadek bystrości umysłu, szybkości kojarzenia i wyciągania wniosków zasmuca i może spowodować podjęcie decyzji zupełnie odwrotnych niż w danym momencie potrzebne. Goni w piętkę, kto stary i kapcanieje, kto bardzo zmęczony, całkowicie zakałapućkany. Tak to ujął Zygmunt Gloger, w swoim słowniczku gwary okolic Tykocina, lecz frazem okazał się powszechny:

Proszę posłuchać, jak gwarzyliśmy w Wyczesanych rozmowach z red. Pawłem Sołtysikiem. W przyszłym tygodniu, jak się uda, ma być lepsza jakość połączenia.

Wyczesane rozmowy, Radio Kraków, 29.10.2020

Ale to nie to samo co: dostać kręćka bądź kołowacizny — inne frazeologizmy wzięte z ludowej i naukowej weterynarii.

Czyja to piętka?

Może sarnia lub zajęcza, bo powiedzenie pochodzi z języka myśliwskiego. Pies biegnący nie tam, dokąd ucieka zwierzę, goni także na odtrop, pod trop, w skopec, w piętę. Myśliwy, chcący odtworzyć historię polowania, może też sam tropić w piętkę.

Chwiejność znaczenia

Obok źródłowego znaczenia przeniesionego z socjolektu łowców mamy zachodzące częściowo na siebie: ‘przejawiać dezorientację’, ‘zapominać się’, ‘być bezradnym’. Zmęczenie, wyczerpanie może pochodzić z gonić resztkami (sił), gdzie wspólnym elementem jest czasownik gonić.

Pierwszy zapis

Ta to książka wydana w Wilnie w 1823 r. poświadcza myśliwskie gonią w piętę.

Tak to polszczyzna z psów na ludzkie zachowanie przeniosła uwagę, a wraz z krytyką polowań można nabrać przekonania, że wszelkie gonienie zwierzyny jest trochę gonieniem w piętkę, niewyciąganiem logicznych wniosków z rzeczywistości, ale to już zagadnienie pozajęzykowe.

Share and Enjoy !

0Shares
0 0

Dziś w rozmowie z Panią Redaktor Anną Piekarczyk w Radiu Kraków przed hejnałem, to jest około 9.36, rozmawialiśmy o frazeologicznym przysłówku psim swędem. Zapraszam do posłuchania, a poniżej jeszcze trochę kontekstów, objaśnień i odkryć.

Red. Anna Piekarczyk, Artur Czesak, Radio Kraków, 22.10.2020

Dziś psim swędem można coś zdobyć, gdzieś się dostać — łatwo, bez wysiłku, fuksem, nie wiadomo, w jaki sposób.

Najpierw hańba. Cyceron i szewskie czernidło

Swąd to smród. Smród to czasem brud. Brud to niekiedy też wstyd. Grzegorz Knapski w swoim zbiorze Adagia Polonica (1632) zamieścił zdanie: Psiem swędem wyszedł sąd jego pod hasłem Sromotnie — czyli ze wstydem. Polska fraza ma być odpowiednikiem Cycerońskiego sutorio atramento absolutus, to znaczy corruptis iudicibus infami decreto absolutus (Cycero, Listy do przyjaciół, księga VII). Polski tłumacz Erazm Rykaczewski — nota bene także pracowity leksykograf, o którym ciekawie pisał Mirosław Bańko — tak objaśniał frazeologiczną przenośnię Cycerona:

(…) ojciec jego, oskarżony od M. Antoniusza, czernidłem szewskiem, jak mówiono, został uwolniony. (CCLXXI. Cycero do Peta. Epist. ad fam. IX, 21)

Czernidło szewskie, jestto witryol, którym się otruć można. Drudzy mówią, że jak skóra witryolem poczerniona wybielić się nie daje tak pozostała plama hańby na Karbonie, chociaż został wyrokiem sądowym uwolniony. (Listów Marka Tulliusza Cycerona ksiąg ośmioro, przeł. E. Rykaczewski, t. 2, Poznań: nakładem Biblioteki Kórnickiej, 1873, s. 381)

Potem po prostu nic?

Jeśli swąd z dopełniaczem swędu to psi zapach, to jest to coś niematerialnego. Czasem jednak swąd pozostaje także po materialnych wydzielinach psa, które się po śląsku nazywają psińco i także oznaczają oprócz odchodów po prostu ‘nic’.
Gdyby to miało być nic, to wtedy zrozumiały staje się fragment powieści Józefa Ignacego Kraszewskiego:

Pobieżałem z ludźmi do dworu, tam stary niby chory leży, umyślnie się czyniąc takim, aby się mnie zbyć psim swędem. (Stach z Konar. Powieść historyczna z czasów Kaźmiérza Sprawiedliwego, t. 1, Kraków 1879, s. 98)

Z tego cytatu rozumiemy, że chciał go stary zbyć niczym.

Wreszcie psi węch, ludzka intuicja

Nie wiadomo, jakimi drogami i kiedy rozwinęło się znaczenie ‘węch’. Odnotowuje je już jako wariant psim węchem także Nowa księga przysłów polskich. Żyć psim węchem też ma znaczyć ‘łatwo’ — tym, co się znajdzie dzięki węchowi, albo ‘niczym’, bo z samego węchu nic.
Moje przeczesywania na użytek Wyczesanych rozmów w Radiu Kraków dały też efekt pośredni, czyli przykład użycia psim swędem w znaczeniu węchowym:

— A jak to dziś huka nasz Janosik — odezwała się ta stara kobieta głosem ochrypłym—zaraz poznać można, że się dobrze obłowił. Pamiętajcie, chłopaki, jak dwie niedziele temu wrócił tak samo rankiem a milczał, ducha z siebie nie wypuścił, ino fajczysko nałożył i pykał i pykał. Oho! zmiarkowałam ja odrazu, że musiał mieć Janosik jakoweś przykrości. Ale się nie przyznał, dopiero w tydzień mój Aza wyśpiewał o tym żydzie, co to inną drogą pojechał, jakby psim swędem zwąchał, że czekają na niego pod Nowym Targiem. Cha, cha, cha!

(Marya Julia Zaleska, Zbójcy tatrzańscy (c.d.), „Rodzina. Pismo poświęcone wychowaniu i nauce domowej” 1915, nr 35, czwartek, dnia 2-go września, s. 1)

Szczęściu trzeba pomagać

Bardzo lubię wędrówki frazeologiczne, zwłaszcza takie, podczas których uda się wyczesać coś nowego w źródłach językowych. Zapraszam do podsyłania swoich zapytań. Czekamy na maile: hejnal@radiokrakow.pl, artur.czesak@gmail.com.

Share and Enjoy !

0Shares
0 0

Stary, jakby co, to wal jak w dym! Owszem, do oferującego tymi słowami swą przyjacielską pomoc pójdę bez namysłu. Ale o co chodzi z tym dymem i czy rzeczywiście należy w dym iść, a może walić to strzelać?

Proszę posłuchać rozmów na ten temat wiedzionych przeze mnie z red. Pawłem Sołtysikiem w czwartkowej audycji Przed hejnałem w Radiu Kraków.

A broń czarnoprochowa?

W audycji przedstawiam, co wyczytałem w jednym z akapitów autorstwa prof. Kwiryny Handke. Nie całkiem się z tym zgadzam, bom na filmach widział, że gdy jeden szereg XVII-wiecznych strzelców wypalił i brał do ręki wyciory i co tam jeszcze, by broń do następnego strzału przysposobić, to zza ich pleców drugi szereg wychodził i oddawał salwę. Coś jednak musi być, skoro temat wojenny pojawia się w niedawnej rozmowie Pawła Chmielewskiego z Jackiem Hogą w portalu PCh24.pl:

Czarny proch był prawdopodobnie produktem ubocznym działalności alchemików. Uzyskana przez nich substancja wybuchała, nadawała się do rakiet na fajerwerki. Chińczycy próbowali tego użyć w wojsku, ale my zaczęliśmy tego w XIII wieku używać o wiele skuteczniej. Do 1886 roku to był jedyny znany ludzkości proch. Wówczas we Francji, za III Republiki, wynaleziono proch, który uzyskuje dużo większe ciśnienia i o wiele bardziej rozpędza pocisk. Ma też tę charakterystyczną cechę, że jest bezdymny. Od tej pory poprzedni proch był zwany prochem czarnym: salwy na polu bitwy potrafiły całkowicie zablokować widok nieprzyjaciela, stąd też takie powiedzenia jak polskie „iść jak w dym”, bo po salwie żołnierze idąc na bagnety nie widzieli, na kogo idą.

Ano właśnie, gdy nie mamy widoku, to idziemy w dym tylko wtedy, gdy musimy, i raczej niepewnie, a nie śmiało, bo wcale nie mamy pewności, że czeka nas pomocna dłoń. Tak więc albo coś jest nie tak z niezawodnością uzyskania pomocy tam, gdzie mamy iść jak w dym, albo analogia do pola bitwy ma jakąś lukę logiczną. Chętnie o tym podyskutuję.

Share and Enjoy !

0Shares
0 0