Jako między sierpniem a wrześniem 1910 r. wybuchła epidemia cholery w państwach graniczących z Krakowem. Zarządzono rewizye medyczne.
Wyglądało to tak:

Nowości Illustrowane, 1910

Prawda, że pięknie odmalowane typy ludowe polskie, mieszczaństwo, Żydzi, inteligencja, medycy, strażnicy graniczni?

Ale gdzie to jest?

Wygląda na granicę austriacko-pruską. Czy budynki są do rozpoznania?

Share and Enjoy !

0Shares
0 0 0

Za późnośmy się w Polsce wzięli do zapisywania zasobów pamięci „zwykłych ludzi”. Zresztą, takie zapisywanie od razu pokazuje, że zazwyczaj są to ludzie pod wieloma względami niezwykli, a na pewno jedyni w swoim rodzaju.

Wanda Traczyk-Stawska opowiada

Każde świadectwo osoby, która uczestniczyła w wielkich historycznych wydarzeniach jest wartościowe. Pomyślałem więc o pewnym śląskim śladzie w polskim powstaniu warszawskim 1944 roku. Wanda Traczyk-Stawska, pseudonim „Pączek” opowiedziała jedno ze swych przeżyć, o tyle istotne, że mogła wówczas stracić życie. Pojawia się tu wątek śląski.

Miałam kolegę ze Śląska, żandarma, którego wzięliśmy do niewoli. Nazywał się Wilhelm Janek, był plutonowym u Bortnowskiego [generał Władysław Bortnowski], a Niemcy siłą wsadzili go do swego wojska. Był kierowcą w żandarmerii, nie strzelał. Przydzielono go do naszego oddziału, ale nikt mu nie dowierzał. Szedł za mną, bo ja zawsze ostatnia. Miałam przykazane zastrzelić go, gdyby próbował uciekać.  
Na samym początku powstania mieliśmy zdobyć punkt w Alejach Jerozolimskich. Był tam sklep tylko dla Niemców, w piwnicy magazyn. Po drodze była dziura w murze zrobiona przez nasze minerki. Chłopcy, wszyscy wysocy, przeskakiwali. Janek też przeskoczył i czekał, aż dołączę. A ja mała wskoczyłam w brzuch zabitego Niemca, który tam od kilku dni leżał. I tak fuknęło, że zalało mi całą twarz i oczy. Straciłam kierunek. Zamiast biec za kolegami, instynktownie pobiegłam do budynku, żeby obmyć twarz wodą.  
A tam byli Niemcy. Dostaliśmy taki ogień. Janek, zamiast biec za kolegami, został, żeby mnie ratować z opresji. Dzięki niemu żyję.
Miałam dwa handgranaty za pasem i krótki pistolet. On, doświadczony żołnierz, zdołał zastopować Niemców tymi granatami. Hałas sprawił, że koledzy zorientowali się, dlaczego za nimi nie idziemy, i pobiegli z drugiej strony. Wzięliśmy Niemców w dwa ognie i bez trudu zdobyliśmy obiekt. Nikt nie został ranny.  
Ale skończyło się jak samo powstanie – źle. Dowódca powiedział, że Janek popełnił samobójstwo. A już po powstaniu okazało się, że jako jeniec został oddany Niemcom. Nie można było wziąć go do nas, bo gdyby ktokolwiek go zdradził, to byłby rozstrzelany, a wcześniej torturowany za zdradę. Próbowałam go odszukać po wojnie za pośrednictwem radia, ale nie było śladu. Prawdopodobnie wysłali go na Wschód i tam poległ.  

Źródło: https://wyborcza.pl/7,82983,26169675,wanda-traczyk-stawska-tak-czesto-bylam-zalana-krwia-kolegow.html#S.strefa_ogladania-K.C-B.3-L.1.videogruby

Sytuację tę opisała W. Traczyk-Stawska także w 2011 r. w warszawskim wydaniu serwisu wyborcza.pl:

Tomasz Urzykowski: Słynne zdjęcie z Powstania Warszawskiego: Chmielną maszeruje powstańczy oddział, z balkonu na rogu Szpitalnej patrzą mieszkańcy. Scenę utrwalił fotoreporter Sylwester Braun „Kris”.

W pierwszej parze sierż. podch. Bogdan Dąbrowski i kpr. podch. Janusz Szatkowski, potem plut. podch. Adam Porawski i w hełmie strzelec Krzysztof Porwit, syn pułkownika broniącego Woli w 1939 r. Z plutonu żyjemy już tylko on i ja. Wymieniam kolejnych: kpr. podch. Boguś Kryś “Marcinkowski” i plut. podch. Andrzej Bobrowski, dowódca drużyny, który płakał na widok niszczonych domów. Omal nie zginął, ratując obraz Malczewskiego, po wojnie został rzeźbiarzem, zaprojektował Krzyż AK. Dalej widać kpr. Zygmunta Łukasiewicza i prawdopodobnie kpr. podch. Heńka Gutowskiego. Na końcu maszerują st. sierż. Wilhelm Janek – żandarm, którego wzięliśmy do niewoli, mój przyjaciel plut. podch. Zdzisław Mroczkowski “Wrona”, najlepszy strzelec wyborowy w oddziale, st. strzelec Jerzy Rutkowski i kapr. podch. Stefan Basak, żartowniś i podrywacz, ale – jak wszyscy w oddziale – bardzo dobry żołnierz.

Żandarm Wilhelm Janek był Niemcem?

– Ślązakiem. Do niewoli wzięty chyba 4 sierpnia. Kierował “wanną” [niemieckim transporterem]. Okazało się, że w 1939 r. służył u gen. Bortnowskiego, walczył nad Bzurą, potem wrócił do domu i Niemcy wcielili go do swojej armii. W oddziale najpierw chodził przede mną bez broni. Przy próbie ucieczki miałam go zastrzelić. Ale już 6 sierpnia uratował mi życie w czasie ataku na niemiecki sklep Meindla.

Jednostkowy los, rodzina, bliscy, miejscowość?

Wiele już opowiedziano dowcipów (ależ oczywiście), wylano łez i wycierpiano, wspominając udział członków rodzin w wojnie lub „wizytę” wojny w czyimś domu. Może profesjonalni historycy zdołaliby dowiedzieć się czegoś o wspominanym przez weterankę Górnoślązaku? Przepadł bez wieści czy tylko nie umieliśmy dobrze poszukać, np. zamieniając nazwisko z imieniem. A może da się gdzieś sprawdzić składy osobowe jednostek niemieckich, z którymi mógł mieć kontakt pierwszy pluton Oddziału Osłonowego Wojskowych Zakładów Wydawniczych?

Share and Enjoy !

0Shares
0 0 0

Nie gwarantuję systematyczności, ale czas zebrać jak najpełniejszy korpus tekstów, w których znalazła się mowa ludu, język niestandardowy, gwara.
Zadanie: Czechowicz, bo w Scriptores 2009 nr 37, s. 50 powiedziano:

Co to znaczy: język z gwarami lubelskimi? Teraz tego opowiedzieć nie umiem.. Ten wpis ma charakter notatkowy. Zapraszam do uzupełniania powstającego zbioru.

Wyrazem tych zainteresowań są artykuły prasowe przedrukowane w tomie Koń rydzy. Wymieńmy szkice o legendach (Lublin – miastem legend), o lubelskim cmentarzu miejskim (Miasto umarłych), o języku (Gwara ulicy lubelskiej). (Scriptores, jw., przyp. 6, s. 117)

Józef Czechowicz, Gwara ulicy lubelskiej („Kurier Lubelski” nr 285, 16 października 1932, s. 2; pierwodruk: Józef Czechowicz, Legion ulicy i jego gwara, „Trybuna” nr 4, 20 kwietnia 1932)

Share and Enjoy !

0Shares
0 0 0

Ileż znaczeń jednego, banalnego, zdawałoby się, wyrazu. Zaczęło się zaś od wieczornej impresji ks. prof. Marka Lisa:

Czy jeszcze gdzieś w Polsce?

Szukałem krótko i pobieżnie, ale wyszło mi na to, że kamionka w znaczeniu wyrobisko po wydobyciu kamienia nie była notowana.
Jako kamieniołom — w powiatach wieluńskim i radomszczańskim (woj. łódzkie).

Co to jest kamionka?

Cóż za interesujące słowo? W zależności od regionu może oznaczać gatunek gruszek, owoce leśne, naczynie, kunę domową, kamienistą ziemię, owada…

Dopytuję: co to jest KAMIONKA?

Zrobiłem prosty formularz. Nie zbieram danych osobowych, ale zachęcam do kontaktu i dzielenia się wszelkimi lokalnymi słowami. Zależy mi także na danych geograficznych: gmina, powiat itp., bo przecież co wieś, to inna pieśń (albo powieść).
Zapraszam do udziału i pomocy w doszukiwaniu się prawdy o bogactwie lokalnej polszczyzny: https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSdLKX9UvCruEtpxrtsKjXQtCaMtQcf_8rQkr7gOD3txpbnLwg/viewform?usp=send_form

Share and Enjoy !

0Shares
0 0 0

Trzy rozbiory były pewne, choć w szczegółach zawsze jest inaczej, niż ujednolicono w podręcznikach. Na przykład Spisz rozbiory zainaugurował przed rozbiorem pierwszym. Czwartym rozbiorem Polski nazywano chyba zarówno pakt sowiecko-niemiecki, jak i ustalenia alianckie w Jałcie.

Ale żeby osiem?

W gazecie Zgoda z roku 1848 czytam coś, co wskazuje, że w połowie wieku XIX liczono inaczej.

Zgoda, nr 38, Tarnów, 24.09.1848, s. 275

Rozumiem, że można dorzucić ustalenia kongresu wiedeńskiego, ale jak dojść do ośmiu? A napisano wszak wyraźnie o powiatach szamotulskim i bukowskim (do Buku), że jak wiadomo przyłączone do Niemiec na mocy ósmego rozbioru Polski. Otóż nie wiadomo, a przynajmniej ja rad bym zostać pouczony.

Share and Enjoy !

0Shares
0 0 0

Śpiew i muzyka silnie są związane z kulturami lokalnymi, ludowymi, więc i z gwarami, jakimi mówi się i śpiewa w Polsce, ale nie zetknąłem się z językoznawczym opracowaniem nazw tańców, typologią pieśni, słownictwem profesjonalnym wiejskich muzykantów.
Zapewne się okaże, że zapomniałem albo nigdy się nie dowiedziałem o jakiejś publikacji na ten temat albo że temat jest otwarty, a jednym z tropów jest czytanie literatury etnograficznej i etnomuzykologicznej, gdzie znajduje się wiele przykładów takiej właśnie leksyki.

Na przykład CEJNY

Cejny, czyli nastrojony na C. Na przykład klarnet. Dialektologia i folklorystyka nie jednoczą tu sił, a na tym by mi właśnie zależało, bowiem tylko w ten sposób można rozpoznać, co jest lokalne, co ma szerszy zasięg itp. W Słowniku gwar polskich PAN przymiotnik cejny odnotowano tylko z rękopiśmiennego słownika Piotra Bąka z Kramska w powiecie konińskim.

Podobną historię i ten sam przymiotnik poznajemy z odległej znacznie od Kramska Dzwoli:

Głaz Stanisław, ur. 1933, skrzypek, grał też na basie w dzwolskiej orkiestrze dętej. 
Muzykanckie tradycje w jego rodzinie sięgają pradziadka – Jana Głaza [1808-80, ur. w Domostawie z Mateusza Głaza; żona Agata z Garbaczów], który nauczył się grać na klarnecie w armii carskiej (klarnet „cejny” i „esny”). (Źródło: http://www.muzykaroztocza.pl/muzyk/7.html)

Może to więc jakiś muzykancki rusycyzm, bo powiat koniński był także w zaborze rosyjskim. Jeśli tak, to też jakiś półoficjalny, ponieważ w portalu gramota.ru nie znalazłem ani słowa o przymiotniku цейный.

A zatem: poszukuję słownictwa muzycznego, śpiewaczego i tanecznego w wersji jak najbardziej gwarowej.

Share and Enjoy !

0Shares
0 0 0

Przeczytałem dziś o groźnym oszustwie:

https://www.komputerswiat.pl/aktualnosci/bezpieczenstwo/wraca-grozny-przekret-telefoniczny-jesli-odbierzesz-mozesz-zaplacic-fortune/8jzw6s3

Ale pojawia się pytanie o to, jak Państwo mówią, jak Wy, Drogie Czytające Osoby, mówicie. Czy to przypadkiem nie jest jakiś regionalizm?
Będę wdzięczny za odpowiedzi na pytanie formularza: https://forms.gle/h2rgpP9DymUmX11R7

Share and Enjoy !

0Shares
0 0 0

Wprawdzie już bardzo ładnie w Wyczesanych rozmowach w Radiu Kraków z Redaktorem Sołtysikiem rozmawiałem o hetce z pętelką, a nawet znalazłem cytat wcześniejszy niż opublikowany w Nowej księdze przysłów polskich przez Juliana Krzyżanowskiego.

Wciąż bez wyjaśnienia pozostaje wszakże jedna kwestia. Zatem apeluję: Hej, (Pre)historycy i Archeolodzy! Kto wykopie odpowiedź i podzieli się nią ze mną: od kiedy przedmiot pokazany na rycinie (z 1999) nazywa się HETKA (tu kościana, więc bez pętelki)? #polszczyzna #poszukiwania #leksyka

Share and Enjoy !

0Shares
0 0 0

Wiem właściwie tyle, że publikował w czasopismach związanych z Górnym Śląskiem w powojennych Niemczech Zachodnich. Np.

To w 1987 r. w czasopiśmie związanym z Bytomiem Mitteilungen des Beuthener Geschichts- und Museumsvereins (Prace Bytomskiego Towarzystwa Historycznego i Muzealnego — tłumaczenie ad hoc):

Pieczęć ładna

Zadziwiające jest to, że czasopismo wydane tuż przed epoką komputerową w Sieci jest chyba nieobecne, podobnie jak ta publikacja, która historyków Śląska i miłośników Goethego zawsze może zainteresować.

Share and Enjoy !

0Shares
0 0 0

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie. Tak mógłby się zaczynać ten wpis. Bo gdy przychodzi zainteresowanie, to ostatni świadkowie czasów umierają.

To właściwie apel do placówek kultury w Biskupcu i okolicach. Poszukuję materiałów, które pozostały po Antonim Hansie, niegdysiejszym dyrektorze domu kultury, autorze wydanej w Biskupcu Reszelskim książki Od reszelskich pól (1956).

Co by mnie interesowało najbardziej? — materiały folklorystyczne. Istnieje bowiem przekaz, że swego czasu otrzymał on (chyba za pośrednictwem Władysława Gębika) pieśni i nuty z folklorem okolic Szczyrzyca w Małopolsce. Czy ktoś to pamięta? Widział lub cokolwiek wie, może sprostować ten trop?
Wszelkie informacje na ten temat będą dla mnie niezwykle cenne (artur.czesak@gmail.com).

Share and Enjoy !

0Shares
0 0 0