Zacznę od siebie. Pisałem kiedyś siedem lat artykuł. W zaleceniach redakcyjnych albo w redakcji pracy zbiorowej, do której wreszcie go wysłałem, zwijano i rozwijano imiona do inicjałów i odwrotnie. Nie wiem, czy ja to widziałem w korekcie autorskiej, czy nie. Uznajmy, że widziałem, ale autor najmniej widzi w swoim tekście. Finalnie okazało się, że w moim artykule jest MACIEJ Sęp Szarzyński. A powinien być przecie Mikołai.

Wydanie Rytmów MIKOŁAJA Sępa Szarzyńskiego

To był odcinek #00. A skoro się przyznałem do poważnego błędu we własnej publikacji, śmielej przystępuję do działania. Nie mam wiedzy ani wprawy w wytykaniu błędów, jaką miał profesor Henryk Markiewicz. Nie wiem, czy powinno się z imienia, nazwiska, czasopisma, rocznika, strony itd. pisać. Jeśli nie zaprzestanę, to może się wykrystalizuje jakaś forma.

#01 Będzin (Śląsk)

Będzin – Śląsk

To nie jest banalny synonim obecnego województwa śląskiego. Jest mianowicie Instytut Zachodni zajmujący się stosunkami polsko-niemieckimi. Ukazał się stosunkowo niedawno pierwszy tom czasopisma Rocznik Ziem Zachodnich. W tym tomie artykuł pt. Wokół zmian nazewnictwa ulic na Ziemiach Zachodnich i Północnych po 1945 r. – wybrane aspekty. Tu wtręt terminologiczny. Wydaje mi się, że Ziemie Zachodnie i Północne to mniej więcej to samo co Ziemie Odzyskane, pozytywnie brzmiąca nazwa dla tych terytoriów powojennej Polski, które przed rokiem 1939 nie należały do Rzeczypospolitej. W związku z tym kognitywiści by powiedzieli, że prototypowo należą do owych ziem np. Wrocław, Szczecin i Olsztyn. Teraz pytanie o drugi biegun. Kielce by się nie kwalifikowały, ale już o Gdynię i Pszczynę można by pytać, bo w czasie wojny zostały włączone bezpośrednio do państwa niemieckiego. I to jest jedyna linia obrony dla włączenia Będzina do opisu zmian nazewniczych na „Ziemiach Zachodnich i Północnych”. O ile bowiem nazwy ulic Wrocławia urzędowo od XVIII wieku przynajmniej były niemieckie, o tyle niemieckie nazwy ulic w Będzinie to tylko czas okupacji. Przypomnijmy. Będzin nie leży na Śląsku. Będzin jest królewskim polskim miastem, był w zaborze rosyjskim, a w II RP w województwie kieleckim. Sam artykuł oczywiście ciekawy, ale Będzin to Małopolska.

Na mapie nazwa Będzina nie tylko przez eń, ale jeszcze z przestawieniem liter, więc dla tropiciela błędów gratka. Jak widzimy, miasto leżało niedaleko od tzw. trójkąta trzech cesarstw, którego nie wypada nazywać zbiegiem trzech zaborczych granic, jako że Śląsk Górny nie należał bynajmniej do zaboru pruskiego.

 

Mariola Jakubowicz, krakowska slawistka, od lat eksploruje słowiańskie słownictwo i zarazem prześwietla pierwotne sposoby rozumienia nazw uczuć i samych tych uczyć. Kiedyś pisała o gniewie, a w słoweńskim czasopiśmie „Jezikoslovni zapiski” ukazał się właśnie jej tekst o rozumieniu ‘miłości’. Temat jest bogaty — w tekście nie omawia się polskiego rdzenia koch-, śląskiego prz- ani południowosłowiańskiego volj-, lecz ljub-lask-mil-.

Tekst artykułu (link)

Z porównania wynika, że psł. rdzenie *ljub– i *las– predestynowane były do oznaczenia miłości fizycznej, zaś *mil– przede wszystkim do uczucia. Pierwotna konotacja najlepiej zachowana jest w psł. *ljub-, które utrzymało semantykę związaną z upodobaniem, przyjemnością, a więc nawiązującą do pierwotnego znaczenia skupionego na dążeniu do realizacji swych pragnień.

Prawda, ile ciekawych treści kryje się w naszym słowiańskim Aj low ju?

Tam się splótł entuzjazm ze zbrodnią, radość z wygnaniem, narracja patriotyczna z internacjonalistyczną ideologią. I tak dalej. Czy cokolwiek jest słuszne w sposób trwały? Jeśli słusznie czynił towarzysz Wiesław jako minister ziem odzyskanych, że odbudowywał i integrował z pozostałymi częściami Polski (Ludowej) tereny podarowane jej przez Związek Radziecki, to może i pomniki ówczesne wciąż są słuszne?

W 2015 w Iławie koło dworca kolejowego stała jeszcze pamiątka XXV-lecia zakończenia wojny i objęcia polskim władaniem tych terenów. Słuszne? Ale orzeł bez korony.

Niełatwą jest sztuką dekomunizacja, gdy idee nacjonalistyczne sprzęgły się z komunizmem czy socjalizmem realnym lub jak tam go jeszcze zwano lub sam się chciał zwać.

 

 

Jakież wdzięczne pole do pośmiania się ze zderzeń międzykulturowych — gdy Giuseppe jest w Warszawie, a Kargul z Pawlakiem w Stanach Zjednoczonych, gdy Murzyn (tak się kiedyś mówiło) pojawia się w PRL-owskim blokowisku itd.

Znalazłem w sieci pracę Sabine Søndergaard, obronioną na uniwersytecie w Aalborg, pt. Hallo! Ciao! Cześć! En undersøgelse af nationale stereotyper i Hochzeitspolka (2010) og Maria, ihm schmeckt’s nicht! (2009).
Materiałem, jak podano wyżej, są filmy Hochzeitspolka Larsa Jessena i Maria, ihm schmeckt’s nicht w reżyserii Neele Vollmar.

Ciekawym elementem, także humorystycznym, jest humor „etniczny” — wydobywanie elementów różniących przedstawicieli konfrontowanych narodowości, jakoś zestereotypizowanych, ale i zindywidualizowanych przecież.

W pracy znajduje się ciekawy wykres, porównujący nasilenie różnych zjawisk i cech w Niemczech i w Polsce (u Niemców i Polaków, u Niemek i Polek, cokolwiek to znaczy?).

Hofstede, Geert, Gert Jan Hofstede, og Michael Minkov. Country Comparison – Germany and Poland.
—. Country Comparison. 2018a. https://www.hofstede-insights.com/country-comparison/ (senest hentet
eller vist den 4. april 2018).

Nie wiem, czy te filmy mają polskie wersje. To może wiedzieć tylko Współautorka bloga Dobry film, zły film. Wikipedyczna strona filmu Hochzeitspolka wygląda tak, jakby rajcowała wyłącznie Niemców. Czy ktoś przyjrzał im się „polskim” filmoznawczym, socjologicznym, językoznawczym i last but not liść (sic!) — translatologicznym. Chętnie się dowiem, czym jest prawda i dokąd ją wygnano.

Wszyscy znają jednego chyba polskiego etymologa: Aleksandra Brücknera, który najbardziej też gwałtownie etymologizował i gwiazdorzył, ale miał potencjał, którego mu zazdrościli językoznawcy mniemający, że są ścisłymi specjalistami.

Najniesłuszniej najmniej się mówi o Franciszku Sławskim, który wprawdzie słownika swojego, wydawanego zrazu jako popularny, pod egidą Towarzystwa Miłośników Języka Polskiego, nie skończył, lecz pokazał warsztat i czterdzieści lat powojennych jako naczelny, instytucjonalny etymolog działał. Słownik kończy się na haśle łżywy.

Nie spotkałem nigdy Andrzeja Bańkowskiego. Geniusz łączył on z sarkazmem, sobie wiadome skojarzenia wstawiał do etymologij, odbywał wycieczki do miejsc, których nazwy objaśniał, żeby uchwycić etymon wśród lasów, pagórów i rzecznych zakoli. Mam wrażenie, że w imię szczytnych wartości skrócono mu żywot polemikami i słownik (ESJP) mamy do litery R (wydanej w osobnym tomie po śmierci autora).

Wiesław Boryś postanowił i dokonał: jest autorem potężnego, kompetentnego współczesnego słownika etymologicznego. Mają z czym polemizować zwolennicy teoryj, które zbliżają formy rekonstruowane do wzorów chemicznych. Może oni mają rację, ale Borysia może czytać każdy zainteresowany pochodzeniem polskich słów. Profesor korzystał nie tylko ze wszelkich możliwych słowników (widywałem go przy pracy, gdy warsztaty nasze były usytuowane okno w okno), ale także z rękopiśmiennych kartotek gwarowych IJP PAN i wszelkich innych źródeł.

Witold Mańczak powiedział podczas uroczystych obchodów swoich dziewięćdziesiątych urodzin, że odczuwa konieczność napisania krótkiego słownika etymologicznego, który by uwzględniał w zadowalający dlań sposób całe życie propagowaną teorię o nieregularnym rozwoju fonetycznym uwarunkowanym frekwencją. Na załączonym fragmencie filmu nie za bardzo widać Jubilata i niewiele słychać, ale to na świadectwo, że słuchałem tej deklaracji.

I udało się! Słownik ten został ukończony, wkrótce potem zaś profesor Mańczak zmarł. Wydaniem zajął się niezmordowany prof. Leszek Bednarczuk.

Przeskok. W Rosji kilka lat temu zaczął się ukazywać obszerny, kilkutomowy słownik, którego autorem jest znawca m.in. języków syberyjskich Aleksandr Jewgieńjewicz Anikin. Warto wiedzieć, warto się zapoznawać z treścią nowego dzieła. Uwzględnia się tam także bogate i cyfryzujące się zbiory dialektalne rosyjskie, oczywiście też dokonania etymologów polskich. Jest już jedenaście tomów, obejmujących pierwsze cztery litery alfabetu:

Русский этимологический словарь
Вып. 1 (а — аяюшка) / ИРЯ РАН, Ин-т филологии СО РАН. — М.: Рукописные памятники Древней Руси, 2007. — 368 стр. ISBN 5-9551-0208-6.
Вып. 2 (б — бдынъ) / ИРЯ РАН, Ин-т филологии СО РАН. — М.: Рукописные памятники Древней Руси, 2008. — 336 стр. ISBN 978-9551-0265-8.
Вып. 3 (бе — болдыхать) / ИРЯ РАН, Ин-т филологии СО РАН — М.: Рукописные памятники Древней Руси, 2009. — 344 стр. ISBN 978-5-9551-0356-3.
Вып. 4 (боле — бтарь) / ИРЯ РАН, Ин-т филологии СО РАН. — М.: Знак, 2011. — 328 стр. ISBN 978-5-9551-0476-8.
Вып. 5 (буба I — вакштаф) / ИРЯ РАН, Ин-т филологии СО РАН. — М.: Знак, 2011. — 344 стр. ISBN 978-5-9551-0484-3.
Вып. 6 (вал I — вершок IV) / ИРЯ РАН, Ин-т филологии СО РАН. — М.: Рукописные памятники Древней Руси, 2012. — 368 стр. ISBN 978-5-9551-0583-3.
Вып. 7 (вершь I — вняться II). — М.: ИРЯ РАН, 2013. — 352 стр. ISBN 978-5-88744-087-3.
Вып. 8 (во I — вран). — М.: ИРЯ РАН, Ин-т филологии СО РАН, 2014. — 352 с. ISBN 978-5-88744-087-3.
Вып. 9 (врáндовать — галóп). — М.: ИРЯ РАН, Ин-т филологии СО РАН, 2015. — 383 с. ISBN 978-5-88744-087-3.
Вып. 10 (галочка I — глыча). — М.: Нестор-История, 2016. — 368 стр. ISBN 978-5-88744-087-3.
Вып. 11 (глюки — грайка). — М.: Нестор-История, 2017. — 368 стр. ISBN 978-5-4469-118-0.

Tak wygląda hasło biedrieniec, któremu odpowiada poniekąd polski fitonim biedrzeniec.

Anikin – biedrieniec

Nie jest to jednak na pewno ostatnie słowo słowiańskiej etymologii. Powodzenia, Uczeni.

Najstarszy chyba polski aktywny bloger, wybitny pisarz, Jacek Bocheński, rozważa w przejmującym wpisie pt. Śmierć, czy jego niedyspozycja i decyzja o niejechaniu do Katowic na galę Ambasadora Polszczyzny (od początku uważam ten tytuł za chybiony) nie przyczyniła się do przeciążenia stresem i wysiłkiem profesora Walerego Pisarka, który tam, podczas tej gali zmarł.

Rzadko tak myślimy, choć przysparzanie zgryzot osobom bliskim i dalszym właśnie, pozostającym z nami w relacjach ledwie służbowych, oficjalnych, jest jakimś przybliżaniem ich śmierci.

Wspominano prof. Walerego Pisarka w sali 42 Wydziału Polonistyki UJ. Opowieść ks. prof. Wiesława Przyczyny o ostatnich godzinach i chwilach Profesora pozostanie w mej pamięci. I anegdoty, tak liczne, nie burzące wzruszenia, patosu, nie ujmujące prof. Pisarkowi wielkości i sławy.

Był więźniem i niewolnikiem, tak, to właściwe słowa, potem Prasoznawcą. Córka Dorota Krzywicka-Kaindel wspominała:

O tym, że mój Ojciec jest bohaterem, że kilka lat swojego młodzieńczego życia spędził w stalinowskim więzieniu, a potem w obozie pracy, że był torturowany podczas przesłuchiwań, dowiedziałam się oficjalnie dopiero, gdy skończyłam osiemnaście lat. Ojciec powiedział mi to podczas długiego spaceru nad Zalewem Nowohuckim. Kiwnęłam głową i nie podjęłam tematu.

Profesor Walery Pisarek był człowiekiem szlachetnym i delikatnym, mądrym i uśmiechniętym, rzetelnym. Wzór niedościgły, sumienia wyrzut.

Odbudowa Wawelu była dziełem wspólnym. Wymagała pieniędzy i ludzie te pieniądze wpłacali. Bogatsi indywidualni, inni w ramach zbiórek. Bardzo lubię oglądać wawelskie cegiełki — ziemiaństwo, kupcy, przywódca chłopski, uczeni, adwokatura, miasta, osoby prywatne…

W tytule pojawiło się frywolne skojarzenie z piosenką Jeremiego Przybory, niepasujące do tak ważnego dla narodu miejsca. Skoro się jednak pojawiło w moim umyśle, a pisanie bloga nie jest pisaniem orędzia, kazania ani hymnu, to niech zostanie. Pamiętają Państwo?

Jeżeli kochać, jeżeli kochać, jeżeli kochać…
Jeżeli kochać, to nie indywidualnie.
Jak się zakochać, to tylko we dwóch!
Czy platonicznie pragniesz jej, czy już sypialnie,
niech w uczuciu wspiera wierny cię druh!
Bo pojedynczo się z dziewczyną nie upora
ni dyplomata, ni mędrzec, ni wódz!
Więc ty drugiego sobie dobierz amatora
i wespół w zespół, by żądz moc móc zmóc!
I wespół w zespół, i wespół w zespół,
by żądz moc móc zmóc!

Blogerowi takiemu jak ja wszystko się kojarzy z filologią i językiem. Czyli ta ściana jakoś przypominać może język polski — składają się nań liczne głosy indywidualne, zbiorowe, z różnych regionów, ludzi o rozmaitym pochodzeniu, nawykach, a jednak przez sym-fonię, współ-brzmienie wielu głosów tworzą wspólny gmach, konstrukt, zespolony byt.

 

Cugle, inaczej ryzy. W nich się trzymało konia, a metaforycznie także człowieka.

Czyli raczej go powstrzymywało, ograniczało, kierowało nim. Aż nagle, trochę znienacka powstało polskie powiedzonko: wygrać w cuglach. Zapraszam do posłuchania i zgłaszania uwag oraz pytań, tematów następnych audycji. Się przeczesze.

To miał być wstęp, a może preambuła.

Co to za rozmowy?

W piątkowe przedpołudnia, albo poranki — to zależy, kiedy kto wstaje rozmawiam z red. Wiolettą Gawlik o frazeologii. Tytuł audycji wymyślił się podczas żartobliwej przekomarzanki z pomysłodawczynią spotkań, red. Anną Piekarczyk. Rozmowy wyczesane. Pobrzmiewa w tym tytule moje przepiękne nazwisko, moja pasja — przeczesywanie (i współtworzenie) słowników. Nie zapominajmy też, że wyczesany jakiś czas temu w polszczyźnie młodych ludzi był w zasadzie synonimem przymiotnika fajny

Bartek Chaciński powiedział wapniejącej młodzieży lat osiemdziesiątych, jakim językiem mówi młodzież XXI wieku

Wyczesany słownik zawsze na propsie

To znaczy, że celem audycji jest znajdowanie w polszczyźnie, zwłaszcza w jej frazeologii, w zbiorach powiedzeń i skrzydlatych słów, unoszących się między nami, czegoś, co skłania do zastanowienia nad ich znaczeniem oraz pochodzeniem.

Staram się więc opowiadać o tym, co niby wszyscy wiemy, ale po chwili wspólnego zastanowienia się wiemy nieco więcej lub przeciwnie, nabieramy wątpliwości co do poprzednich przekonań, co też może być pożyteczne.

Chodzi o naukowy tekst dr Donaty Ochmann pt. Czy fajny jest fajny?. Proszę, można go sobie przejrzeć, przeczytać lub ściągnąć.
Donata Ochmann, Czy fajny jest fajny (2014)
Artykuł został wydrukowany w roku 2014 w krakowskim czasopiśmie językoznawczym „LingVaria”. Niby niedawno, ale okazuje się, że język młodzieży naprawdę szybko się rozwija, jedne modne wyrazy porzuca, inne wydobywa albo z polszczyzny dawnej, albo nadaje słowom nowe znaczenia. Tak się dzieje w odniesieniu do wyrazów zacny, zacnie (wspominanych przez D. Ochmann), sztos (plus sztosiwo) i innych. Jakich? Może dowiem się od Czytelników.

Przede wszystkim nie wierzmy, że przysłówek fajnie należy tylko do polszczyzny mówionej, potocznej, młodzieżowej. Wystarczy zaglądnąć do dzisiejszego „Dziennika Polskiego”.

Ponadto pomyślmy chwilkę. Jeśli na używanie słowa fajny pomstowali dorośli już przed wojną, to — chwilka obliczeń — ta okropna ówczesna młodzież ma dziś koło 95 wiosen. Z pewnością w gronie koleżeńskim słowa tego używa jakby nigdy nic.


Brak słów, żeby opisać ten deszczowy lipiec. Kwasi, siecze, tnie, siąpi. Cóż to za pogoda. Pogoda pod zdechłym Azorkiem? Nieładnie tak mówić, bo zwierząt poniżać nie trzeba. Ale znalazłem patron, który stanie w szeregu ze świętymi ogrodnikami, co przymrozki majowe przynoszą — Pankracym, Serwacym i Bonifacym, tudzież z tą okropną zimną Zośką. Z szeregu tego się nie wyłamie, bo jest wcieleniem średniowiecznej pokory.

Od wieków 17 lipca Kościół Rzymski wspomina św. Aleksego. Ja od roku Pańskiego 2018 określony typ pogody będę zwał pogodą pod św. Aleksym.

A oto gawęda.

Ten kawałek o pogodzie z XV-wiecznego zabytku polszczyzny po odczytaniu literek wyglądać może m.in. tak:

Ano z wirzchu szła przygoda,
Niegdy mroz, niegdy woda.

Tyz piyknie, jak mawiają najstarsi górale. Święty Aleksy, niech słońca ujrzę refleksy.