Obecność -izm wskazuje na ideologię lub co najmniej prąd myślowy, zespół poglądów. Holokaust — wiadomo.

Redaktor Paweł Lisicki pisze w „Do Rzeczy” o holokaustianizmie. Zobaczymy, czy słowo wejdzie do szerszego obiegu. Kto ciekaw, niech czyta.

Share and Enjoy !

0Shares
0 0

Z zupełnie innych powodów czytałem znaleziony mi przez wyszukiwarkę numer petersburskiego „Kraju” z 1893 r.

Uwagę moją przyciągnęło ogłoszenie, w którym się zachwala palenie śmieci! Teraz krzyczymy, że to się przyczynia do zatrucia powietrza w miastach, wówczas było to na wskroś nowoczesne, ekonomiczne, więc zachwalane.|
Różnica — nie było tworzyw sztucznych, ale mimo wszystko taką gromką reklamę, pełną dumy z wynalazku i poczucia słuszności obranej drogi oczyszczania świata z odpadów przez ogień, czyta się dziwnie.

Prawda?

O inżynierze Klemensie Leszewiczu niczego nie umiałem znaleźć. Pomógł mi dopiero teksty Ewy Ziółkowskiej w Kurierze Galicyjskim:

W Jakucku z betonową zabudową kontrastują trzy murowane budowle sprzed stu lat, utrzymane w stylu neobizantyjskim. Ich autorem był polski inżynier architekt Klemens Leszewicz, wykształcony w Petersburgu, gdzie prowadził biuro techniczno-budowlane. Specjalizował się w instalacjach grzewczych, wentylacyjnych, opracowywał nowatorskie metody utylizacji nieczystości [podkreśl. AC]. Pracował na Sachalinie, a także w Jakucku, gdzie pełnił funkcję architekta obwodowego i w latach 1907–1913 zaprojektował pięć budowli, w tym siedzibę sądu okręgowego (obecnie Akademia Nauk), gmach biblioteki imienia Puszkina oraz urząd skarbowy (obecnie galeria sztuki).

Niby jesteśmy dumni z rodaka, ale teraz będziemy zawracać z błędnej, jak się okazało, ścieżki. Mamy rządowy program Czyste Powietrze.

 

Share and Enjoy !

0Shares
0 0

Nie mam problemu z literówką w notatkach, w szybkim wpisie twitterowym, w napisie na straganie ze śliwkami, ale w książkach i filmach o sprawach ważnych błędy rażą bardziej.

Obejrzałem pierwszą część filmu Wojna totalna, która miała premierę w TVP Historia. Nie jest to film wybitny, ale losy Polski i jej obywateli w czasie drugiej wojny światowej są tematem ważnym bezwzględnie i zawsze, zwłaszcza gdy traktat pokojowy wciąż nie został zawarty. Atut: czytała Krystyna Czubówna. Teraz zaś dodatkowo temat wraca, nie tylko z okazji wrześniowej rocznicy, ale także dlatego, że poseł Arkadiusz Mularczyk zajmuje się kwestią reparacji wojennych.

Ale my tu nie polityce. Chodzi o tempo pracy. Musiało być w ostatnich chwilach zbyt duże. Na to zawsze mam jedną radę: dobrze jest zatrudnić korektora. Osobę, która zajmie się tylko tekstem. Bo potem wstyd.

Chyba że nie wstyd.

Ten obrazek raczej świadczy o pośpiechu i o brakach w organizacji pracy. Następny jednak, błąd banalny, gdyby popełnił go uczeń na klasówce, bardziej mi doskwiera. Ten zły człowiek nazywał się Reinhardt, przez samo „h”.
Należy sprawdzać, co się pisze i publikuje.

Wiem, jest taka teoria, że robienie błędów w obcych słowach świadczyć może o patriotyzmie, zakorzenieniu w polskości. Nie popieram jej.

Share and Enjoy !

0Shares
0 0

Tak zwane warstwy wykształcone co najmniej do pierwszej wojny światowej patrzyły na lud z pewnym zdziwieniem, fascynacją lub obrzydzeniem, w zależności od tego. czy w modzie było bardziej przerzynanie panów piłą czy uczestnictwo w podnoszących na duchu przedstawieniach typu „Kościuszko pod Racławicami”.

Zawsze to jednak było patrzenie jak na obiekt, ba, okaz przyrodniczy, jak na „dzikich” przywożonych z Nowego Świata, jak na człowieka nieskażonego cywilizacją (naiwni russoiści), depozytariusza tego, co najszlachetniejsze, potencjalnego mordercę i codziennego złodzieja, współparafianina… Obiekt, więc gdy naukowo na świat patrzono, to i mierzyć chłopstwu głowy jęli antropologowie, a rysownicy i etnografowie z lubością szkicowali i fotografowali „typy” chłopskie.

Jak ten.

Kojarzy się z Winnetou? I słusznie, bo tak się kojarzyć miał. Źródło: książka do geografii sprzed stu lat.

Share and Enjoy !

0Shares
0 0

Nie z tego się cieszę, że idzie wrzesień, bo na to rady nie ma, ale z tego, że książkę nagrodzono. Tę.

Krakowska Książka Miesiąca

WRZEŚNIA 2018

pod redakcją Donaty Ochmann i Renaty Przybylskiej
Powiedziane po krakowsku. Słownik regionalizmów krakowskich

Jury Nagrody „Krakowska Książka Miesiąca” przy Bibliotece Kraków jednogłośnie przyznało tytuł „Krakowska Książka Miesiąca Września” książce “Powiedziane po krakowsku. Słownik regionalizmów krakowskich”, wydanej przez Wydawnictwo Libron, nagradzając Panie Redaktorki: Donatę Ochmann i Renatę Przybylską
Wręczenie Nagrody połączone z wieczorem autorskim będzie miało miejsce w Klubie Dziennikarzy „Pod Gruszką” przy Bibliotece Kraków w czwartek 27 września o godz. 18.00, ulica Szczepańska 1.Continue reading

Share and Enjoy !

0Shares
0 0

Nie wiem, czy te jabłka działają jak słynne magdalenki Prousta. W każdym razie jest to książka o tożsamości. O jej poszukiwaniu, choć lata minione nie sprzyjały ani poszukiwaniu, ani jej pełnemu wyrażaniu, gdy ktoś nie miał co do niej wahań.
To nie jest pierwsza książka Heleny Piotrowskiej (biogram).

23 czerwca 2018 r. Mazurski Cajtung na Facebooku opublikował fragment, mieniący się słowami, dźwiękami, formami fleksyjnymi, jakże różnymi od małopolskich, do których nawykło moje oko językoznawcze i dialektologiczne ucho: kurpiowskimi, warmińskimi, mazurskimi:

Mowa całej naszej rodziny też jest trochę stąd, i trochę stąd – stwierdziła pół Kurpianka, pół Mazurka z urodzenia, a Warmianka z zasiedzenia. – Muszę wam powiedzieć, że weszło nam w nawyk, że jak się spotykamy, przyjeżdżając niejednokrotnie z różnych części Polski, z miejsca zmieniamy język codzienny na rodzimy. Robimy to z przyzwyczajenia, z potrzeby serca; nawet naukowcy biorą pod lupę sens używania własnego języka. Według profesora Witolda Doroszewskiego, językoznawcy, Przywiązanie do mowy rodzinnej tkwi w każdym z nas i powinno stawać się inspiracją do troski o nią, jako o bardzo ważną część kultury narodowej.
– No widzicie, jakie to ważne? – ucieszył się Piotr, który sypał mową ze szczenięcych lat w wyjątkowo nienaruszonej i ciekawej merytorycznie formie;
„Czym skorupka za młodu…”. – Powiedz coś po swojemu – poprosił. Jego prośbę poparli pozostali.
– Dajta spokój, no wrescie, takie cóś. Ta naso mowa kurpsiowsko duzo sie nie rózni łod mazurskiej. – Kobieta przestawiła się z łatwością. Słyszalne mazurzenie zarówno w jej mowie, jak i wypowiedziach poprzednika, potwierdzało łączność obu kultur.
– Nieważne, kim się jest. Dla mnie najważniejsze jest, by nie być świnią i by się nie poddać. Mam tę moc. Całe życie widziałem obok siebie ludzi walczących ze światem, który ich atakuje. Z czasem przeżycia uczyniły mnie, podobnie jak moich przodków, miększym w środku, a na zewnątrz silniejszym. Co nie oznacza, że nie czuję braku sił. Ale zginam się, nie łamię.
W oczach Hanny zaiskrzyły łzy. Ogarnęła ramionami rówieśnika swojej córki jak brata i rzekła:
– Piotr, nawet nie wiesz, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni. Spotkajmy się kiedyś jeszcze przy jakimś stole, może na wsi, to przyjdę z zionuszkam na głozie – zaczęła z lekkością, by puścić wodze fantazji: – I może razem jakigo gulona tam w ty stodole albo na łoborze łobacymy.
– Estem redy, co pogadalim jek swój ze swojim – odetchnął z ulgą Piotr. – To jo fejn buło opoziedzieć wam. Eszcze myszwa ni pomarli, eszcze żyjama, to szia eszcze obaczym – wyrzucił z siebie, odwzajemniając serdeczny uścisk bratniej duszy.

Żyj i daj żyć innym. Mówić i pisać po swojemu.

Share and Enjoy !

0Shares
0 0

Objaśnienie wyrażenia z kretesem nie jest proste. Dziś z kretesem się przegrywa albo przepada, czyli ginie. A dawniej?
Zapraszam do posłuchania moich na ten temat zebranych informacji, przypuszczeń itp. Do namysłu zachęca red. Wioletta Gawlik z Radia Kraków. Kto naciśnie trójkącik po lewej, usłyszy nagranie audycji z 24 sierpnia 2018 r.

Jak w tytule — z kretesem, do cna, do jizna, na wylot i na amen tematu zamknąć nie sposób. A może Państwo coś dodadzą?

Share and Enjoy !

0Shares
0 0

Nigdy nie byłem w Zelowie, ale wiem o tym mieście, że w tamtejszej szkole uczyła religii i prowadziła zespół muzyczny ksiądz Wiera Jelinek. Tak, ksiądz Wiera Jelinek jest kobietą, obecnie proboszczką (farářka) w miejscowości Ratiboř (strona internetowa). W Zelowie zaś mieszkają potomkowie czeskich przybyszów. Według polonistycznych poradników savoir-vivre‘u grzecznie jest do niej mówić „proszę ksiądz”.

Nieoceniony Google właśnie mnie poinformował, że ukazał się tekst o Zelowie. Zadziwiła mnie nieco terminologia zawarta w artykule: gwara – język czesko-zelowski.

Tolerancja i dialog w środowiskach zróżnicowanych kulturowo na przykładzie historii miasta Zelów

M Samoraj
… Piotr Wróblewski10. Szczególnie pokolenie nastolatków wtapia się w społeczność Zelowa,
zanika specyficzna gwara – język czeski-zelowski [podkreśl. AC].
Dla językoznawstwa rozwój językowy społeczności mniej lub bardziej izolowanych od swojego źródłowego środowiska jest zawsze interesujący. Notabene gwarę niedalekiego Kucowa opisał kiedyś Karol Dejna, dialektolog polski pracujący przez kilkadziesiąt lat w Łodzi.
O życiu zelowskich ewangelików informuje treściwa strona parafialna. O języku czeskim na terenie Polski szerzej informuje poznańska strona poświęcona językowemu dziedzictwu I Rzeczypospolitej.

Share and Enjoy !

0Shares
0 0

Dzisiaj nauka o tym, żeby nie ciągnąć ciemnej metafory, gdy nie wiadomo, w jakim znaczeniu się czego używa i dokąd to może zaprowadzić.

W blogu o językach in statu nascendi sprostowałem opinię Jana Dziadula o tym, że Praszka, to część „śląskiej Opolszczyzny”. Nie, nie, nie, chociaż od ostatniej reformy administracyjnej należy do województwa opolskiego, a nie do śląskiego, gdy rozparcelowano województwo częstochowskie. Historycznie słuszniejsze mogłoby być bowiem łączenie Praszki z ziemią wieluńską, a Wieluń trafił teraz do województwa łódzkiego.

Czarna polewka, ciąży, poroni?

Jan Dziadul pisze o meandrach polityki Ślązaków z partii Ślonzoki Razem, m.in. o tym, że optują oni za tym, by historycznie nieśląskie, czyli małopolskie, terytoria obecnego województwa śląskiego nie wchodziły w skład województwa ze Śląskiem w nazwie. Zastanawia się, jak mogliby na to zareagować mieszkańcy województwa częstochowskiego w granicach sprzed roku 1999. Oto ten fragment:

Koniecpol i Szczekociny ciążą ku Katowicom – nawet czarna polewka podawana przez Ślonzoków nie jest w stanie poronić tego stanu. [podkreślenia: AC]

Cóż to znaczy? Zapewne: ciążą ku Katowicom – nawet sygnały niechęci ze strony partii Ślonzoki Razem nie są w stanie zmienić tego stanu.

Czasownik ciążyć tutaj bardziej odnosi się do grawitacji, ciążenia, a nie do ciąży kobiecej, toteż nieszczęśliwe przedwczesne zakończenie ciąży, poronienie, wydaje się najmniej odpowiednim antonimem. Ponieważ zaś camera obscura służy jednak czepianiu się i piętnowaniu, a nie cierpliwym objaśnieniom, dajmy temu spokój i powiedzmy, że to przykład jakiegoś dziennikarskiego zawirowania myślowego, które nie powinno było przejść przez procedurę zapisywania pliku. Niestosowne i bez sensu.

Czarna polewka zaś to utrwalony w polskiej kulturze, choćby, jeśli nie zwłaszcza przez Adama Mickiewicza, choć to zwyczaj wcześniej utrwalony:

Do zamku nieproszony coraz częściej jeździł,
W końcu u nas jak w swoim domu się zagnieździł.
I już miał się oświadczać: lecz pomiarkowano,
I czarną mu polewkę do stołu podano.

Sam Mickiewicz objaśnił to tak:

Mickiewicz o czarnej polewce

Ale właśnie — gdzie Nowogródek, a gdzie Katowice, Opole i Olesno. Na pewno czarninę (a może czerninę) lubią mieszkańcy ziemi wieluńskiej. Co do Ślązaków pewności nie mam, a serwis ze śląskimi smakami w nazwie bez mrugnięcia okiem opisujący wśród tychże smaków dziedzictwo kulinarne regionu częstochowskiego nie budzi zaufania:

Na terenie Górnego Śląska zupa ta nazywana jest szwarcem, w północnej części województwa – regionie częstochowskim czerniną lub czarniną, a na Śląsku Cieszyńskim czarniną.

Przytoczyć jednak zawsze można. Chodzi więc o to, że niby Szczekociny i Koniecpol się wdzięczą do Śląska, a politycy chcący jednoczyć tereny zamieszkane przez „rdzennie” śląską ludność dają im do zrozumienia, że ich nie chcą. Metafora matrymonialna w kontekście administracyjnym — ujdzie, ale to dziennikarska sztampa.

Share and Enjoy !

0Shares
0 0

Dziesięć lat temu Uniwersytet Śląski przyznał doktorat honoris causa Irenie Bajerowej, wybitnej językoznawczyni, koleżance z polonistycznej ławy zdolnego studenta Karola Wojtyły, żołnierzowi AK, prorektor UŚ.  Zmarła w 2010 r., przejmująco żegnał ją kolega, Franciszek Macharski. Wspomnienie pośmiertne z biogramem opublikowała m.in. Krystyna Kleszczowa.
Właśnie kupiłem książkę 40 lat władzy komunistycznej w Polsce, wydaną w Londynie pod redakcją Ireny Lasoty we wrześniu roku 1986. Jaki jest związek pomiędzy tymi faktami? Okazuje się, że Michał Piotr Markowski (nie mylić z Michałem Pawłem Markowskim, autorem Anatomii ciekawości!) to Irena Bajerowa. Tytuł tekstu z nieprawomyślnej, bo wolnej od cenzury książki, brzmi:

Jak oduczamy się mówić i myśleć – czyli o nowomowie w PRL

Teksty mądrych ludzi czytać zawsze warto. Na przykład:

Nie zawsze celem nowomowy jest propaganda danych treści; często cel ten ma być osiągany pośrednio, a mianowicie nadawca (np. publicysta) tylko stara się usilnie zamanifestować poprawność swej postawy ideologicznej, co w połączeniu z autorytetem autora, źródła itp. może działać propagandowo.

Dlatego kultura języka polskiego zwraca baczną uwagę na ślady nowomowy; przede wszystkim musi je ujawniać, gdyż, jak się twierdzi, nowomowa najbardziej boi się zdemaskowania.

Baczna obserwacja języka zawsze się przydaje.

Share and Enjoy !

0Shares
0 0