Pod hasłem Zbrodnia katyńska w Wikiquote czytamy (ale to się może zmienić):

I tylko pamięć została
Po tej katyńskiej nocy…
Pamięć nie dała się zgładzić,
Nie chciała ulec przemocy.

Dlaczego dziś o Katyniu? Ponieważ warto wspomnieć Feliksa Konarskiego, autora tych słów, przypisywanych często Marianowi Hemarowi. Autorytatywnym rozstrzygnięciem jest solidnie opracowana przez Jerzego R. Krzyżanowskiego antologia wierszy o Katyniu z roku 1995.

O Feliksie Konarskim należy pamiętać (dziś rocznica jego śmierci) nie tylko więc z tego powodu, że jest autorem słów nieśmiertelnej piosenki Czerwone maki na Monte Cassino.  Można podumać nad jego emigranckim losem. Także dlatego, że poetyckim słowem utrwalał pamięć o Katyniu.

Trzeba jeszcze zadbać o poprawność tekstu. Po internecie krążą różne wersje. W krajowym wyborze wierszy Konarskiego Katynia nie ma. Trzeba więc się oprzeć na wyżej zaprezentowanej antologii. Tam zaś występuje różnica w stosunku do tekstu umieszczonego na tablicy u wejścia do szkoły przy ulicy Bernardyńskiej w Krakowie.

Jak widzimy, na tablicy napisano „I woła sprawiedliwość”, a w tekście drukowanym to pamięć woła „o sprawiedliwość”.

A jak jest z pamięcią o Katyniu?

Nam się w Polsce zdaje, że wszyscy wszystko wiedzą od 1943 roku, że w okresie PRL inaczej mówili tylko kłamcy i oportuniści, a w sowieckie tłumaczenia nikt nie wierzył. Nie jest tak. Dla przypomnienia i poznania mniej znanych okoliczności oraz dokumentów źródłowych warto zajrzeć do dodatku „Do Rzeczy” o Katyniu (można pobrać PDF).

Świetna robota popularyzująca to, czego dzisiejsze średnie pokolenie nie uczyło się w szkole ani czego nie miało czasu doczytać, gdy w latach 90. walczyło o byt lub dobrobyt, jak tam się komu wiodło.

Napisałem, że w Polsce to jest oczywiste, ale w Rosji, jak wyczytałem, niekoniecznie. Działa tam inżynier Jurij Muchin (ur. 1949), płodny publicysta, który „dowodzi”, że przypisywanie Sowietom zbrodni katyńskiej to spisek. Dane bibliograficzne przytaczam na dowód, że to nie jest jakaś antyrosyjska blaga, ale realnie istniejące publikacje.

  • Ю. И. Мухин. Катынский детектив. — М.: «Светотон», 1995. — 176 с., 10 000 экз. ISBN 5-7419-001-9 (ошибоч.) [= błędny — AC]
  • Ю. И. Мухин. Антироссийская подлость. Расследование фальсификации катынского дела Польшей и Генеральной прокуратурой России с целью разжечь ненависть поляков к русским. — М.: «Крымский мост-9Д», «Форум», 2003. — 762 с.

Nie kończmy pesymistycznie. Wspomnijmy w dniu wiedeńskiej wiktorii Feliksa Konarskiego, poetę, który pamiętał, poetę godnego najlepszej naszej pamięci.

Nazwisko bohaterów cyklu powieściowego Małgorzaty Musierowicz, kochających się i kochanych przez czytelników mieszkańców poznańskich Jeżyc, nie jest powieściową fikcją. Nie jest też nazwiskiem mówiącym, jak to bywało w polskich powieściach i dramatach czasów dawniejszych, gdzie od razu charakteryzowało bohaterów, np. Doświadczyński czy Raptusiewicz.

Borejko, dawniej pisane też Boreyko, wywodzi się jakoby z czasów odległych.

Tak piszą autorzy herbarzy, m.in. Niesiecki (cyt. z wydania XIX-wiecznego, dziękuję Google Books):

O początkach jego nigdziem nie czytał. To ciekawe. Jak ten herb charakteryzowano? Jako dwie litery Z („dwoie Z drukowanych, śrzedniemi liniámi ná krzyż złożonych”). Tak uczynił autor herbarza wydanego w drukarni akademickiej krakowskiej w r. 1757 Duńczewski:

We wpisie o swastyce (i dziwnym zapisie sfatyska) była już mowa o polskich ludowych użyciach znaku tego, znanego od starożytności w Indiach i rozprzestrzenionego przez zbrodniczych niemieckich (i nie tylko niemieckich) nacystów.

Wracajmy na osiedle Jeżyce. Czyżby tak poznańscy Borejkowie byli przybyszami z Wileńszczyzny?

Jakie to krakowskie słowo! Figuruje oczywiście w nowo wydanym słowniku regionalizmów krakowskich, ale to nie wszystko. Ktoś bowiem mógłby pomyśleć, że taki słownik to zbiór archiwaliów językowych sprzed wieku, no, sprzed osiemdziesięciu lat, kiedy to po Plantach chadzali luminarze Młodej Polski, anonimowi od ćwierćwiecza.

Nie! Młoda inteligencja krakowska, której jedną z kuźni jest Piąty Zakład Naukowy (V LO), używała tego słowa, a świadectwo temu, nie metajęzykowe, lecz uzualne, daje Katarzyna Kubisiowska, wspominając swoje przygody z twórczością Andrzeja Bursy, którego utwory właśnie wydał w Znaku Wojciech Bonowicz. Opisuje felietonistka swoje eliminacje olimpijskie na etapie szkolnym:

Egzaminujący profesor Z. zapytał osłupiały: „Koniec?” Ja: „Mam jeszcze prozę”. I, tu muszę się sama pochwalić, naprawdę się przyłożyłam. Z moimi 178 cm wzrostu, z za długimi nogami, za długimi rękami, za długą szyją, bo tak wtedy (i zbyt długo) z niechęcią o sobie myślałam, do profesora Z. – mierzącego góra 160 cm i dożartego jak mało kto – mówiłam z pełnym zaangażowaniem, w którym tliło się marzenie, by słowo stało się ciałem – „Ze sposobów znęcania się nad gośćmi niskiego wzrostu”.

Dożartego jak mało kto. To dobre słowo — jakby łagodniejsze mimo wszystko od wrednego i nie zawierające wulgarnego rdzenia jak upierdliwy, którym się brzydziła, pamiętam doskonale, prof. Danuta Wesołowska. Proszę, przykład z ust Stanisława Handzlika, urodzonego w nieodległej od Krakowa Marcyporębie:

Historycy i sędziowie muszą się również zagłębić w znaczenie przymiotnika dożarty. Jaką niesie w sobie ocenę i jak wiele oraz co dzieli go od znaczeń przymiotnika francowaty?

Ojczyzna nasza jest piękna, dlatego niefortunne było, w znaczeniu komunikatywistycznym, opisanie jej przez Władysława Bartoszewskiego jako brzydkiej panny na wydaniu, która powinna zadbać o swój image, skoro chce być przyjmowana na europejskich salonach. Zwłaszcza brzydkiej. Z Bartoszewskim, człowiekiem nie tylko czynu, ale i zapamiętałym archiwistą, szperaczem, dokumentalistą, było — myślę — tak, że mógł pewne obrazy mieć utrwalone w podświadomości.

My byśmy dziś Polski nie przedstawiali w satyrycznych alegoriach politycznych jako hożej dziewoi. Przed wojną, panie, jednak oprócz tego, że wiele rzeczy było takich samych, tylko gorszych lub ładniejszych (bieda, przemoc, prostytucja, cholewy oficerskich butów, kabarety, honoraria, szacunek dla nauczycieli i urzędników), to również zastanawiano się nad wyborem geopolitycznej drogi. Nie tylko w gabinetach uczonych, polityków i sztabowców, lecz także na łamach prasy codziennej. Pakty o nieagresji i samouprzedmiatawiająca się wizja Polski jako dzieweczki w wianeczku, która duma o tym, jakie konsekwencje może mieć zaogniający się spór osiłków z sąsiedztwa.

Oto flirt, konkury, umizgi, końskie zaloty, koperczaki i potencjalna bitka dwóch absztyfikantów: (od lewej) Hitlera i Stalina, z Dziennika Bydgoskiego, 15 listopada 1934.

Okropne? Tak.

Do zajęcia się obiegowym sformułowaniem na bakier skłonił mnie interesujący gramatycznie cytat, na który się natknąłem na Twitterze. Dotyczył on wpisów „osób, które mają na bakier z własnym sumieniem”. Najpierw więc upewniłem się, że poprawnie jest być z czymś na bakier, a mieć na bakier można czapkę.

A potem się już zaczęło! Zapraszam do posłuchania nowego odcinka Rozmów wyczesanych w Radiu Kraków:

Bardzo się cieszę, że redaktor Paweł Sołtysik zachęca do zadawania pytań. Warto słowniki i internety przeczesywać, żeby odnajdywać pierwotne sensy i obrazy tworzące nasze polskie słowa i powiedzenia.

Trudne słowa, najciekawsze środkowe.

Znalazłem je w książce o sztuce ludowej z roku 1903, z czasu, kiedy Adolf Hitler nie był przywódcą zbrodniczych hord z tym znakiem na sztandarze.

Sparogi są chyba polskie, jeśli jest tam słowo róg. Brak w każdym razie w słowniku warszawskim (SW) wskazania na etymologię obcą.
swastyce powszechnie wiadomo, że ma etymologię sanskrycką. SJPD: svastika od svasti ‘pomyślność, dobrobyt’. Bańkowski w WSWO PWN objaśnia strukturę: su ‘dobrze’ + asti ‘jest’. Wspomniany wyżej SW definiował ją nieco dziwnie:

koło a w nim krzyż o ramionach z postaci czterech gam abecadła greckiego

Dlaczego dziwnie? No tak, sto lat różnicy, w szkole nie było greki, zmieniła się też ortografia. Dziś grecką literę Γ nazywamy gammą. Teraz się zgadza — cztery gammy.

sfatyska Mokłowskiego? Albo to wynikająca z nieporozumienia omyłka składu drukarskiego, albo odbicie jakiejś teorii, która nie została objaśniona przez przedwcześnie zmarłego, uzdolnionego badacza.

Na stronie Kancelarii Prezydenta pojawiła się lista 44 tekstów do czytania, Narodowego Czytania, w obecnym szczególnym roku stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę.
To nie tylko lista, ale większość tekstów można ściągnąć w formacie rtf:

  1. Józef Ignacy Kraszewski, Stara baśń, tom II, rozdz. 8
  2. Anonim, Bogurodzica.
  3. Jan Kochanowski, Kto mi dał skrzydła, kto mię odział pióry… [w:] tegoż, Pieśni, ks. I, nr 10.
  4. Mikołaj Sęp Szarzyński, Pieśń IV: O cnocie szlacheckiej [w:] tegoż, Rytmy abo wiersze polskie.
  5. Piotr Skarga, Kazania sejmowe, [tu:] Kazanie wtóre: O miłości ku ojczyźnie i o pierwszej chorobie Rzeczypospolitej, która jest z nieżyczliwości ku ojczyźnie [fragment od słów: „Dwoje przedniejsze rozkazania, umierając Pan Jezus…”; do słów: „…zatonie, i z nim my sami poginiemy”].
  6.  Jan Chryzostom Pasek, Pamiętniki[fragment: Rok Pański 1683; od słów: „Tak i wiedeńska forteca…”; do słów: „nie zapomniawszy jeszcze łaźni, którą im anno 1673 sprawił pod Chocimiem nad Dniestrem”].
  7. Wespazjan Kochowski, Psalmodia polska, [tu:] Psalm XXVI: Pienie wdzięczności za zwycięstwo wiedeńskie.
  8. Szymon Starowolski, Lament utrapionej Korony Polskiej [od początku aż po fragment poetycki włącznie].
  9. Anonim, Odważny Polak na marsowym polu [pieśń konfederatów barskich].
  10. Ignacy Krasicki, Święta miłości kochanej ojczyzny.
  11. Franciszek Karpiński, Żale Sarmaty nad grobem Zygmunta Augusta, ostatniego polskiego króla z domu Jagiełłów.
  12. Józef Wybicki, Pieśń Legionów Polskich we Włoszech.
  13. Cyprian Godebski, Wiersz do Legiów polskich (1805).
  14. Aleksander Fredro, Trzy po trzy [od początku utworu do słów: „Jeden z nich tylko wrócił do Francji – i na własnej grzędzie pędził w niedostatku dnie starości i cierpienia. Napoleona już nie było”].
  15. Alojzy Feliński, Boże, coś Polskę.
  16. Adam Mickiewicz, Do matki Polki.
  17. Karol Boromeusz Hoffman, Wielki Tydzień Polaków, czyli opis pamiętnych wypadków w Warszawie od dnia 29 listopada do 5 grudnia 1830 r., Warszawa 1830, tu: fragment o nocy belwederskiej, s. 23-32 (wyd. Warszawa 1915), [fragment od słów: „Dzień ten był 29 Listopada 1830 roku…”; do słów: „Dnia 30 Listopada, około godziny 8-ej rano powitaliśmy jutrzenkę oswobodzenia Polski”].
  18. Adam Mickiewicz, Dziady cz. III, scena I [opowiadanie Sobolewskiego; fragment od słów: „Czy nie ma nowin z miasta…”; do słów: „Nie tak świętą, ni wielką, lecz równie niewinną”].
  19. Adam Mickiewicz, Księgi pielgrzymstwa polskiego, wstęp , rozdz. I-III, VI.
  20. Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz, ks. XII [koncert Jankiela; fragment od słów: „Było cymbalistów wielu…”; do słów: „On, czapkę zdjąwszy, wodza rękę ucałował” (wersy: 642-761)].
  21. Juliusz Słowacki, Grób Agamemnona.
  22. Zygmunt Krasiński, Psalm miłości [wersy: 1-179; 378-431] [w:] tegoż, Psalmy przyszłości.
  23. Cyprian Kamil Norwid, Moja piosnka II.
  24. Eliza Orzeszkowa, Nad Niemnem, tom II, rozdz. IV [mogiła powstańców styczniowych; fragment od słów: „– Proszę stanąć i naokoło spojrzeć – głosem cichszym niż zwykle rzekł Jan”; do słów: „… wiecznego pod ziemią gorzenia i wyrzucania na świat niewidzialnych iskier?”].
  25. Adam Asnyk, Póki w narodzie myśl swobody żyje.
  26. Henryk Sienkiewicz, Potop, ks. II, rozdz. 14 [obrona Jasnej Góry].
  27. Maria Konopnicka, Pieśń o domu.
  28. Roman Dmowski, Myśli nowoczesnego Polaka [Wstęp].
  29. Stanisław Wyspiański, Wyzwolenie [modlitwa Konrada, akt II; fragment od wersu 1348: „Pamiętam, niegdyś wchodziłem…”; do wersu 1509: „…błogosław czyn i rzeszę!”].
  30. Józef Piłsudski, O wartości żołnierza Legionów, Lwów, 5 sierpnia 1923.
  31. Leopold Staff, Polsko, nie jesteś ty już niewolnicą!
  32. Eugeniusz Małaczewski, Koń na wzgórzu, rozdz. IV.
  33. Jan Lechoń, Piłsudski.
  34. Stefan Żeromski, Przedwiośnie [fragment o „szklanych domach”; od słów: „Dlatego
    do Polski – mówił – że tam się zaczęła nowa cywilizacja”; do końca tego podrozdziału].
  35. Kazimierz Wierzyński, Zstąp, Duchu Mocy.
  36. Aleksander Kamiński, Kamienie na szaniec, rozdz.: Pod Arsenałem.
  37. Krzysztof Kamil Baczyński, Mazowsze.
  38. Czesław Miłosz, W Warszawie.
  39. Jan Paweł II, Homilia w czasie Mszy św. na placu Zwycięstwa (Warszawa, 2 czerwca 1979).
  40. Krzysztof Jan Kasprzyk, Postulat 22 [pieśń strajkowa z sierpnia 1980].
  41. Andrzej Kijowski, Co się zmieniło w świadomości polskiego intelektualisty po 13 grudnia 1981 roku? [fragment od słów: „Czuliśmy to latem 1980 roku, że dzieje się coś, czego dotychczas nie było…”; do słów: „…i kochał ten charakter w innych i w sobie samym” [w:] tegoż, Rachunek naszych słabości.
  42. Zbigniew Herbert, Raport z oblężonego miasta [wiersz z tomu pod tym samym tytułem].
  43. Jarosław Marek Rymkiewicz, Rozmowy polskie latem 1983 roku [rozmowa z panią Żabką; fragment od słów: „Pani jest ze wschodu, pani Żabko…”; do słów: „To Mickiewicz ją obraził”].
  44. Wojciech Wencel, Epigonia [wiersz z tomu pod tym samym tytułem].

Usiłuje człek czytać internet na bieżąco, ale okazuje się, że to niemożebne i powstają zaległości. Ale dzięki temu, że się czegoś nie wie, można coś odkryć. Dzisiejsze moje odkrycie to żywa osobowość profesora Franciszka Kobryńczuka (1929–2016), profesora nauk weterynaryjnych, wybitnego znawcy anatomii zwierząt. Żałuję, że się z nim nie zetknąłem. Wikipedia podaje, że podobnie jak profesor Walery Pisarek, o którym też tu pisałem, spędził kilka lat w więzieniu w czasach stalinowskich za działalność niepodległościową. Pisał również książki dla dzieci. To dużo, ale najbardziej mnie zaciekawiła informacja o słowniku gwarowym. Napisał tak w 2013 roku profesor do Wieści Sokołowskich (Sokołów Podlaski), wspominając swoje młode lata wśród przyjaciół — uczonych i ziomków zarazem:

Nie tylko mierzyliśmy jelita i edukowaliśmy studentów na ćwiczeniach, ale też zupełnie prywatnie weseliliśmy się z naszego ziomkostwa. Postanowiliśmy, dołączywszy do naszego grona kolegów z Katedry – dr Henryka Kobrynia z Łazowa i dr Lucjana Radomskiego z Myśliborów, opracować słownik wyrazów regionalnych okolic Sokołowa Podlaskiego. Ja byłem sekretarzem. Pisaliśmy nawet opowiadania w naszej gwarze. Pamiętam jedno z nich zaczynające się: „Łolek śkape uwiązał do pala na łuwrociu. Połozuł sie na wznak. Dumał. Od jakiegoś casu smalił kopercaki do jednej dzięcielanki. Chciał jo oglądać joko swojo młoduche, a siebie widzieć panem młodem” Mam ten słownik w swoich zbiorach. Odnalazłem go, kiedy był zaginął po śmierci Stanisława [Stanisław Mateusz Pytel, ur. w Dzięciołach Bliższych — wyjaśnienie i podkreślenie AC].
A jak chcieliśmy odprężyć się zupełnie, graliśmy w domino. Kiedyś przyłapał nas Profesor Krysiak. Nie skarcił nas, ale z tą rozrywką przenieśliśmy się do muzeum z kośćmi. Oczywiście wskazane było używać jak najwięcej podlaskiej gwary podczas tej gry.

Teraz, po śmierci „sekretarza słownika”, dla naszej kultury i wiedzy o sobie ważne jest pytanie: Gdzie jest ten słownik? Nie znam sytuacji rodzinnej autora. Co się stało ze słownikiem i tymi opowiadaniami? Słownik koniecznie trzeba zakonserwować, zbadać, a może i wydać, bo to dokument językowej przeszłości tak ciekawego regionu.

Adresatami tego pytania są:
1) rodzina Profesora,
2) uczelnia, czyli Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego, Katedra Anatomii Zwierząt,
3) Białowieski Park Narodowy, bo zmarły zajmował się też anatomią żubrów, a może i o gwarze rozmawiał z pracownikami BPN (wspomnienie Piotra Bajki na stronie Parku),
4) Wieści Sokołowskie, bo to dzięki nim świat się dowiedział o słowniku,
5) Kiełpiniak (Tomasz Kulesza?) i GOK w Sterdyni,
6) Gmina Ceranów; w tej gminie, w Długich Grzymkach urodził się F. Kobryńczuk.
I wszyscy inni ludzie dobrej woli, którzy zechcą pomóc uratować lokalne słowa.

Ćwierć wieku pracuje Edward Cyfus, by gwarę warmińską czasów swej młodości wprowadzić najpierw do publicznej „audiosfery” — w Radiu Olsztyn wygłaszał felietony. Publikował także ich teksty i książki, w tym elementarze, o których pisałem i mówiłem gdzie indziej.

Po tym etapie przyszedł jeszcze ciekawszy — nowi, młodzi użytkownicy! Piszą i mówią. Ośmielili się przez kontakt ze starszymi członkami własnych rodzin lub warmijskimi z dziada pradziada sąsiadami czy sąsiadkami.

Dziś tekst, który napisała Alina Deptuła, uczestniczka kursu gwary warmińskiej. Opublikowany został na facebookowej stronie Gwara warmińska, ale że Facebook ulotny, to na tę nieco trwalszą stronę dla rozpowszechnienia, udokumentowania i pochwalenia przeklejam:

Wszystke drogi prowadzó na Warnijo

Noszo Warnijo je nopsiankniejszo w coły Polsce, to nie łod dziś ludzie ziedzó. Nolepsi to zidać jek sia nazot wroco z drugych strón Polski. A kedy łoboczy sia nosze lasy, górki to ziysz coś je na Warniji. Człoziek czuje się mocno łuradowany i szczajście go łogornio. Kożdan nojdzie cóś no siebzie. Cołan rok je co łobglóndać, łodziydzać na Warniji, tlo brok chciyć.
Pora dniów tamój nazot am buła w Ruszajnach kele Wotamborka. Jek w jeki bojce, take psiankne mniejsce. Dołobkoła las i tak cichuchno, tlo ptoszki spsiywajó. Jekby cias sia zatrzymoł. Potam am jechała do Bukwołda bez Brónswołd, Barkweda. Am sobzie pomyślała, co te łokolice só jek zaczarowane. Bułam tyż w chałupce nad jyzioram Syrwant, to zidziałam jek łabandzie z młodami pływajó, a i dzikych kaczoków gwołt buło. Druge ptoszki spsiywajó jek łoszolałe. A po taki rejzie to spsik człozieka je rychtycznie mocny, po tam jek sia nałoddychoł śwyżygo pozietrza. Te mniejsca só łoddalóne łod Łolstyna ziancy jek 20 kilómytrów.
Cołe lato, jesiań, prazie w kożdy wsi czy mnieście na Warniji w sobota, niydziela só łorgonizowane ciykowe festy i kermase. A to śwanto syra (w Lidzbarku Warnijskam) , psiwa, mniodu (w Łolstynie), psierogów. Potam só dożynki, śwanto psieczónygo kartofla. Możewam tamój kupać rychtyczny mniód, syr czy psiwo, chlyb, mniajso, woszty, ryby, kuchy łod mniejscowych gyszefcmonów, gburów i posmakować tygo tyż na mniejscu.
Mus pojechoć do Gyczwołda, dzie noszo Matulka pokozała sia dziywczoczkom w 1877 (tysiónc łosiómset siytómdziesióntam siódmam) roku. Łod tygo ciasu na warnijskych wsiach ludzie łustoziali gwołt kapelków. Noród sia modli przy kapelkach noczajści do gyczwołdzki Poni, chtórno je łobleczóno w modry klejd, bo modry to warnijsko farba, łod ksiotków lnu. Brok pamniantać co Warnijo je katolicko.
Możewam pojechoć ołtam, abo lepsi kołam szpurami tych warnijskych kapelków kele drogi, a każdo z niych je jenakszo. I zioskowych kościołów dzie co jedan to psiankniejszy. Jek jydziewam nazot to rozglóndowam sia dołobkoła na zielóne lasy, górki i dziwujam sia na te jek namalowane łobrozki.
W somam Łolstynie jidziewam na Stare Mniasto, zomek, do kościołów, planetarium. Abo sia poszpacyrować nad Łynó. Jek chto lubzi pływać, abo sia wygrzywo
na słónku, fitać ryby na wóndka to wybziyro jyzioro. Tych jyziorów dołobkoła Łolstyna mowam 11 (jedanoście) i w chtórno stróna pojydziewam, to je jyzioro. Mowam szczajście, co tych jyziorów tyle sia łostało.
Kożdan, chto żyje na Warniji, czy to rychtyczny Warnijok, czy tan co na Warnijo przycióngnół musi znoć choc trocha godka warnijsko, zyty warnijske. Ziedziyć co to je gburstwo, łobora, jek Warnijoki kedajś robzili swojo robota w gburstsie. Jek szykowali jydło, na śwanta? Co to je łodpust, łosiera, kermas? Czy Warnijoki zierzyli w gusła? Co to je kołbuk? Co to só Gody, nowelatko, szemel? Jek sia rychtowało gburstwo na zima?
Coby sia tygo wciórkygo doziedzić, to nolepsi sia zapsisać na kurs godki warnijski. A na tam kursie Poni Izabela Lewandowsko i Pon Edward Cyfus nołuczó chantnych. Pokożó tyż w Giłowach Muzyjum Warnijskygo Gburstwa. Muzyjum je w psiankny, stary, warnijski chałupsie, rychtowany bez 11 lot. W ty chałupsie só rozmajite gyryjty do gburstwa. W kuchni stoji kocher z fejerkami. Kele chałupy rosnó malwy i rozmajite druge ksiotki. Łuradowanom, com tamój buła.
Mom szczajscie, co nolazło sia no mnie mniejsce na tam kursie, bo jenaczy nie poznała bym gyszychtów, chtórne łopozieduwali Poni Izabela i Pon Edward. No i eszcze nie poznałabym fejnych ludziów z tygo noszygo kursa.
Alina Deptuła

Fejn. Językoznawcze obserwacje szczegółowe mogę sobie zostawić na kiedy indziej i gdzie indziej. Zdaje się, że mamy do czynienia ze standaryzacją i ze zmianami analogicznymi. Zawszeć to lepiej, że język się zmienia, niż gdyby miał zniknąć.
A co to są zyty? Zwyczaje oczywiście.