Grzegorz Kulik, osobistość i osobowość, opublikował kolejny filmik ze swojego popularnonaukowego cyklu CHWILA Z GODKŌM.
Porusza ważną kwestię dopełniacza liczby pojedynczej i mianownika liczby mnogiej dużej grupy rzeczowników rodzaju nijakiego.


Autor pisze też i mówi o innych rzeczownikach rodzaju nijakiego zakończonych na –e:


Terŏz powiym wōm ô wyjōntkach. Jŏ znōm trzi słowa, co majōm klang taki, iże mogłyby sie tak ôdmiyniać, a sie tak niy ôdmiyniajōm. To morze, to pole i to połednie. Kogo? Czego? Morza, pola i połednia. Niy idzie pedzieć morzŏpolŏ ani połedniŏ.
Ale sōm nazwy miejsc, co tyż sie tak ôdmiyniajōm, pra? Jastrzymbiŏ, Ôpolŏ, Koźlŏ, Zŏbrzŏ, Zołynżŏ, Chebziŏ, Zŏgłymbiŏ. Co ône majōm spōlne? To, iże sōm nijake. To Jastrzymbie, to Ôpole, to Zŏbrze, to Zołynże i tak dalij.
Niykerzi by chcieli ôdmiyniać do Bytōmiŏ i do Wrocławiŏ. Ino że to je tyn Bytōm, a niy to Bytōmie. To je tyn Wrocław, a niy to Wrocławie. Bez to jadymy do Bytōmia i do Wrocławia.
Ftoś by spytoł „to czymu sie gŏdŏ do Ustrōniŏ, jak je tyn Ustroń?” Bo Ustroń to je miano polske. Po naszymu je to Ustrōnie.
https://wachtyrz.eu/stolecie-i-inksze-jak-je-odmiyniac/

Otóż morze, pole i połednie to nie żadne wyjątki, ale ta trudna do objaśnienia na gruncie współczesnego użycia języka różnica jest oczywista historycznie. Końcówkę
o mają rzeczowniki, które nie miały przed parunastoma wiekami po prostu końcówki –e (jak pole, morze, południe, dorzucam serce), należały do innych pod względem pochodzenia grup. Dopełniaczowa końcówka –o (do kozanio, do Chebzio) dotyczy rzeczowników mających niegdyś końcówkę *-ьi̯e. Pisałem o tych wahaniach w swojej książce:

Czesak, Współczesne teksty śląskie…, Księgarnia Akademicka, Kraków [2015], s. 189

Pole i morze zaś przed miękczącą jotą nie miały półsamogłoski przedniej (jeru):

Mikkola 1903, s. 78

Skoro śląszczyzna to mowa Kochanowskiego (jest taki obiegowy pogląd), zerknijmy do Pieśni VII z Ksiąg pierwszych Mistrza z Czarnolasu:

Kreskowane á czytamy jak a zwykłe. Rádá = rada. Ale w słowie wesela na końcu a jest bez kreski. Jan Kochanowski, Małopolanin północny, wymawiał je zapewne jako dźwięk pośredni między o i a, czyli: weselo. Tak jest do dziś w przeważającej części Małopolski. Na Śląsku zaś na południu dominuje forma wiesieli, ale nam chodzi o dopełniacz. Przeważa –o, kontynuujące stan z wieku co najmniej XVI, zaś na Śląsku północnym powstała wymowa dyftongiczna [ou], zapisywane też w nowym alfabecie, używanym przez G. Kulika jako ŏ.

Bytom, Bytōm, Bytōń

Odpowiedź na dopełniacz od nazwy Bytom najlepiej znaleźć w żarcie, ale on jest tendencyjny, bowiem nie tak łatwo było faktycznie spotkać na Górnym Śląsku osobę, która ni w ząb nie rozumiała po niemiecku:


Humor ludowy jest spontaniczną i nie kontrolowaną dziedziną twórczości ustnej. Powstaje on i krąży … Wohin? – pado kasjerka. – Do Bytómia jeden bilet mi dejcie! A kasjerka zaś: – Wohin? … Jo staro baba byda się tam po Chinach smykać!

[Google]

Śląski dopełniacz od nazwy tego miasta powinien mieć końcówkę –a. Ma ją częściej w mowie niż w piśmie, bo tu zaczyna działać analogia z nazwami nijakimi, jak Zobrze czy Zołynże. I to w źródłach dość porządnych. Nie mogłem sprawdzić w korpusie śląskim (silling.org), bo błąd 502 mnie powitał. Oto więc przykłady wyguglane:
1)
Na zicher godali Wom ô cugu, kerym szło zajechać z Bytomio do Berlina we sztyry godziny, pra? Kej? Jedne Wom pedzōm „za zeszłyj Polski”, chocioż tak naprowdy to było bardzij za Niymca, bo godomy ô tyj tajli Ślōnska, kero ôstała sie przi Niymcach aże do sztyrdziestego piōntego. (
https://gryfnie.com/kultura/furgajoncy-pieron/),
2)
I tera se podziwejcie – yno niy chca być zmierzły na Krakusow – ale fakty som niyubłagane. A dyć, jak we Krakowie we 1896 roku napoczyni rozwożać o wprowadzyniu nowoczesnych bankow, to na Ślonsku łone już dwa roki jeździły i to niy yno po cyntrum wielgigo Bytomio, ale tyż po takich zopłociach jak choćby Chebdzie. I to pokazuje jak downy Ślonsk boł do przodku technicznie i gospodarczo. I tego piyrszyństwa niy opowoży sie nom zebrać żodyn, nawet tyn, kery Ślonska niy mo w zocy. (M. Szołtysek,
https://slask.onet.pl/w-czym-slask-przewyzszyl-krakow-pisze-marek-szoltysek/tx1dn )
3) Firma Fortum też napisała Bytomio:

Mamy więc fakt, który jest niezgodny z zasadą historyczną, ale podoba się coraz większej liczbie użytkowników śląszczyzny.
Przy okazji obserwujemy odejście od tradycyjnej śląskiej formy z –ń na rzecz formy polskiej z –m. Błędy (czy też warianty i innowacje językowe) nie biorą się znikąd, więc nie uważam sprawy za zamkniętą.

Nie podać nazwiska — źle. Podać nazwisko — narazić się na zarzut agitacji wyborczej. A co mi tam. Łukasza Kohuta miałem okazję kiedyś spotkać i było to spotkanie sympatyczne. To człowiek zaangażowany w działalność społeczną na Górnym Śląsku. Gdyby nie partyjne rozgrywki, byłby pewnie w sejmiku województwa śląskiego, a że miast niego wszedł tam osławiony żorzanin obywatel Kałuża, to może zamiast w Katowicach radzić Łukasz Kohut będzie w Brukseli i Strasburgu. Ale nie miało być nadmiernej chwalby, wszak za chwilę ulotka.

Ledwie wczoraj przypomniałem sobie i światu, że http://www.arturczesak.pl/wydarzenia/ulotki-wyborcze-zbieram/, a tu rybnickie media doniosły, że właśnie kandydat Wiosny Łukasz Kohut takowe rozdawał.

Dziś te doniesienia się potwierdziły. Na Twitterze zamieszczona została śląskojęzyczna ulotka. Tłumaczenie Stanisław Neblik (Fojerman), znakomite górnośląskie pióro.

Ulotka wyborcza po śląsku. Łukasz Kohut, Wiosna Biedronia

Z językowych rarytasów — jest także akrostych.
Konsekwencja
Otwartość
Humanizm
Uczciwość
Tolerancja

__________________________________

Czy uda się znaleźć jeszcze jakieś materiały wyborcze napisane nie w standardowej polszczyźnie? To zawsze ciekawy materiał do obserwacji kształtowania się nowych stylów funkcjonalnych w systemach językowych, które choćby z racji upiśmiennienia przestają być gwarami.

Śmieszą, oburzają i politowanie wywołują teksty, które wyglądają jak pomyślane w obcym języku i słowo po słowie przepisane na język polski. Przepisane, a nie przetłumaczone, bo nie chciałbym urazić tłumaczy.
Oto zapowiedź tekstu i materiału wideo w portalu wp.pl:

Przestała wyglądać jak ona. Jak głowa? Jak ona, czyli ona? Ale w linku: nie przypominała samej siebie.

https://video.wp.pl/i,drapnal-ja-kot-kilka-dni-pozniej-nie-przypominala-samej-siebie,mid,2037708,cid,2303650,klip.html?ticaid=11d783

Tekst jest o chorobie kociego pazura. Ciekawe, ważne, sensacyjne.

Dostałem dziś zaproszenie na II Przegląd Folkloru Pienin, Gorców i Podhala, który odbywać się będzie 1 i 2 czerwca w Maniowach.

Małopolska jest mozaiką kultur lokalnych, różniących się strojem i mową (gwarą). Na południu szczególnie. W samym powiecie nowotarskim, terytorialnie rozległym, bo też obejmującym także tereny górskie i leśne, można wymienić takich grup kilka. Od zachodu: Orawianie, Podhalanie, Spiszacy. Interaktywna mapa z portalu etnozagroda.pl wyróżnia Górali Ochotnickich, Górali Pienińskich i Szczawnickich, obejmuje też „tereny przejściowe”. To uczona nazwa na trudną do jednoznacznej klasyfikacji sytuację wahań i przemian tożsamościowych, na przykład obserwowany w ciągu kilkudziesięciu lat akces do atrakcyjniejszej i bardziej wyrazistej formacji kulturowej, w tym przypadku Podhalan.

Mapa z portalu etnozagroda.pl tworzonego przez MCK „Sokół”

Do Maniów — wsi z długą historią, a nowej, bo przeniesionej z poprzedniej siedziby, zajętej przez zalew na nieco mniej groźnym dzięki temu Dunajcu. Maniowy są siedzibą gminy Czorsztyn. W jej skład wchodzą miejscowości: Czorsztyn, Huba, Kluszkowce, Maniowy, Mizerna, Podbrzezie, Sromowce Niżne, Sromowce Wyżne. Zapewne na przeglądzie będzie można też spotkać zespoły i twórców z okolicznych gmin, więc i regionów.
Byłem niegdyś w Sromowcach Wyżnych i Niżnych — mogę powiedzieć, że system samogłoskowy tych gwar to temat fascynujący. Mam nadzieję, że usłyszę więcej, będę miał możność zapoznania się z gwarą na scenie i poza nią.

Informacja poprawnościowa. Tak, do Maniów, a nie do żadnych !Maniowych.

Robić w konia — robić z kogoś balona — robić kogoś w balona?

Bajka Czarownik i uczeń

Obawiam się, że we współczesnej, coraz bardziej ekspresywnej polszczyźnie częściej słychać inną wersję, z wulgarnym rzeczownikiem, a nie „konia” czy „balona”.
Mnie się wydaje, że to w zasadzie jedno i to samo: oszukać, zrobić z kogoś głupca, zawieść, wystrychnąć na dudka (to chyba materiał na następne Wyczesane rozmowy, bo co to niby znaczy wystrychnąć i dlaczego na dudka, a nie na szpaka. O powiedzeniu szpakami karmiony zresztą niedawno rozmawialiśmy).
Pani Redaktor Wioletta Gawlik wynalazła, że robienie kogoś „w konia” i robienie z kość „balona” to nie całkiem to samo i może wręcz powinniśmy się wystrzegać tego ujednolicania. Ja nie mam pewności.
Nadymanie się pychą (balon) czy głupota przy końskiej sile i wdrożeniu do ciężkiej pracy (koń)?
Zapraszam do posłuchania audycji:
Zrobić kogoś w balona czy w konia?

Zajmowaliśmy się tu różnymi słowami mniej lub bardziej obraźliwymi, między innymi modnym, lecz wcale nie łagodnym dzbanem.

Dziś łajza. W ukończonym pół wieku temu słowniku języka polskiego pod red. Witolda Doroszewskiego (pozytywizm + komunizm, ale w gruncie rzeczy cenny) pod hasłem łajza znajduje się informacja etymologiczna następującej treści:

może z nm. Laus = wesz

I tyle. Czyli że ktoś gdzieś na kogoś z niemiecka lub żydowska krzyczał, od wszy lub zawszonych wszarzy wyzywał? Nie jest to pozbawione prawdopodobieństwa, ale mnie się zdaje, że łajza także łazi, włóczy się, a nawet jak jest na miejscu, to też jakoś tak się snuje bez celu i bez czucia, zamiast robić to, co wszyscy, lub to, co trzeba.

W Dobrym słowniku zebraliśmy pod hasłem łajza dotychczasowe dane, ale czuję niedosyt. Może ktoś z Czytelników opowie, z czym w jego języku kojarzyć to niemiłe, ale nie całkiem wulgarne, bo trochę tajemnicze słowo?

Symon Budny podpisał Przedmowę do dokonanego przez siebie przekładu Biblii na polski.

Pisano w Zesławiu Litewskiem/ Miesiąca Maia 7 dnia Roku od narodzenia Syna Bożego 1572

Gdzie? W Zesławiu Litewskiem. Końcówka –em mówi nam, że dla autora nazwa ta była rodzaju nijakiego. Jakby to było Zesławie. Rodzaj nijaki przetrwał w białoruskiej nazwie, lecz zmienił się początek. Dziś w obu językach na początku jest Za-. Po polsku Zasław, po białorusku Zasłauje. Tak zresztą jest po białorusku: Заслаўе. Rzeczownik jest miękkotematowy, więc odmieniamy: w Zasławiu, a nie w Zasławie.

Temat d…y jest niezmiernie atrakcyjny. Po pierwsze okazuje się, że w kwestii antynikotynizmu wykazałem się kulturową ignorancją, czyli nie skojarzyłem tweeta GIS z plakatem Andrzeja Pągowskiego.

Graphic poster by Andrzej Pagowski “Cigarettes are for assholes” 1994


https://pagowski.pl/pl/p/PAPIEROSY-SA-DO-DUPY/102

Reprodukuję bez niczyjej zgody, ale za to ze strony, na której można sobie kupić autorski reprint.

Widocznie nigdy nie byłem dostatecznie młody. Co do słowa zaś — działa i wytrąca z drzemki, gdy nie jest nadmiernie często używane. Wtedy temat np. dupowatości Ślązaków (słowa Kazimierza Kutza wciąż drażniące i skłaniające do refleksji) bądź zachęta Juliana Tuwima, by tam go właśnie pocałować, skierowana do szerokich rzesz społecznych, tak jest mocna u żywiołowego, lecz zasadniczo nieobscenicznego poety.

Czy jeszcze są słowa, których nie wypada wymawiać i pisać? Chyba nie, bo wszelkie tematy tabu dawno zostały spenetrowane przez literaturę, sztukę filmową, reality shows i żywoty zwykłych ludzi. Dziś jednak nową przestrzeń objąłem wzrokiem, a być może brzydkie — w minionej epoce — słowo zostało opublikowane przez Główny Inspektorat Sanitarny.

Ale, ale — sam to powiem, zanim ktoś obśmieje ten wpis. Przecież instytucja państwowa nie użyła słowa na d. Wykropkowała je. Unik czy eufemizm nie zawsze sprawiają, że słowo czy wyrażenie zostanie „odbrzydzone” czy wręcz upiększone. Dobry słownik przypomina:

Nazwanie kłamcy człowiekiem oszczędnie gospodarującym prawdą nie sprawia, że kłamstwo nie jest godne potępienia. Cyniczny uśmiech nie zmienia rzeczywistości, choć relatywizuje etykę.

To obserwacja, a nie manifestacja oburzenia naznaczona hipokryzją.