Pijaństwa nie popieram, ale bywają biesiady, na których do obrazy Boskiej dojść nie musi, aczkolwiek suto zakrapiane.
Czy to przykazanie? A może groźba? A nuż pochwała mołojeckiej sławy i mocnej głowy? Zakaz oszukiwania towarzyszy stołu, a zwłaszcza kielicha?
Skrócony zapis procedur trzeźwiących, zatem prozdrowotnych?

Zapraszam do posłuchania o (nie)wylewaniu za kołnierz.

Z Panią Redaktor Wiolettą Gawlik o tym, co to znaczy nie wylewać za kołnierz

Więcej Rozmów wyczesanych do odsłuchania na stronie Radia Kraków.

Wreszcie pojąłem, dlaczego czterosylabowe łacińskie Vigilia stało się trzysylabowym staropolskim słowem Wilijá. Dwusylabowa Wilia [wil-ja] (jak [marja]) przez gardło mi przejść nie mogła, mimo że naukowy obiektywizm wymagałby odnotowania tego faktu.

Naukowy obiektywizm nie jest wszelako wymogiem radiowych gawęd z Panią Redaktor Wiolettą Gawlik-Janusz, uroczo zapowiadanych przez Pana Redaktora Pawła Sołtysika w piątkowe przedpołudnia w Radiu Kraków.

Zapraszam do przedwigilijnego posłuchania rozmowy o Wigilii (24 XII, pisanej przez W) i innych wigiliach, także całkiem w zasadzie świeckich.

O bogactwie wigilijnych zwyczajów zaś można rozprawiać nieskończenie. Zajrzyjmy dziś do notatki pewnego starca, zapisanej w roku 1818, dotyczącej Sulmierzyc, wówczas miasta w powiecie odolanowskim, a dziś w pow. krotoszyńskim (województwo wielkopolskie). Kolbergowi dziękczynienie za podjęcie trudu zgromadzenia tych opisów:

Vigilate et orate…

Jest się czym ucieszyć, mnóstwo wiedzy, ludzkich opowieści, badawczego trudu.

Poniżej przykładowe hasła ze środka publikacji.

Na Wydziale Polonistyki UJ odbyła się dziś przemiła uroczystość — premiera Słownictwa i kultury ludowej gminy Wiśniowa i uniwersyteckie podsumowanie projektu Gminnego Ośrodka Kultury i Sportu w Wiśniowej oraz Sekcji Dialektologii i Socjolingwistyki Koła Naukowego Językoznawców Studentów UJ w ramach akcji Ojczysty — dodaj do ulubionych, koordynowanej przez Narodowe Centrum Kultury.
Książka jest owocem kilku wyjazdów badawczych, współpracy Mieszkańców i Władz Gminy Wiśniowa, zawiera skrótowy opis gwary, część słownikową, artykuły dotyczące wybranych aspektów dziedzictwa kultury i pamięci (zwyczaje, wspomnienia z czasów wojny) oraz transkrypcje kilku wywiadów.
Podczas spotkania prowadzonego przez Olgę Radziszewską, koordynatorkę całości prac, głos zabrali: prof. Renata Przybylska, dziekan Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, prof. Maciej Rak, opiekun merytoryczny projektu, Agnieszka Dudek-Wargowska, dyrektor GOKiS w Wiśniowej, Bogumił Tadeusz Pawlak, wójt Gminy Wiśniowa, Monika Brytan, koordynatorka jednego z zespołów tworzących dzieło, prof. Kazimierz Sikora.
Mogliśmy też posłuchać śpiywek w gwarze wiśniowskiej wykonanych  przez członkinie miejscowego zespołu „Banda Burek”.

Dobra robota. Dobre spotkanie.

Czar albo koszmar. Sam nie wiem, jakoś nigdy nie wzdychałem z zachwytem nad elementarzem Falskiego. Znajdowały się atoli takie teksty w XIX-wiecznych podręcznikach do polskiego, które mnie ciekawiły.

Dziś czytanka o Arturku. Tak właśnie. Nie tylko Ala, Ola i Olek mają prawo wdzierania się w młode chłonne dziecięce umysły. Oto Arturek z dzieła Najnowszy Alfabet Polski Historyczno-Obrazkowy ofiarowany dobrym i pilnym dziatkom (1838).

Obawiam ja się, że to są postoświeceniowe złudzenia epoki romantyzmu. Książka jednak dość zacna — podawała wiadomości o tych pisarzach, których wolno było wspominać w Warszawie roku 1838, m.in. o Byronie.
Mnie się podoba portret Jana Kochanowskiego i wyjaśnienie, że wojskim sandomierskim chciał on być dlatego, że to go uwalniało od konieczności uczestnictwa w wyprawach wojennych.

Dziwne te wyobrażenia o modzie polskiej XVI wieku.

Przy okazji, zgadało się w Dobrym słowniku i na Facebooku

o słowie modowy. Pisze się o nim na przykład tak:

Słowo modowy pojawiło się w obiegu leksykalnym polszczyzny stosunkowo niedawno. Wymyślili je blogerki i blogerzy piszący o modzie, niezadowoleni z tego, że w języku polskim brakuje przymiotnika dobrze oddającego znaczenie ‘związany z modą, poświęcony modzie, dotyczący mody’.
Z tego powodu wszelkie angielskie określenia w rodzaju fashion blog,fashion house, fashion magazine, fashion daysfashion inspirations itp. zaczęto „przekładać” na blog modowy, sklep modowy,magazyn modowydni modowe, inspiracje modowe.
Tymczasem polszczyzna ogólnoliteracka przymiotnika modowy nie zna, nie notował go i nadal nie notuje żaden słownik języka polskiego [podkreślenie — AC]. (Maciej Malinowski)

Ufam, ale sprawdzam!

Rzecz w tym, że notował! W 1969 roku suplement do Słownika języka polskiego pod redakcją Witolda Doroszewskiego.
Czyli nie nowość, lecz wciąż drażni. Ciekawostka.

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego opublikowało właśnie komunikat „w sprawie wykazu wydawnictw publikujących recenzowane monografie naukowe”. Oczywistości nie ma co komentować. Raczej odnotuję, że brak mi co najmniej kilku sensownych wydawnictw naukowych, obecność niektórych na liście wywołuje zdziwienie. Niektórych dlatego, że pierwsze o nich słyszę, ale nie jestem polihistorem, żeby wiedzieć, kto cenne prace z marketingu lub gleboznawstwa publikuje. Innych obecność mnie dziwi, bo znane mi są ich publikacje, a poddawane rygorom recenzyjnym stanowią tylko część ich działalności.

Co jednak cieszy mnie najbardziej? Literówka. Bo zawsze czytam teksty (także własne) do pierwszej literówki, a potem się zastanawiam, co dalej.

Oficjalny komunikat Ministerstwa

W wykazie jest więc Wydawnictwo Pallotinum (przez jedno „t”). Naprawdę wydawnictwo pisze się przez dwa „t”: Pallottinum.

Logo Wydawnictwa Pallotynów

Mamy więc w komunikacie ministerialnym „oczywisty błąd literowy”, ale ciekaw jestem, czy zostanie wydane sprostowanie albo czy trzeba będzie sążnistych prawniczych wywodów, które zezwolą ewaluatorom na uznanie publikacji pallotynów (palotynów) za godne przyznania punktów na podstawie komunikatu, a nie osobnych każdorazowych decyzji KEN (Komisji Ewaluacji Nauki).

Kto chce dostrzec w tej literówce (oficjalnie: błędzie literowym) metaforę pośpieszności, „połebkizmu” i ignorancji merytorycznej wszechwładnych ministerialnych komunikatopisarzy, niech dostrzega. Hunwejbini reformy i parametryzacji (podziwu godna konsekwencja rządów trojga ostatnich ministrów) uradowani.

Co dalej? Usługi korektorskie swoje polecam.

W 1948 bullę papieża Hadriana IV (1155) opisał Stanisław Rospond w katalogu wystawy śląskich poloniców (śląskich silesiaców?):

Zawiera przeszło 50 nazw miejscowych i osobowych wyłącznie polskich, które niejednokrotnie aż do najnowszych czasów przetrwały, tylko mniej lub bardziej zgermanizowane.

Mnie jednak dziś zainteresowała jedna tylko: Gradice. Golensicezke.

Czy to Golęszyce? Ale miasto, gród czy całe terytorium plemienne ((pre)narodowe)? Golęszyce mieli mieszkać w Kotlinie Opawskiej, a wtedy nic się z niczym nie chce zgodzić. Czy to Racibórz, czy może całość terytorium, a może Holasovice — dziś wieś, ale zamieszkana od 4500 lat.

Darstellungen und Quellen zur schlesischen Geschichte. Bd. 3. Studien zur schlesischen Kirchengeschichte, Breslau 1907, s. 175 https://www.dbc.wroc.pl/dlibra/docmetadata?id=4979&from=publication

Może nauki historyczne są w stanie coś więcej wyinterpretować, a może już wyinterpretowały, tylko do mnie to nie dotarło. Trzeba zwrócić uwagę na sposób oddania brzmienia nosowego przez en. To też przyczynek do historii słowiańskich samogłosek nosowych, których lubią się współcześni Górnoślązacy (zwłaszcza z terenu wielkomiejskiego) wypierać. Nie takie to proste, wcale nie, jak piali lubelscy pieśniarze ostatniej ćwierci wieku XX.

Na nic żadne wywody, jeśli tego nie usłyszycie. Czy jest coś dziwnego w relacji dziennikarza TVP Tomasza Jędruchowa z Kuala Lumpur?

Od stu lat, od kiedy to językoznawcy obserwują tak zwane udźwięcznienie międzywyrazowe, powiada się, że różnica obserwowana w połączeniach bezdźwięcznego wygłosu i wokalicznego lub sonornego spółgłoskowego nagłosu wyrazu następującego nie dotyczy przyimków. Współczesne obserwacje języka mediów dostarczają wielu przykładów niedziałania tego procesu, niedziałania tej reguły, odstępstw od normy albo ewolucji zwyczajów wymawianiowych współczesnych Polaków.

W wypowiedzi dziennikarza Telewizji Polskiej wyraźnie słychać pot Moskwą, a nie pod, jak zwykle wymawia się ten przyimek. Czy wynika to z tego, Tomasz Jędruchów zrobił tam nieuzasadnioną mikropauzę? Na pewno mikropauza jest we frazie przet zakończeniem. Tu bowiem, gdyby nie było pauzy, obowiązkowo powstała grupa spółgłosek dźwięcznych musiałaby być dźwięczna [pšedzakońčeńem]. Czy może tak właśnie wypowiada on te połączenia? Podaję ten pierwszy z brzegu przykład, żeby nie być gołosłownym.

Panna młoda zwie się Oksana Wojewodina. Szczegóły perypetii polityczno-miłosnych malezyjskiego króla i słoneczny widoczek z Azji tutaj: https://wiadomosci.tvp.pl/40757346/milosc-nie-wybiera.

Ksiądz biskup Adam Krasiński pięknie opisał stan i postęp wiedzy językoznawczej w wieku XIX (pisał to bodaj w 1885, opublikował we wstępie do swego Słownika synonimów polskich). Zaraz też oddał hołd prądom myślowym swej epoki, które stan społeczności ludzkich wiązały ze stopniem rozwoju języka. Prawda to i nieprawda zarazem, gdy się dobrze pomyśli i powynajduje kontrargumenty.

Bywa wszak i tak przecie, że pojęcia funkcjonujące w różnie zorganizowanych społeczeństwach są nieprzystawalne, ale nie musi to oznaczać ubóstwa tych „mniej cywilizowanych”.
Jest się wszelako nad czym chwilę zastanowić.

Ciekawie tu mamy upostaciowioną (spersonifikowaną) myśl narodu, pracującą przez wieki. Przy tej okazji zastanowiło mnie, czy rzeczywiście brak związku między kozą — zwierzęciem a kozą, w której zamykają.

Wersję łacińską podaję za Erazmem z Rotterdamu, albo, jak pisano dawniej — z Czerwonej Grobli. Tydzień temu w Radiu Kraków opowiadałem, że w zasadzie nie wiadomo w karnawałowym czasie, czy wylewać albo może nie wylewać za kołnierz (przy okazji wywołałem wreszcie śnieg i mróz). Dziś w kwestii lania sprawa jest jasna: nie należy dolewać oliwy do ognia. Lać wody też nie trzeba, więc po prostu zapraszam do posłuchania. Więcej Wyczesanych rozmów na stronie Radia Kraków.

Każdy wiedzieć powinien, że współcześnie jubileusz jest któryś, a nie iluśletni. Dawniej było inaczej, więc nie ma się co dziwić, że Klementyna z Tańskich Hoffmanowa pisała o stuletnim, a właściwie stóletnim, przez ó, jubileuszu. Wzdychała i zastanawiała się, co będzie w odległym o wiek roku 1917. A tu już dwieście lat od chwil tej refleksji minęło.

Jedno wiadomo — rocznicę koronacji jasnogórskiego obrazu obchodzono publicznie, uroczyście, nawet państwowo. Ale czy wnuki dziś są pobożne i szczęśliwsze?
Narodowy Bank Polski, bank centralny niepodległej Polski, nawet banknot okolicznościowy wydał. Ładny.

Spostrzeżenie dotyczące ortografii i wymowy. Wydaje mi się, że problemy z pisownią cząstki morfologicznej super z innymi elementami są powiązane z wymową. Mianowicie:

mamy pisać super łącznie, ale gdy tłumaczymy na polski napis z koszulki ze sklepu nadwyraz.com

to jak mówimy: jaką Ty masz suPERmoc czy superMOC?
Jeśli akcentujemy na PER, to pisownia łączna jest w pełni słuszna i akcent taki dowodzi, że mamy do czynienia z jednym wyrazem złożonym, akcentowanym, jak większość polskich rzeczowników, na przedostatniej sylabie. Jak kuCHENka czy meGAwat.
Jeśli akcentujemy MOC, to chyba podświadomie czujemy, że są to dwa wyrazy. I wtedy mniej dziwi, że niektórzy wbrew zaleceniom normy ortograficznej piszą super moc.

Te wahania ortograficzne nie dotyczą wszystkich jednostek leksykalnych z super. Nie ma kłopotów z fizycznymi superstrunami ani z politologicznym supermocarstwem, gdzie super znaczy ‘ponad’. Jest kłopot z supercenami superzabawą, w których to jednostkach super znaczy ‘bardzo dobry, świetny, ekstra’.

Mamy więc pewną chwiejność. Jedni forsują zdanie prof. E. Polańskiego, autora zasad pisowni opublikowanych w WSO PWN (zasady są autorskie czy „państwowe” — ktoś mi to kiedyś musi wyjaśnić) i korpusowo podbudowanym przekonaniem USJP PWN, że to jest nieco inaczej:

super- ‹łac. ‘nad’› «pierwszy człon wyrazów złożonych podkreślający najwyższy stopień (lub wykraczanie poza normę, poza zwykły stan), najwyższą jakość tego, co oznacza drugi człon złożenia, np. supernowoczesny, superfilm»

super ‹łac. ‘nad’› pot.
a) «nadzwyczajnie, znakomicie, świetnie; ekstra»:
Zrobiłeś to super.
Wyglądasz super w tej marynarce.
Na wakacjach było super.
b) «słowo używane dla podkreślenia intensywności jakiejś cechy; bardzo»:
Super gorący zespół szybko rozgrzewa publiczność.
super w użyciu przym. pot. «nadzwyczajny, niezwykły»:
To była naprawdę super okazja.

Kto kogo przekona? Na razie nie można pomijać milczeniem tego interpretacyjnego i pisownianego rozdwojenia.