Na nic żadne wywody, jeśli tego nie usłyszycie. Czy jest coś dziwnego w relacji dziennikarza TVP Tomasza Jędruchowa z Kuala Lumpur?

Od stu lat, od kiedy to językoznawcy obserwują tak zwane udźwięcznienie międzywyrazowe, powiada się, że różnica obserwowana w połączeniach bezdźwięcznego wygłosu i wokalicznego lub sonornego spółgłoskowego nagłosu wyrazu następującego nie dotyczy przyimków. Współczesne obserwacje języka mediów dostarczają wielu przykładów niedziałania tego procesu, niedziałania tej reguły, odstępstw od normy albo ewolucji zwyczajów wymawianiowych współczesnych Polaków.

W wypowiedzi dziennikarza Telewizji Polskiej wyraźnie słychać pot Moskwą, a nie pod, jak zwykle wymawia się ten przyimek. Czy wynika to z tego, Tomasz Jędruchów zrobił tam nieuzasadnioną mikropauzę? Na pewno mikropauza jest we frazie przet zakończeniem. Tu bowiem, gdyby nie było pauzy, obowiązkowo powstała grupa spółgłosek dźwięcznych musiałaby być dźwięczna [pšedzakońčeńem]. Czy może tak właśnie wypowiada on te połączenia? Podaję ten pierwszy z brzegu przykład, żeby nie być gołosłownym.

Panna młoda zwie się Oksana Wojewodina. Szczegóły perypetii polityczno-miłosnych malezyjskiego króla i słoneczny widoczek z Azji tutaj: https://wiadomosci.tvp.pl/40757346/milosc-nie-wybiera.

Ksiądz biskup Adam Krasiński pięknie opisał stan i postęp wiedzy językoznawczej w wieku XIX (pisał to bodaj w 1885, opublikował we wstępie do swego Słownika synonimów polskich). Zaraz też oddał hołd prądom myślowym swej epoki, które stan społeczności ludzkich wiązały ze stopniem rozwoju języka. Prawda to i nieprawda zarazem, gdy się dobrze pomyśli i powynajduje kontrargumenty.

Bywa wszak i tak przecie, że pojęcia funkcjonujące w różnie zorganizowanych społeczeństwach są nieprzystawalne, ale nie musi to oznaczać ubóstwa tych „mniej cywilizowanych”.
Jest się wszelako nad czym chwilę zastanowić.

Ciekawie tu mamy upostaciowioną (spersonifikowaną) myśl narodu, pracującą przez wieki. Przy tej okazji zastanowiło mnie, czy rzeczywiście brak związku między kozą — zwierzęciem a kozą, w której zamykają.

Wersję łacińską podaję za Erazmem z Rotterdamu, albo, jak pisano dawniej — z Czerwonej Grobli. Tydzień temu w Radiu Kraków opowiadałem, że w zasadzie nie wiadomo w karnawałowym czasie, czy wylewać albo może nie wylewać za kołnierz (przy okazji wywołałem wreszcie śnieg i mróz). Dziś w kwestii lania sprawa jest jasna: nie należy dolewać oliwy do ognia. Lać wody też nie trzeba, więc po prostu zapraszam do posłuchania. Więcej Wyczesanych rozmów na stronie Radia Kraków.

Każdy wiedzieć powinien, że współcześnie jubileusz jest któryś, a nie iluśletni. Dawniej było inaczej, więc nie ma się co dziwić, że Klementyna z Tańskich Hoffmanowa pisała o stuletnim, a właściwie stóletnim, przez ó, jubileuszu. Wzdychała i zastanawiała się, co będzie w odległym o wiek roku 1917. A tu już dwieście lat od chwil tej refleksji minęło.

Jedno wiadomo — rocznicę koronacji jasnogórskiego obrazu obchodzono publicznie, uroczyście, nawet państwowo. Ale czy wnuki dziś są pobożne i szczęśliwsze?
Narodowy Bank Polski, bank centralny niepodległej Polski, nawet banknot okolicznościowy wydał. Ładny.

Pijaństwa nie popieram, ale bywają biesiady, na których do obrazy Boskiej dojść nie musi, aczkolwiek suto zakrapiane.
Czy to przykazanie? A może groźba? A nuż pochwała mołojeckiej sławy i mocnej głowy? Zakaz oszukiwania towarzyszy stołu, a zwłaszcza kielicha?
Skrócony zapis procedur trzeźwiących, zatem prozdrowotnych?

Zapraszam do posłuchania o (nie)wylewaniu za kołnierz.

Z Panią Redaktor Wiolettą Gawlik o tym, co to znaczy nie wylewać za kołnierz

Więcej Rozmów wyczesanych do odsłuchania na stronie Radia Kraków.

Wreszcie pojąłem, dlaczego czterosylabowe łacińskie Vigilia stało się trzysylabowym staropolskim słowem Wilijá. Dwusylabowa Wilia [wil-ja] (jak [marja]) przez gardło mi przejść nie mogła, mimo że naukowy obiektywizm wymagałby odnotowania tego faktu.

Naukowy obiektywizm nie jest wszelako wymogiem radiowych gawęd z Panią Redaktor Wiolettą Gawlik-Janusz, uroczo zapowiadanych przez Pana Redaktora Pawła Sołtysika w piątkowe przedpołudnia w Radiu Kraków.

Zapraszam do przedwigilijnego posłuchania rozmowy o Wigilii (24 XII, pisanej przez W) i innych wigiliach, także całkiem w zasadzie świeckich.

O bogactwie wigilijnych zwyczajów zaś można rozprawiać nieskończenie. Zajrzyjmy dziś do notatki pewnego starca, zapisanej w roku 1818, dotyczącej Sulmierzyc, wówczas miasta w powiecie odolanowskim, a dziś w pow. krotoszyńskim (województwo wielkopolskie). Kolbergowi dziękczynienie za podjęcie trudu zgromadzenia tych opisów:

Vigilate et orate…

Spostrzeżenie dotyczące ortografii i wymowy. Wydaje mi się, że problemy z pisownią cząstki morfologicznej super z innymi elementami są powiązane z wymową. Mianowicie:

mamy pisać super łącznie, ale gdy tłumaczymy na polski napis z koszulki ze sklepu nadwyraz.com

to jak mówimy: jaką Ty masz suPERmoc czy superMOC?
Jeśli akcentujemy na PER, to pisownia łączna jest w pełni słuszna i akcent taki dowodzi, że mamy do czynienia z jednym wyrazem złożonym, akcentowanym, jak większość polskich rzeczowników, na przedostatniej sylabie. Jak kuCHENka czy meGAwat.
Jeśli akcentujemy MOC, to chyba podświadomie czujemy, że są to dwa wyrazy. I wtedy mniej dziwi, że niektórzy wbrew zaleceniom normy ortograficznej piszą super moc.

Te wahania ortograficzne nie dotyczą wszystkich jednostek leksykalnych z super. Nie ma kłopotów z fizycznymi superstrunami ani z politologicznym supermocarstwem, gdzie super znaczy ‘ponad’. Jest kłopot z supercenami superzabawą, w których to jednostkach super znaczy ‘bardzo dobry, świetny, ekstra’.

Mamy więc pewną chwiejność. Jedni forsują zdanie prof. E. Polańskiego, autora zasad pisowni opublikowanych w WSO PWN (zasady są autorskie czy „państwowe” — ktoś mi to kiedyś musi wyjaśnić) i korpusowo podbudowanym przekonaniem USJP PWN, że to jest nieco inaczej:

super- ‹łac. ‘nad’› «pierwszy człon wyrazów złożonych podkreślający najwyższy stopień (lub wykraczanie poza normę, poza zwykły stan), najwyższą jakość tego, co oznacza drugi człon złożenia, np. supernowoczesny, superfilm»

super ‹łac. ‘nad’› pot.
a) «nadzwyczajnie, znakomicie, świetnie; ekstra»:
Zrobiłeś to super.
Wyglądasz super w tej marynarce.
Na wakacjach było super.
b) «słowo używane dla podkreślenia intensywności jakiejś cechy; bardzo»:
Super gorący zespół szybko rozgrzewa publiczność.
super w użyciu przym. pot. «nadzwyczajny, niezwykły»:
To była naprawdę super okazja.

Kto kogo przekona? Na razie nie można pomijać milczeniem tego interpretacyjnego i pisownianego rozdwojenia.

Jest się czym ucieszyć, mnóstwo wiedzy, ludzkich opowieści, badawczego trudu.

Poniżej przykładowe hasła ze środka publikacji.

Na Wydziale Polonistyki UJ odbyła się dziś przemiła uroczystość — premiera Słownictwa i kultury ludowej gminy Wiśniowa i uniwersyteckie podsumowanie projektu Gminnego Ośrodka Kultury i Sportu w Wiśniowej oraz Sekcji Dialektologii i Socjolingwistyki Koła Naukowego Językoznawców Studentów UJ w ramach akcji Ojczysty — dodaj do ulubionych, koordynowanej przez Narodowe Centrum Kultury.
Książka jest owocem kilku wyjazdów badawczych, współpracy Mieszkańców i Władz Gminy Wiśniowa, zawiera skrótowy opis gwary, część słownikową, artykuły dotyczące wybranych aspektów dziedzictwa kultury i pamięci (zwyczaje, wspomnienia z czasów wojny) oraz transkrypcje kilku wywiadów.
Podczas spotkania prowadzonego przez Olgę Radziszewską, koordynatorkę całości prac, głos zabrali: prof. Renata Przybylska, dziekan Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, prof. Maciej Rak, opiekun merytoryczny projektu, Agnieszka Dudek-Wargowska, dyrektor GOKiS w Wiśniowej, Bogumił Tadeusz Pawlak, wójt Gminy Wiśniowa, Monika Brytan, koordynatorka jednego z zespołów tworzących dzieło, prof. Kazimierz Sikora.
Mogliśmy też posłuchać śpiywek w gwarze wiśniowskiej wykonanych  przez członkinie miejscowego zespołu „Banda Burek”.

Dobra robota. Dobre spotkanie.

Stylistyka codzienna to nowa seria, która będzie publikowana nie codziennie, ale od czasu do czasu. Człowiek czyta różne rzeczy, a o niektórych ku własnemu oświeceniu i dla pożytku społecznego warto może napisać.
Dziś komunikat Ochotniczej Straży Pożarnej z Gorzowa Śląskiego:

Najpierw tekst, potem komentarze

Około godz. 15:50 zostaliśmy zadysponowani do usunięcia niebezpiecznie pochylonego drzewa na drogą gminną w miejscowości Pawłowice. Po dojeździe na miejsce zdarzenia i przeprowadzeniu rozpoznania, stwierdzono że najprawdopodobniej w wyniku działania silnego wiatru oraz podmokłego terenu, doszło do przechylenia się drzewa nad jezdnię, co stwarzało bezpośrednie zagrożenie dla użytkowników drogi. [Źródło: Facebook]

W czym problem? Dlaczego pan stylista (a może stylistyk — coby odróżnić od np. Tomasza Jacykowa) czepia się poczciwych druhów z OSP, którzy robią dobrą robotę?

Pochyłe drzewo i składnia czasownika zadysponować

Chodzi o to, że w tekście o działaniach jednostki — napisanym stylem oficjalnym, urzędowym (młodzież mówi z angielsko-łacińska: formalnym) — jest:

„najprawdopodobniej w wyniku działania silnego wiatru oraz podmokłego terenu, doszło do przechylenia się drzewa nad jezdnię”.

Wiatr na pewno działał. Ale czy podmokły teren także działał? Użycie spójnika „i” sugeruje albo może sugerować, że tak, ale zwyczajne poczucie językowe, nie opierające się na wiedzy dotyczącej gleb i geodezji, mówi nam (mnie na pewno tak mówi), że grunt po prostu jakiś stale jest, a nie działa, choć bywa, że podłoże pracuje, ale to najczęściej w odniesieniu do budynków. Zatem drzewo stało na nieco (chyba) podmokłym gruncie. Całkiem podmokły grunt ten być nie mógł, skoro drzewo tuż obok utwardzonej drogi rosło.
Interpunkcja intuicyjna, występująca w cytowanym tekście, nie jest przedmiotem rozważań stylistycznych.
Cechą stylu urzędowego jest także predylekcja dla konstrukcji wielosłownych, nominalnych, czyli zapewne ktoś zadzwonił z informacją, że drzewo się przechyliło, ale w opisie na Facebooka doszło do przechylenia się drzewa. Jest w tym taki sens (albo i nie), ktoś powie, że drzewo też raczej nie ma własnej silnej woli, czyli przechyla się w wyniku oddziaływań lub zmiany sytuacji, a nie tak jak człowiek, który schyla się sam z własnej woli, żeby podnieść długopis na przykład.

Zadysponowany

Ten imiesłów przymiotnikowy wymaga zestawienia z paroma innymi, nowymi, przynajmniej w społecznym poczuciu językowym: zaopiekowanyzadaniowany. Pierwszy pojawił się w języku opiekunów osób chorych i niepełnosprawnych (z niepełnosprawnościami), drugi obecny był w żargonie komunistycznych służb specjalnych i żyje w publicystyce nawiązującej do tych mrocznych i kompromitujących zależności.
Gdy ktoś został zadysponowany, to znaczy, że ktoś inny, władny to uczynić, wydał dyspozycję, zadysponował, kazał coś zrobić.
Schemat dawniejszy (za SJPD i USJP) to zadysponować coś
Pobiegł zadysponować lando.
Zadysponowaliśmy gorącą kolację.
Czyli coś zostało zadysponowane (lando, kolacja).
Lub: zadysponować komuś (coś):
Dla pana redaktora — zadysponował chłopcu — polędwiczka (…)

Opisywaną sytuację strażaków w bardziej klasycznej polszczyźnie ujęto by, zdaje się, następująco: dyspozytor zadysponował (komu) jednostce (co) wyjazd. Lecz w obecnych czasach zadysponować (jednostkę, kogoś, strażaków) to wysłać.
Dziś około godziny 6:04 dyspozytor SKKP zadysponował jednostkę OSP Miłosław do płonącego auta na ulicy Słowackiego w Miłosławiu.
Jednostka została zadysponowana

Ten czasownik z nowym schematem składniowym warto było opisać trochę dokładniej. Tak to bywa, że jakieś stylistyczne mrowienie, poczucie, że coś jest inaczej niż zwykle, wynika zazwyczaj z faktycznej zmiany w języku.
Trzeba by zadysponować Dobry słownik do zgłębienia tej kwestii.